To jedno lato...Opowiadanie konkursowe

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Opowiadanie Małgorzaty Kasprzyk nagrodzone "Spacerem nad rzeką". Zapraszam do lektury na pogodny weekend :). 

                                   NIEPLANOWANA MIŁOŚĆ   

Iga nie widziała nigdy wschodu słońca nad morzem, ponieważ z natury była śpiochem i myśl o tym, żeby wstać o czwartej rano budziła w niej zdecydowaną niechęć. W czasie wszystkich swoich pobytów nad Bałtykiem odkładała decyzję z dnia na dzień, a potem zwykle było już za późno. Tym razem postanowiła jednak załatwić sprawę wkrótce po przyjeździe. Wieczorem nastawiła budzik i przygotowała sobie odpowiednie ubranie, wychodząc z założenia, że o świcie na plaży będzie zimno.  
  Plan okazał się dobry i o wpół do piątej Iga cichutko wymknęła się z pokoju. Kiedy wyszła na zewnątrz, odniosła wrażenie, że cały Sopot jeszcze śpi. Dotarcie do celu nie zajęło jej dużo czasu, gdyż pensjonat, w którym mieszkała, położony był dość blisko morza. Potem usiadła na lodowatym piasku i spokojnie obserwowała, jak wstaje dzień. Myślała, że jest całkiem sama, lecz gdy pierwsze promienie słońca  oświetliły plażę, zauważyła, że w Bałtyku kąpie się jakiś chłopak. Przez dłuższą chwilę patrzyła na niego ze zdziwieniem, zastanawiając się, co go skłoniło do pływania w morzu bladym świtem. Dopiero gdy wyszedł z wody i zaczął iść w jej kierunku, odruchowo się poderwała.
  - Nie bój się! – krzyknął wesoło. – Nic ci nie zrobię. Po prostu siedzisz obok mojego ubrania.
  Machinalnie rozejrzała się dookoła i zobaczyła, że dwa metry od niej leży ręcznik, a przy nim bluza dresowa i klapki. Nie dostrzegła tych rzeczy, kiedy było ciemno.
  - Co tu robisz o tej porze? – zapytał.
  - Przyszłam obejrzeć wschód słońca – odpowiedziała niepewnie. – A ty?
  - Walczę z różnicą czasu. Trzy dni temu wróciłem z Azji, więc dla mnie jest już dziesiąta rano. Nie chciało mi się leżeć w łóżku i czekać aż wszyscy wstaną, dlatego postanowiłem się wykąpać.    
  Uspokoiła się, widząc, że nie jest wariatem ani zboczeńcem. Gdy się ubrał, zaproponował, że ją odprowadzi i wtedy okazało się, że mieszkają w tym samym pensjonacie. Nie widzieli się dotąd, ponieważ przyjechał poprzedniego dnia późnym wieczorem.  Wracali zatem razem, rozmawiając wesoło i gdy doszli na miejsce, miała wrażenie, że znają się od dawna.
  - Do zobaczenia na śniadaniu! – powiedział na pożegnanie.
Idąc do swojego pokoju, spotkał panią Basię, właścicielkę pensjonatu, która także wstawała wcześnie. Patrzyła na niego z pewnym zdziwieniem.
  - Nie mogłem spać i poszedłem popływać – wyjaśnił.
Wyraz zaskoczenia nie zniknął z jej twarzy.
  - Z dziewczyną Łukasza? – zapytała zdumiona.    
Damian i Łukasz mieszkali po sąsiedzku i znali się od dzieciństwa. Kiedyś przyjeżdżali do pensjonatu pani Basi z rodzicami, a potem zaczęli się w nim pojawiać ze znajomymi.
  Teraz Łukasz też przyjechał z towarzystwem, na które składało się dwóch chłopaków i trzy dziewczyny. Damian oczywiście dołączył do ich grona i razem spędzali czas na typowo wakacyjnych rozrywkach typu plażowanie, pływanie i zwiedzanie.  Ponieważ pogoda dopisywała, byłby to dla niego bardzo udany pobyt, gdyby nie owo przypadkowe spotkanie z dziewczyną Łukasza pierwszego ranka. Ciągle miał przed oczyma jej zdumioną twarz, widoczny przestrach i wyraz ulgi, który pojawił się wkrótce potem. Pewnie początkowo uznała go za wariata albo zboczeńca. Mimo to ślicznie wyglądała w promieniach wschodzącego słońca, a kiedy zaczęła z nim rozmawiać i się uśmiechać, oczarowała go do reszty.
  Po kilku dniach zaczął zdawać sobie sprawę, że ona bardzo mu się podoba i temu odkryciu towarzyszył pewien niepokój. Przecież Łukasz jest jego kumplem! Nie może podrywać tej dziewczyny, choćby nie wiem jak mu się podobała. Takich rzeczy się nie robi! Co prawda musiała to być raczej świeża znajomość, ponieważ miesiąc wcześniej, gdy wyjeżdżał do Szanghaju, aby odwiedzić swego kuzyna, który przebywał tam służbowo, Łukasz z żadną Igą się nie spotykał. Wychodziło na to, że poznał ją dopiero w trakcie jego nieobecności. Ciekawe, jak to się stało, że tak szybko zaczęli ze sobą chodzić? W końcu nie wytrzymał i zapytał o to wprost, gdy siedzieli w kawiarni na Monciaku i jedli lody. 
- Poznaliśmy się w czerwcu w czasie letniej sesji – wyjaśniła Iga. – Byłam u koleżanki i uczyłyśmy się do dziesiątej, a kiedy od niej wyszłam, zaczepiło mnie dwóch pijaczków. Chcieli pieniędzy na jakieś tanie wino. Zaczęłam szukać portmonetki, żeby im dać parę groszy na odczepnego. Widocznie to ich  zniecierpliwiło, bo próbowali wyrwać mi torebkę. Wtedy pojawił się Łukasz. Wyszedł z sąsiedniego bloku, zobaczył, co się dzieje i powiedział, żeby dali mi  spokój. Jak nie posłuchali, odepchnął ich obu, a potem chwycił mnie za rękę i razem uciekliśmy.
  Damian był pod wrażeniem tej historii. Nic dziwnego, że ona tak od razu się zakochała. Przecież dziewczyny lubią rycerzy, którzy ratują je z opresji. Do tej pory ich spotkanie nad morzem o wschodzie słońca wydawało mu się romantyczne, lecz teraz zrozumiał, że nie wytrzymuje porównania z początkiem jej znajomości z Łukaszem. Po namyśle doszedł jednak do wniosku, że może to lepiej. On musi się zainteresować jakąś inną dziewczyną! Tyle ich chodzi po sopockiej plaży, zgrabnych, opalonych, rzucających zalotne spojrzenia. Dlaczego właśnie Iga tak mu się podoba, skoro nie jest wcale ładniejsza od nich? Co na nim robi takie wrażenie? Może jej uśmiech, pełen ciepła, a zarazem lekko figlarny? Może jej oczy w takim dziwnym kolorze, nie wiadomo, czy bardziej zielone, czy niebieskie? A może ten wdzięk z jakim się porusza i przechyla głowę? Nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie. 
  Próbował rozglądać się dookoła, aby wzbudzić w sobie chociaż cień zainteresowania inną i chęć poznania jej, lecz jego wzrok wciąż powracał do Igi i Łukasza, jakby nie mógł się powstrzymać od obserwowania tych dwojga. Co więcej, wkrótce zaczął dostrzegać rzeczy,  które go zastanowiły. Miał wrażenie, że oni zachowują się jak para przyjaciół i nie ma między nimi żadnej chemii. A przecież powinna być, zwłaszcza na tym etapie znajomości… 
  Tymczasem wcale nie starali się ciągle trzymać za ręce ani przytulać do siebie, a kiedy Łukasz nacierał plecy Igi olejkiem do opalania, robił to bez żadnego zmysłowego kontekstu, zupełnie jakby oddawał tą przysługę matce albo siostrze.  Gdyby to on był na jego miejscu, na pewno zachowywałby się inaczej!
  Po tych obserwacjach przyszły jednak pewne refleksje i Damian doszedł do wniosku, że po prostu widzi to, co chce widzieć. Nie ma sensu ulegać złudzeniom, zaś prawda jest taka, że Łukasz i Iga są parą. Musi się z tym pogodzić, to jedyne wyjście.   
  Przełomowym momentem w relacjach z przyjacielem i jego dziewczyną stał się wieczór, kiedy poszli na dyskotekę. Damian przyglądał się Idze przez dłuższy czas, zastanawiając się, czy wypada mu poprosić ją do tańca. Ze zdziwieniem dostrzegł wówczas rumieniec na jej twarzy i pewne zmieszanie w zachowaniu, wyraźnie sugerujące, że jego spojrzenia robiły na niej wrażenie. Wtedy nieco zakręciło mu się w głowie i bez słowa pociągnął ją na parkiet, a potem przytulił do siebie. Nie odsunęła się i tańczyli  tak przez kilka minut, zupełnie nie zwracając uwagi na otaczających ich ludzi. Damian zapomniał o całym świecie, trzymając ją w ramionach i czując ciepło jej ciała oraz oddechu delikatnie muskającego mu szyję. Dopiero kiedy muzyka przestała grać, zrozumiał, że jego zachowanie wymknęło się spod kontroli. Nie tańczył już więcej i wrócił do pensjonatu wściekły na siebie. Co go opętało? Miał nie podrywać dziewczyny Łukasza! Skoro nie potrafi nad sobą zapanować, musi wyjechać. Najwyżej wróci do domu trzy dni wcześniej. Wyciągnął torbę podróżną i zaczął wrzucać do niej swoje rzeczy w nadziei, że to zajęcie go uspokoi. Nagle usłyszał pukanie do drzwi.
  - Mogę na chwilę? – zapytał Łukasz.
  - Tak, wejdź.
  - Co ty wyprawiasz?
  - Wyjeżdżam. Chyba się zakochałem w twojej dziewczynie. Ale nie przejmuj się, nie będę wam wchodził w drogę.
  - Mów ciszej, bo jeszcze ktoś usłyszy – ostrzegł go Łukasz. – I nie rób żadnych głupot. To nie jest moja dziewczyna.
  Damian przerwał pakowanie i popatrzył na niego ze zdumieniem. Przez parę minut nie był w stanie wykrztusić słowa. 
  - Jak to? Historia waszego pierwszego spotkania to też kłamstwo? – zapytał wreszcie.
  - Nie, to akurat prawda. Po tym, jak uciekliśmy tym pijaczkom, poszliśmy na kawę i Iga powiedziała, że  chętnie oddałaby mi jakąś przysługę w rewanżu za to, co dla niej zrobiłem.  Wtedy poprosiłem ją, żeby mi doradziła, jak zdobyć  dziewczynę, która mi się podoba. Chodziło o Anetę. Już od pewnego czasu chciałem się z nią umówić, ale ona ciągle kręciła nosem. Iga się roześmiała i odpowiedziała, że najlepiej udać zainteresowanie inną. Podobno sposób „na zazdrość” jest stary jak świat i zazwyczaj przynosi efekty. Wówczas wpadliśmy na pomysł, żeby ona sama przez jakiś czas udawała, że jest moją dziewczyną. Najlepiej przez wakacje. Potem się rozstaniemy, a ja powiem Anecie, że to było tylko  jedno z tych letnich zauroczeń, które z reguły mijają z nastaniem jesieni.
 - Czasami nie mijają…   - westchnął Damian.          
 - Kurcze, widzę, że ciebie naprawdę wzięło – stwierdził wesoło Łukasz. – Ale nawet mi to na rękę.  Zauważyłem, że Aneta już połknęła haczyk, więc możemy zakończyć sprawę wcześniej. Po powrocie do domu powiem jej, że Iga  rzuciła mnie dla ciebie i pozwolę się pocieszyć. Tylko wytrzymaj jeszcze te trzy dni.   
Damian słuchał go z coraz większym zdumieniem. Aneta, jedna z tych  dziewczyn, które przyjechały z Łukaszem…   Ona faktycznie wydawała się trochę zazdrosna o Igę…
  - To jak, umowa stoi? 
  - Słucham?
  - Zostaniesz do końca i nie będziesz się wygłupiał?
  - Pewnie, że zostanę.
 - To świetnie. A swoją drogą okazałeś się dobrym kumplem – stwierdził Łukasz z uznaniem. - Chciałeś wyjechać, żeby uniknąć pokusy i nie zrobić mi świństwa… 
 Iga siedziała na tarasie  i w zamyśleniu patrzyła na  gwiazdy. Kto by przypuszczał, że to wszystko tak się skomplikuje?
  Początkowo świetnie się bawili z Łukaszem udając zakochanych. Dopiero gdy przyjechali tutaj i zobaczyła Damiana na plaży w promieniach wschodzącego słońca, zaczęła żałować, że musi grać przed nim tą komedię. Pojęcia nie miała, co ją tak urzekło w tym chłopaku. Owszem, był przystojny, ale przecież nie bardziej od innych, którzy  się kręcili po sopockiej plaży. Może chodziło o ten lekko łobuzerski uśmiech i wesołe iskierki w jego piwnych oczach? Może o ten śmieszny sposób, w jaki marszczył brwi, gdy się nad czymś zastanawiał? A może o tembr jego głosu, który sprawiał, że tak bardzo lubiła go słuchać? Nie potrafiła sobie odpowiedzieć na to pytanie. Czuła jednak, że wobec niego wolałaby być sobą i móc jakoś okazać to, że  jej się podoba. Dlatego w końcu poprosiła Łukasza, żeby z nim porozmawiał. Miała nadzieję, że kiedy wyjaśni mu, o co chodziło, będzie jej łatwiej dotrwać do końca tego pobytu.
  Nagle drgnęła, usłyszawszy za plecami czyjeś kroki. Odwróciła się i zobaczyła Damiana, który stał w drzwiach prowadzących na taras i przyglądał jej się  z uśmiechem na twarzy.
  - Już wiesz? – zapytała ostrożnie.
  - Tak, Łukasz mi powiedział.
  Podszedł bliżej i usiadł obok niej.
  - Ciekawa historia – stwierdził spokojnie. – Tylko jest jedna rzecz, której nie rozumiem…
  Iga popatrzyła na niego pytająco.
  - Jak to się stało, że ty naprawdę się w nim nie zakochałaś? Przecież cię uratował z rąk tych pijaczków. Oczywiście wiem, że nie chcieli ci nic zrobić, tylko ukraść torebkę, ale i tak miałabyś masę kłopotów, bo na pewno trzymałaś w niej dokumenty, komórkę…    
  - Nawet indeks.
  - No właśnie!
  Iga roześmiała się swobodnie.
  - Łukasz to bardzo miły chłopak, ale zupełnie nie w moim typie!  
Małgorzata Kasprzyk        

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

Kobieta z Kobietą: Smakowanie życia

Otwock - miasteczkiem Pana Andersena: spotkanie autorskie