Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc.22

Fot. Michał Oleksa


- Co sobie wzięłaś? - Bogusia wyciągnęła szyję i zajrzała w tacę, którą ostrożnie niosła Eulalia. 
- Uważaj, bo mogę się chybotnąć, a wtedy moja owocowa herbata wyląduje na twoich kolanach. - Eulalia doszła do stolika i powoli postawiła na nim tacę z zamówionym przez siebie ciastem i imbryczkiem pachnącej herbaty. - Delicję nałęczowską wzięłam. A ty?
- Sernik na zimno. - Bogusia wskazała na swój talerzyk. - I zieloną herbatę, bo nie zamierzam dzisiaj spać. 
- A co niby będziesz robić? - Eulalia spojrzała na przyjaciółkę podejrzliwie. 
- Żyć, Lala! Żyć!
Eulalia usiadła z westchnieniem i zdjęła z tacy swój talerzyk, filiżankę i imbryczek, przesuwając je tak, aby zrobić miejsce dla Heleny i Jadzi, które jeszcze zastanawiały się nad pokusą w gablocie "Eweliny". 
- Tacę odnieś. - Bogusia zwróciła uwagę przyjaciółce. 
- Poczekaj, muszę odpocząć. Zmęczyłam się.
- Taka ciężka była?
Eulalia spojrzała gniewnie na Bogusię, ale widząc jej uśmiechnięte oczy, szybko tej złości się pozbyła. 
- Chciałam ci przypomnieć, że to ja ze szczęką biegałam i musiałam tłumaczyć nic nierozumiejącej panience w recepcji, że to nie moje zęby i że właśnie recepcja jest najlepszym miejscem, aby je tam zostawić.
- Przyjęła to do wiadomości? - Bogusia popatrzyła tęsknie na cukier, którego od jakiegoś czasu unikała, zgodnie z zaleceniem lekarza. 
- Niemrawo, ale przyjęła. - Eulalia pokręciła głową na wspomnienie tej rozmowy. 
- O, idzie Helenka z Jadzią! - Bogusia ożywiła się widząc nadchodzące ze swoimi tacami przyjacółki. - Co zamówiłyście?
- Ja małe lody - odpowiedziała Helena. - I koktajl truskawkowy. A Jadzia kremówkę i sok z czarnej porzeczki.
- A ty co tak zaglądasz nam w talerze? - spytała Eulalia, przyglądając się Bogusi ostrożnie. 
- Lubię różnorodność, a poza tym miałam ochotę i na kremówkę, i na delicję, i na tartę.
- I dlatego wybrałaś sernik? - Eulalia popukała się palcem w czoło. - Znam cię tyle lat, a chyba nigdy cię nie zrozumiem. 
- Jestem kobietą, więc mam prawo do zmiany decyzji w ostatniej chwili - odpowiedziała z godnością Bogusia. 
Helena usiadła przy stoliku, a Jadzia pozbierała wszystkie tace i odniosła je uprzejmie do lady, przy której składały zamówienie. 
Pomimo wieczornej pory, większość stolików w nałęczowskiej "Ewelinie" była zajęta. Ciepły wieczór sprzyjał spacerom, a sławne domowe ciasta "Eweliny", z którymi żadne inne równać się nie mogły, kusiły tak skutecznie, że wielu spacerowiczów tutaj kończyło swój wypełniony emocjami dzień. To było miejsce pełne spokoju i tutaj można było zatrzymać się i wyciszyć. Ciepły uśmiech pani Ani i pani Basi ogrzewał to miejsce serdecznością; a ich dyskretna obecność nie przeszkadzały, ani nie narzucały się, ale czuwały nad każdym gościem sprawiając, aby czuł się tutaj wyjątkowo. 
- Uwielbiam to miejsce. - Helena zapatrzyła się na przytulne wnętrze, które otulało swoją dawną atmosferą zatrzymaną w ścianach, obrazach i stolikach. - Pamiętam jak przyjeżdżaliśmy tu na małżeńskie randki z Heniem. Wywoziliśmy stąd zawsze jakiś taki niesamowity spokój i dobre wspomnienia. 
Zamilkły, każda z nich zasłuchana we własną przeszłość, przywołując w tych myślach ludzi, z którymi kiedyś przeżyły coś dobrego. Świat za oknem poszarzał, a bajkowy ogród "Eweliny" rozświetlił się jasnymi latarenkami. Przy stoliku słychać było brzęk łyżeczek o talerzyki, a cztery kobiety siedziały milczące, każda zasłuchana w swoje własne wspomnienia.
- Pamiętam, że kiedyś miałam marzenie, aby mieć taką właśnie kawiarenkę - zadumaną ciszę przerwała Eulalia. - Kiedy dużo podróżowaliśmy z operetką i wracałam do domu potwornie zmęczona takim trybem życia, marzyłam o takiej kawiarence, o jakiej śpiewała Irena Jarocka. Pamiętacie dziewczyny?
- Pamiętamy - westchnęła Jadzia, ocierając ukradkiem łzę, która przykucnęła sobie w kąciku jej oka. 
- "Kawiarenki, na, na, na
kawiarenki, na, na, na..." - zanuciła Helena, a Bogusia uśmiechnęła się do wspomnienia, które wróciło wraz z tą piosenką.
- Wiecie, chciałabym miec trzydzieści lat mniej, i to doświadczenie życia, które mam teraz. Człowiek popełnia tyle głupich błędów i szarpie się niepotrzebnie z tyloma rzeczami, a dopiero potem uświadamia sobie, że nie było warto, bo to i tak do niczego nie doprowadziło. - Helena przestała nucić i zapatrzyła się w ciemność nocy za oknem.
- Za dużo byś chciała naraz - odpowiedziała Bogusia. - Lala, czemu ty się tak wiercisz? - spytała przyjaciółkę, która  próbowała zająć na krześle najdogodniejszą pozycję, kręcąc się jak małe dziecko. 
- Bo mnie te cholerne dżinsy piją! - odwarknęła Eulalia, pragnąc jak najszybciej wrócić do pokoju i zdjąć z siebie spodnie, do których jakoś nie mogła się przekonać. 
- Może i piją, ale wyglądasz w nich bardzo sexy - odpowiedziała Helena, patrząc na przyjaciółkę z podziwem. - Ja taką figurę, jaką masz ty, Lala, straciłam po pierwszym dziecku, a tobie do dziś została. 
- Bo Lalka ma dobre geny - powiedziała Bogusia, zlizując z łyżeczki resztki sernika. - A do tego zawsze była filigranowa, adekwatnie do swojego imienia. 
- Jadzi też niczego nie brakuje - rzuciła Eulalia, zażenowana zainteresowaniem przyjaciółek. 
- Ale ja nigdy nie rodziłam - odpowiedziała szybko Jadwiga - więc to nie było takie trudne utrzymać dawną figurę.
- A ja próbuję zrzucić swoje kilogramy sambą. - Helena uśmiechnęła się na wspomnienie swoich tanecznych zajęć. - Co prawda efektów piorunujących to nie daje i kilogramy, jak były na swoim miejscu, tak też tam zostały, ale przynajmniej wchodzę na drugie piętro bez zadyszki.
- I do tego przebywasz w towarzystwie przystojnego instruktora, co pozwala ci zachować równowagę między młodym duchem a ciałem na emeryturze - dopowiedziała Bogusia z dwuznacznym uśmiechem. 
- A tobie to tylko chłopy w głowie - westchnęła Eulalia, patrząc na Bogusię z udawanym wyrzutem. 
- Po prostu ich lubię - odpowiedziała Bogusia. - Nic na to nie poradzę i nie zamierzam tego zmieniać. Nie przeszkadza mi życie solo, ale duety zawsze są ciekawsze. Esemesa dostałaś - zwróciła się do Eulalii, z torebki której dobiegł sygnał przychodzącej wiadomości. 
Eulalia otworzyła torebkę i rozpoczęła poszukiwanie telefonu. Kiedy go wyjęła i odczytała esemesa, jej policzki zapłonęły, co nie uszło uwadze przyjaciółek.
- Czyżby to parę słów od Adama? - spytała z niewinnym uśmiechem Bogusia, a Helena i Jadzia nie spuszczały z niej zaciekawionego wzroku. 
- Wiadomość od Marty raczej by jej tak nie spłoniła - dorzuciła Helena, a Jadzia tylko pokiwała głową, przytakując.
Bogusia bezceremonialnie próbowała włożyć głowę w ekran komórki, ale Eulalia fuknęła na nią rozzłoszczona. 
- Zabieraj łapy i uszanuj moją prywatność, proszę. 
- Kiedy twoja prywatność mnie fascynuje! - wykrzyknęła Bogusia, bynajmniej nie zawstydzona swoją ciekawością. 
- Powinnaś mu się pokazać w tych dżinsach - dodała Helena. - Na pewno by mu się spodobały. 
- Pomimo tego, że piją - wtrąciła nieśmiało Jadzia.
- Czy wy możecie zająć się swoimi talerzykami? - odpowiedziała Eulalia, znowu czując się niezręcznie w centrum uwagi przyjaciółek.
- Kiedy one wszystkie są już puste - odpowiedziała Bogusia. - W pustym mam grzebać?
Eulalia zamyśliła się nad słowami, które przeczytała. "Lublin stracił wszystkie swoje kolory, kiedy z niego wyjechałaś. A." Co miała odpowiedzieć? I dlaczego to serce tak trzepotało, a po brzuchu fruwały łaskoczące motyle sprawiając, że wiosna weszła w życie Eulalii z całą swą odnawiającą mocą i obietnicą? Obietnicą subtelną, nieśmiałą i zaskakującą, nawet dla samej Eulalii.   cdn.   
Monika A. Oleksa 

Fot. Michał Oleksa

   
        
 
 
 

Komentarze

  1. No i dlatego lubię czwartki, mogę wtedy poznać dalsze losy "wesołych emerytek" :)
    Pozdrawiam Michał

    OdpowiedzUsuń
  2. "Czwartkowe dobranocki" :-) Teraz mogę iść spać :-)
    Ciekawe kto się po szczękę zgłosi....ach te motyle .....

    OdpowiedzUsuń
  3. Miłość zawsze wygląda tak samo. To my się zmieniamy, starzejemy... Ona nie. Bardzo mi się to w niej podoba :)
    A ja sobie poczytałam Gabrysiu na "dzień dobry" :) I teraz mogę już na dobre zacząć ten dzień :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak