Literackie Czwartki: "Niebo w kruszonce" Emilia

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Emilia stała w otwartych drzwiach galerii, patrząc na swoje miasto, które rozkwitało wraz z wiosną. Na usianej piegami twarzy kobiety zabłąkał się uśmiech, równie łagodny jak jej spojrzenie obejmujące z czułością to wszystko, co kochała. Jej Lublin. Stare Miasto. Miejsce, które przyjęło Emilię bez zastrzeżeń, nie wytykając jej dziwactw, które były przecież jedynie szczerymi odruchami serca. Bo czy to, że pochylała się nad każdym życiem, włącznie z dżdżownicą wędrującą po chodniku, na którym groziło jej rozdeptanie, było czymś, co naprawdę tak trudno zrozumieć? Albo to, że nigdy o nikim źle nie mówiła, złe uwagi zostawiając dla siebie i nie czując potrzeby roznoszenia ich dalej, było powodem do nazywania jej wariatką? 
Nie wtapiała się w masę i nie poddawała ogólnie panującym trendom, będąc sobie sterem i okrętem. Cieszyła się drobnymi rzeczami, dostrzegała szczegóły, którymi potrafiła się zachwycić bez zdziwienia, że inni przechodzą obok nich obojętnie, i przyzwyczaiła się do tego, że na osiedlu, gdzie mieszkała, wytykano ją palcami. 
Jednego tylko zrozumieć nie potrafiła - skąd w ludziach brało się tyle niechęci i jadu, którym zatruwali życie innych i samych siebie? Jak to możliwe, że w sercu człowieka, stworzonym przecież do kochania, zadomowiła się zawiść, zazdrość, brak akceptacji dla tego, co odbiegało od normy, a nawet nienawiść, niczym nieuzasadniona? 
Emilia nie potrafiła tego zrozumieć, nosząc w sobie przeczytane kiedyś słowa Phila Bosmansa: "Człowiecze serce - takie maleńkie, 
na naszej ogromnej planecie. W nim jednak przychodzi na świat miłość.". 
Co ludzie zrobili z tą miłością? 
Emilia potrząsnęła głową, a rude loki błysnęły w słońcu, zupełnie jakby jasne promyki powplatały się we włosy kobiety. Majowy poranek uśmiechnął się, a figlarny wiatr porwał do tańca długą spódnicę, rozczarowaną, gdy kobieca dłoń wyrwała ją z wietrznych objęć. 
Młoda kelnerka z sąsiadującej z galerią "Akwareli" skinęła uprzejmie głową, witając się z Emilią z serdecznością. Emilia odwzajemniła pozdrowienie, uśmiechając się do młodziutkiej dziewczyny tak jasno, jak maj do niej. Tak, to było jej miejsce. Znała tu prawie wszystkie zakątki, miała swoich zaprzyjaźnionych znajomych, których nie dziwiło w Emilii absolutnie nic. Wpadała na pogaduszki do biblioteki, a w "Mandragorze" wypijała miętową herbatę. W pobliskiej Bazylice u Ojców Dominikanów modliła się za duszę Marianny, wierząc, że odnalazła w końcu swoje szczęście i spotkała Edwarda, który przecież tylko do niej należał. Emilia ukradła im zaledwie kilka chwil, dla których jednak warto było żyć, pomimo wszystko. 
Myśl o Mariannie ogrzała ciepłem serce Emilii. Tęskniła za nią. Czuła jej obecność i cieszyła się z niej wiedząc, że Marianna jej nie sprawdza, ani nie kontroluje, a jedynie czuwa. Jak anioł. 
Miasto powoli nabierało tempa, Rynek przed Ratuszem zaludniał się, a języki, których strzępki dolatywały wraz z wiatrem do Emilii, mieszały się jak w Wieży Babel. Lublin magnetyzował i czarował, podobnie jak galeria, w którą Emilia włożyła serce, przyciągając ludzi, jak ona, spragnionych piękna. 
Monika A. Oleksa 

Plac po Farze, Stare Miasto, Lublin
   
Powyższy fragment nie jest częścią książki. Powstał, aby przybliżyć jedną z moich ulubionych bohaterek i pozwolić Czytelnikowi poczuć klimat "Nieba w kruszonce", premiera którego już 30 maja:D    

Plac po Farze z drugiej strony



I nasz lubelski Koziołek:)

Komentarze

  1. No wreszcie wiem kiedy premiera....już to "Niebo w kruszonce" chciałabym dotknąć...a przy okazji przypomniał mi się pobyt w Lublinie w tamtym roku ,w czerwcu....we wszystkich tych miejscach co tu widzę byłam,a w "Mandragorze" byłyśmy w "piąteczkę" i całkiem fajnie nam się "dogadywało"....

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję, to już całkiem niedługo:) Nie tylko uchylasz rąbek tajemnicy, ale także z sercem pokazujesz swoje miasto:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny ten Lublin a książka zapowiada się bardzo ciekawie . Już nie mogę się doczekać .

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię przejść przez Stare Miasto, kiedy jestem w Lublinie. Miejsca przez Ciebie opisane zapisuję w pamięci (-: Na książkę oczywiście czekam niecierpliwie (-: Pozdrawiam serdecznie R.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak