Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc.16

Fot. Michał Oleksa


Helena patrzyła z przyjemnością na lśniące czystością okna i pachnące świeżością firanki. Trochę ją to kosztowało i zdrowia (bo kręgosłup coraz dotkliwiej dawał o sobie znać) i nerwów (Henryk nieustannie mamrotał pod nosem, żeby dała sobie spokój z tymi oknami), ale Helena i tak wiedziała swoje: na Święta Wielkanocne cały dom musiał lśnić i dopóki starczy jej sił, będzie o to dbała bez względu na to, co będzie mamrotał Henryk i co będą jej tłumaczyły dzieci. Wiosenne porządki przed Wielkanocą Helena wyniosła z rodzinnego domu i nie zamierzała  tego zmieniać pomimo tego, że ubywało sił, a przybywało lat. 
Dom pachniał czystością i wszystko leżało poukładane na swoim miejscu. Teraz już Helena mogła spokojnie zająć się pracami kuchennymi, które Henryk lubił najbardziej. Od zawsze był łasuchem i to się nie zmieniło przez lata. Jak mały chłopczyk wylizywał miski z masą tortową i próbował jeszcze ciepłe ciasto drożdżowe, które trafiało na wielkanocny stół mocno okrojone. Tylko pieczyste Helena chroniła i strzegła; i przed wielkanocnym porankiem nie pozwalała Henrykowi spróbować wypiekanych przez siebie schabów, pasztetów czy szynki. Henryk zawsze robił nieszczęśliwą minę, ale przyjmował zasady gry. W święta niepodzielnie rządziła w ich domu Helena. 
Przedświąteczne rozmyślania przerwał dzwonek telefonu, który śpiewnym dźwiękiem przywołał Helenę do kuchni. Tam przebywała najczęściej, dlatego jej komórka leżała na kuchennym parapecie, tuż obok doniczki ze storczykiem, który kwitł Helenie nieustannie; ku zazdrości Bogusi, u której storczyki natychmiast gubiły kwiaty i nie chciały za nic wypuszczać nowych. Na podświetlonym ekranie telefonu migało imię Eulalii. Helena sięgnęła po rozkrzyczaną komórkę i odebrała połączenie. 
- Ciasto czy mięso? - spytała, zamiast standardowego "Halo?".
- A skąd wiesz, że dzwonię w tej sprawie? - spytała zdziwiona Eulalia. 
- A z czym innym mogłabyś dzwonić do mnie w Wielki Czwartek? - odpowiedziała natychmiast Helenka.
- Z życzeniami?
- Z życzeniami dzwonisz zawsze w sobotę po święconce. 
Eulalia na chwilę zamilkła, jakby zabrakło jej argumentów. 
- No dobra, dzwonię po przepis na sernik, ten z bezową rosą na górze. 
Helena uśmiechnęła się do słuchawki telefonu i zrobiła minę: "A nie mówiłam!", której jednak Eulalia nie mogła zobaczyć. 
- Poczekaj, zaraz poszukam i ci przedyktuję. Robisz śniadanie wielkanocne? - spytała, w międzyczasie szukając w grubym zeszycie właściwego przepisu. 
- Obie z Martą robimy. Moja wnuczka czuje się u mnie jak dobrze zadomowiona gospodyni, a ja nie mam nic przeciwko temu. Sama wiesz, że nigdy nie przepadałam za pichceniem i tymi wszystkimi żmudnymi zajęciami kuchennymi, a Marta się do tego po prostu rwie - w głosie Eulalii Helena usłyszała ożywienie i dumę. 
- To znaczy, że Marta jest lepszą wersją ciebie samej, co bardzo dobrze się zapowiada. Jej przyszły mąż będzie miał kiedyś skarb w domu. 
Eulalia westchnęła. 
- Oby jak najpóźniej z tym mężem. 
- Musisz pozwolić jej kiedyś dorosnąć. Ona nie jest już małą dziewczynką, którą trzeba chronić. 
- Przed niewłaściwymi mężczyznami powinno się jednak kobiety chronić - odpowiedziała lekko rozzłoszczona Eulalia. 
- Mówisz teraz o swoim zięciu, czy chłopaku Marty?- spytała uszczypliwie Helena. 
- Mówię tak ogólnie, a ty nie łap mnie za słowa. Znalazłaś ten przepis?
- No, nie denerwuj się tak, bo ci na urodę zaszkodzi. Znalazłam. Masz coś do pisania? 
- Jestem przygotowana. Dawaj. 
- Na spód ciasta potrzebujesz: dwie szklanki mąki, dwa żółtka, nieco ponad pół margaryny; ja zawsze używam Kasi, pół szklanki cukru, łyżeczkę proszku do pieczenia i jedno jajko. 
- Oprócz tych żółtek jeszcze jedno jajko? 
- No przecież mówię. Dwa żółtka i dodatkowo jedno całe jajko. Musisz to wszystko zagnieść i wykleić blachę razem z bokami, żeby ci nadzienie nie spłynęło. 
- Dobra, mam. Teraz masa serowa. 
- Kilogram sera białego, najlepiej śmietankowego, bo jego nie trzeba mielić; cztery żółtka i dodatkowo dwa całe jaja, jedną szklankę mleka, pół szklanki oleju, trzy czwarte szklanki cukru, budyń śmietankowy i cukier waniliowy. Wszystko wymieszać mikserem i wylać na ciasto. Piec 60 minut w temperaturze 180 stopni. Białka, które zostały z ciasta i masy serowej ubić na sztywno, dodać pół szklanki cukru i pod sam koniec ubijania dwie łyżki mąki ziemniaczanej. Następnie należy wyłożyć białka na ciasto i dopiec tak, żeby się białka wysuszyły. Ja zawsze podpiekam ciasto około dwudziestu minut, nakładam białka i zmniejszam temperaturę do 150 stopni, a potem dopiekam te czterdzieści minut i wychodzi bardzo dobra rosa. 
- Liczę na to, że nam też taka wyjdzie. Jak mi się jeszcze coś przypomni, albo jak będę miała wątpliwości, będę dzwonić. 
- Dzwoń, pytaj i wypiekaj. A za tydzień podzielisz się wrażeniami.
- Dziękuję. Miłych wypieków! 
- Tobie też, moja kochana. Tobie też. 
cdn... 
Monika A. Oleksa 

Fot. Michał Oleksa
      

Komentarze

  1. Czytając poczułem klimat przedświątecznej atmosfery. Uważam również, że niedługo cała Polska będzie piec i gotować z Twoimi emerytkami :)
    Pozdrawiam!
    M.J. starszy

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój będzie trochę inny..(sernik)-chociaż też myślę tak samo jak Michał ;-)))))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowa Opowieść O Dwunastu Miesiącach: Luty

Podaj dalej

Magia zimowego wieczoru