wtorek, 29 kwietnia 2014

Śląsk o wielkim sercu

Niezapomniane spotkanie w Lędzinach:)

Poprzez spotkania z ludźmi, nawet zupełnie nieznajomymi, człowiek ogromnie się ubogaca. Poznaje nowe miejsca, zwyczaje, inny sposób patrzenia na otaczającą rzeczywistość; a gdy umie słuchać, potrafi też choć fragment tych spotkań zachować w sercu i pamięci. 
W moim sercu i pamięci na długo pozostaną spotkania z Czytelnikami w Imielinie, Lędzinach i Siemianowicach Śląskich. Nieduże miejscowości, które otworzyły dla mnie szeroko drzwi swoich bibliotek i przyjęły mnie z wielką serdecznością i sercem włożonym w te spotkania przez ich organizatorów. 
Sen z oczu każdego organizatora spędza wizja pustej sali i przygotowanych miejsc, których nikt nie zajmie. Nie mamy wpływu na Czytelnika, któremu nie możemy nic narzucić. Sam decyduje, jak chce spędzić swój czas i sam wybiera spotkania, w których chce uczestniczyć. Czytelnicy Biblioteki Miejskiej w Imielinie, Lędzinach i Siemianowicach nie zawiedli. Przyszli z ciekawością, pytaniami  i chęcią wspólnego spędzenia czasu oraz chęcią wymiany - słów, myśli, wrażeń po przeczytanych książkach i przyniesionego z domu ciepła. Trzy spotkania i każde inne; każde na swój sposób wyjątkowe, poprzez wyjątkowość spotkanych tam ludzi, i dla mnie na pewno niezapomniane.

Spotkanie w Bibliotece Miejskiej w Imielinie

W Imielinie o wszystko zadbała pani Jadwiga Mikunda, a prowadzona przez nią biblioteka po prostu mnie urzekła - bogaty księgozbiór, duża biblioteczna przestrzeń i kawa serwowana Czytelnikom, którzy mają ochotę spędzić przy książce trochę więcej czasu. Biblioteka prężnie działająca i dbająca o to, aby Czytelnicy niewielkiego Imielina mieli okazję spotkań z pisarzami i artystami, podróżnikami i ciekawymi ludźmi, którzy chcą się tą swoją pasją podzielić. Bo przecież to właśnie pasja nadaje życiu człowieka prawdziwy smak. Spotkanie poprowadziła debiutująca w tej roli pani Ania, doskonale do tego przygotowana. Zrobiła to z wdziękiem, pełnym profesjonalizmem i zadawała bardzo mądre i niebanalne pytania, które były tak wyczerpujące, że Czytelnicy dowiedzieli się wszystkiego, czego chcieli się dowiedzieć. W Imielinie miałam okazję spotkać panią Oleksa:), co było dla mnie kolejnym dowodem na to, jak bardzo spotkania z ludźmi mogą być owocne i ile nam mogą przynieść dobra. 
Pani Jadwidze bardzo dziękuję za zaproszenie do Imielina i zorganizowanie całego spotkania w szczególnie ważnym dla autora dniu - Międzynarodowym Dniu Książki i Praw Autorskich. Przesympatycznej pani Ani dziękuję za ciekawe poprowadzenie spotkania i odwagę przeczytania fragmentu nieopublikowanej jeszcze najnowszej książki, na którą moi Czytelnicy czekają już z niecierpliwością ( i ja też!).  Panu Grzegorzowi Komandera dziękuję za przepiękny plakat i zajęcie się moimi książkami:)

Ostatnie przygotowania przed spotkaniem - Imielin
  
Przesympatyczna pani Ania, z którą rozmowa była wielką przyjemnością



Biblioteka w Imielinie znajduje się w przepięknym, nowym budynku

Jak każde pożegnanie, takie chwile mają w sobie nostalgię, ale i radość powrotów

Te chwile lubię najbardziej, takie sam na sam z Czytelnikiem


Pamiątkowe zdjęcie z panią Jadwigą Mikundą i Gabrysią:)

Lędziny, z przepięknie odnowionym, malowniczym ryneczkiem i ogromną serdecznością tamtejszych ludzi, podbiły moje serce. Jestem pełna podziwu i chylę czoła przed panią Agnieszką Kucharewicz, której zapał , wkład pracy i podejmowane inicjatywy dla Czytelników są naprawdę warte naśladowania. Pani Agnieszka swoim entuzjazmem oraz ogromną siłą serdecznego przekonywania zgromadziła na nastrojowym spotkaniu tyle Czytelników, że ich liczba przerosła moje oczekiwania. To spotkanie, bez żadnego gotowego scenariusza, przerodziło się w dialog: niesamowitą rozmowę między autorem a Czytelnikami. Żadne dotąd moje spotkanie autorskie nie skończyło się tak późno jak to lędzińskie - o dwudziestej pierwszej! To dla mnie największy komplement i motywacja do tego, aby pisać, bo mam dla kogo:) 
Pragnę serdecznie podziękować pani Agnieszce, która całe serce wkłada w swoją pracę i powierzoną jej bibliotekę i dzięki której to spotkanie było właśnie takie, jakie było - zaskakujące, serdeczne, ciekawe i tak bardzo przytulne, że nie chciało się po prostu stamtąd wychodzić. Dziękuję pani Reginie Białoń, od której spotkanie w Lędzinach się zaczęło i która ujęła mnie swoim ciepłem i poczuciem humoru (pani Regino, lusterko przed zbiorowym zdjęciem przejdzie do historii:D ). Dziękuję pani Teresie Jagodzie, pani dyrektor Joannie Wicik i panu Mirosławowi Leszczyk, który profesjonalnie udokumentował całe spotkanie. Dziękuję cudownym Czytelnikom w Lędzinach za tak serdeczne przyjęcie, poświęcony czas i słowa dotyczące mojej twórczości, które uskrzydliły i dały wielką motywację do dalszej pracy twórczej. Dziękuję za rozmowę, pytania, uśmiechy i słowa, które mają wielką moc: "Niech panią Bóg błogosławi." Powiem tylko jedno - okruszek mojego serca został w Lędzinach i wrócę po niego na pewno! 

Ostatnie chwile przed spotkaniem w Lędzinach

Biblioteka lędzińska mieści się w przepięknym budynku z duszą

Podpisywanie książek zawsze sprawia mi ogromną radość

Gospodyni spotkania, pani Agnieszka Kucharewicz

Cudowne lędzińskie Czytelniczki


Siemianowice Śląskie przyjęły mnie również z serdecznością, za którą chcę bardzo podziękować pani dyrektor Wiesławie Szlachta, oraz pani Ani Leszczak, która do spotkania przygotowała się z wielkim zaangażowaniem i która bardzo mi pomogła w prowadzeniu spotkania swoimi pytaniami i entuzjazmem. Siemianowickie spotkanie, pomimo przygnębiających chmur za oknem, było pełne pogodnego nastroju, poczucia humoru i wielkiej klasy, którą zawdzięcza obecności pani dyrektor Wiesławy Szlachty. Pomimo początkowego skrępowania dużą salą, serdeczność, której tam doświadczyłam sprawiła, że duża przestrzeń stała się przytulna i poczułam się w niej naprawdę dobrze, gdyż otoczyli mnie ludzie, dla których warto było tutaj przyjechać. 
Bardzo dziękuję wszystkim Czytelnikom, których miałam okazję tutaj spotkać. Dziękuję za to, że chcecie mieć w swoich biblioteczkach moje książki i że z taką niecierpliwością czekacie na kolejną. Dziękuję za Wasze słowa, uśmiechy i uściski, a najbardziej za świadomość, że po drugiej stronie mojej książki stoi człowiek, który czeka na kolejne słowa, jakie spisuję w powstających rozdziałach. Dziękuję organizatorom spotkań w Imielinie, Lędzinach i Siemianowicach Śląskich za trud i czas włożony w ich przygotowanie. 
Gabrysi i Bogdanowi Kotas dziękuję za przyjęcie mnie do swojego domu i za dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. Gabrysiu, bez Ciebie nie byłoby tych spotkań i mojej wizyty na Śląsku. Za Twoje wielkie serce- DZIĘKUJĘ! I wierzę w Anioły. 
Monika A. Oleksa 

Spotkanie w Siemianowicach Śląskich

Z Panią dyrektor, Wiesławą Szlachtą



Sala w Siemianowicach jest naprawdę ogromna

Pełni serdeczności Czytelnicy w Siemianowicach




niedziela, 27 kwietnia 2014

Co by było, gdyby Ciebie nie było?

Fot. Gabriela Kotas

Pewne spotkania, czasami zupełnie przypadkowe, stają się początkiem niesamowitej przygody, którą rozpisuje dla nas życie. Bywa tak, że jedno zdanie doprowadza nas do miejsc, do których nigdy byśmy nie dotarli, gdyby nie człowiek, który to zdanie wypowiedział czy napisał. 
Jedno zdanie, napisane kiedyś przez Gabrysię, doprowadziło nas do spotkania, które zostało dla nas zaplanowane przez Życie. Internetowa znajomość, a potem nasza wzajemna obecność jedna w życiu drugiej, wyrażana słowami - w e-mailach, esemesach i rozmowach telefonicznych, doprowadziły nas do spotkania, które stało się początkiem czegoś niezwykłego. Przyjaźni, przygody, poznania. 

Ulubiona cukiernia Gabrysi "U Janeczki" w Wiśle. Widać, że jestem łasuchem:)

Gabrysia zorganizowała mi czas między spotkaniami tak, abym mogła również odpocząć

Gabrysia była motorem wszystkich moich spotkań autorskich na Śląsku i przyjęła mnie do swojego domu z szeroko otwartymi ramionami. Ona i jej mąż otoczyli mnie takim ciepłem i serdecznością, że odjeżdżałam z ciężkim sercem i łzami w kącikach oczu. Cztery dni minęły jak jedna krótka doba, a ze szczegółowego planu atrakcji udało się zrealizować zaledwie połowę. Dla mnie jednak ten czas, oprócz intensywności spotkań z Czytelnikami, był czasem zatrzymania i wyciszenia w domu Gabrysi i Bogdana w Mysłowicach. Usypiało mnie szczekanie psa, a budziło pianie koguta i śpiew ptaków, witających nowy dzień. Codziennie rano witał mnie merdający ogon Teodora, a po zejściu do kuchni czekało na mnie śniadanie przygotowane przez gospodarza. Za oknem, po podwórku chodziła oswojona, prywatna:) sarenka Gabrysi i Bogdana, która wiele lat temu znalazła tutaj swój dom; a tuż za nią biegły szczęśliwe kury, znosząc jajka tam, gdzie im się spodobało. 
Sielsko, anielsko, spokojnie i cicho; warunki, o których marzy każdy pisarz i twórca. Ja to dostałam w cudownym prezencie, a wielkie serce Gabrysi i Bogdana otuliło mnie tak mocno, że wszystkie smutki i zatroskania odeszły, pokonane ludzką serdecznością. 

Gabrysia i Bogdan, ludzie o wielkim sercu


Prywatna sarenka Gabrysi i Bogdana


Widok niecodzienny, przynajmniej dla mnie:)


Kuba i szczęśliwe kury:)


Moje ulubione zdjęcie Kuby


Dzięki gościnności moich gospodarzy, po wielu latach wróciłam do Wisły, która przywitała mnie słońcem, smacznym ciastkiem i dobrą kawą "U Janeczki", oraz ciekawym wydarzeniem w lokalnej księgarni, w której złożyłam dedykację w książce wyciągniętej z półki spośród wielu innych tytułów i natychmiast kupionej przez przemiłą panią Halinkę, którą bardzo serdecznie pozdrawiam, mając nadzieję na spotkanie w spokojniejszych warunkach:) Pani Halinko, ma Pani wielką klasę! Dziękuję za to nieoczekiwane spotkanie, które pozostanie w mojej pamięci! 
Wisła, Ustronie, Myślenice, droga przez pola:), Siemianowice, Lędziny, Imielin; to wszystko zwiedziłam i zobaczyłam dzięki Gabrysi i Bogdanowi, którzy poświęcili dla mnie swój czas i przyjęli mnie jak swoją. Bogdanowi dziękuję szczególnie za cierpliwość kierowcy, który bez żadnego słowa sprzeciwu dowiózł mnie tam, gdzie potrzebowałam i za to, że nie ugiął się pod ciężarem mojej (spakowanej na cztery dni:D ) walizki. 
Kuzynce Basi dziękuję za oddanie mi swojej łazienki:) i za cudowny wieczór z kolacją, na którą nas zaprosiła. Kuzynko Basiu, podbiłaś moje serce!

Mój kierowca i przewodnik:)
 

Uroki Wisły, które pokazała mi Gabrysia i jej mąż


Wisła i jej niezapomniane widoki

Ten czas był dla mnie jak urlop w pigułce

Tego spotkania nigdy nie zapomnę...

Wieczór, który mnie uleczył z migreny i nie tylko...

 Gabrysi, która stała się moim oficjalnym menadżerem na Polskę południową :) dziękuję za to, że przyjęła mnie z tak szeroko otwartymi ramionami i dołożyła wszelkich starań, aby ten pobyt był czymś niezapomnianym. Dobro wraca, Gabrysiu. Sama tego doświadczam i wiem, że im więcej z siebie dajemy, tym więcej zyskujemy. Tak już został ten świat stworzony, że dzieląc się dobrem, pomnażamy je; a oddając komuś kawałek swojego serca sprawiamy, że ono jest w stanie objąć coraz więcej ludzi. W moim zamknęłam Ciebie Gabrysiu i Bogdana, i wracam ze świadomością, że żadna odległość nie jest zbyt daleka, jeśli po drugiej stronie stoi bliski ci człowiek.
Gabrysiu i Bogdanie, z całego serca Wam DZIĘKUJĘ!
Monika A. Oleksa 

Na relację ze spotkań autorskich zapraszam w Kulturalny Wtorek:)

  

wtorek, 22 kwietnia 2014

Spotkania autorskie

Serdecznie zapraszam na moje spotkania autorskie na Śląsku:) 



24 kwietnia, godz. 18.30 - Lędziny
Miejska Biblioteka Publiczna, ul. Lędzińska 86




niedziela, 20 kwietnia 2014

Świadkowie miłości

Fot. Michał Oleksa

Jak blisko musi Bóg podejść do człowieka, aby ten Go zauważył? Jak wiele znaków i cudów musi uczynić w życiu człowieka, aby uwierzył? Jak wiele razy musi powtórzyć: "Nie lękaj się!", aby człowiek Mu zaufał?Jak wiele razy musi przemierzyć drogę na Golgotę dźwigając mój krzyż, abym zrozumiał ogromną tajemnicę zmartwychwstania, niepojętą dla ludzkiego umysłu; ale jednocześnie tak prostą do przyjęcia przez serce, które zaufało i uwierzyło? 
Współczesny świat oczekuje rozgłosu i spektakularnych widowisk. Bliższy jest mu rozkrzyczany tłum żądających ukrzyżowania, niż milcząca siła miłości płynąca od Tego, który nie sprzeciwił się niczemu i poszedł w pokorze na Miejsce Czaszki, aby się dokonało to, co zostało zapowiedziane. Tajemnica miłości do człowieka, który tej miłości docenić nie potrafi. Do człowieka, który wciąż poszukuje i błądzi, stawiając swoją pychę ponad pokorę, i który układa własny scenariusz dla życia, nie dostrzegając, że tworzy farsę lub komediodramat. 
Milczący świadkowie miłości, którzy wytrwali przy swoim Mistrzu do końca, nie próbowali tłumaczyć świata po swojemu i nie odeszli, widząc ludzkimi oczami jedynie śmierć. Zostali przy krzyżu do końca, jeszcze nie pojmując, ale i nie wątpiąc. Nie rozumieli, ale i nie prosili nikogo o wytłumaczenie. Byli tam, bo kiedyś Jezus dotknął ich serca i przemienił je, ofiarowując pokój, którego nic ani nikt dać im nie był w stanie. Doświadczyli miłości, która przyjęła i zaakceptowała ich pomimo wszystko; nie patrząc na to kim byli i jak bardzo w swoim życiu pobłądzili. Nie oceniał ich i również dziś tego nie robi. Nie ocenia człowieka i nie wyrzuca mu jego słabości i błędów; tylko patrzy z tym ogromem miłości w oczach. Miłości, której dotyk przemienia całe życie człowieka i ofiarowuje prawdziwą radość i nadzieję, że wszystko w życiu ma jakiś głębszy sens; dziś może jeszcze niezrozumiały, ale potrzebny do wielkiego dzieła, które Bóg zaplanował dla nas i dla świata. Bo Bóg istnieje, a Chrystus prawdziwie zmartwychwstał. Uwierzyła w to Matka Jezusa, Maria Magdalena, Weronika i Jan, którzy stali pod krzyżem przyjmując testament miłości. Uwierzyła w to prosta Samarytanka, spotkana przy studni i Nikodem, który pragnął być blisko Jezusa, choć nie do końca pojmował Jego słowa. Uwierzyli w to zwyczajni rybacy, którzy poszli za Nim, choć nie obiecał im bogactwa ani władzy. Uwierzył Szymon z Cyreny i Józef z Arymatei, złączeni w jedności pomimo dzielących ich różnic, zdawałoby się nie do pokonania w świecie, który miał ściśle wytyczone zasady, nakazy i przywileje. Uwierzył św. Paweł, który z taką samą żarliwością, z jaką prześladował uczniów Chrystusa; po spotkaniu z Tym, którego tak wielu dawno już pochowało; głosił Jego chwałę i zmartwychwstanie, oraz miłość, dla której nie ma nic niemożliwego. Uwierzyło tak wielu innych ludzi; kobiet i mężczyzn; pomimo tego, że nie widzieli i nie mogli, jak niewierny Tomasz, włożyć ręki w bok Zmartwychwstałego Jezusa, ani palcem dotknąć Jego ran. "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli." J20,29b. Uwierzyli, stając się świadkami miłości Tego, który jest, który był i który powróci. 
Tajemnica śmierci i zmartwychwstania Jezusa to tajemnica ogromnej miłości, którą On podarował każdemu z nas. To Miłość, która nie ocenia i ma szeroko wyciągnięte ramiona do każdego, kto zapragnie w nie wejść. Tajemnica Miłości gotowej bez żadnego słowa skargi oddać życie za człowieka, z wszystkimi jego słabościami; to podarowane nam życie i uzdrowienie; to pozostawiona nadzieja; pokój, który koi i prawdziwa radość, jakiej nie da człowiekowi nic innego. Dopóki tego nie zrozumie, będzie się miotał w swojej bezsilności, złorzecząc i szukając zastępczej pociechy i ułudy szczęścia, którego świat dać nie potrafi. 
Świadkowie miłości to ci, którzy wpisali się w nasze czasy i których życie było jednym wielkim świadectwem Jego obecności w życiu człowieka. Św. Ojciec Pio, Matka Teresa z Kalkuty, Joanna Beretta Mola i nazwisko, które słyszał każdy, bez względu na wyznanie i przekonania - Jan Paweł II. Świadek miłości to również i Ty, jeśli w wielkanocny poranek potrafisz wypowiedzieć słowa, wypływające z serca: Chrystus prawdziwie zmartwychwstał! i uwierzysz w nie na codzień w swoim życiu.
Monika A. Oleksa 

"Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie." Rz6,5      

Pięknych, radosnych i błogosławionych Świąt Wielkiej Nocy, Niech ludzie i wydarzenia staną się szansą świadectwa, że Pan nie umarł nadaremno. Niech żyje przez Ciebie! 


Fot. Michał Oleksa

czwartek, 17 kwietnia 2014

Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc.16

Fot. Michał Oleksa


Helena patrzyła z przyjemnością na lśniące czystością okna i pachnące świeżością firanki. Trochę ją to kosztowało i zdrowia (bo kręgosłup coraz dotkliwiej dawał o sobie znać) i nerwów (Henryk nieustannie mamrotał pod nosem, żeby dała sobie spokój z tymi oknami), ale Helena i tak wiedziała swoje: na Święta Wielkanocne cały dom musiał lśnić i dopóki starczy jej sił, będzie o to dbała bez względu na to, co będzie mamrotał Henryk i co będą jej tłumaczyły dzieci. Wiosenne porządki przed Wielkanocą Helena wyniosła z rodzinnego domu i nie zamierzała  tego zmieniać pomimo tego, że ubywało sił, a przybywało lat. 
Dom pachniał czystością i wszystko leżało poukładane na swoim miejscu. Teraz już Helena mogła spokojnie zająć się pracami kuchennymi, które Henryk lubił najbardziej. Od zawsze był łasuchem i to się nie zmieniło przez lata. Jak mały chłopczyk wylizywał miski z masą tortową i próbował jeszcze ciepłe ciasto drożdżowe, które trafiało na wielkanocny stół mocno okrojone. Tylko pieczyste Helena chroniła i strzegła; i przed wielkanocnym porankiem nie pozwalała Henrykowi spróbować wypiekanych przez siebie schabów, pasztetów czy szynki. Henryk zawsze robił nieszczęśliwą minę, ale przyjmował zasady gry. W święta niepodzielnie rządziła w ich domu Helena. 
Przedświąteczne rozmyślania przerwał dzwonek telefonu, który śpiewnym dźwiękiem przywołał Helenę do kuchni. Tam przebywała najczęściej, dlatego jej komórka leżała na kuchennym parapecie, tuż obok doniczki ze storczykiem, który kwitł Helenie nieustannie; ku zazdrości Bogusi, u której storczyki natychmiast gubiły kwiaty i nie chciały za nic wypuszczać nowych. Na podświetlonym ekranie telefonu migało imię Eulalii. Helena sięgnęła po rozkrzyczaną komórkę i odebrała połączenie. 
- Ciasto czy mięso? - spytała, zamiast standardowego "Halo?".
- A skąd wiesz, że dzwonię w tej sprawie? - spytała zdziwiona Eulalia. 
- A z czym innym mogłabyś dzwonić do mnie w Wielki Czwartek? - odpowiedziała natychmiast Helenka.
- Z życzeniami?
- Z życzeniami dzwonisz zawsze w sobotę po święconce. 
Eulalia na chwilę zamilkła, jakby zabrakło jej argumentów. 
- No dobra, dzwonię po przepis na sernik, ten z bezową rosą na górze. 
Helena uśmiechnęła się do słuchawki telefonu i zrobiła minę: "A nie mówiłam!", której jednak Eulalia nie mogła zobaczyć. 
- Poczekaj, zaraz poszukam i ci przedyktuję. Robisz śniadanie wielkanocne? - spytała, w międzyczasie szukając w grubym zeszycie właściwego przepisu. 
- Obie z Martą robimy. Moja wnuczka czuje się u mnie jak dobrze zadomowiona gospodyni, a ja nie mam nic przeciwko temu. Sama wiesz, że nigdy nie przepadałam za pichceniem i tymi wszystkimi żmudnymi zajęciami kuchennymi, a Marta się do tego po prostu rwie - w głosie Eulalii Helena usłyszała ożywienie i dumę. 
- To znaczy, że Marta jest lepszą wersją ciebie samej, co bardzo dobrze się zapowiada. Jej przyszły mąż będzie miał kiedyś skarb w domu. 
Eulalia westchnęła. 
- Oby jak najpóźniej z tym mężem. 
- Musisz pozwolić jej kiedyś dorosnąć. Ona nie jest już małą dziewczynką, którą trzeba chronić. 
- Przed niewłaściwymi mężczyznami powinno się jednak kobiety chronić - odpowiedziała lekko rozzłoszczona Eulalia. 
- Mówisz teraz o swoim zięciu, czy chłopaku Marty?- spytała uszczypliwie Helena. 
- Mówię tak ogólnie, a ty nie łap mnie za słowa. Znalazłaś ten przepis?
- No, nie denerwuj się tak, bo ci na urodę zaszkodzi. Znalazłam. Masz coś do pisania? 
- Jestem przygotowana. Dawaj. 
- Na spód ciasta potrzebujesz: dwie szklanki mąki, dwa żółtka, nieco ponad pół margaryny; ja zawsze używam Kasi, pół szklanki cukru, łyżeczkę proszku do pieczenia i jedno jajko. 
- Oprócz tych żółtek jeszcze jedno jajko? 
- No przecież mówię. Dwa żółtka i dodatkowo jedno całe jajko. Musisz to wszystko zagnieść i wykleić blachę razem z bokami, żeby ci nadzienie nie spłynęło. 
- Dobra, mam. Teraz masa serowa. 
- Kilogram sera białego, najlepiej śmietankowego, bo jego nie trzeba mielić; cztery żółtka i dodatkowo dwa całe jaja, jedną szklankę mleka, pół szklanki oleju, trzy czwarte szklanki cukru, budyń śmietankowy i cukier waniliowy. Wszystko wymieszać mikserem i wylać na ciasto. Piec 60 minut w temperaturze 180 stopni. Białka, które zostały z ciasta i masy serowej ubić na sztywno, dodać pół szklanki cukru i pod sam koniec ubijania dwie łyżki mąki ziemniaczanej. Następnie należy wyłożyć białka na ciasto i dopiec tak, żeby się białka wysuszyły. Ja zawsze podpiekam ciasto około dwudziestu minut, nakładam białka i zmniejszam temperaturę do 150 stopni, a potem dopiekam te czterdzieści minut i wychodzi bardzo dobra rosa. 
- Liczę na to, że nam też taka wyjdzie. Jak mi się jeszcze coś przypomni, albo jak będę miała wątpliwości, będę dzwonić. 
- Dzwoń, pytaj i wypiekaj. A za tydzień podzielisz się wrażeniami.
- Dziękuję. Miłych wypieków! 
- Tobie też, moja kochana. Tobie też. 
cdn... 
Monika A. Oleksa 

Fot. Michał Oleksa
      

wtorek, 15 kwietnia 2014

Chwila zatrzymania

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Nie ma gotowej recepty na to, aby nasze życie było szczęśliwe. To my sami możemy uczynić je pełniejszym.

Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Piotr Oleksa

 

Życie tylko wtedy ma smak, gdy potrafimy cieszyć się z drobiazgów poukrywanych w naszej codzienności; i wtedy, gdy zamiast patrzeć na jego pochmurną stronę, dostrzegamy te słoneczne promyki, które wschodzą każdego dnia. 

Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Piotr Oleksa


Życie smakuje najlepiej w obecności drugiego człowieka; wtedy, gdy potrafimy podzielić się tym okruszkiem szczęścia, na jaki natrafiliśmy, patrząc uważnie. Te okruszki mają zadziwiającą moc - dzielone, rosną, nabierają siły i stają się potężnymi okruchami, które są w stanie uszczęśliwić więcej niż jednego człowieka. Przyprawiają życie tak, że mamy ochotę się nim delektować, a nie przebiec szybko, bez zastanowienia.

Monika A. Oleksa


Fot. Marcin Piotr Oleksa


Każdy dzień, który dostajemy, jest prezentem. Ślicznie opakowanym w słoneczny uśmiech o poranku, albo w zwykły szary świt zasnuty chmurami. Ale nie opakowanie jest ważne, tylko to, co znajdziemy w środku. Małe cuda dnia codziennego, które możemy dostrzec; albo przejść obok nich obojętnie. 

Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Piotr Oleksa


Dostrzegaj drobiazgi. Z nich składa się życie. Będzie piękne, jeśli to piękno w nim dostrzeżemy. Z okruszków zebranych jeden do drugiego, da się ułożyć naprawdę zachwycający wzór, tylko nie można ich lekceważyć, ani przechodzić obok nich obojętnie. 

Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Piotr Oleksa


Głębia naszego życia jest tam, gdzie odnajdujemy wewnętrzny spokój i gdzie nie ma w nas rozdarcia, tylko pogodzenie się samemu ze sobą. Tam, gdzie akceptujemy swoje słabości ze zrozumieniem, że mamy do nich prawo, bo jesteśmy tylko ludźmi.

Monika A. Oleksa


Fot. Marcin Piotr Oleksa


Z pochyloną głową i ciężarem na plecach widzimy tylko ten odcinek drogi, który jest tuż pod naszymi nogami; kiedy ją podniesiemy, widzimy o wiele dalej. 

Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Piotr Oleksa


Zima w miłości nie mrozi, tylko ogrzewa pełnym ciepła spojrzeniem wyblakłych oczu i świadomością, że tak jak wszystko na świecie, tak i miłość z biegiem lat się zmienia i przechodzi swoje pory roku, obdarowując nas sobą i pozwalając nam czerpać z niej to, co najlepsze. 

Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Piotr Oleksa


To w porządku, by czasem rozzłościć się na Boga. Wykrzyczeć Mu to, co mnie boli; co dotknęło. Powiedzieć o tym, czego zabrakło. On ma dużo cierpliwości i ma dla mnie czas. I tylko On przyjmie to spokojnie. 

Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Piotr Oleksa


Krzyż przywraca człowiekowi godność i to właśnie z niego mogę czerpać siły, których już nie potrafię w sobie odnaleźć.

Monika A. Oleksa


Fot. Marcin Piotr Oleksa


Każda twarz jest mapą, którą można czytać godzinami. Nie zawsze wszystko pokaże, bo często wkładamy maski. Ale oczy w tej twarzy rzadko potrafią kłamać. Są legendą tej mapy, dzięki której możemy odczytać ukrytą w niej opowieść. Opowieść o życiu.

Monika A. Oleksa


Fot. Marcin Piotr Oleksa


Życzę Ci dobrego i szczęśliwego dnia i dostrzegania tego, jak wielkim darem jest Twoje życie i jak pięknym prezentem może być każdy z naszych dni, jeśli tylko damy mu na to szansę. 

Monika A. Oleksa