czwartek, 14 marca 2013

Okna - sceny życiu skradzione

Fot. Marcin Oleksa


Czas, kiedy zmierzch ściera się ze światłem dnia i próbuje go zagarniać kawałek po kawałeczku, to magiczna pora. W oknach bloków, wieżowców i domków zapalają się pierwsze światła, ludzie wracają z pracy, dzieci ze szkoły, i zapełniają puste ściany mieszkań swoją obecnością i krzątaniną. Lubię wtedy pozaglądać w ich okna. 
Od zawsze tak miałam; od najmłodszych lat lubiłam się gapić w obce okna i podpatrywać toczące się w nich życie. Czegoś tam szukałam i tak mi już zostało. Wciąż zaglądam, ale już nie szukam, bo to, czego szukałam, mam we własnym domu. Teraz podpatruję. Ja patrzę, a moja wyobraźnia szepcze mi do ucha słowa, z których powstają opowieści. Takie jak te. O oknach. 
Długi, czteropiętrowy blok z prześwitami, w których hula wiatr. Wąska klatka schodowa, plastikowe okna, które zatrzymują ciepło i oszczędzają energię. W jasnym oknie rolety, jeszcze podwinięte do góry. Kuchenne okno rozświetlone. To tutaj znajduje się centrum życia rodziny, w niewielkiej kuchni wypełnionej zapachami odgrzewanego obiadu. Po kuchni krząta się kobieta. Jest w tym wieku, kiedy czas na kilka lat się zatrzymuje, a my wyglądamy wciąż tak samo. Kobieta wydaje się być zmęczona, dopiero co wróciła z pracy. Włosy ma niedbale spięte plastikową klamrą, na makijaż rano nie starczyło czasu, ani siły. Pod nogami plącze jej się mały psiak, spragniony bliskości człowieka po wielu godzinach samotności. W pokoju obok, przed włączonym monitorem laptopa, siedzi kilkunastoletnia dziewczyna. W przeciwieństwie do mamy, jej makijaż jest ostry i bardzo wyraźny. Szczególnie oczy, mocno podkreślone czarnym eyelinerem, zieją emocjonalną pustką. Jej mały-wielki świat zamyka się na jednym małym ekranie. Kiedy on gasnie, ona również traci całą chęć do życia. Na niczym nie może się skupić. Przez większość czasu jest ospała i zmęczona. Wszystko ją nudzi, wszystko irytuje. Tylko w wirtualnym świecie jest tak naprawdę sobą. Tam nie ma granic, ani zahamowań. Tam jest odważna, błyskotliwa; czasami prowokująca, ale jest. Tutaj nie potrafi się odnaleźć. Na pytania matki odpowiada półsłówkami, z ojcem w ogóle nie rozmawia. Zresztą, on i tak jej nie słucha. Raz na jakiś czas zrobi jej jazdę o stopnie i naukę, i wprowadzi jakiś szlaban, o którym po jakimś czasie i tak zapomni. Przecież on nigdy nie ma czasu. Wiecznie nie ma go w domu, a jak jest, to spędza go z pilotem albo swoim komputerem. Z matką też już nie rozmawia, chyba nie mają o czym. Kłócą się, głównie o nią. Nie chce tego słuchać i odlatuje, wraz z grzmiącą w jej głowie muzyką. Życie to jeden wielki kanał. W tym domu szczęśliwy jest chyba tylko pies. On potrzebuje jedynie pełnej miski, spaceru i pogłaskania.
Smutne to okno. Pomimo tego, że świeci jasnym, energooszczędnym światłem, jest w nim mrok. Brak w nim ciepła i zwyczajnych ludzkich relacji. Brak rozmowy i zainteresowania życiem człowieka, który jest obok. Poszarpane uczucia, które ktoś kiedyś zranił i nie próbował już naprawić. Podeptane chęci naprawienia czegoś i gorycz porażki, jaką przyniosło życie. Trzy osoby, które łączą tylko wspólne ściany. 
Odwracam głowę. Żal mi tej rodziny. Pogubili się w życiu. Zapętlili. Tak daleko zaszli, że nie wiedzą, którędy powrócić. I czy wogle warto wracać? Zapomnieli, że życie ma odliczoną liczbę dni, i że jest za krótkie, aby tracić czas nienawidząc kogoś lub czegoś. Że bierne trwanie nie przyniesie rozwiązania, jedynie zaciągnie ten supeł jeszcze mocniej, a potem będzie można go już tylko przeciąć. A to zostawia rany, czasami nie do zagojenia. 
"Kiedy wątpisz, zrób choć jeden tylko, mały krok, do przodu." 
To nie rozwiąże  problemów, które nagromadziły się w Twoim życiu, ale za tym pierwszym krokiem, postawionym jeszcze niepewnie, pójdzie następny, już odważniejszy. A kiedy odejdziesz trochę dalej, spojrzysz na wszystko z troszkę innego miejsca i innej perspektywy. I może starczy Ci siły na to, aby wyciągnąć rękę i podać ją tym, którzy nie dotrzymali Ci kroku, tylko zostali w tyle. Gest pojednania, który może dużo zmienić. Nawet jeśli zostanie odrzucony, Ty będziesz mieć świadomość, że spróbowałeś. A z tą świadomością naprawdę lżej żyć. 
"Życie nie zawsze bywa piękne, ale zawsze powinno być dobre." 
Monika A. Oleksa       


Fot. Marcin Oleksa
      

4 komentarze:

  1. Wczoraj miałam "dzień walki" z samą sobą, w związku z takim gestem pojednania. Szkoda ,że nie przeczytałam tego, co napisałaś Moniko -wieczorem. Ale już za późno, ja się w końcu poddałam. Moje przemyślenia szły trochę innym torem. Kiedy zostanę po raz kolejny odrzucona, zabraknie mi nadziei, a tak ciągle się tli jej mały płomyczek. Może to oszukiwanie samej siebie?... sama już nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Gabrysiu, czasami potrzebny jest po prostu czas. Niektórzy dojrzewają szybciej, a niektórzy latami... Niech ten płomyczek nadziei się tli, nie oszukujesz sama siebie. Pamiętaj, że żaden gest pojednania i wyciągnięta z naszej strony ręka nie przepada bez śladu i zawsze ma sens. My nie wiemy, co dzieje się w sercu tej osoby, do której zamkniętych drzwi pukamy. Może okazać się dla nas szorstka, może powiedzieć nam ogromnie wiele przykrych i raniących słów, ale nawet najbardziej zziębnięte serce topnieje za każdym razem, kiedy przychodzimy z miłością położoną na otwartej dłoni. Niech Wiara i Nadzieja wciąż przy Tobie zostaną, kochana Gabrysiu. Nie pozwól im zgasnąć. A za jakiś czas - spróbuj ponownie... Przytulam Cię mocno, mocno...
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. swietny, dajacy do myslenia tekst ... znam uderzajaco podobna rodzine, nawet eyeliner u corki sie zgadza:-(. Praktycznie ze soba nie rozmawiaja i problem sie tylko poglebia.
    Podoba mi sie tez odpowiedz na komentarz Gabrysi: 'żaden gest pojednania i wyciągnięta z naszej strony ręka nie przepada bez śladu i zawsze ma sens. My nie wiemy, co dzieje się w sercu tej osoby, do której zamkniętych drzwi pukamy' - tez mam nadzieje dziewczyny, ze tak wlasnie jest. Nasze slowa moga zadzialac mimo ze adresat tego nie okaze albo sie do tego nie przyzna.

    OdpowiedzUsuń