Pochwyć chwilę

Fot. Marcin Piotr Oleksa  


Kiedy kończy się coś dobrego, długo nosimy w sobie jakąś tęsknotę, czasami żałość, że odświętne chwile, które trwały, odchodzą; a nam pozostaje codzienność i wszystko to, co w niej na jakiś czas zostawiliśmy. Lubimy ten czas oderwania, kiedy jest inaczej, a świat "muszę", "trzeba", "należy", pozostaje uśpiony, gdzieś poza nami. Problem większości z nas jednak polega na tym, że wbiegamy w te chwile, których wyczekujemy i zamiast otulić się nimi tak, aby jak najwięcej zachować w sobie na później, cieszymy się nimi tylko do pewnego momentu, a resztę czasu jaki dostaliśmy, tracimy na zamartwianiu się tym, co nieuniknione i co może wyglądać zupełnie inaczej, gdy spojrzymy  na to z innej perspektywy. Perspektywy radości z chwili, którą udało nam się pochwycić i zachować w sobie. Bo nawet odświętność zmęczy, jeśli nie będziemy umieli się nią cieszyć, wypatrując jedynie ponurych stron życia. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Każda niedziela, a szczególnie jej wieczór, przynosi niepokój, często rozdrażnienie, i westchnienie - dlaczego tak krótko? Bo znowu szkoła, praca, pośpiech, klasówka, kolokwium, i godzenie wielu obowiązków w jednym życiu. Znowu słodki czas trzeba przekuć w gorzko-kwaśny, biorąc na siebie nie zawsze to, co nam sprawia przyjemność, ale z czym trzeba się zmierzyć.
Rzadko patrzymy na ten niedzielny, wieczorny czas jak na furtkę, prowadzącą nas do ogrodu pełnego rozmaitości, który zaprasza nas z uśmiechem codzienności. Tak wiele w nim różnorodności zdarzeń, mniej lub bardziej przypadkowych spotkań, ludzi, obok których lubimy być i kolorów, które dostrzec można nie tylko w niedzielę. Wchodząc tam jednak tyłem, z głową zwróconą ku temu, co za nami, ciężko dostrzec piękno, które zapisuje się w szczegółach, i trudniej docenić nowy tydzień i jego dni powszednie. Podobnie jest z rozstaniami. Bolą i zasmucają. Pozostawiają niedosyt i rozdarcie w sercu tęskniącym za tymi, z którymi było mu dobrze i wśród których czuło się jak między swoimi. Łatwiej je znieść i przyjąć, gdy pochwyciło się chwilę kiedy jeszcze trwała, i włożyło do szkatułki ze skarbami, do której zaglądamy wtedy, gdy chcemy szarość codzienności przyozdobić barwami odświętności. 

Jedna z chwil w mojej szkatułce:) 
  
Mój niedzielny wieczór kończy tydzień, w ciągu którego wygrzałam się w ludzkim cieple i ogromnej serdeczności Ślązaków. Wiele chwil pochwyciłam, jeszcze więcej zapisałam w sercu, które chce tam powracać, bo dobrze się wśród tych ludzi czuje. Odnajduje siebie poprzez słowa, które uskrzydlają i zobowiązują. Wzruszają i dają ogromną siłę do zmagania się z tym, co przygotuje życie. 
Chwile najbliższe, choć zupełnie proste; zwyczajne, a jednak niezwykłe, włożyłam do szkatułki, która jak czarodziejska różdżka, rozświetla moją powszedniość, i daje nadzieję na kolejne spotkania i powroty. 
Jeden tydzień, a tak wiele w nim zdarzeń i ludzi, przy których się zatrzymałam. Ogrom ludzkiej serdeczności poczułam w niedźwiedzim uścisku i czułym przytuleniu moich gospodarzy - Bogdana i Gabrysi Kotas, którzy po raz kolejny przyjęli mnie do swojego domu zupełnie tak, jakbym była "ich"; i którzy ugościli moją rodzinę po królewsku. W ich domu z duszą, który mnie zaakceptował, czułam się tak, jakbym była u siebie. Ten dom, podobnie jak jego mieszkańcy, otulił mnie spokojem, wyciszył i ogrzał. Wyjeżdżając, słyszałam jego szept: "Masz tu swoje miejsce, i wracaj, kiedy tylko przyjdzie ci ochota". 
Gabrysiu i Bogdanie, trudno mi wyrazić słowami całą wdzięczność za dobro, które od Was otrzymałam, za Waszą troskę, opiekę i dbanie o najdrobniejsze szczegóły. Dziękuję za wszystkie miejsca, którymi chcieliście się ze mną podzielić, za zapach lasu jesienią i daniele, które dzięki Bogdanowi udało mi się zobaczyć z tak bliska. Jesteście niezwykłymi ludźmi, a za Wasze dobro w sercu niech Was Pan Bóg błogosławi we wszystkim, czego się podejmujecie. 
Kuzynce Basi dziękuję za to, że ważny dla niej dzień mogłam świętować wspólnie z bliskimi. Jak rodzina:) 
Na relację ze śląskich spotkań autorskich zapraszam w kulturalny wtorek. 
A na niedzielny wieczór przesyłam każdemu z Was, moich miłych gości, ciepło, którym zostałam obdarowana na Śląsku, i którym chcę się dzielić, bo wiem, że warto! 
Monika A. Oleksa 

Gabrysia i Bogdan - ludzie o wielkim sercu
    
Wiem, że ludzie nie pojawiają się w naszym życiu przypadkowo... 

Moja rodzina czuła się w domu Kotasów bardzo dobrze:)  

Nie można ich nie kochać :D 

Komentarze

  1. Moniczko... to my Tobie dziękujemy za Twoją magię i za te wszystkie magiczne chwile.
    Dziękuję Ci za Twoją obecność w naszym domu, za wspólne picie kawy, za wspólne wieczory,za rozmowy, za to że zostawiłaś cząstkę swojego serca, i za to że po prostu jesteś.
    Cała Twoja Rodzina stała nam się tak bliska, bo nic tak nie łączy, jak wspólne( no może nie całkiem:-)) pieczenie chleba :-)
    Pusto tu bez Was jakoś... snujemy się od wczoraj i nie możemy sobie znaleźć miejsca...
    Cieszę się, że tym razem udało się wygospodarować parę wspólnych chwil z Twoją Rodzinką w komplecie i wszystkich Was ciepło przytulam i pozdrawiam. Pisała bym tak jeszcze może jakiś czas...ale wzruszenie ogromne zasłania mi litery :-)
    Kochani- DZIĘKUJĘ!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jeszcze powiem? To, że "samotność ma Twoje imię..." :-)

      Usuń
  2. Jaki piękny post Moniko, ile w nim radości, wdzięczności, ludzkiego szczęścia i tęsknoty:) Ja też uważam, że nie ma w życiu przypadków, spotykamy pewnych ludzi po coś. Bardzo się cieszę, że tak pięknie spędziłyście ten Wam dany czas, na fotkach wyglądacie pięknie, widać wielką swobodę i radość płynącą z wspólnego przebywania:)
    Ja bardzo lubię niedzielę, staram się dużo wypoczywać, być z rodziną na 100 %, w poniedziałek rano czuję się wypoczęta i zawsze mam wtedy dużo energii i siły na załatwianie różnych spraw, np. urzędowych lub takich, których nie chciało się "ruszać" końcem tygodnia;)
    Kupiłam dziś Twoją książkę, pt. "Samotność ma twoje imię", więc rozpoczynam przygodę z Twoją prozą, kupiłam także "Wędrowca" Basi, więc szykuje mi się prawdziwa uczta literacka:)))

    Pozdrawiam:) Monika

    OdpowiedzUsuń
  3. Moniko-pięknie opisałaś a raczej oddałaś radość......z racji pobytu na Śląsku....a raczej chodzi o osoby ,u których Byłaś razem z rodzinką...Także moje zdanie odnośnie przypadków-jest takie jak Moniki R.To wszystko zostało zaplanowane....
    Dla mnie to także nie przypadek,bo dzięki temu ,że tam Byłaś.....do mnie "wędrują" dwie Twoje książki.....i to te ,które trzymałaś w rękach ...i nawet coś napisałaś....oj,już wiem ,że przyjdą do mnie....tak jakby na kolejne urodziny.....więc dziękuję...

    OdpowiedzUsuń
  4. To jeszcze ja-Moniko.....właśnie odebrałam "Miłość..." i "Samotność.....".Bardzo Ci dziękuję za słowa,które tam umieściłaś.....czuję się bardzo wyróżniona przez......autorkę i ogrzewam się w cieple.....Twojego serca...i dobrze mi z tym ....wyjątkowo...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowa Opowieść O Dwunastu Miesiącach: Luty

Podaj dalej

Magia zimowego wieczoru