Kuchnia pachnąca szarlotką

Fot. Marcin Oleksa


- Ładnie pachnie. 
Maciej wszedł do kuchni i zaciągnął się zapachem pieczonych jabłek, wydobywającym się z piekarnika. Magda wytarła mokre ręce o kuchenną ścierkę i spojrzała na męża. W jej oczach była troska. Źle wyglądał. Długa zima zmęczyła go. Wiedziała, że tęsknił za ciepłymi wieczorami na ganku i za słońcem, którego wciąż brakowało. Tęsknił też za Agnieszką. Bardzo się do siebie zbliżyli przez te zaledwie parę miesięcy. Maciej pokochał Agnieszkę tak intensywnie, jakby chciał nadrobić te wszystkie lata jej nieobecności w jego życiu. 
- Piekę szarlotkę na przyjazd młodych. Pani Grażynka, moja pacjentka, dała mi przepis i pomyślałam, że wykorzystam te jabłka, które dostaliśmy od Stasia.  
- Myślisz, że jeszcze się nadają na szarlotkę? 
Magda odwróciła się i zajrzała do podświetlonego piekarnika. 
- Sadząc po zapachu, tak. Zresztą, Sylwia uwielbia szarlotkę w każdej postaci. 
Magda podeszła do stołu i przysiadła na kuchennym krześle, wyłożonym wesołym pokrowcem w żółte słoneczniki. W jej kuchni rządziła już wiosna, której podobnie jak Maciej, nie mogła się już doczekać. Cerata na stole miała kolor letniego ogrodu Magdy i cieszyła oczy soczystością kwiatów. Na parapecie pojawił się wazonik, z którego mrugały do niej żółte żonkile, a ze słoika wyrastały pędy zielonego szczypiorku, który na świat wydała samotna cebulka. I tylko płaty śniegu za oknem sprawiały, że trudno było uwierzyć, iż ta wiosna naprawdę nadejdzie. 
Magda zerknęła na przepis, aby upewnić się, że niczego nie przeoczyła. Jabłka, według zaleceń pani Grażynki, obrała, pokroiła na małe cząstki i podsmażyła w garnku podlanym niewielką ilością wody. W trakcie podsmażania dodała dwie duże i pełne łyżki cukru i przypilnowała, aby jabłka nie rozpadły się na papkę, ale aby czuć było w nich drobne kawałki owoców. Jabłka przed wyłożeniem na ciasto należało wystudzić, a ciasto posypać kaszą manną, aby nie przeszło wilgocią. Zapach cynamonu, którym Magda posypała jabłka, roznosił się po całej kuchni i zwabił do niej nawet Bostona, spragnionego obecności człowieka i pełnej miski. 
- Myślisz, że ten Kuba to ktoś ważny dla naszej Agnieszki? 
Magda uśmiechnęła się. A więc tutaj bolało Macieja. 
- Myślę, że gdyby nie był ważny, Agnieszka nie przywoziłaby go tutaj.
- Ale przecież znają się od niedawna. - Maciej miał wątpliwości. 
- Ty oświadczyłeś mi się po pół roku znajomości! 
- Ale to było dawno temu. Czasy się zmieniły. 
- Ale ludzkie uczucia pozostały bez zmian, Maćku. Zaufaj jej, przecież jest mądra. Pamiętaj, że to są jej wybory, a my nie mamy na nie żadnego wpływu. 
Maciej westchnął ciężko. Wiedział, że Magda ma rację, ale nie potrafił pogodzić się z myślą, że wnuczka, którą poznał dopiero tak niedawno i którą nie zdążył się nacieszyć, może mu się wymknąć w dorosłość, a on zostanie daleko, odstawiony na boczny tor. 
Ot, życie i jego dylematy.
W piekarniku zaskwierczały jabłka. Boston podniósł głowę, próbując zidentyfikować nieznany dźwięk. Magda wstała od stołu i zajrzała do środka przez podświetloną szybkę. Intensywny zapach szarlotki rozchodził się już na cały dom. Zrobiło się ciepło i przyjemnie. Wkrótce te pokoje, choć przez chwilę, zapełnią się dźwiękami, których nie było tutaj na codzień. Będzie słychać śmiech, trzaskanie drzwiami i brzęczenie telefonu oznaczające, że Sylwia nie potrafi żyć bez swoich znajomych, albo oni bez niej. Będzie gwarno, tłoczno i radośnie. Znów będą rodziną. Znów będą potrzebni. Choćby przez chwilę... 
Monika A. Oleksa 



Fot. Marcin Oleksa
 
 Podoba mi się to wspólne pieczenie z bohaterkami "Ciemnej strony miłości", a Wam? Dziś gościmy u Magdy, w jej nałęczowskim domu, który pachnie szarlotką. Przepis na nią znajdziecie w zakładce Przepisy ze szczyptą miłości. Po głowie chodzi mi też pomysł, aby napisać dalszą część losów Małgorzaty, Agnieszki, Sylwii... To na razie pomysł i luźno spisywane myśli, ale kto wie, gdzie mnie one doprowadzą...  Miłego tygodnia :D 
      

Komentarze

  1. Mam nadzieję, że te myśli zaprowadzą prosto do powstania dalszego ciągu Ciemnej strony miłości :-). Gdzieś przeczytałam,takie zdanie -"tam dom mój -gdzie pachnie szarlotka" i to chyba prawda. Ja uwielbiam w sobotnie popołudnie zaszyć się w kuchni i upiec coś smacznego do niedzielnej kawki i na smaczny początek tygodnia, chociaz sama z tego za dużo nie jem, ale samo pieczenie sprawia mi ogromną przyjemność. Myśle,że stworzysz Moniko całkiem niezłą Książkę kucharską przepełnioną miłością i zapachami :-) Pozdrawiam cieplutko .Gabrysia

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak