poniedziałek, 17 grudnia 2012

Magia świąt

Fot. Marcin Oleksa


Stała przed półkami wypełnionymi świątecznymi dekoracjami i nie mogła się zdecydować, na jaki kolor chce w tym roku ubrać swoją choinkę. Od kilku lat zielone drzewko w jej domu pachniało świerkiem i migotało na czerwono. W tym roku zapragnęła coś zmienić i ta potrzeba okazała się tak silna, że popchnęła ją do odwiedzenia w tym okresie przedświątecznej gorączki jednego z supermarketów, który akurat miała po drodze wracając z pracy. Nie lubiła takich miejsc, źle się czuła w tłumie wciąż biegnących gdzieś ludzi, którzy nawet sklepowy wózek prowadzili tak, jakby brali udział w maratonie. Kto szybciej, kto więcej, kto dotrze do kasy przed tą starszą panią w eleganckim kapeluszu, kto się przepcha, itd. Dzisiaj jednak zapragnęła pobyć w tłumie, otoczyć się ludźmi, choćby bezimiennymi, ale przerwać tę samotność, która stała się udręką. 
Stojąc tak przed tą półką i chłonąc przedświąteczne dźwięki, zapachy i radosne podekscytowanie, któremu towarzyszyły wesołe dzwoneczki "Jingle bells" dobiegające z głośników, poczuła, że też czeka na te święta z radością dziecka. Znowu na dwa dni świat się zatrzyma, a ona, zupełnie jak kiedyś, będzie wypatrywać pierwszej gwiazdki, wsłuchiwać się w kojącą melodię "Lulajże Jezuniu" i patrzeć na babcię, dziękują Bogu, że jeszcze i ten rok jest razem z nią. I przymknie oko na rozbrykanych siostrzeńców, którzy wniosą do jej uporządkowanego domu nieład i radosne pokrzykiwania, od których biedny kot znów dostanie migreny i znowu przez tydzień nie wyjdzie ze swojego kąta w szafie, gdzie zwykle się przed nimi chował. Lubiła to. Czekała na to. Gwiazdka była prezentem, który chciała rozpakować. I tak było od lat. 
Sięgnęła po opakowanie obsypanych migoczącym brokatem złotych bombek i zamarła. Nie przewidziała tego, nie przygotowała się na to. Zaskoczył ją, zupełnie jak wtedy, na cmentarzu. Ale teraz miała przewagę, bo mogła patrzeć na niego, sama będąc niezauważona. Robił świąteczne zakupy, zupełnie jak dziesiątki obcych ludzi dookoła niej. Jego koszyk był wyładowany kolorowymi opakowaniami, a dwaj chłopcy trzymający sie blisko niego dokładali jeszcze kolejne rzeczy. Poczuła uderzenie gorąca i musiała rozpiąć płaszcz i zerwać z szyi szalik, bo zaczęło brakować jej powietrza. Nie mogła przestać na niego patrzeć. Wtedy, na cmentarzu, stchórzyła i uciekła. Teraz miała go jak na dłoni i mogła patrzeć na niego bezkarnie.Podobał jej się jego spokój i opanowanie. Widać było, że ma dobry kontakt z chłopcami i spędza z nimi dużo czasu, bo wszyscy trzej rozumieli się bez słów i działali jak jedna, zgrana drużyna. Nie krzyczał, nie panikował, nie unosił się. Po prostu metodycznie wykonywał pewne zadanie, z którym został tu wysłany. Jak zafascynowana patrzyła na jego mocne, silne ręce. Pamiętała te dłonie i ich dotyk i tak strasznie zatęskniła za tym ciepłem, który niósł z sobą.
Ciekawe, gdzie teraz jest ona i czy zdaje sobie sprawę z tego, że całkowicie zburzyła świat Ewy i wywróciła go do góry nogami? Bo to nie tak miało być. Zupełnie nie tak. To Ewa miała teraz robić z nim zakupy i to ich dzieci miały przybiegać z uśmiechem na buziach i dokładać nowe pokusy do koszyka. To Ewa miała przygotowywać dla niego potrawy wigilijne, a potem razem z całą rodziną kolędować przy świątecznym stole. Przygotuje te potrawy i będzie kolędować, ale nie z nim. Nie w jego oczy zapatrzy się w płomieniu świec i nie dla niego tak starannie zapakuje prezent jak robiła to od lat dla babci i dla Magdy. I nie u jego boku stanie na Pasterce, aby uczcić Boże Narodzenie. 
Patrzyła jak znika za rzędem półek, wpatrzony w trzymaną w ręku kartkę. Lista zakupów, napisana jej ręką. Tą samą ręką, która może go dotykać bezkarnie, bo on należy do niej. Nie do Ewy. Z trudem oderwała wzrok od zakrętu, za którym zniknął. Wrzuciła do koszyka złote bombki i przemknęła do kasy, niezauważona przez tego, który kiedyś był dla niej powietrzem, bez którego nie potrafiła odetchnąć.     
Monika A. Oleksa




Fot. Marcin Oleksa

3 komentarze:

  1. Uczuć nie da się w sobie obudzić na siłę i nie da się ich z siebie wyrzucić. Można tylko za nimi pójść albo nie. I, błagam, niech nikt się z tej Twojej bohaterki nie śmieje i nie radzi: zostaw to i zajmij się sobą. To i tak nic nie da. I wiesz co? Miłość zawsze człowieka zmienia. Nawet ta niespełniona.
    B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubie te bohaterke, wiem ze sa takie wrazliwe kobiety ktore pamietaja przez lata i nawet decyduja sie na samotnosc po zawodzie milosnym. Ciekawa jestem czy dowiemy sie jak to sie stalo ze ta para sie rozstala ... a co do komentarza1 to pieknie napisane, ze milosc nawet ta niespelniona zmienia czlowieka, nigdy o tym nie myslalam a to chyba prawda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz magda-jn, ja z kolei lubię czytać Twoje komentarze:) Dają do myślenia. Mnie dają. A co do tej kobiety samotnej to tak sobie myślę, że ona po prostu nie przestała kochać i stąd to w niej wszystko jest mimo upływu lat.
      No i widzisz co narobiłaś M.? Czekam na dalszy ciąg tej historii. Bierz się kochana do roboty, bo chyba nie tylko ja czekam.
      B.

      Usuń