czwartek, 26 czerwca 2014

Lublin - miasto inspiracji

Fot. Michał Oleksa

Lublin inspiruje. Lublin co tydzień toczy bitwę o kulturę. Lublin szeptem opowiada swoją historię -KLIK. Lublin czyta Jana Pawła II. Lublin daje świadectwo. 19 maja, w dzień Bożego Ciała, na Placu Litewskim, znajdującym się w samym centrum mojego rodzinnego miasta, po raz dwunasty odbył się Koncert Chwały. Wydarzenie, które przyciągnęło wieczorem tysiące lublinian, pragnących w ten sposób oddać chwałę Panu. Poprzez zasłuchanie, wspólne uczestnictwo i chęć bycia w tym właśnie miejscu, pośród ludzi, którzy czują i myślą podobnie. 
W tym roku gwiazdą koncertu był Mieczysław Szcześniak, który wystąpił obok Gospel Rain, hip-hopowego Full Power Spirit, Chóru dla Jezusa, Olgi Szomańskiej i Iwony Dreger. Całe wydarzenie poprowadził Krzysztof Ziemiec, dając świadectwo, że być wielkim - to znaczy nie wstydzić się swojej wiary i otwarcie się do niej przyznawać. Żyć nią na codzień i w swoim życiu dokonywać wyborów, zgodnych z wolą Tego, który nas do tego życia powołał. Wszyscy artyści obecni na scenie pokazali, że wielbić Boga można na wiele sposobów i każdy czyni to tak, jak potrafi. Śpiewem, tańcem, milczeniem, uniesioną dłonią lub wyciągniętymi wysoko ramionami; słowem, gestem, uśmiechem lub po prostu swoją obecnością na takich wydarzeniach jak Koncert Chwały. 

Fot. Michał Oleksa

Fot. Michał Oleksa

Lubelski koncert porywał swoją radością, którą zarażali artyści. Ta iskierka radości szła od człowieka do człowieka, i dzielili się nią wszyscy, bez względu na wiek. Małe dzieci, nastolatki, młodzież, rodziny i starsi ludzie, stojący tłumnie ramię przy ramieniu, w jedności, która połączyła. Dumny Marszałek Piłsudski spoglądał na to wszystko z pytaniem, jak potężny musi być Ten, który zgromadził tylu ludzi w tym miejscu i zjednoczył ich bez wzniosłych haseł i obietnic, z których nawet wielcy ludzie historii często nie mogli się wywiązać. I jakież było jego zdziwienie, gdy o godzinie dwudziestej pierwszej, ten różnorodny, kilkutysięczny tłum ucichł i oddał chwałę klękając, jeden po drugim, w milczeniu, przed Tym, który ukrył się w delikatnej białej hostii i przyszedł do zebranych w Przenajświętszym Sakramencie. Jezus Chrystus, królów Król i panów Pan. Przyszedł cichutko, wniesiony rękami kapłana po to, aby być z tymi, którzy zgromadzili się tam dla Niego. Nie powiedział ani słowa, ale przechodząc, swoim światłem rozpraszał noc i zabierał żal, smutek, zwątpienie, rozgoryczenie, bezradność, samotność, niezrozumienie, odrzucenie, rozpacz. W tym milczącym marszu Krakowskim Przedmieściem, dotknął ludzkich serc. Jego moc uzdrowienia spłynęła łaską na tych, którzy się na Niego otworzyli i którzy uwierzyli, że tylko On ma moc przemienić i uleczyć wszystko. Naprawdę wszystko.
Wiara, Nadzieja i Miłość - temat przewodni tegorocznego Koncertu Chwały, stanęły obok siebie, ramię w ramię. Każda z nich silna Jego siłą i niepokonana, dzięki Jego mocy. Trzy siostry, wzajemnie się uzupełniające i wskazujące sens życia tym, którzy zbłądzili. Trzy obietnice, które zostały dotrzymane. To, co z nimi zrobisz, zależy od ciebie. Możesz im zaufać i wyjść naprzeciw, pomimo wszystko. Możesz je również odrzucić, wciąż szukając szczęścia, które wydaje się tylko złudzeniem. Bo ono, tak naprawdę, przychodzi przez Niego. Przez Tego, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Michał Oleksa
  Lubelski Koncert Chwały - KLIK      

piątek, 20 czerwca 2014

Czwartkowe obiady odc.23

Fot. Michał Oleksa


Eulalię obudził trzask zamykanych drzwi. Otworzyła oczy i przez chwilę przyzwyczajała je do ciemności panującej w pokoju. Jedyna smuga światła, jaka wpadała do środka, wychodziła z łazienki, w której z pewnością urzędowała Bogusia. Eulalia spojrzała na zegarek. Druga. Gdzie ona wędrowała o drugiej w nocy?!
Zaniepokojona, czekała aż przyjaciółka opuści łazienkę, a potem słysząc jak Bogusia, macając po ścianie, próbuje dotrzeć do swojego łóżka, zapaliła nocną lampkę. 
Bogusia podskoczyła jak oparzona. 
- Dlaczego ty nie śpisz? - zaatakowała Eulalię. - Przestraszyłaś mnie!
- To ty mnie przestraszyłaś! Dlaczego włóczysz się po nocy, i gdzie ty w ogóle byłaś? 
- Nie mogę spać po tej zielonej herbacie. Musiałam się trochę przewietrzyć. 
- Chodziłaś sama po parku? W nocy? - Eulalia pokręciła głową z dezaprobatą. 
- Nie boję się ciemności, a poza tym wszędzie palą się latarnie. 
- Ale przecież ktoś mógł ci zrobić krzywdę!
- Jaką krzywdę, Lala? - Bogusia popatrzyła na przyjaciółkę z politowaniem. - Nie miałam przy sobie złamanego grosza, a na miłosne ekscesy to chyba już się nie nadaję, bo nikt mnie nie zaczepił.
- A kto cię wypuścił? Przecież budynek jest zamykany na noc... chyba... 
- Pogadałam sobie z portierem i grzecznie go poprosiłam o pół godziny na przewietrzenie. 
- I zgodził się? - Eulalia usiadła na łóżku i oparła się o ścianę. Rozbudziła się na dobre i wiedziała, że przez nocną włóczęgę Bogusi już nie zaśnie. 
- Na początku miał opory, ale porozmawialiśmy trochę o życiu i przekonałam go. 
- Oszczędź mi szczegółów, proszę - mruknęła Eulalia. 
- To była tylko miła, przyjacielska pogawędka! - obruszyła się Bogusia. - Ja wiem, że po esemesie od Adama Strojewskiego możesz mieć kosmate myśli, ale proszę cię, nie posądzaj mnie o romans z każdym napotkanym portierem. A! Miałam ci powiedzieć rano, ale skoro już nie spisz...
Eulalia zazgrzytała zębami i zrobiła odpowiednią minę, którą Bogusia zignorowała. 
- Ktoś pytał o twoją szczękę, więc jednak zrobiłaś dobry uczynek odnosząc ją na recepcję.
- Nie zamydlaj mi oczu szczęką, tylko powiedz, dlaczego latałaś w nocy po parku? Też zgubiłaś zęby?
- Bardzo śmieszne! - Bogusia wykrzywiła się do Eulalii w czymś, co miało przypominać uśmiech, a potem zamilkła. 
Cisza w pokoju zaczęła przeszkadzać Eulalii. 
- Obraziłaś się? - spytała, zerkając w kierunku przyjaciółki. 
- Nie - głos Bogusi był cichy i zupełnie do niej niepodobny. - Lala, czy ty byłaś kiedyś w życiu tak na zabój zakochana? No wiesz, tak jak Jadzia w swoim Władku, na przykład?
- No... - Eulalia próbowała zebrać uśpione jeszcze myśli, które nie nadążały za Bogusią. - W Maurycym byłam zakochana. Nawet za niego wyszłam, o ile pamiętasz. 
- Ale nie o to pytam. - Bogusia machnęła ręką, jakby odganiała natrętną muchę. 
- A o co? - Eulalia zaczęła się gubić w toku rozumowania wieloletniej przyjaciółki. 
- O miłość pytam. Taką, którą chcesz obdarowywać i przy której zapominasz o całym świecie. O taką, której nie stawiasz warunków ani wymagań i przy której jesteś wdzięczna za każdy wspólny dzień i wspólną chwilę, i dla której jesteś w stanie poświęcić samą siebie dla dobra osoby, którą kochasz. 
- Film mi jakiś opowiadasz, czy co? 
W półmroku cichego pokoju Eulalia dostrzegła błyszczące wilgocią oczy przyjaciółki. 
- Wiesz, że takie uczucie zdarza się tylko raz? - Bogusia przetarła oczy wierzchem dłoni. - Dlatego warto dać mu szansę, jeśli się pojawia. 
- Czy ty mówisz do mnie? 
- A do kogo niby, idiotko? Daj szansę Strojewskiemu i nie wmawiaj sobie, że jesteś już na to za stara. Miłość zdarza się w każdym wieku i nie można jej lekceważyć. Widzę jak na ciebie patrzy i z jakim szacunkiem cię traktuje. I widzę jak się czerwienisz, czytając wiadomości od niego. Nie uciekaj od tego, tylko rzuć się w to i skocz na główkę, ufając, że się nie połamiesz. 
- Chodziłaś po parku i myślałaś o Strojewskim? - Eulalia pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Chodziłam po parku i myślałam o swoim życiu. Popełniłam w nim wiele błędów, ale przeżyłam też coś, czego nigdy nie zapomnę. I pomimo tego, że zostały mi po tej miłości tylko perły i wspomnienia, oddałabym wszystko, aby spotkać się z nim jeszcze choć raz.
- Nigdy mi o nim nie mówiłaś... - głos Eulalii złagodniał, a jej serce rozczuliło się i wyrywało, aby objąć przyjaciółkę. 
- I nadal nie jestem na to gotowa... - wyszeptała Bogusia. - Kiedyś ci powiem... na pewno... Chciałabym tylko, abyś nie przegapiła czegoś cennego i nie odrzucała tego, co los dla ciebie przygotował. To nieprawda, że tylko młodzi mają monopol na szczęście, Lala. My też mamy do niego prawo, a prawdziwa miłość nie liczy ci zmarszczek ani lat, tylko przyjmuje cię taką, jaką jesteś i kocha, pomimo lat i słabości. Pamiętaj o tym, zanim wypuścisz z rąk coś, czego potem będziesz żałować. 
Eulalia milczała. Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć Bogusi i co zrobić z tym, co przed chwilą usłyszała. To miał być relaksujący wyjazd do SPA, a tymczasem Jadzia o mało się nie udusiła w kapsule borowinowej; Helena była o włos od połamania przez szczękę, która pojawiła się na jej drodze, a ona sama miała głowę pełną pytań bez odpowiedzi, które sprowokowała Bogusia. Życie wciąż zaskakiwało, a Eulalia nieustannie zadziwiała się tym, jak wiele niespodzianek może przygotować, jeśli tylko człowiek ma odwagę uchylić dla nich drzwi.  cdn... 
Monika A. Oleksa 

Fot. Michał Oleksa
            
   

niedziela, 15 czerwca 2014

Kobieta z kobietą czyli moje duchowe SPA

Nałęczowskie spotkanie Portrety kobiet w Biblii


Jaka jest twoja pierwsza myśl, kiedy przychodzi do ciebie propozycja weekendu tylko dla kobiet? To nie dla mnie. Ja tego nie potrzebuję. Ja się w tym nie odnajdę. Same kobiety? Przecież one zjedzą się nawzajem, bo wiadomo, że kobieta rzadko kiedy akceptuje drugą kobietę. Będą mnie oceniać; być może obgadywać. Dziękuję, wolę sobie tego zaoszczędzić. 
Czy nie tak reagujemy, i kierując się uprzedzeniami, odrzucamy coś, dzięki czemu spojrzałybyśmy na siebie i na tę drugą kobietę inaczej? Nie utartymi stereotypami; że mężczyźni nigdy nie płaczą, a kobietom usta się nie zamykają; że kobiety są zawistne, a męskie przyjaźnie są trwałe i prawdziwe, i bez obawy, że mnie nie zaakceptują, bo jestem właśnie taka, jaka jestem. Podarowując sobie taki prezent weekendu dla kobiet, ujrzałybyśmy esencję kobiecości i doświadczyły czegoś niesamowitego - nieprawdopodobnej więzi między kobietami, z których każda jest inna; a jednak każda nosi w sobie ten sam mianownik biblijnego powołania kobiety i dziecięctwa Bożego. 

Nasza prowadząca, Magda Grabowska

Rok temu dostałam takie zaproszenie i zmagałam się w wewnętrznej walce sama ze sobą, przekonując sama siebie, że to zdecydowanie nie dla mnie. Jestem indywidualistką i źle funkcjonuję w grupie. Ciężko mi żyć w ramach narzuconych przez innych i dopasować się do schematów, jakie ktoś dla mnie nakreśla. Od razu pojawia się we mnie bunt wobec tego, do czego muszę się dostosować i pragnienie ucieczki. Dwa dni w zupełnie nowej dla mnie sytuacji wydawało się niemożliwe i męczące. A jednak, wbrew wszystkiemu, dałam się na to namówić i w ten sposób dowiedziałam się, kim tak naprawdę jestem - cudownym Bożym naczyniem, które zostało stworzone przez doskonałego Stwórcę. Rok temu dostałam też dar, za który z wdzięcznością dziękuję - poznałam Magdę Grabowską, która i w tym roku poprowadziła konferencję dla kobiet; tym razem pokazując nam portrety kobiet w Biblii.

Konferencje Magdy są tak interesujące, że nie chce się z nich wychodzić
 


Na tej ławeczce zmieściło się nas siedem, ale jedna robiła zdjęcie:) I jeszcze był zapasik:)


Dwa dni, które napełniły moje serce pokojem i pomogły mi znaleźć właściwy drogowskaz, gdy stanęłam na rozdrożu. Symbioza kobiet, które podobnie jak ja, przyjechały na ten czas zatrzymania do Nałęczowa, zadziwiła nas wszystkie. Niewiele o sobie wiedziałyśmy. Stanęłyśmy obok siebie jako matki i żony; przyjaciółki, singielki, pracownice i te, które definiowały siebie nie w odniesieniu do innych, ale jako ja. Ja - Monika, Kasia, Paulina, Ada, Joanna, Iwona, Agnieszka, Maria, Małgosia, Magda, Amelia... 
Obserwowałyśmy się ostrożnie, poznając siebie poprzez drobne gesty i czynności, a w końcu poprzez rozmowę, która pootwierała tak wiele pozamykanych zakamarków naszych kobiecych serc. Przyjechałyśmy tam z różnymi oczekiwaniami i pytaniami bez odpowiedzi, które nas przerosły; otrzymałyśmy zaś dużo więcej, wywożąc walizki i torby pełne czegoś nieprawdopodobnego - pokoju, zrozumienia, wybaczenia, nienasycenia i głodu Słowa; i pełne poczucia własnej wartości, mierzonej nie oczami drugiego człowieka, ale Tego, który nas do tego życia powołał. Ten czas łaski, który każda z nas otrzymała, okazał się czasem odrodzenia i akceptacji. Poprzez słowa Magdy, która; jak sama mówi; jest tylko narzędziem w rękach Pana, podarowałyśmy swojemu sercu i duszy pełnej niepokoju współczesnego świata, duchowe SPA z zabiegami, które ją odnowiły, umocniły i pozwoliły wypięknieć blaskiem widocznym na twarzy każdej z nas. Stałyśmy się tam piękne - duchowo i fizycznie; i to piękno każda z nas dostrzegła. I każda z nas się nim zachwyciła, nie szukając w sobie wad i niedociągnięć, ale doskonałości Bożej miłości, którą w sobie odnalazłyśmy. Proste drogowskazy, które wskazała nam Magda, zaszokowały swoją oczywistością i właśnie tą prostotą. 

Ciuchowisko, czyli to, co kobiety lubią najbardziej...

Wśród takich krajobrazów odpoczywałyśmy

Do tego pogoda nam dopisała


Był też czas na spacer w nałęczowskim Parku Zdrojowym

Pojechałam na ten czas odnowy rozdarta i nie radząca sobie z rzeczywistością, w której się znalazłam. Pojechałam otwarta i bez konkretnych oczekiwań; a otrzymałam tak wiele, że samą mnie to zadziwia. W moim życiu zaczęły się dziać drobne cuda, które dostrzegam i za które jestem wdzięczna. Otrzymałam odpowiedź na wszystkie pytania, jakie tam zawiozłam i rozwiązałam wszystkie supły, które były we mnie. Moja rzeczywistość się nie zmieniła, wciąż jest trudno w codzienności, która kilka miesięcy temu mnie przygniotła; ale dziś potrafię spojrzeć na nią inaczej. W moim sercu jest spokój i pełne zaufanie. Zrozumiałam, że nie zmienię świata ani tego, co dla mnie przygotował; ale mogę przyjąć to i pozwolić, aby Bóg działał w moim życiu, bo ma w tym jakiś konkretny plan, Jemu tylko wiadomy. Ja mogę to jedynie przyjąć, albo odrzucić. 
Biblijne kobiety nauczyły mnie wiele. Jeszcze więcej na ich przykładzie pokazała mi Magda Grabowska, która swoim życiem świadczy o tym wszystkim, o czym nam opowiadała. Jest zwyczajną kobietą, taką jak każda z nas. I dlatego jest wiarygodna, bo mówi o tym, co bliskie, znajome; czasami bolesne, ale ludzkie. Kobieta zafascynowana Biblią, głodem której zaraża. 
Moje SPA owocuje, i wiem, że to dopiero początek. Wiem również, że gdy zacznie braknąć tych sił, z którymi wróciłam z Nałęczowa, będę mogła je odnaleźć za rok, przyglądając się sobie i Kobiecie w Lustrze, do poznania której gorąco zachęcam każdą z was! Więc do zobaczenia w czerwcu, za rok, w Nałęczowie... 
Monika A. Oleksa 

Spędziłyśmy tam naprawdę dobry czas
  
Wróciłyśmy piękniejsze i bogatsze o nowe doświadczenia i przyjaźnie

I był wśród nas jeden mężczyzna:)

Takimi słodkościami raczyłyśmy się do kawy i herbatki...


To był nieprawdopodobny odpoczynek fizyczny i duchowy

czwartek, 12 czerwca 2014

Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc.22

Fot. Michał Oleksa


- Co sobie wzięłaś? - Bogusia wyciągnęła szyję i zajrzała w tacę, którą ostrożnie niosła Eulalia. 
- Uważaj, bo mogę się chybotnąć, a wtedy moja owocowa herbata wyląduje na twoich kolanach. - Eulalia doszła do stolika i powoli postawiła na nim tacę z zamówionym przez siebie ciastem i imbryczkiem pachnącej herbaty. - Delicję nałęczowską wzięłam. A ty?
- Sernik na zimno. - Bogusia wskazała na swój talerzyk. - I zieloną herbatę, bo nie zamierzam dzisiaj spać. 
- A co niby będziesz robić? - Eulalia spojrzała na przyjaciółkę podejrzliwie. 
- Żyć, Lala! Żyć!
Eulalia usiadła z westchnieniem i zdjęła z tacy swój talerzyk, filiżankę i imbryczek, przesuwając je tak, aby zrobić miejsce dla Heleny i Jadzi, które jeszcze zastanawiały się nad pokusą w gablocie "Eweliny". 
- Tacę odnieś. - Bogusia zwróciła uwagę przyjaciółce. 
- Poczekaj, muszę odpocząć. Zmęczyłam się.
- Taka ciężka była?
Eulalia spojrzała gniewnie na Bogusię, ale widząc jej uśmiechnięte oczy, szybko tej złości się pozbyła. 
- Chciałam ci przypomnieć, że to ja ze szczęką biegałam i musiałam tłumaczyć nic nierozumiejącej panience w recepcji, że to nie moje zęby i że właśnie recepcja jest najlepszym miejscem, aby je tam zostawić.
- Przyjęła to do wiadomości? - Bogusia popatrzyła tęsknie na cukier, którego od jakiegoś czasu unikała, zgodnie z zaleceniem lekarza. 
- Niemrawo, ale przyjęła. - Eulalia pokręciła głową na wspomnienie tej rozmowy. 
- O, idzie Helenka z Jadzią! - Bogusia ożywiła się widząc nadchodzące ze swoimi tacami przyjacółki. - Co zamówiłyście?
- Ja małe lody - odpowiedziała Helena. - I koktajl truskawkowy. A Jadzia kremówkę i sok z czarnej porzeczki.
- A ty co tak zaglądasz nam w talerze? - spytała Eulalia, przyglądając się Bogusi ostrożnie. 
- Lubię różnorodność, a poza tym miałam ochotę i na kremówkę, i na delicję, i na tartę.
- I dlatego wybrałaś sernik? - Eulalia popukała się palcem w czoło. - Znam cię tyle lat, a chyba nigdy cię nie zrozumiem. 
- Jestem kobietą, więc mam prawo do zmiany decyzji w ostatniej chwili - odpowiedziała z godnością Bogusia. 
Helena usiadła przy stoliku, a Jadzia pozbierała wszystkie tace i odniosła je uprzejmie do lady, przy której składały zamówienie. 
Pomimo wieczornej pory, większość stolików w nałęczowskiej "Ewelinie" była zajęta. Ciepły wieczór sprzyjał spacerom, a sławne domowe ciasta "Eweliny", z którymi żadne inne równać się nie mogły, kusiły tak skutecznie, że wielu spacerowiczów tutaj kończyło swój wypełniony emocjami dzień. To było miejsce pełne spokoju i tutaj można było zatrzymać się i wyciszyć. Ciepły uśmiech pani Ani i pani Basi ogrzewał to miejsce serdecznością; a ich dyskretna obecność nie przeszkadzały, ani nie narzucały się, ale czuwały nad każdym gościem sprawiając, aby czuł się tutaj wyjątkowo. 
- Uwielbiam to miejsce. - Helena zapatrzyła się na przytulne wnętrze, które otulało swoją dawną atmosferą zatrzymaną w ścianach, obrazach i stolikach. - Pamiętam jak przyjeżdżaliśmy tu na małżeńskie randki z Heniem. Wywoziliśmy stąd zawsze jakiś taki niesamowity spokój i dobre wspomnienia. 
Zamilkły, każda z nich zasłuchana we własną przeszłość, przywołując w tych myślach ludzi, z którymi kiedyś przeżyły coś dobrego. Świat za oknem poszarzał, a bajkowy ogród "Eweliny" rozświetlił się jasnymi latarenkami. Przy stoliku słychać było brzęk łyżeczek o talerzyki, a cztery kobiety siedziały milczące, każda zasłuchana w swoje własne wspomnienia.
- Pamiętam, że kiedyś miałam marzenie, aby mieć taką właśnie kawiarenkę - zadumaną ciszę przerwała Eulalia. - Kiedy dużo podróżowaliśmy z operetką i wracałam do domu potwornie zmęczona takim trybem życia, marzyłam o takiej kawiarence, o jakiej śpiewała Irena Jarocka. Pamiętacie dziewczyny?
- Pamiętamy - westchnęła Jadzia, ocierając ukradkiem łzę, która przykucnęła sobie w kąciku jej oka. 
- "Kawiarenki, na, na, na
kawiarenki, na, na, na..." - zanuciła Helena, a Bogusia uśmiechnęła się do wspomnienia, które wróciło wraz z tą piosenką.
- Wiecie, chciałabym miec trzydzieści lat mniej, i to doświadczenie życia, które mam teraz. Człowiek popełnia tyle głupich błędów i szarpie się niepotrzebnie z tyloma rzeczami, a dopiero potem uświadamia sobie, że nie było warto, bo to i tak do niczego nie doprowadziło. - Helena przestała nucić i zapatrzyła się w ciemność nocy za oknem.
- Za dużo byś chciała naraz - odpowiedziała Bogusia. - Lala, czemu ty się tak wiercisz? - spytała przyjaciółkę, która  próbowała zająć na krześle najdogodniejszą pozycję, kręcąc się jak małe dziecko. 
- Bo mnie te cholerne dżinsy piją! - odwarknęła Eulalia, pragnąc jak najszybciej wrócić do pokoju i zdjąć z siebie spodnie, do których jakoś nie mogła się przekonać. 
- Może i piją, ale wyglądasz w nich bardzo sexy - odpowiedziała Helena, patrząc na przyjaciółkę z podziwem. - Ja taką figurę, jaką masz ty, Lala, straciłam po pierwszym dziecku, a tobie do dziś została. 
- Bo Lalka ma dobre geny - powiedziała Bogusia, zlizując z łyżeczki resztki sernika. - A do tego zawsze była filigranowa, adekwatnie do swojego imienia. 
- Jadzi też niczego nie brakuje - rzuciła Eulalia, zażenowana zainteresowaniem przyjaciółek. 
- Ale ja nigdy nie rodziłam - odpowiedziała szybko Jadwiga - więc to nie było takie trudne utrzymać dawną figurę.
- A ja próbuję zrzucić swoje kilogramy sambą. - Helena uśmiechnęła się na wspomnienie swoich tanecznych zajęć. - Co prawda efektów piorunujących to nie daje i kilogramy, jak były na swoim miejscu, tak też tam zostały, ale przynajmniej wchodzę na drugie piętro bez zadyszki.
- I do tego przebywasz w towarzystwie przystojnego instruktora, co pozwala ci zachować równowagę między młodym duchem a ciałem na emeryturze - dopowiedziała Bogusia z dwuznacznym uśmiechem. 
- A tobie to tylko chłopy w głowie - westchnęła Eulalia, patrząc na Bogusię z udawanym wyrzutem. 
- Po prostu ich lubię - odpowiedziała Bogusia. - Nic na to nie poradzę i nie zamierzam tego zmieniać. Nie przeszkadza mi życie solo, ale duety zawsze są ciekawsze. Esemesa dostałaś - zwróciła się do Eulalii, z torebki której dobiegł sygnał przychodzącej wiadomości. 
Eulalia otworzyła torebkę i rozpoczęła poszukiwanie telefonu. Kiedy go wyjęła i odczytała esemesa, jej policzki zapłonęły, co nie uszło uwadze przyjaciółek.
- Czyżby to parę słów od Adama? - spytała z niewinnym uśmiechem Bogusia, a Helena i Jadzia nie spuszczały z niej zaciekawionego wzroku. 
- Wiadomość od Marty raczej by jej tak nie spłoniła - dorzuciła Helena, a Jadzia tylko pokiwała głową, przytakując.
Bogusia bezceremonialnie próbowała włożyć głowę w ekran komórki, ale Eulalia fuknęła na nią rozzłoszczona. 
- Zabieraj łapy i uszanuj moją prywatność, proszę. 
- Kiedy twoja prywatność mnie fascynuje! - wykrzyknęła Bogusia, bynajmniej nie zawstydzona swoją ciekawością. 
- Powinnaś mu się pokazać w tych dżinsach - dodała Helena. - Na pewno by mu się spodobały. 
- Pomimo tego, że piją - wtrąciła nieśmiało Jadzia.
- Czy wy możecie zająć się swoimi talerzykami? - odpowiedziała Eulalia, znowu czując się niezręcznie w centrum uwagi przyjaciółek.
- Kiedy one wszystkie są już puste - odpowiedziała Bogusia. - W pustym mam grzebać?
Eulalia zamyśliła się nad słowami, które przeczytała. "Lublin stracił wszystkie swoje kolory, kiedy z niego wyjechałaś. A." Co miała odpowiedzieć? I dlaczego to serce tak trzepotało, a po brzuchu fruwały łaskoczące motyle sprawiając, że wiosna weszła w życie Eulalii z całą swą odnawiającą mocą i obietnicą? Obietnicą subtelną, nieśmiałą i zaskakującą, nawet dla samej Eulalii.   cdn.   
Monika A. Oleksa 

Fot. Michał Oleksa

   
        
 
 
 

wtorek, 10 czerwca 2014

Portrety kobiet w Biblii

Fot. Marcin Piotr Oleksa

"Jest ich wiele - młode i stare, ładne i brzydkie, mądre i mniej mądre... Każda ma swoją własną historię, a w niej jakiś fakt lub fakty, z powodu których o nich pamiętamy. Od każdej możemy się czegoś nauczyć, każda może stać się dla nas przykładem tego, co należy lub czego nie należy czynić." Magda Grabowska "Kobieta warta Królestwa"
Przez karty Biblii przewija się wiele kobiet, ale zazwyczaj czytając lub przeglądając tę Księgę Prawdy Objawionej, przemykamy się po wersetach i rozdziałach; czasami zwrócimy uwagę na fakty historyczne; czasami nawet zatrzymamy się na chwilę przy jakimś fragmencie, ale tak naprawdę nie zastanawiamy się nad tym, kim były te kobiety i co przeżywały. I chociaż żyły tyle lat, a nawet wieków przed nami; w innej kulturze i warunkach; w innych środowiskach; to jednak myślimy i czujemy podobnie. Jesteśmy takie same jak one. Mamy podobne serca, w których jest tak wiele emocji, rozterek, uczuć i lęków; i ta sama miłość.
W ostatni weekend miałam okazję przyjrzeć się im dokładniej i razem z nimi przejść drogę, na której wielokrotnie się potykały, błądziły i wątpiły. Zupełnie jak my, współczesne kobiety, zapędzone i dźwigające na swoich barkach zdarzenia i zadania, które często nas przerastają. A jednak narzucamy je na plecy i idziemy przed siebie, zupełnie jak one. I jak one, kobiety z kart Biblii, popełniamy wiele błędów, które potem; w taki czy inny sposób; owocują w naszym życiu i życiu naszych bliskich.
Od czasów naszej pramatki, Ewy, od której wyszedł grzech; my kobiety nieustannie błądzimy. Szarpiemy się same ze sobą, buntujemy przeciw rzeczywistości w jakiej żyjemy, wszystko chcemy robić własnymi siłami i nie potrafimy się uczyć na błędach innych. I nawet jeśli dostajemy wyraźne znaki, że nie tędy droga, często je lekceważymy. Bo przecież my wiemy lepiej, co dla nas dobre. Ale czy aby na pewno?
Sara, która później otrzymała imię Saraj, wraz ze swoim mężem Abrahamem opuszcza ziemię rodzinną i dom swojego teścia, i razem z Abramem udaje się w ciężką drogę, o której celu tak naprawdę niewiele wie. Na kartkach Biblii są to dwa wersety, przez które prześlizgujemy się wzrokiem. Nie poświęcamy im wielkiej uwagi, a przecież za tą decyzją opuszczenia rodzinnego miasta i wszystkich bliskich, których tam zostawili, kryje się ogromnie wiele rozterek, strachu, wątpliwości i na pewno wiele wylanych łez. Dziś też wiele z nas staje przed taką decyzją, więc tym bardziej jesteśmy w stanie zrozumieć Sarę i pomyśleć o niej jak o jednej z nas. Bliskiej, bo też miała problemy. Lata oczekiwania na dziecko i towarzyszące jej na przemian - nadzieja, zazdrość, zwątpienie, a w końcu zobojętnienie i brak wiary w to, że zostanie matką. Żal do męża za to, że zawiódł i pozwolił na to, aby została kochanką faraona, i w końcu emocjonalne oddalenie, bo zabrakło gdzieś porozumienia i łączącej ich jedności małżeńskiej. Choć żyła tysiące lat przed nami, potrafimy ją zrozumieć, bo była taka jak my. 
Podobnie jak Rebeka, Lea i Rachela. Tamar i Rachab. Miriam, Deborah i Rut. Maria i Marta. Maria Magdalena i Maria, matka Jezusa. Biblia jest fascynująca, gdy pozwolimy się jej  poprowadzić i wczytamy się z uwagą w zapisane w niej słowa. W każdej z tych kobiet odnajdziemy cząsteczkę siebie. Swoją kobiecość i podobną sytuację, w jakiej się znalazła. Podobne rozterki i problemy, z jakimi musiała się zmierzyć. 
Rebeka walczyła z obojętnością męża i jego przywiązaniem do matki, o której nie umiał zapomnieć. Walczyła o miłość dla niej samej, a nie o zwykłe przywiązanie, bo była dobrym pocieszeniem po śmierci swojej teściowej - Sary. "Izaak miłował ją, bo była mu pociechą po matce." Rdz24, 67. Czy któraś z nas chciałaby być w ten sposób kochana przez mężczyznę? Jak bardzo musi to boleć i jak bardzo cierpi poczucie własnej wartości, jeśli mąż nie widzi w żonie kobiety, tylko pocieszycielkę?
A Lea i Rachela, dwie siostry, kochające tego samego mężczyznę? Jak bardzo jedna musiała nienawidzić tej drugiej wiedząc, że musi się tym mężczyzną dzielić i że tak naprawdę nigdy nie będzie należał zupełnie do niej? Zazdrość i zawiść towarzyszyły tym kobietom od pierwszego momentu, kiedy tylko w ich domu zjawił się Jakub. Te uczucia tkwiły między nimi do końca, przez wiele długich lat, w czasie których dzieliły wspólnie jedno gospodarstwo i jednego męża, rozdartego między nimi dwiema. Jego serce należało do Racheli, ale to Lea kochała go mocniej i prawdziwie; i to Lea dała mu synów, przedłużenie linii rodu. Jak musiała się czuć wiedząc, że nawet będąc z nią, Jakub myśli o Racheli? Ile żalu musiało być w jej sercu, gdy widziała spojrzenie Jakuba, którym wpatrywał się w jej siostrę? Jestem empatką, potrafię to poczuć i jest mi ogromnie żal ich obu. Bo Rachela patrzyła na powiększający się brzuch siostry i na gromadkę synów, którymi Lea była otoczona; a sama, pomimo ogromnego pragnienia bycia matką, nie mogła nią być. 
Dramat, rozpacz i wiele nieprzemyślanych decyzji, które potem miały wpływ na dalsze losy całej rodziny. 
Widzę to. Widzę te kobiety, które zamknęły w sercu tak wiele miotających nimi uczuć. Potrafię odczuć ich niemal fizyczny ból, gdy były odtrącone, niezrozumiane, lekceważone lub kochane za mało. Widzę Tamar i Rachab, narażające swoje życie dla czegoś, co zrozumiały dzięki temu, że umiały słuchać. Widzę krzątającą się po domu Martę, pełną kobiecych pretensji; i zasłuchaną w słowa Jezusa Marię, która zostawia wszystko czując to, czego apostołowie jeszcze nawet nie podejrzewali i nie rozumieli. Widzę jej ostatnie spotkanie z Jezusem, gdy namaściła Go olejkiem nardowym, i widzę to spojrzenie pełne bólu, w którym tak wiele Mu powiedziała, choć jej usta milczały.
Kiedy wejdziemy między wersety Biblii i wczytamy się w słowa tam zapisane, zobaczymy to wszystko własnymi oczami. Być może wielu słów i zdarzeń nie zrozumiemy; być może wielu nie będziemy chcieli przyjąć; to nie jest ważne. Ważne jest to, że śledząc portrety kobiet zapisane w Biblii, dowiemy się również czegoś o sobie i znajdziemy choć jedną, która w trudnych chwilach szepnie cichutko, że wszystko można przetrwać i że z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji Pan Bóg wyprowadza jakieś dobro, tylko trzeba Mu zaufać i przestać walczyć własnymi siłami. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa
          

czwartek, 5 czerwca 2014

Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc.21

Fot. Marcin Piotr Oleksa


- Co mnie podkusiło, żeby posłuchać tego podlotka i kupić to coś, co tak opina mój tyłek! - Eulalia okręcała się w lustrze, próbując wyciągnąć szyję tak, aby dokładniej obejrzeć swój tył. Nigdy nie nosiła dżinsów i w przypływie impulsu, zwiedzając z Martą nową lubelską galerię handlową Felicity Atrium; dała się namówić wnuczce na pierwsze w życiu dżinsy, które w sklepowej przymierzalni nawet się jej podobały. Ale tam wszyscy mieli na sobie dżinsy, włącznie z Martą i młodymi ekspedientkami. Teraz natomiast była w Nałęczowie i wybierała się z przyjaciółkami na wieczorny spacer po parku i na ciastko do "Eweliny". Park Zdrojowy, który był częścią nałęczowskiego uzdrowiska, nie był zdecydowanie miejscem, w którym panie prezentowały dżinsy! Wręcz przeciwnie, niemal wszystkie miały o tej porze na sobie powłóczyste suknie lub najlepsze garsonki i zmierzały na wieczorek taneczny, z błyskiem myśliwego w oczach. Aby się wyróżnić z sanatoryjnego tłumu, Bogusia zaleciła garderobę sportową - absolutnie żadnych sukienek ani cygańskich spódnic - wygodne buty i każdy możliwy krój spodni, bo przecież były w SPA, a nie w sanatorium. 
Dlatego Eulalia, która nie wzięła ze sobą ani jednej pary spodni poza tymi nieszczęsnymi dżinsami, nie miała wyboru i musiała w tym czymś - jak sama to określiła, wyjść z pokoju i przeparadować przez cały park i pół miasteczka. 
- Wiesz co - Bogusia obrzuciła przyjaciółkę uważnym spojrzeniem. - Co prawda pośladków to już nie masz jędrnych, ale przez ten materiał wciąż wyglądają apetycznie. A ty sama wyglądasz świetnie! 
Eulalia z niedowierzaniem pokręciła głowa. 
- Mówisz tak tylko dlatego, że chcesz już wyjść z pokoju i szlag cię trafia, jak stoję i jęczę przed lustrem - odpowiedziała, zakładając przed sobą ręce na piersiach. 
- Zaraz rzucę w ciebie butem, idiotko! - Bogusia wyciągnęła z torebki błyszczyk i podeszła do lusterka, stając tuż obok Eulalii. - Wyglądasz... naprawdę... dobrze... - wymamrotała, próbując jednocześnie pomalować usta, nakładając na nie błyszczącą warstwę. - Mówię ci, lat ci ubyło - dodała, pocierając jedną wargę o drugą. 
- Ale kto w moim wieku nosi dżinsy? - Eulalia nie odpuszczała. 
- Miliony Amerykanek, na przykład. - Bogusia, jak zawsze, miała gotową i szybką odpowiedź. 
- Ale ja... 
- Polki też noszą - przerwała Eulalii, uprzedzając jej słowa i nie dając dokończyć. - Rusz się w końcu, bo Jadzia z Heleną do ławki przyrosną, albo je któryś z tutejszych dżentelmenów na fajfy zgarnie. Wiesz, że Jadzia rozsiewa ostatnio wokół siebie jakieś feromony, bo od facetów odgonić się nie może - Bogusia uśmiechnęła się w lustrze do wściekłej Eulalii i puściła do niej oko. 
Eulalia westchnęła, chwyciła ulubiony, kremowy sweter, którym lubiła się otulać jak szalem i wyszła za przyjaciółką, starając się nie rzucać zbytnio w oczy. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Jadzia siedziała samotnie na ławce pod kasztanem, czekając na Helenę, której zachciało się siku, więc musiała czym prędzej wrócić jeszcze do ich wspólnego pokoju. Eulalia z Bogusią jak zwykle się spóźniały, ale Jadzia zdążyła się już do tego przyzwyczaić.
Majowy wieczór był wyjątkowo ciepły i pachniał tak odurzająco, że Jadwidze aż w głowie się zakręciło. Potrzebowała tego świeżego powietrza, aby dojść do siebie po nieszczęsnej kapsule borowinowej, o której chciała jak najszybciej zapomnieć. Nie dość, że najadła się strachu, to jeszcze i wstydu. Cieszyła się, że przyjechały tu tylko na dwa dni i że już jutro wyjeżdżają, bo raczej nie odważyłaby się więcej eksperymentować z zabiegami, bez których w zupełności mogła się obejść. 
- Czy szanowna pani nie będzie miała nic przeciwko, jeśli przysiądę na tej samej ławeczce? - siwiuteńki i bardzo szarmancki mężczyzna, wspierający się na ciemnobrązowej laseczce, przystanął tuż przy Jadwidze i patrzył na nią wyczekująco, czekając na przyzwolenie. 
Jadzia obrzuciła go wzrokiem i doszła do wniosku, że to rocznik jeszcze przedwojenny, więc oświadczać się raczej nie będzie. 
- Proszę bardzo - wskazała na wolną ławkę, na wszelki wypadek przesuwając się na sam brzeg i dając tym do zrozumienia, że bliskość ją krępuje. 
- Dziękuję, miłej pani. Jak już tak człowiek w kółko stawu podrepcze, to nogi mu się męczą. A lata już nie te... - starszy pan usiadł ciężko na ławce w przyzwoitej odległości od Jadzi i uśmiechnął się do niej bielą sztucznych zębów.
- Moja przyjaciółka była dziś na zabiegu refleksologii, to taki masaż stóp. Poleca każdemu na zmęczone i obolałe nogi - powiedziała Jadzia, chcąc być uprzejma i podtrzymać rozmowę. 
- Refluks żołądka też mam - odpowiedział mężczyzna, kiwając ze zrozumieniem głową. - Dokucza, szczególnie wczesną wiosną. 
Jadzia przez chwilę patrzyła zdziwiona, zastanawiając się, czy to ona traci pamięć i nie jest w stanie zapamiętać tematu rozmowy, czy też starszy pan nie włożył aparatu słuchowego. 
- A pani to przyjezdna, czy tutejsza? - jasne oczy mężczyzny były pełne życzliwości. 
- Przyjezdna - odpowiedziała głośniej na wszelki wypadek. - Z Lublina. 
- Z Koszalina?! - nieznajomy złapał się obiema rękami za głowę. - To taki kawał drogi. Podróż na pewno była męcząca, prawda? 
Jadzia odetchnęła. Jej pamięć była jeszcze sprawna, w przeciwieństwie do słuchu starszego pana. W oczekiwaniu na przyjaciółki prowadziła dziwną rozmowę, z której nic nie wynikało, bo każde z nich mówiło o czym innym. Jadzia jednakże wiedziała, że tak naprawdę temat rozmowy nie miał tu żadnego znaczenia, bo ten starszy człowiek szukał po prostu kogoś, kto choć przez chwilę poświęci mu swoją uwagę i udowodni, że wciąż jeszcze ma jakiś cel w tym życiu. Bo człowiekiem pozostaje się do końca. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa
 
Helena żwawym krokiem maszerowała przez park, zmierzając do ławeczki, na której zostawiła samotną Jadwigę. Prawdę mówiąc bała się trochę o nią, bo samotna kobieta w tym miejscu była albo zdobyczą dla polujących pensjonariuszy, albo zagrożeniem dla dam, które tych pensjonariuszy sobie upatrzyły. Miała nadzieję, że dwie artystki - Bogusia i Eulalia, są już przy Jadwidze i razem na nią czekają. Helena nie lubiła, aby ktoś na nią czekał spoglądając niecierpliwie na zegarek. W życiu najbardziej ceniła punktualność i tego uczyła swoje dzieci tłumacząc im, że w ten sposób szanują czas innych. 
Zamyślona nad czasem i samotną Jadwigą na ławce, nastąpiła na coś twardego i pojechała na tym kawałek, z trudem łapiąc równowagę. Błogosławiła swoje wygodne tenisówki na gumowej podeszwie, które uchroniły ją od niebezpiecznego upadku. 
Helena przystanęła, odetchnęła głęboko i spojrzała w dół na to coś, przez co o mało nie wyrżnęła jak długa.
Szczęka. Przed nią, na eleganckiej kostce brukowej, leżała czyjaś szczęka i "patrzyła" na Helenę z wyrzutem. A przynajmniej tak się jej zdawało. Helena zgłupiała. Zupełnie nie wiedziała co robić. Nie mogła tak po prostu zignorować czyjejś szczęki, nawet jeśli była sztuczna, i odejść jakby nigdy nic. Ale przecież nie mogła jej również podnieść, bo była czyjaś! Stała więc zamyślona nad dylematem, który okazał się dla niej za trudny do rozwiązania i podjęcia jakiejkolwiek decyzji. 
W tym zamyśleniu spotkały ją Eulalia z Bogusią, zmierzające spacerowym krokiem w stronę stawu. 
- Wypadła ci? - Bogusia wskazała na leżące przed Heleną zęby. - Nie przykleiłaś dokładnie?
- To nie moje. - Helena poczuła, że wracają jej na twarz właściwe kolory. - Potknęłam się o nią, a teraz nie wiem, co zrobić?
- Biedactwo, zgubiła się. - Eulalia nachyliła się ostrożnie i przypatrzyła z bliska. - Nie możemy jej tak zostawić. Nadepnęłaś na nią?! - spojrzała z wyrzutem na Helenę. 
- Sama mi pod nogi podeszła! - fuknęła przyjaciółka. 
- Ale mogłaś bardziej uważać. Ty przecież masz oczy, a ona nie. 
- Wieczorem nie widzę dobrze, a poza tym to są zęby, Lala, a nie futrzaste zwierzątko!
- Ale do zębów też trzeba mieć właściwe podejście. A te są do tego czyjeś, więc dodatkowo należy to uszanować.
- Ty się, Lalka, nie wymądrzaj, tylko powiedz, co z tym robimy, bo Jadzia adoratorami obrośnie na tej ławce. 
- Musimy ją zanieść do recepcji. Może tam się ktoś zgłosi. 
- A niby jak mamy ją zanieść? - spytała Bogusia, biorąc się pod boki. 
- A niby normalnie, przecież nie jest ciężka - odpowiedziała Eulalia, otwierając swoją przepastną torebkę i czegoś w niej poszukując. Po chwili z triumfem wyjęła plastikowy woreczek i paczkę chusteczek higienicznych. Zaopatrzona w taki sprzęt, przy użyciu chusteczki podniosła leżącą samotnie szczękę i włożyła ją do woreczka, który uniosła wysoko w górę jak trofeum. 
- A teraz odniosę ją grzecznie do recepcji, a wy biegnijcie do Jadzi, żeby jej tutejsze pensjonariuszki oczu nie wydrapały za jej urok osobisty i te feromony, które wokół siebie rozsiewa.   cdn...
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa
    

wtorek, 3 czerwca 2014

Wtorkowe spotkania kulturalne: Warszawskie Targi książki

Fot. Marcin Oleksa


Targi Książki to wielkie święto Czytelników, Wydawców, Autorów, Bibliotekarzy i samej książki. To również wydarzenie, na które miłośnicy książek czekają z niecierpliwością i na którym chcą być, pomimo odległości jaką muszą pokonać. Wielu wystawców w jednym miejscu i jeszcze więcej tytułów, a wszystko to pachnące drukarską farbą i specyficznym zapachem książki, którego nie da się porównać z żadnym innym. 

Moja przyjaciółka, Basia Smal, wspiera mnie zawsze, za co jestem jej ogromnie wdzięczna!

W tym roku Warszawskie Targi Książki (22-25 maja) po raz drugi odbyły się na Stadionie Narodowym. Dzięki temu było dostatecznie dużo miejsca na stoiska i na to, aby między nimi pomieścić przewijające się tłumy ludzi spragnionych spotkania z książką.
Warszawa jest mi szczególnie bliska ze względu na przyjaciół i rodzinę, którą tam mam; jak również ze względu na dobre wspomnienia dzieciństwa, które mnie nierozerwalnie łączą z tym miastem. Dlatego moja wizyta na targach, połączona także z podpisywaniem książek, dała mi ogromnie wiele radości, a do tego była okazją do spotkań z ludźmi, z którymi na co dzień pozostaję jedynie w kontakcie e-mailowym. Nie zawiedli mnie wierni Czytelnicy ( Kasiu i Michale - pozdrawiam Was najserdeczniej!), i Bibliotekarze, z którymi miałam okazję spotkać się ubiegłej jesieni na Saskiej Kępie :)

Jedna z moich najwierniejszych Czytelniczek; cudowna, ciepła Kasia
   
Anioł z Poznania, który nieoczekiwanie pojawił się w moim życiu:)

A połączyło nas pokrewieństwo dusz...

Narzekamy, że nasze społeczeństwo czyta coraz mniej. Trudno się z tym zgodzić, widząc takie tłumy ludzi, którzy przychodzą tutaj właśnie dla książki i dla ulubionych autorów, z którymi w tym miejscu, na targach, mają okazję się spotkać, porozmawiać, zdobyć autograf i zrobić sobie wspólne zdjęcie. Jako czytelnik również miałam tę przyjemność spotkać osobiście jedną z moich ulubionych polskich autorek - Joannę M. Chmielewską  i wymienić z nią wiele dobrych słów. Pani Joanna jest bardzo ciepłą osobą, a rozmowa z nią, podobnie jak lektura jej książek, jest wielką duchową ucztą. Nie miałam niestety okazji spotkać osobiście pani Kasi Zyskowskiej - Ignaciak, gdyż obie podpisywałyśmy książki o tej samej godzinie, ale jej dedykację w książce zdobyłam dzięki uprzejmości moich Czytelników:)

Spotkania z Czytelnikami to najmilsza część targów książki

Moje magiczne pióro podróżuje ze mną wszędzie!

Podpisy, dedykacje, rozmowy - lubię to!

Moje spotkanie z Joanną M. Chmielewską

Bardzo ciekawy zakątek z książką stworzyła pani Monika Biatkowska, która pięknie opowiadała o swojej powieści "Sukienka ze spadochronu" ( z którą zamierzam się dopiero zapoznać, ale dałam się skusić i teraz pięknie opakowana, z dedykacją autorki, leży na mojej półce i kusi), jednocześnie wykonując biżuterię, którą jako dodatkowy smaczek dołączała do każdej swojej książki. Na ławeczce tuż przy autorce można było się zupełnie zapomnieć, tracąc poczucie czasu i miejsca. Gwar stadionu cichł, a klimat małego miasteczka i sukienki ze spadochronu spowijał swoją tajemnicą każdego, kto usiadł na zaczarowanej ławeczce.

Niesamowity zakątek Moniki Biatkowskiej

Urocze miejsce, podobnie jak sama autorka



Patrząc na to wszystko okiem autora, muszę przyznać, że z roku na rok Warszawskie Targi Książki są coraz ciekawsze i coraz lepiej zorganizowane. Z optymizmem również spoglądam w przyszłość książki, widząc jak wielu młodych ludzi sięga po nią we współczesnym świecie gier komputerowych i powszechnej dostępności elektronicznych gadżetów. 
"Jak pani ocenia przyszłość książki papierowej?" - pytała mnie młodzież gimnazjalna i licealna, z którą rozmawiałam. Młodzi ludzie zadawali bardzo mądre pytania i potrafili słuchać, będąc jednocześnie równymi partnerami w dyskusji. Książka papierowa przetrwa, choć już od jakiegoś czasu media wróżyły jej schyłek i upadek. Doskonale poradzi sobie z e-bookami i audiobookami, które będą istnieć obok niej. Prawdziwy czytelnik nie zamieni szelestu kartek i niepowtarzalnego zapachu książki na bezosobowy ekran czytnika czy słuchawki. I nic nie zastąpi przyjemności przekręcania stron, przy filiżance kawy i chwili wyłącznie dla siebie. Poza tym na czytniku autor nie wpisze dedykacji; zrobi to jedynie na kartkach książki papierowej, która ma zaklętą w sobie duszę. 
"Jak zachęcić młodych ludzi do czytania?" Trudne pytanie i raczej nie da się podać gotowej recepty na pasję czytania. To po prostu przychodzi, jak pierwsza miłość. Pojawia się nagle, wraz z przeczytaną książką, od której nie można się oderwać; i jest to doznanie tak silne i zupełnie nowe, że szukamy tego w kolejnych książkach, przekopując się przez tunele liter, z apetytem na więcej i więcej.

Tym razem dwie siedzące Gracje:)
 
Zapał młodych ludzi daje wiarę w siłę książki...

... a takie rozmowy uskrzydlają


Naprawdę optymistycznie widzę przyszłość książki papierowej
Wróciłam do domu naładowana dobrą energią i zapałem do dalszej pracy twórczej, której z pasją się oddaję:)
Monika A. Oleksa 

Do zobaczenia za rok!
 

niedziela, 1 czerwca 2014

Dziecko we mnie

Fot. Marcin Oleksa


- Nigdy nie zrozumiem kobiet - powiedział mój dziewięcioletni syn, wchodząc do łazienki i widząc mnie malującą paznokcie u stóp. - Dlaczego ty to robisz?- spytał z typową dla niego ciekawością.
- Żeby ładnie wyglądać. Pomalowane paznokcie u kobiety wyglądają ładniej niż niepomalowane - odpowiedziałam małemu filozofowi. 
- A kto będzie się patrzył na twoje nogi? - wykrzyknął z niedowierzaniem. 
- Wiesz synku, zazwyczaj mężczyźni patrzą właśnie na nogi kobiety - odpowiedziałam poważnie, świadoma tego, że rozmawiam z małym mężczyzną. 
- Ja nie patrzę! - odpowiedział natychmiast. 
- Bo ty jesteś jeszcze za mały, ale jak podrośniesz, też będziesz zwracał uwagę na nogi kobiet i ich pomalowane paznokcie. 
Mój synek zdecydowanie pokręcił głową i zamyślił się przez chwilę. 
- A na ciebie też ktoś patrzy? - spytał niepewnie. 
- No, mam nadzieję, że jeszcze tak - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego. 
- Ale przecież ty już masz męża!
Tym jednym zdaniem podsumował wszystko. Bez komentarza:) 

Mali dorośli :)
 
Dziecko patrzy na świat inaczej niż dorosły. Dzięki dziecięcej ufności i czystości serca, którego jeszcze nie zagłuszyło życie, dziecko nie komplikuje świata ani otaczającej go rzeczywistości, tylko przyjmuje wszystko takim, jakie jest. Dzięki umiejętności przebywania w dwóch światach na raz - w krainie fantazji i zwykłego życia; dzieci potrafią dostrzec radość w każdym wydarzeniu i jak nikt inny umieją cieszyć się chwilą, która zadziwiona przy nich przystaje. My musimy tego zatrzymania w sobie szukać; dzieci robią to naturalnie. Radosny śmiech dziecka to najlepsza terapia na depresję i wszelkie smutki. Nie ma w nim zakłamania czy udawania; jest spontaniczność i szczęście, które one po prostu zbierają garściami każdego dnia. To my, dorośli, komplikujemy ich świat, narzucamy im nasz sposób myślenia i wymagamy, aby były takie, jak tego oczekujemy. Często poprzez nasze dzieci realizujemy własne, niespełnione marzenia, ani przez chwilę nie zastanawiając się, czy one właśnie tego chcą? Uszczęśliwiamy ich na siłę i wymagamy za to wdzięczności. Nie słuchamy ich, twierdząc, że dzieci i ryby głosu nie mają; i że my wiemy lepiej, co dla nich dobre. Nie traktujemy ich poważnie i nie potrafimy zrozumieć, że to my powinniśmy się uczyć od nich. Od dzieci. Bo one mają w sercach czystą i prostą radość; a my często mrok, zagubienie, niezrozumienie i smutek. 

Nawet w takich małych ciałkach, serce jest ogromne!

Każdy w nas ma w sobie dziecko, które nie odeszło wraz z wiekiem dojrzewania. Pozostało, aby przypominać nam, że mamy prawo do słabości i nie musimy dźwigać całego świata na naszych barkach. To dziecko odzywa się w chwilach, gdy potrafimy przystanąć przy motylu; zachwycić się niezapominajką; z uśmiechem na twarzy obejrzeć Niedźwiedzia w Dużym Niebieskim Domu i ubrudzić lodami, na które wciąż patrzymy wzrokiem z dzieciństwa. Małe dziecko w nas chroni dużego dorosłego przed nim samym i paradoksalnie, otacza go opieką w momentach, które wydają się nie do uniesienia. Uczy dostrzegać drobiazgi i popycha za tęsknotą noszoną w sercu. Przede wszystkim jednak potrzebuje bliskości - dotyku, przytulenia, uścisku; czasami tylko dotknięcia; ale obecności kogoś tuż obok. I właśnie to pragnienie dziecka, od zawsze noszone w sercu, popycha nas ku ludziom, których uczymy się nie mijać obojętnie.

Szczera radość dziecka wypisana jest na jego twarzy

Dziecko we mnie wciąż lubi oglądać mądre bajki i baśnie dla dzieci. Dziś, oglądając z okazji Dnia Dziecka:) ciekawą adaptację Śpiącej Królewny - "Czarownicę", płakałam wzruszona, zupełnie jak przy "Znachorze". Dziecko we mnie rozmawia z każdym napotkanym ptakiem, ślimakiem, motylem, gąsienicą, nie wspominając już o futrzakach, z którymi rozumiem się chyba najlepiej:) Godzinami potrafię wpatrywać się w witrynę, za którą znajdują się kolorowe kulki lodów lub smakowite ciastka, i nie mogę się zdecydować, na które akurat mam ochotę; bo mam ochotę na wszystkie! Dziecko, które ukryłam gdzieś w sobie, wciąż grzebie w talerzu, bo syndrom Tadka Niejadka pozostał mi do dzisiaj. Tak jak wiele innych traumatycznych wydarzeń, przed którymi to skulone we mnie dziecko mnie ratuje. I robi to skutecznie, bo ma siłę, której mi często brakuje. 
Mała dziewczynka we mnie wciąż wierzy w świat, w którym dobro zawsze zwycięża; wypatruje wróżek i ucieka do krainy fantazji, kiedy rzeczywistość pochmurnieje. Zachwyca się delikatnymi sukienkami i zapuszcza włosy, bo w dzieciństwie zawsze marzyła o tym, aby były długie. I od czasu do czasu robi sobie samej prezenty; małe przyjemności, które sprawiają, że moje dorosłe serce cieszy się jak dziecko z drobiazgów, które jednak mają moc uzdrawiania. 
Każdy z nas ma w sobie dziecko. Warto go czasami posłuchać... 
Wszystkim dzieciom - tym małym i tym dużym, składam najcieplejsze i serdeczne życzenia, aby nigdy nie zapomniały o tym, co cieszyło i każdego dnia na nowo odnajdywały te okruszki szczęścia, po które wystarczy się tylko schylić... 
Monika A. Oleksa

Dzieło moich chłopców i przyjaciół ze Świdnicy, za którymi strasznie tęsknimy:)