czwartek, 16 października 2014

Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady, odc. 25

Fot. Marcin Piotr Oleksa 


- Piękny ten nasz park, nie uważasz? – Eulalia schyliła się i podniosła kolorowy liść, leżący na wyłożonej kostką alejce. 
Spacerowały wraz z Bogusią po lubelskim Parku Saskim, który o tej porze dnia rozświetlony był słonecznymi promieniami, chowającymi się w złotych koronach drzew, i odbijającymi się w stawie. 
- No piękny, piękny, ale pomimo kamer, ludzie śmieci zostawiają – Bogusia wskazała na plastikowy kubek po kawie, stojący obok stylizowanej, białej ławki. 
- A bo to, kochana, masz wpisane w naturę – odpowiedziała Eulalia, dobierając kolejny liść do swojego jesiennego bukietu. 
- Co niby mam wpisane w naturę? Śmiecie? 
- Nie śmiecie – Eulalia machnęła wolną ręką – tylko to, czy je zostawiasz, czy sprzątasz po sobie. 
Bogusia pokręciła głową i ruszyła alejką w stronę fontanny, tańczącej jak baletnica z lekkością i wdziękiem. 
- Po co ty zbierasz te mokre liście? – spytała przyjaciółkę, gdy Eulalia po raz nie wiadomo który pochyliła się nad kupką liści, z których wyciągnęła ten najbardziej żółty. 
- Bo mają niesamowite kolory i rozweselą mi salon. – Odpowiedziała Eulalia, bez reszty pochłonięta swoim bukietem. 
- Ale one przecież za kilka dni uschną, i powykręcają się, jakby miały reumatyzm. I już nie będą takie ładne. 
Eulalia podniosła głowę i spojrzała na Bogusię swoimi przenikliwymi, niebieskimi oczami. 
- Wciąż będą ładne, nawet jak się poskręcają ze starości. Wszystko zależy od tego, co będziesz chciała w nich zobaczyć. Ja, patrząc na nie, przypomnę sobie ten dzisiejszy spacer i złotą polską jesień, którą tak lubię. Ty będziesz widziała tylko przemijanie, dla mnie będzie to zatrzymana w liściu chwila. 
- Odkąd ty się taka liryczna zrobiłaś? – Bogusia wzruszyła ramionami i przysiadła na ławce, tuż przy samej fontannie, rozpinając jednocześnie płaszcz i zapraszając październikowe ciepło pod podszewkę. 
- Zawsze taka byłam – odpowiedziała Eulalia, siadając obok przyjaciółki. 
Zamilkły, zapatrzone na fontannę i poubierane w kolorowe liście drzewa, które ich otaczały. Większość z tych drzew pamiętała jeszcze czasy, gdy Eulalia i Bogusia przebiegały przez ten park jako młode dziewczyny, każda ze swoimi marzeniami skrytymi głęboko na dnie serca. Ile z nich się spełniło, tylko one same wiedziały. I nawet jeśli żałowały tych, których spełnić się nie udało, i tych, o które nie zawalczyły, ukryły tę tęsknotę również głęboko, wiedząc, że jej rozpamiętywanie do niczego ich już nie doprowadzi, a tylko położy cień goryczy na tych latach, które im jeszcze zostały. Bo czasu nie da się cofnąć, a życie jest niecierpliwe. Nie lubi czekać. 
- Patrz, Lala, jak szybko to lato zleciało. Ani się człowiek obejrzał, a już jesień. I te 68 lat też zleciało, nie wiadomo kiedy… 
Eulalia spojrzała na przyjaciółkę z troską w oczach. 
- A ciebie co tak na refleksje zebrało? 
Bogusia uśmiechnęła się smutno, patrząc na parę młodych ludzi, objętych i zapatrzonych w siebie. 
- Bo mi żal, że pewne rzeczy odeszły bezpowrotnie. 
Eulalia westchnęła. 
- Ale spójrz, ile ich jeszcze przed tobą zostało! – Odpowiedziała, zataczając ręką krąg dookoła ławki, na której siedziały. – Nic już nie musisz, nikt cię nie ogranicza, i nikt nie stawia żadnych wymagań. Możesz wyjść a domu, nie tłumacząc się dokąd idziesz, i o której wrócisz. Możesz przeleżeć w łóżku cały dzień, jeśli masz na to ochotę, albo pojechać do Nałęczowa w środku tygodnia. W końcu masz czas na to, aby wyjść na koncert, albo pójść do teatru. To jest ten czas, kiedy żyjesz dla siebie, Bogusia. Ciesz się nim, zamiast oglądać się za siebie i żałować tego, co już za nami. 
Bogusia spuściła głowę, wpatrując się w odciśnięte na jasnej, żwirowanej ścieżce, ślady. 
- Czasami czuję się już bardzo zmęczona życiem. Nie nadążam za XXI wiekiem. To już nie jest nasz świat, Lala. 
Eulalia obruszyła się. 
- Ja tam bardzo dobrze się tutaj czuję, a ty przestań w końcu narzekać, bo zaczynasz doprowadzać mnie do szału. Wstawaj już z tej ławki, obiecałyśmy Helence, że zjawimy się punktualnie na drugą, więc zamierzam dotrzymać słowa i choć raz doprowadzić cię na czas. 
Bogusia prychnęła, jak rozzłoszczona kocica, a potem podniosła się i żwawym marszem ruszyła przez park, w stronę przystanku przy Alejach Racławickich. 
Eulalia uśmiechnęła się. Czarne chmury przygnębienia na jakiś czas zostały odegnane. 
Monika A. Oleksa           

Fot. Marcin Piotr Oleksa 


1 komentarz:

  1. Ja też uwielbiam spacerować po jesiennym parku.
    Pozdrawiam i czekam na kolejne "Czwartkowe obiady"

    OdpowiedzUsuń