czwartek, 9 października 2014

Literackie czwartki: Czwartkowe obiady, odc.24

Fot. Marcin Piotr Oleksa


Natasza lubiła prędkość, a jej Honda Civic doskonale to wyczuwała i prowadziła Nataszę garwolińską obwodnicą płynnie jak po maśle. Denerwowała się. Wiedziała, że spotkanie z Radkiem nie będzie łatwe. Być może będzie nawet i przyjemne, bo oboje są dorośli i przestrzegają ustalonych reguł dobrego wychowania, ale pomimo tego Natasza wiedziała, że dużo ją będzie to spotkanie kosztowało. Człowiek, który był jej codziennością, i z którym dzieliła sypialnię i siadała do wspólnego stołu, nagle stał się kimś zupełnie obcym. Straciła do niego prawo, choć nigdy nie brała tego pod uwagę. Powieliła błędy własnej matki, choć sądziła, że jej się uda, bo przecież jest inna, niż Bogusia; ma inne priorytety i inną hierarchę wartości. A jednak przewrotny los roześmiał jej się w twarz, a w zasadzie parsknął śmiechem tuż przed jej nosem. Całe poukładane życie Nataszy rozsypało się, jak domek z kart. Zabolało dotkliwie, ale była zbyt dumna na to, aby żebrać o jakiekolwiek resztki uczucia, jakie jeszcze w Radku zostały. O ile jeszcze cokolwiek między nimi, oprócz Jagody i niepozamykanych spraw majątkowych, zostało. Natasza nie była ślepa. Widziała, jak bardzo Radek się zaangażował w ten nowy związek i jak łatwo przewrócił ich życie do góry nogami, podejmując decyzje, od których nie było odwrotu. 
Wiedziała, że to spotkanie nie będzie łatwe, ale była również świadoma tego, że musi się z tym zmierzyć. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
  
Patrzyła na niego tak, jak patrzy się na obcego człowieka. Zmienił się. Rysy jego twarzy złagodniały, a w oczach pojawił się blask, którego wcześniej Natasza tam nie dostrzegała. Był szczęśliwy. Widziała to, i wcale nie poczuła się z tym lepiej. 
- Ładnie wyglądasz. 
Uśmiechnęła się. Zawsze był uprzejmy i tym chyba Nataszę kiedyś tak bardzo zauroczył, że pomimo wątpliwości, zdecydowała się na związek, który teraz rozpadał się z hukiem. 
- Dziękuję. I wzajemnie. 
Twarz Radka rozpogodziła się, a drobniutkie linie zmarszczek rozbiegły się od ust, aż po kąciki oczu. 
- Masz ochotę coś zjeść? 
Natasza pokręciła głową. 
- Nie jestem głodna. Poproszę tylko o kawę i sernik z bezą. 
- Nadal czarna, bez cukru? 
Uśmiechnęła się. 
- Takich rzeczy się nie zapomina, prawda? - spytała, zapatrzona gdzieś w jesień za oknem. 
- Niczego się nie zapomina, Natasza. Uwierz mi, to nie jest łatwe. Czuję się jak ostatni drań, ale...
- Radek - przerwała mu. Nie chciała słuchać jego usprawiedliwień i tłumaczeń. - Coś się popruło i nie pozszywamy tego, bo to i tak nic nie da. Nie spotkaliśmy się po to, aby snuć wspomnienia i gdybać, co by było... 
Zamilkła. Zwykle wygadana, dziś szukała słów, którymi mogłaby krótko i zwięźle zakończyć ten melodramat, który odgrywali. 
- Rozumiem. Konkrety. 
- Dokładnie tak. 
Kelner, który pojawił się przy ich stoliku, przerwał rozmowę, która krępowała ich oboje. Dziwnie się czuli, nagle onieśmieleni tym, że kiedyś łączyła ich bliskość, której teraz odnaleźć nie mieli odwagi. 
- Myślisz, że za łatwo się poddaję? Powinnam o ciebie zawalczyć, choćby spróbować...? 
Przenikliwe spojrzenie Radka oparzyło, ale Natasza nie spuściła wzroku. Chciała to od niego usłyszeć. Chciała wiedzieć, że zrobiła wszystko co mogła, i nie odpuściła, jak mawiała Jagoda. 
- To nic nie da, Natasza - odpowiedział. W jego głosie usłyszała smutek, a może żal? - Ja już wybrałem. Nie zmienię zdania. 
- Jaka ona jest? - sama siebie zaskoczyła tym pytaniem. Nie chciała wiedzieć. Nic ją nie obchodziła kobieta, dla której jej mąż poświęcił wszystko, i która sprawiła, że w wieku czterdziestu sześciu lat Natasza musiała zaczynać wszystko od nowa. A jednak zapytała, zachowując się jak typowa zdradzona żona, samej sobie zadając ból przez grzebanie w czymś, co zupełnie nie powinno jej interesować. 
- Naprawdę chcesz wiedzieć? 
Spokój Radka zaczynał wyprowadzać Nataszę z równowagi.
- Przepraszam, nie powinnam pytać. 
Obejrzała się w poszukiwaniu kelnera. Chciała czymś zająć ręce i uwagę, którą w tej chwili skupiła na jesiennych astrach, stojących tuż przed nią, w pomarańczowym wazonie. 
- Jest bardzo ciepła. - Usłyszała, i nawet bez patrzenia wiedziała, że Radek uśmiecha się łagodnie. Z rozmarzeniem. - Nie ma w niej nic z twojej waleczności, ale potrafi postawić na swoim, jeśli wie, że ma rację. Nie jest ambitna i nie ma tylu życiowych pasji, co ty, ale... jest po prostu ciepłą, zwyczajną kobietą, która zawsze czeka na mnie w domu, gdy wracam z pracy. I nigdy nic złego o tobie nie powiedziała. Za to ją szanuję. 
Przymknęła oczy. Słowa Radka raniły, ale nie mogła przestać ich słuchać. Głupia. Była tak bardzo głupia, mierząc swoją wartość stratą mężczyzny, który po prostu chciał innego życia. Wiedziała, że wcześniej czy później sobie z tym poradzi. Była twarda i nie składała ukłonów przed życiem, ale brała się z nim za barki i siłowała, udowadniając swoją rację. Teraz jednak pragnęła, aby ktoś ją przytulił i zapewnił, że da sobie radę. Zawsze dawała, więc teraz też tak będzie. Potrzebowała tylko dotyku i odrobiny czułości, której wraz z Radkiem, zabrakło w jej codzienności... cdn... 
Monika A. Oleksa

Fot. Marcin Piotr Oleksa  
          

4 komentarze:

  1. Fajne. Jak zwykle:) Szykujesz się na targi w Krakowie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Na targach w Krakowie nie będę, najbliższe w maju w Warszawie. Na razie zdobywam serca Ślązaków, a niebawem Wielkopolan:)
      Pozdrawiam serdecznie, droga My:)
      M.

      Usuń
  2. Zapowiada się coś niesamowitego proszę o dalszy ciąg tego wątku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tego wątku powrócę, bo polubiłam Nataszę...
      Pozdrawiam, życząc dobrego dnia:)
      M.

      Usuń