Wtorkowe spotkania kulturalne: Joanna M. Chmielewska "Pod Wędrownym Aniołem" - spotkanie w Lublinie

Joanna Maria Chmielewska na spotkaniu w Lublinie 

W ubiegły piątek, 20 maja, miałam ogromną przyjemność poprowadzić spotkanie autorskie z Joanną Marią Chmielewską, której książki trafiają celnie do serc dorosłych i dzieci. 
Lublin powitał pisarkę ze Szklarskiej Poręby uśmiechem słońca, i w jasnych promieniach ukazał cały swój urok, kusząc obietnicą odsłonięcia więcej, jeśli tylko da się mu na to szansę. Zmienił się od czasu, gdy Joasia tu studiowała. Rozrósł się, zazielenił i wypiękniał, choć niektóre rzeczy pozostały wciąż takie same. 
Filia 28 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie otworzyła swoje gościnne drzwi dla sztuki, a serdeczność pani kierownik Marii Poręby, czuwającej nad dopięciem wszystkiego pani Iwony Rogali oraz Czytelników, którzy dopisali i przyszli z ciekawością posłuchać autorki "Poduszki w różowe słonie" - KLIK, dała się odczuć już od progu. Cały zespół bibliotecznej Filii 28 - pani Maria Poręba, Iwona Rogala, Beata Gryka, i ja:), mocno zabiegał o zaproszenie Joanny M. Chmielewskiej do Lublina. Udało się sfinalizować spotkanie w jednym z najpiękniejszych miesięcy roku, w maju pachnącym bzami, jaśminem i konwaliami, i kwitnącym bordowym głogiem, kojarzącym się Joasi właśnie z Lublinem :) (Agnieszko, dziękuję za pomoc botanika! :D ). 

Lubię rozmawiać z ciekawymi ludźmi, od których wiele się uczę
Pani Maria Poręba, kierowniczka Filii 28 w Lublinie, zawsze pełna serdeczności
Ciekawe rozmowy zawsze za szybko się kończą... 

Joasia, pomimo tego, że wyruszyła ze Szklarskiej Poręby przed czwartą rano, była pełna energii, którą zarażała, i dzięki której ten majowy wieczór rozbudził apetyt na życie.
W ciągu ponad godzinnego spotkania przewędrowałyśmy przez ścieżki, które skusiły Joasię i sprawiły, że wyruszając na ich poszukiwanie, zostawiła bezpieczną i stabilną codzienność w Gryficach, i wraz z mężem i dziećmi zamieszkała w zupełnie obcym dla nich miejscu, gdzie wszystko musieli zaczynać od nowa, niepewni tego, co przyniesie przyszłość. 
Najnowsza książka Joanny M. Chmielewskiej "Pod Wędrownym Aniołem" opowiada właśnie o tym - o spełnionym marzeniu, które wypłynęło po latach zduszenia, stając się pragnieniem serca - wydobytym i wysłuchanym. Słowa: "Moim marzeniem jest napisać książkę...", wypowiedziane głośno, dały siłę i popchnęły do wyruszenia w nieznane, które stało się  początkiem wielkich zmian. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
Najmilsze chwile dla pisarza :)

Szklarska Poręba, która zauroczyła autorkę "Sukienki z mgieł" - KLIK, i skusiła, składając tylko im obu wiadome obietnice, została uhonorowana w książce, od której trudno się oderwać. Każde zdanie powieści "Pod Wędrownym Aniołem" smakuje się, niczym delicję nałęczowską. Im głębiej czytelnik wchodzi na te ścieżki, które odkrywa przed nim autorka, tym większy czuje niedosyt i chęć dowiedzenia się więcej. Ta książka to uczta dla konesera dobrej literatury. To spotkanie nie tylko z autorką, ale i wielkimi artystami, których losy zaintrygowały Joasię tak bardzo, że napisała o ludziach, będących częścią historii Szklarskiej Poręby, i o miejscach, w których wciąż czuć ich obecność. Carl i Martha Hauptmann. Gerhart Hauptmann i Maria, Georg i Adela- trzech braci poślubiło trzy siostry. Historia jak z baśni, która wcale baśnią nie była. Jan Sztaudynger, na którego Szklarska Poręba rzuciła swój urok i omotała tak bardzo, że na zboczu góry pod lasem, nieopodal rzeki Kamiennej, znalazł starą chatę i zamieszkał w niej wraz z żoną i dziećmi. Skomplikowane losy artystów i ludzi kochających piękno, oddanych sztuce. Co takiego miała i ma w sobie Szklarska Poręba, że skusiła ich wszystkich tak samo, jak skusiła Joannę? W czym tkwi siła tego miejsca, które przyciąga - niczym magnez, i sprawia, że w Dolinie Siedmiu Domów wciąż można poczuć ten wyjątkowy klimat, który skłania do poszukiwań, zupełnie jakby ci, co mieszkali tu przed laty, prowadzili za rękę, podsuwając wciąż nowe wskazówki i lekko popychając do wejścia głębiej i ocalenia ich od zapomnienia. 

Joasia uważnie słuchała moich pytań i ciekawie na nie odpowiadała
Przyjemność dzielona z Czytelnikami; ta książka długo we mnie pozostanie

Pamiętam moją rozmowę z Joanną M. Chmielewską dokładnie rok temu, również w Lublinie. Dostałyśmy w prezencie chwilę na wspólną kawę, którą wypiłyśmy w "Akwareli", przytulnej kawiarence na Starym Mieście. Spytałam wtedy Joasię o nową książkę, nad którą wówczas pracowała, a ona uchyliła rąbka tajemnicy mówiąc, że pisze książkę o Szklarskiej Porębie, i o tym, jak życie ją tam doprowadziło. Na końcu opowieści zadała pytanie rzucone w przestrzeń kawiarnianego wnętrza: "Ale kto będzie chciał to przeczytać?". 
Dziś mogę Joasi odpowiedzieć - każdy, kto lubi smakować słowa; każdy, kogo przyciągają tajemnice przeszłości i ten,  kto docenia naprawdę dobrą literaturę. Bo ta książka jest niesamowita. już od pierwszego zdania otula czytelnika atmosferą, w której chce się pozostać jak najdłużej. Jest w niej coś takiego, że z jednej strony chciałoby się poznać całość jak najszybciej, ale jednocześnie chce się nią delektować, rozsmakowując się w słowach, opisach i spotkaniach z ludźmi, którzy poprzez kartki tej opowieści się przewijają - ci wielcy, i ci zupełnie zwyczajni, a jednak niezwykli. Powieść, która dojrzewała w Joasi długo, ale owoc, jakim się stała, wart był czekania. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Wędrowny Anioł poprowadził nas przez lubelskie spotkanie, przykładając przez chwilę głowę do "Poduszki w różowe słonie", i przymierzając "Sukienkę z mgieł", której bohaterka, Weronika, dobrze się wśród nas poczuła i została z nami do końca. Otulony "Karminowym szalem" zawirował, prosząc do walca "Męża zastępczego". W kieszeni ukrył "Muszlę" znalezioną nie-przypadkiem, a uronioną przez "Niebieską Niedźwiedzicę" łzę, schował jak cenny talizman, którego tajemnicę zdradził jedynie "Ręcznikowcowi". A my, świadkowie tych anielskich scen, wsłuchani w opowieść Joasi z zadumą, dowiedzieliśmy się, jak pisarka przygotowuje się do swoich książek i jak jej bohaterowie, bez uprzedzenia, ją zaskakują. Usłyszeliśmy opowieść, w tle której zaszumiał Wodospad Szklarki, a figlarne fraszki Jana Sztaudyngera pouciekały, choć miały zostać włączone w lubelską opowieść Wędrownego Anioła.  

Tematy nam się nie kończyły... 
Lubię czytać fragmenty książek moich ulubionych autorów
Lubię słuchać, jak z pasją opowiadają o swojej pracy twórczej
I lubię prowadzić spotkania z ciekawymi ludźmi :) 

"Jestem cząstką wszechświata. Maleńką może, ale niezastąpioną. Bo przecież beze mnie wszechświat nie byłby już taki sam..." - "Pod Wędrownym Aniołem". 
Gdyby nie splot pewnych wydarzeń, na które z pozoru nie mamy wpływu, być może rozsądek wytłumaczyłby sercu po swojemu. Joanna M. Chmielewska posłuchała jednak pragnienia, któremu zaufała. 
"To jest twój czas". Powtarzam te słowa Twojego męża, Joasiu, w oczekiwaniu na kolejne książki i spotkania, dzięki którym wciąż wierzę w dobro ludzkich serc, dziękując Ci za wszystko, czym ubogaciłaś mnie i mój rodzinny Lublin. 
Mojej osiedlowej bibliotece, Filii 28 w Lublinie, dziękuję z serca za otwieranie swoich gościnnych drzwi dla pisarzy wartych bliższego poznania, i za to, że pomimo trudności i przeszkód, niezależnych od Filii,  było po prostu pięknie! 
A Gabrysi Kotas dziękuję za prezent, który podarowała mi od serca wiedząc, że trafi w moje serce - za książkę Joasi "Pod Wędrownym Aniołem", którą gorąco polecam, bo naprawdę warto po nią sięgnąć i odkryć to, co Joanna M. Chmielewska tam ukryła...
Monika A. Oleksa  

Pani Maria Poręba, Joanna M. Chmielewska i Monika A. Oleksa :) 
Lublin długo czekał na Joasię... 
Słowa Joasi zostawiane w dedykacjach mają w sobie dużo ciepła
Zasłuchani czytelnicy...
Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Komentarze

  1. Szklarska Poręba to moje wspomnienie z dzieciństwa. Zdjęcie małej Gabrysi nad wodospadem razem z tatą stoi na półce z książkami :) No i cóż Moniś... pytanie brzmi " kiedy" pojedziemy tam razem do pani Joasi pod "Wędrownego Anioła" ? Spotkanie - kumulacja -ciepłych serc i dusz musiało być niepowtarzalne. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie, co prawda nie do mnie, ale mam nadzieję, że wkrótce się spotkamy:)Poszukamy nad wodospadem śladów małej Gabrysi, powędrujemy ścieżkami z książki i przegadamy długie godziny. Kiedy przeczytałam, że Monika dostała książkę od Pani, pomyślałam, że Wędrowny Anioł już nas jakoś połączył...

      Usuń
  2. Moniko, cudnie to opisałaś i cudnie poprowadziłaś spotkanie! Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Moniko! Twojej Literackiej kanapie zawdzięczam poznanie twórczości Joanny M. Chmielewskiej (-: Przeczytałam wszystkie książki, oprócz najnowszej i cieszyłam się, że bohaterów "Poduszki w różowe słonie" można spotkać w innych książkach. Podobnie jak Ciebie, urzekł mnie język powieści, odniosłam wrażenie, że w swojej poetyckiej stylistyce podobny do Twoich książek (-: Pozdrawiam serdecznie (-: R.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak