Dziecko we mnie

Fot. Marcin Oleksa


- Nigdy nie zrozumiem kobiet - powiedział mój dziewięcioletni syn, wchodząc do łazienki i widząc mnie malującą paznokcie u stóp. - Dlaczego ty to robisz?- spytał z typową dla niego ciekawością.
- Żeby ładnie wyglądać. Pomalowane paznokcie u kobiety wyglądają ładniej niż niepomalowane - odpowiedziałam małemu filozofowi. 
- A kto będzie się patrzył na twoje nogi? - wykrzyknął z niedowierzaniem. 
- Wiesz synku, zazwyczaj mężczyźni patrzą właśnie na nogi kobiety - odpowiedziałam poważnie, świadoma tego, że rozmawiam z małym mężczyzną. 
- Ja nie patrzę! - odpowiedział natychmiast. 
- Bo ty jesteś jeszcze za mały, ale jak podrośniesz, też będziesz zwracał uwagę na nogi kobiet i ich pomalowane paznokcie. 
Mój synek zdecydowanie pokręcił głową i zamyślił się przez chwilę. 
- A na ciebie też ktoś patrzy? - spytał niepewnie. 
- No, mam nadzieję, że jeszcze tak - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego. 
- Ale przecież ty już masz męża!
Tym jednym zdaniem podsumował wszystko. Bez komentarza:) 

Mali dorośli :)
 
Dziecko patrzy na świat inaczej niż dorosły. Dzięki dziecięcej ufności i czystości serca, którego jeszcze nie zagłuszyło życie, dziecko nie komplikuje świata ani otaczającej go rzeczywistości, tylko przyjmuje wszystko takim, jakie jest. Dzięki umiejętności przebywania w dwóch światach na raz - w krainie fantazji i zwykłego życia; dzieci potrafią dostrzec radość w każdym wydarzeniu i jak nikt inny umieją cieszyć się chwilą, która zadziwiona przy nich przystaje. My musimy tego zatrzymania w sobie szukać; dzieci robią to naturalnie. Radosny śmiech dziecka to najlepsza terapia na depresję i wszelkie smutki. Nie ma w nim zakłamania czy udawania; jest spontaniczność i szczęście, które one po prostu zbierają garściami każdego dnia. To my, dorośli, komplikujemy ich świat, narzucamy im nasz sposób myślenia i wymagamy, aby były takie, jak tego oczekujemy. Często poprzez nasze dzieci realizujemy własne, niespełnione marzenia, ani przez chwilę nie zastanawiając się, czy one właśnie tego chcą? Uszczęśliwiamy ich na siłę i wymagamy za to wdzięczności. Nie słuchamy ich, twierdząc, że dzieci i ryby głosu nie mają; i że my wiemy lepiej, co dla nich dobre. Nie traktujemy ich poważnie i nie potrafimy zrozumieć, że to my powinniśmy się uczyć od nich. Od dzieci. Bo one mają w sercach czystą i prostą radość; a my często mrok, zagubienie, niezrozumienie i smutek. 

Nawet w takich małych ciałkach, serce jest ogromne!

Każdy w nas ma w sobie dziecko, które nie odeszło wraz z wiekiem dojrzewania. Pozostało, aby przypominać nam, że mamy prawo do słabości i nie musimy dźwigać całego świata na naszych barkach. To dziecko odzywa się w chwilach, gdy potrafimy przystanąć przy motylu; zachwycić się niezapominajką; z uśmiechem na twarzy obejrzeć Niedźwiedzia w Dużym Niebieskim Domu i ubrudzić lodami, na które wciąż patrzymy wzrokiem z dzieciństwa. Małe dziecko w nas chroni dużego dorosłego przed nim samym i paradoksalnie, otacza go opieką w momentach, które wydają się nie do uniesienia. Uczy dostrzegać drobiazgi i popycha za tęsknotą noszoną w sercu. Przede wszystkim jednak potrzebuje bliskości - dotyku, przytulenia, uścisku; czasami tylko dotknięcia; ale obecności kogoś tuż obok. I właśnie to pragnienie dziecka, od zawsze noszone w sercu, popycha nas ku ludziom, których uczymy się nie mijać obojętnie.

Szczera radość dziecka wypisana jest na jego twarzy

Dziecko we mnie wciąż lubi oglądać mądre bajki i baśnie dla dzieci. Dziś, oglądając z okazji Dnia Dziecka:) ciekawą adaptację Śpiącej Królewny - "Czarownicę", płakałam wzruszona, zupełnie jak przy "Znachorze". Dziecko we mnie rozmawia z każdym napotkanym ptakiem, ślimakiem, motylem, gąsienicą, nie wspominając już o futrzakach, z którymi rozumiem się chyba najlepiej:) Godzinami potrafię wpatrywać się w witrynę, za którą znajdują się kolorowe kulki lodów lub smakowite ciastka, i nie mogę się zdecydować, na które akurat mam ochotę; bo mam ochotę na wszystkie! Dziecko, które ukryłam gdzieś w sobie, wciąż grzebie w talerzu, bo syndrom Tadka Niejadka pozostał mi do dzisiaj. Tak jak wiele innych traumatycznych wydarzeń, przed którymi to skulone we mnie dziecko mnie ratuje. I robi to skutecznie, bo ma siłę, której mi często brakuje. 
Mała dziewczynka we mnie wciąż wierzy w świat, w którym dobro zawsze zwycięża; wypatruje wróżek i ucieka do krainy fantazji, kiedy rzeczywistość pochmurnieje. Zachwyca się delikatnymi sukienkami i zapuszcza włosy, bo w dzieciństwie zawsze marzyła o tym, aby były długie. I od czasu do czasu robi sobie samej prezenty; małe przyjemności, które sprawiają, że moje dorosłe serce cieszy się jak dziecko z drobiazgów, które jednak mają moc uzdrawiania. 
Każdy z nas ma w sobie dziecko. Warto go czasami posłuchać... 
Wszystkim dzieciom - tym małym i tym dużym, składam najcieplejsze i serdeczne życzenia, aby nigdy nie zapomniały o tym, co cieszyło i każdego dnia na nowo odnajdywały te okruszki szczęścia, po które wystarczy się tylko schylić... 
Monika A. Oleksa

Dzieło moich chłopców i przyjaciół ze Świdnicy, za którymi strasznie tęsknimy:)
           

Komentarze

  1. Zapomniane marzenia
    smutne...nieraz płaczą
    cichutko
    Tak ważne były kiedyś..
    Teraz zasypane lawiną
    codzienności
    w kącie
    pochlipują i litują się
    nad swym losem...
    wyrzuconych
    Nikt im nie poda ręki
    bo po co
    szkoda czasu...
    brak sił...
    To, że zasypane
    nie znaczy
    że ich tam nie ma
    Cierpliwe są
    jak mało kto
    Codziennie z nadzieją wyglądają
    zza pajęczynowych firanek
    Czy to już?
    czy ktoś w końcu o nich
    sobie przypomniał?….

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak