Z gościną w Domu Kuncewiczów

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

W piękną, letnią i jeszcze tak bardzo wakacyjną sobotę, 26 sierpnia, spełniło się jedno z moich przechowywanych od dawna w sercu marzeń - miałam zaszczyt być gościem Domu Kuncewiczów i własnie tam, na tarasie, w przepięknym otoczeniu, spotkać się z Czytelnikami, których przyciągnął "Spacer nad rzeką". 
Do Kuncewiczówki, prawdziwego domu z duszą, przyjechałam na zaproszenie pani Moniki Januszek-Surdackiej. Ona również, w niezwykle ciekawy sposób, poprowadziła moje spotkanie autorskie, które przerodziło się bardziej w serdeczną rozmowę niż typowe spotkanie z autorem. 

Pani Monika Januszek-Surdacka, dziennikarka, kierownik Muzeum DK


W niezwykłym anturażu, w towarzystwie ptaków, zająca i wyjątkowych Czytelników, zarówno mieszkańców Kazimierza, jak i gości, rozmawialiśmy nie tylko o warsztacie pisarskim, wenie, bohaterach i pomysłach na książkę, ale i o literaturze kobiecej, i romansie jako jednym z gatunków, wzbudzającym wśród czytelników sprzeczne emocje. 
W domu, w którym na każdym kroku czuć było namacalną wręcz obecność Marii i Jerzego Kuncewiczów, nie mogło zabraknąć refleksyjnego zatrzymania przy marzeniach i skrzydłach, zasłuchania w siebie i w pragnienia poukrywane głęboko w sercu, których nie wolno tam pozostawiać. Każda podjęta droga zmierzająca do ich realizacji, doprowadza do ludzi i miejsc, których nie poznamy, jeśli nic nie zrobimy. Bierność nie wniesie w nasze życie niczego wartościowego, spowoduje jedynie, że kurz codzienności osiądzie na człowieku, przysłaniając światło i kolory. Każdy z nas dostał jakiś talent i prawo do marzeń. Żaden człowiek nie jest tak po prostu zwyczajny, nijaki, nie mający nic, co wzbudziłoby czyjś zachwyt. Często jednak zagłuszamy w sobie pragnienie sięgnięcia po marzenie, bo wydaje nam się, że tak jest bezpieczniej. Dla nas lub dla naszych bliskich. Rezygnujemy z podjęcia walki o swoje skrzydła, po jakimś czasie zapominając, że w ogóle je mamy. Sami siebie pozbawiamy smaku życia, odsuwając się na bok i nie dostrzegając, jak wiele ma nam do zaoferowania każdy pojedynczy dzień. A on zawsze przynosi małe cuda codzienności, które zauważyć potrafi jedynie ten, kto patrzy uważnie, dostrzegając drobiazgi. 





   




Popołudnie spędzone w towarzystwie niezwykłych Czytelników w Kuncewiczówce było prawdziwą magią. Jak zaczarowana chłonęłam wszystkie słowa, zapisując je w pamięci i starannie wkładając do mojej szkatułki niezapomnienia. Dzieląc się sobą, otrzymałam w zamian taki ładunek dobra, serdeczności i wewnętrznego bogactwa ludzi, których tego dnia spotkałam, że nie mogę tego zatrzymywać dla siebie, i chcę to przekazywać dalej. W swoich książkach i myślach utrwalanych na blogu, w słowach zebranych do słów na moim profilu Facebook'owym, w rozmowach i bardzo osobistych spotkaniach z ludźmi, których nieustannie odkrywam, i w obecności, nawet bez słów przy tych, którzy tej obecności potrzebują. 
Moje serce rosło, gdy słuchałam ludzi opowiadających mi o  swoim Kazimierzu. Doskonale rozumiem zachwycenie tym miasteczkiem państwa Ewy i Daniela, i ich chęć powrotów tutaj dwa razy w roku. Wiem, co urzekło panią Beatę i dlaczego pani Aldona z Poznania zaczyna dzień od lektury Kazimierskiego Portalu Internetowego. Wzruszyła mnie pani Ilona z Wrocławia, która przyjechała na spotkanie z Kazimierzem i ze mną po lekturze "Spaceru nad rzeką", rozbawiła opowieść o tym, jak pani Elżbieta, mieszkanka Kazimierza, zastanawiała się, która to aptekarzowa w Kazimierzu ma dwóch synów (Joanna Rybicka :D); zadziwiła informacja o fryzjerce Wioli, którą to postać podpowiedziała mi wena, a która istnieje naprawdę i można się ostrzyc właśnie u pani Wioli w Kazimierzu! :D. Zaszczyciła mnie również obecność pani Moniki Kubiś-Arbuz, Katarzyny Barton, pani Izy Dreszer, pana dyrektora Mirosława Korbut z małżonką:), Ani i Jurka Gowinów, Marty Rodzoch, oraz pani redaktor Anny Ewy Soria. Każdemu z osobna serdecznie dziękuję za możliwość osobistego spotkania w  tak niecodziennym miejscu, jakim jest Dom Kuncewiczów.    








Sam dom przyjął mnie i Marcina przyjaźnie. Przyznam, że przeszedł nam po plecach zimny dreszcz, gdy dowiedzieliśmy się, że mamy spędzić noc w muzeum sami, tylko we dwoje  w tym dużym, starym domu. Wracaliśmy z wieczornego spaceru nad Wisłą z lekkim niepokojem, zadając sobie pytanie, co się wydarzy w nocy? Pani Monika Januszek-Surdacka pożegnała nas ze słowami, że ten dom lubi pokazać kto tu rządzi. Nic więcej nie chciała powiedzieć, poprosiła tylko o zdanie relacji z wrażeń po przespanej (lub nie!) nocy. 
"W 1936 roku, kiedy dom stanął i nareszcie, wyniesiona ponad drzewa mogłam patrzeć na rzekę, na farę, na basztę, na wzgórze Trzech Krzyży i na przyszłość... (...)" - pisała Maria Kuncewiczowa o swoim ukochanym domu w Kazimierzu. W nim spędziła wraz z mężem, Jerzym Kuncewiczem, najpiękniejsze przedwojenne lata, on również stał się miejscem stałego zamieszkania Kuncewiczów po ich powrocie z emigracji w 1962 roku. (Maria Kuncewiczowa. Świadectwo XX wieku. Wydawnictwo Lubelskie).  
Jakże więc dom z taką historią zapisaną w jego ścianach, nie chciałby poopowiadać nam o sobie, wykorzystując letnią noc i uwagę słuchaczy, którzy byli nim zafascynowani.  Nie zrobił jednak tego, usypiając wszelkie dźwięki. Nawet drewniane schody nie zaskrzypiały ani razu po tym, jak zamknęliśmy za sobą drzwi pokoju Basi. Nie odezwało się pianino, ani nie zastukała maszyna do pisania. Nikt nie przechadzał się po uśpionych pokojach i nikt nie dał nam do zrozumienia, że jesteśmy tam intruzami, choć obecność nieobecnych była mocno wyczuwalna. Odsunięte w kuchni krzesła do rana pozostały w tym samym miejscu, nic się nie pobiło i nic złowieszczego nie wydarzyło, być może dlatego, że oboje z Marcinem od samego początku weszliśmy do tego domu z wielką pokorą, nie narzucając mu siebie i przyjmując z wdzięcznością to, co nam zaoferował. Uszanowaliśmy pamięć  o dawnych mieszkańcach odmawiając za nich dziesiątek różańca, i dziękując za to, że zechcieli się tym domem i jego duszą z nami podzielić. 


Fot. Marcin Piotr Oleksa




Urocze spotkanie w Domu Kuncewiczów zaowocowało nie tylko podjętą wspólnie inicjatywą zorganizowania w Kazimierzu "bombkowego" i "jajcowania", ale i nawiązanymi znajomościami, które nie są na chwilę. Mając możliwość spotkania tak fantastycznych kobiet, które spędziły to sobotnie popołudnie razem ze mną, z milczącą, ale wyczuwalną obecnością tej najważniejszej, Marii Kuncewiczowej, grzechem byłoby przejść obok nich obojętnie, wracając jedynie wspomnieniem do tego, co się zadziało na magicznym tarasie Kuncewiczówki. Wiem, że będę wracać do Kazimierza jeszcze częściej niż dotychczas i dotrzymam obietnicy, którą złożyłam nie tylko Czytelnikom, ale i samej pani Marii Kuncewiczowej w noc, w którą przyjęła mnie w swoją gościnę. Będzie kolejna książka z malowniczym Kazimierzem nad Wisłą w tle, na kartkach której pojawi się i Dom Kuncewiczów, i sama Maria Kuncewiczowa, a obok niej zwyczajni mieszkańcy Kazimierza, których zamierzam bliżej poznawać w czasie pracy nad nową książką :). 
Monika A. Oleksa

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Relacje ze spotkania w Domu Kuncewiczów: Anna Ewa Soria - Kazimierski Portal Internetowy
Monika Januszek-Surdacka

Przy biurku Marii Kuncewiczowej 

Komentarze

  1. Pamiętam TO biurko z wizyt w Kuncewiczówce w czasie studiów :) Jak i całą, uroczą posiadłość - z klimatyczną kuchnią i... łazienką :) To chyba tam po raz drugi w życiu zamarzyłam o własnym domu. Pierwszy raz było po lekturze "Ani z Zielonego Wzgórza" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, doskonale rozumiem to Twoje marzenie, bo we mnie Kuncewiczówka tylko pogłębiła ogromne pragnienie własnego domu! A TO biurko ma w sobie prawdziwą magię. Choć pozwolono mi tam usiąść, czułam, że jestem czujnie obserwowana. To było bardziej intymne niż zaglądanie do sypialni... Zakochałam się w tym miejscu i cieszę się, że choć na chwilę mogłam się stać częścią tego domu...
      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło :).
      M.

      Usuń
  2. Spotkanie w iście pięknych okolicznościach . Miejsce niezwykłe, a więc i spotkanie wyjątkowe. Pozdrawiam Moniko :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uleńko, spodobałoby Ci się to miejsce! Może namówię Cię na spotkanie w Porzeczu, Sińczycy, Zakrzewie lub Domasławicach? Gmina Darłowo. Będę tam w przyszłym tygodniu na spotkaniach autorskich (szczegóły podam w Kalendarzu Spotkań). Miło byłoby porozmawiać i spotkać się osobiście :D.
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!
      M.

      Usuń
    2. Ojejku !!! Bardzo chętnie, bo to już niedaleko ode mnie ! Pozdrawiam :))

      Usuń
  3. Ale fajnie! Urocze miejsce. Powodzenia w twórczej pracy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniałe spotkanie, bardzo bym chciala odwiedzić to miejsce ☺

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak