czwartek, 23 października 2014

Literackie Czwartki: Chcę pamiętać tylko miłość

Fot. Marcin Piotr Oleksa 


Monotonny stukot kół pociągu działał wyciszająco na rozbiegane myśli Emilii. Przesuwający się za oknem krajobraz, złożony głównie z lasów, pól i domów stojących samotnie lub przytulonych do innych budynków, skupiał uwagę pasażerów na szczegółach widocznych z perspektywy przesuwających się wagonów. 
Emilia dostrzegła bażanta i zająca, gnającego przez opustoszałe pole. Patrzyła beznamiętnym wzrokiem na suszące się na sznurach pranie i brzydotę kolejowych dworców, które przez lata niewiele się zmieniły. 
Lena spała, oparta o jej kolana. Była bardzo podekscytowana tą podróżą, ale znużenie szybko wzięło górę nad ekscytacją, a wąski przedział stał się za ciasny dla małej i ciekawej świata, czteroletniej dziewczynki. 
Dobrze, że zasnęła. Podróż z Wrocławia była długa i wyczerpująca, a Lena nie należała do dzieci spokojnych, które potrafią usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż piętnaście minut. Wręcz przeciwnie - wszystko ją interesowało, wszystkiego musiała dotknąć i o wszystko zapytać. Na przykład o to, dlaczego dziadek, do którego jadą, nie mieszka z babcią, z którą mieszka Lena, tylko z Dorotą, która nie pozwala nazywać się "babcią", i wcale na babcię nie wygląda. 
Jak wytłumaczyć czteroletniemu dziecku zawiły i skomplikowany świat dorosłych? Jak wyjaśnić coś, co i dla Emilii było rzeczą trudną do zrozumienia? Miała czas, żeby się z tym oswoić i przepracować, ale zrozumieć nie potrafiła, a Lena zadawała coraz więcej pytań. Niewygodnych i często bez jednoznacznej odpowiedzi. Mała dziewczynka poznawała życie, a Emilia była jej przewodnikiem. Starała się jak mogła, by pokazać Lenie świat pełen miłości i wypełnić pustkę w miejscu, gdzie powinien być wyraz "tata", z roku na rok stawało się to jednak coraz trudniejsze... Lena była dociekliwa i nie dawała się zbywać wymijającą  lub zdawkową odpowiedzią. Jej mała córeczka dorastała i Emilia musiała się z tym pogodzić, choć jeszcze nie była na to gotowa. 
Ale czy kiedykolwiek będzie? Czy będzie gotowa na rozmowę z Leną, w której opowie córce o jej ojcu? O tym, że przeżyła z nim najpiękniejsze chwile swojego życia i pomimo tego, jak to się skończyło, nie zamieniłaby ich na żadne inne? O tym, że nie żałuje żadnej minuty ich szalonego czasu razem, i że chce zapamiętać tylko miłość, bo gorycz i żal by ją zabiły. I o tym, że Lena stała się najpiękniejszym prezentem, jaki Emilia kiedykolwiek dostała i że bez niej nie pozbierałaby się po wyjeździe Adama i nie potrafiłaby odnaleźć samej siebie w życiu, które musiała oswoić dla Leny. Już nie płakała po nocach, chociaż bywała smutna. I nie snuła wizji: "Co by było, gdyby...", bo tego "gdyby" po prostu nie było. Odpłynęło promem razem z Adamem, który wybrał inną opcję na życie, do której Emilia nie pasowała. Bolało, bo jak mogło nie boleć? Nie ułatwiła mu tej decyzji, ale też nie zrobiła nic, aby go zatrzymać. O Lence też nie powiedziała. Czy mała dziewczynka była w stanie to zrozumieć, skoro nawet matka Emilii nie potrafiła pojąć decyzji córki?
- Mamo, on dokonał wyboru, a Lena byłaby tylko szantażem. Nie chcę takiego życia. Z przymusu. Sama wiesz, że jeśli coś ma się rozlecieć, nawet dziecko nie jest w stanie tego powstrzymać ani skleić. 
Matka milczała, a Emilia wiedziała, że więcej do tej rozmowy nie wrócą. Bo i co mogłyby powiedzieć? 
Emilia pozwoliła Adamowi odejść i nie rozpamiętywała czegoś, co po prostu nie mogło się wydarzyć. Zapamiętała chwile, które pozwoliły jej uwierzyć, że jest atrakcyjną kobietą, i że miłość istnieje, trzeba tylko uważać, aby jej nie przeoczyć. 
Pociąg szarpnął gwałtownie i zatrzymał się na stacji. Lena poruszyła się i otworzyła zaspane oczy. Emilia z czułością odgarnęła z jej czoła skręcony lok. Lena była tak bardzo podobna do niej samej. Jej mała córeczka. Prezent i cud stworzenia. 
- Dojechaliśmy już do dziadka? - cichy, zaspany głosik spowodował, że Emilię zalała fala czułości. 
- Nie, kochanie. Ale jesteśmy już blisko - odpowiedziała, uśmiechając się do dziewczynki. - Chcesz pić? 
Lena podniosła się gwałtownie, jak to miała w zwyczaju, i pokiwała blond głową. 
- Tak, poproszę. 
Emilia sięgnęła do podręcznej torby i wyjęła stamtąd kubusiowy sok. Podała butelkę córeczce i spojrzała na zegarek. Została im godzina drogi. Za dziesięć minut Lena rozbudzi się na dobre i zacznie zadawać tysiące pytań, co w przedziale pełnym ludzi, a dokładniej pięciu kobiet, mogło być dość niezręczne. Lena była jeszcze za mała, aby rozumieć, że o niektórych rzeczach nie powinno się informować obcych, a jej dziecięca szczerość bywała niekiedy trochę zawstydzająca. Dobrze, że wymyślono coś takiego, jak jajka niespodzianki, to na jakiś czas powinno ją zająć. 
Emilia poszukała w torebce szczotki i spinek, które włożyła tam, gdy Lena układała się do drzemki. Zaraz uczesze córeczkę, a potem będą już niecierpliwie czekać na moment, w którym pociąg dowiezie je do stacji przeznaczenia. 
Tylko gdzie ona, tak naprawdę, była? 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
    

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Tak mi się splotło w międzyczasie, w podróży pociągiem...
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, droga My:)
      M.

      Usuń
  2. Uwielbiam czytać Pani "Literackie Czwartki ".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To budujące słowa, bo czasami zastanawiam się, po co ja to właściwie piszę? Ale jeśli jest choć jedna osoba, która to przeczyta, myślę, że warto, prawda?
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Piękne to! Fajnie byłoby przeczytać wszystkie Literackie Czwartki od nowa w jednym miejscu (jakoś Emilii nie mogę sobie przypomnieć, czy to nowa postać?). Pozdrawiam serdecznie (-: Renata B.

    OdpowiedzUsuń