Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady, odc. 25

Fot. Marcin Piotr Oleksa 


- Piękny ten nasz park, nie uważasz? – Eulalia schyliła się i podniosła kolorowy liść, leżący na wyłożonej kostką alejce. 
Spacerowały wraz z Bogusią po lubelskim Parku Saskim, który o tej porze dnia rozświetlony był słonecznymi promieniami, chowającymi się w złotych koronach drzew, i odbijającymi się w stawie. 
- No piękny, piękny, ale pomimo kamer, ludzie śmieci zostawiają – Bogusia wskazała na plastikowy kubek po kawie, stojący obok stylizowanej, białej ławki. 
- A bo to, kochana, masz wpisane w naturę – odpowiedziała Eulalia, dobierając kolejny liść do swojego jesiennego bukietu. 
- Co niby mam wpisane w naturę? Śmiecie? 
- Nie śmiecie – Eulalia machnęła wolną ręką – tylko to, czy je zostawiasz, czy sprzątasz po sobie. 
Bogusia pokręciła głową i ruszyła alejką w stronę fontanny, tańczącej jak baletnica z lekkością i wdziękiem. 
- Po co ty zbierasz te mokre liście? – spytała przyjaciółkę, gdy Eulalia po raz nie wiadomo który pochyliła się nad kupką liści, z których wyciągnęła ten najbardziej żółty. 
- Bo mają niesamowite kolory i rozweselą mi salon. – Odpowiedziała Eulalia, bez reszty pochłonięta swoim bukietem. 
- Ale one przecież za kilka dni uschną, i powykręcają się, jakby miały reumatyzm. I już nie będą takie ładne. 
Eulalia podniosła głowę i spojrzała na Bogusię swoimi przenikliwymi, niebieskimi oczami. 
- Wciąż będą ładne, nawet jak się poskręcają ze starości. Wszystko zależy od tego, co będziesz chciała w nich zobaczyć. Ja, patrząc na nie, przypomnę sobie ten dzisiejszy spacer i złotą polską jesień, którą tak lubię. Ty będziesz widziała tylko przemijanie, dla mnie będzie to zatrzymana w liściu chwila. 
- Odkąd ty się taka liryczna zrobiłaś? – Bogusia wzruszyła ramionami i przysiadła na ławce, tuż przy samej fontannie, rozpinając jednocześnie płaszcz i zapraszając październikowe ciepło pod podszewkę. 
- Zawsze taka byłam – odpowiedziała Eulalia, siadając obok przyjaciółki. 
Zamilkły, zapatrzone na fontannę i poubierane w kolorowe liście drzewa, które ich otaczały. Większość z tych drzew pamiętała jeszcze czasy, gdy Eulalia i Bogusia przebiegały przez ten park jako młode dziewczyny, każda ze swoimi marzeniami skrytymi głęboko na dnie serca. Ile z nich się spełniło, tylko one same wiedziały. I nawet jeśli żałowały tych, których spełnić się nie udało, i tych, o które nie zawalczyły, ukryły tę tęsknotę również głęboko, wiedząc, że jej rozpamiętywanie do niczego ich już nie doprowadzi, a tylko położy cień goryczy na tych latach, które im jeszcze zostały. Bo czasu nie da się cofnąć, a życie jest niecierpliwe. Nie lubi czekać. 
- Patrz, Lala, jak szybko to lato zleciało. Ani się człowiek obejrzał, a już jesień. I te 68 lat też zleciało, nie wiadomo kiedy… 
Eulalia spojrzała na przyjaciółkę z troską w oczach. 
- A ciebie co tak na refleksje zebrało? 
Bogusia uśmiechnęła się smutno, patrząc na parę młodych ludzi, objętych i zapatrzonych w siebie. 
- Bo mi żal, że pewne rzeczy odeszły bezpowrotnie. 
Eulalia westchnęła. 
- Ale spójrz, ile ich jeszcze przed tobą zostało! – Odpowiedziała, zataczając ręką krąg dookoła ławki, na której siedziały. – Nic już nie musisz, nikt cię nie ogranicza, i nikt nie stawia żadnych wymagań. Możesz wyjść a domu, nie tłumacząc się dokąd idziesz, i o której wrócisz. Możesz przeleżeć w łóżku cały dzień, jeśli masz na to ochotę, albo pojechać do Nałęczowa w środku tygodnia. W końcu masz czas na to, aby wyjść na koncert, albo pójść do teatru. To jest ten czas, kiedy żyjesz dla siebie, Bogusia. Ciesz się nim, zamiast oglądać się za siebie i żałować tego, co już za nami. 
Bogusia spuściła głowę, wpatrując się w odciśnięte na jasnej, żwirowanej ścieżce, ślady. 
- Czasami czuję się już bardzo zmęczona życiem. Nie nadążam za XXI wiekiem. To już nie jest nasz świat, Lala. 
Eulalia obruszyła się. 
- Ja tam bardzo dobrze się tutaj czuję, a ty przestań w końcu narzekać, bo zaczynasz doprowadzać mnie do szału. Wstawaj już z tej ławki, obiecałyśmy Helence, że zjawimy się punktualnie na drugą, więc zamierzam dotrzymać słowa i choć raz doprowadzić cię na czas. 
Bogusia prychnęła, jak rozzłoszczona kocica, a potem podniosła się i żwawym marszem ruszyła przez park, w stronę przystanku przy Alejach Racławickich. 
Eulalia uśmiechnęła się. Czarne chmury przygnębienia na jakiś czas zostały odegnane. 
Monika A. Oleksa           

Fot. Marcin Piotr Oleksa 


Komentarze

  1. Ja też uwielbiam spacerować po jesiennym parku.
    Pozdrawiam i czekam na kolejne "Czwartkowe obiady"

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak