Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc.21

Fot. Marcin Piotr Oleksa


- Co mnie podkusiło, żeby posłuchać tego podlotka i kupić to coś, co tak opina mój tyłek! - Eulalia okręcała się w lustrze, próbując wyciągnąć szyję tak, aby dokładniej obejrzeć swój tył. Nigdy nie nosiła dżinsów i w przypływie impulsu, zwiedzając z Martą nową lubelską galerię handlową Felicity Atrium; dała się namówić wnuczce na pierwsze w życiu dżinsy, które w sklepowej przymierzalni nawet się jej podobały. Ale tam wszyscy mieli na sobie dżinsy, włącznie z Martą i młodymi ekspedientkami. Teraz natomiast była w Nałęczowie i wybierała się z przyjaciółkami na wieczorny spacer po parku i na ciastko do "Eweliny". Park Zdrojowy, który był częścią nałęczowskiego uzdrowiska, nie był zdecydowanie miejscem, w którym panie prezentowały dżinsy! Wręcz przeciwnie, niemal wszystkie miały o tej porze na sobie powłóczyste suknie lub najlepsze garsonki i zmierzały na wieczorek taneczny, z błyskiem myśliwego w oczach. Aby się wyróżnić z sanatoryjnego tłumu, Bogusia zaleciła garderobę sportową - absolutnie żadnych sukienek ani cygańskich spódnic - wygodne buty i każdy możliwy krój spodni, bo przecież były w SPA, a nie w sanatorium. 
Dlatego Eulalia, która nie wzięła ze sobą ani jednej pary spodni poza tymi nieszczęsnymi dżinsami, nie miała wyboru i musiała w tym czymś - jak sama to określiła, wyjść z pokoju i przeparadować przez cały park i pół miasteczka. 
- Wiesz co - Bogusia obrzuciła przyjaciółkę uważnym spojrzeniem. - Co prawda pośladków to już nie masz jędrnych, ale przez ten materiał wciąż wyglądają apetycznie. A ty sama wyglądasz świetnie! 
Eulalia z niedowierzaniem pokręciła głowa. 
- Mówisz tak tylko dlatego, że chcesz już wyjść z pokoju i szlag cię trafia, jak stoję i jęczę przed lustrem - odpowiedziała, zakładając przed sobą ręce na piersiach. 
- Zaraz rzucę w ciebie butem, idiotko! - Bogusia wyciągnęła z torebki błyszczyk i podeszła do lusterka, stając tuż obok Eulalii. - Wyglądasz... naprawdę... dobrze... - wymamrotała, próbując jednocześnie pomalować usta, nakładając na nie błyszczącą warstwę. - Mówię ci, lat ci ubyło - dodała, pocierając jedną wargę o drugą. 
- Ale kto w moim wieku nosi dżinsy? - Eulalia nie odpuszczała. 
- Miliony Amerykanek, na przykład. - Bogusia, jak zawsze, miała gotową i szybką odpowiedź. 
- Ale ja... 
- Polki też noszą - przerwała Eulalii, uprzedzając jej słowa i nie dając dokończyć. - Rusz się w końcu, bo Jadzia z Heleną do ławki przyrosną, albo je któryś z tutejszych dżentelmenów na fajfy zgarnie. Wiesz, że Jadzia rozsiewa ostatnio wokół siebie jakieś feromony, bo od facetów odgonić się nie może - Bogusia uśmiechnęła się w lustrze do wściekłej Eulalii i puściła do niej oko. 
Eulalia westchnęła, chwyciła ulubiony, kremowy sweter, którym lubiła się otulać jak szalem i wyszła za przyjaciółką, starając się nie rzucać zbytnio w oczy. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Jadzia siedziała samotnie na ławce pod kasztanem, czekając na Helenę, której zachciało się siku, więc musiała czym prędzej wrócić jeszcze do ich wspólnego pokoju. Eulalia z Bogusią jak zwykle się spóźniały, ale Jadzia zdążyła się już do tego przyzwyczaić.
Majowy wieczór był wyjątkowo ciepły i pachniał tak odurzająco, że Jadwidze aż w głowie się zakręciło. Potrzebowała tego świeżego powietrza, aby dojść do siebie po nieszczęsnej kapsule borowinowej, o której chciała jak najszybciej zapomnieć. Nie dość, że najadła się strachu, to jeszcze i wstydu. Cieszyła się, że przyjechały tu tylko na dwa dni i że już jutro wyjeżdżają, bo raczej nie odważyłaby się więcej eksperymentować z zabiegami, bez których w zupełności mogła się obejść. 
- Czy szanowna pani nie będzie miała nic przeciwko, jeśli przysiądę na tej samej ławeczce? - siwiuteńki i bardzo szarmancki mężczyzna, wspierający się na ciemnobrązowej laseczce, przystanął tuż przy Jadwidze i patrzył na nią wyczekująco, czekając na przyzwolenie. 
Jadzia obrzuciła go wzrokiem i doszła do wniosku, że to rocznik jeszcze przedwojenny, więc oświadczać się raczej nie będzie. 
- Proszę bardzo - wskazała na wolną ławkę, na wszelki wypadek przesuwając się na sam brzeg i dając tym do zrozumienia, że bliskość ją krępuje. 
- Dziękuję, miłej pani. Jak już tak człowiek w kółko stawu podrepcze, to nogi mu się męczą. A lata już nie te... - starszy pan usiadł ciężko na ławce w przyzwoitej odległości od Jadzi i uśmiechnął się do niej bielą sztucznych zębów.
- Moja przyjaciółka była dziś na zabiegu refleksologii, to taki masaż stóp. Poleca każdemu na zmęczone i obolałe nogi - powiedziała Jadzia, chcąc być uprzejma i podtrzymać rozmowę. 
- Refluks żołądka też mam - odpowiedział mężczyzna, kiwając ze zrozumieniem głową. - Dokucza, szczególnie wczesną wiosną. 
Jadzia przez chwilę patrzyła zdziwiona, zastanawiając się, czy to ona traci pamięć i nie jest w stanie zapamiętać tematu rozmowy, czy też starszy pan nie włożył aparatu słuchowego. 
- A pani to przyjezdna, czy tutejsza? - jasne oczy mężczyzny były pełne życzliwości. 
- Przyjezdna - odpowiedziała głośniej na wszelki wypadek. - Z Lublina. 
- Z Koszalina?! - nieznajomy złapał się obiema rękami za głowę. - To taki kawał drogi. Podróż na pewno była męcząca, prawda? 
Jadzia odetchnęła. Jej pamięć była jeszcze sprawna, w przeciwieństwie do słuchu starszego pana. W oczekiwaniu na przyjaciółki prowadziła dziwną rozmowę, z której nic nie wynikało, bo każde z nich mówiło o czym innym. Jadzia jednakże wiedziała, że tak naprawdę temat rozmowy nie miał tu żadnego znaczenia, bo ten starszy człowiek szukał po prostu kogoś, kto choć przez chwilę poświęci mu swoją uwagę i udowodni, że wciąż jeszcze ma jakiś cel w tym życiu. Bo człowiekiem pozostaje się do końca. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa
 
Helena żwawym krokiem maszerowała przez park, zmierzając do ławeczki, na której zostawiła samotną Jadwigę. Prawdę mówiąc bała się trochę o nią, bo samotna kobieta w tym miejscu była albo zdobyczą dla polujących pensjonariuszy, albo zagrożeniem dla dam, które tych pensjonariuszy sobie upatrzyły. Miała nadzieję, że dwie artystki - Bogusia i Eulalia, są już przy Jadwidze i razem na nią czekają. Helena nie lubiła, aby ktoś na nią czekał spoglądając niecierpliwie na zegarek. W życiu najbardziej ceniła punktualność i tego uczyła swoje dzieci tłumacząc im, że w ten sposób szanują czas innych. 
Zamyślona nad czasem i samotną Jadwigą na ławce, nastąpiła na coś twardego i pojechała na tym kawałek, z trudem łapiąc równowagę. Błogosławiła swoje wygodne tenisówki na gumowej podeszwie, które uchroniły ją od niebezpiecznego upadku. 
Helena przystanęła, odetchnęła głęboko i spojrzała w dół na to coś, przez co o mało nie wyrżnęła jak długa.
Szczęka. Przed nią, na eleganckiej kostce brukowej, leżała czyjaś szczęka i "patrzyła" na Helenę z wyrzutem. A przynajmniej tak się jej zdawało. Helena zgłupiała. Zupełnie nie wiedziała co robić. Nie mogła tak po prostu zignorować czyjejś szczęki, nawet jeśli była sztuczna, i odejść jakby nigdy nic. Ale przecież nie mogła jej również podnieść, bo była czyjaś! Stała więc zamyślona nad dylematem, który okazał się dla niej za trudny do rozwiązania i podjęcia jakiejkolwiek decyzji. 
W tym zamyśleniu spotkały ją Eulalia z Bogusią, zmierzające spacerowym krokiem w stronę stawu. 
- Wypadła ci? - Bogusia wskazała na leżące przed Heleną zęby. - Nie przykleiłaś dokładnie?
- To nie moje. - Helena poczuła, że wracają jej na twarz właściwe kolory. - Potknęłam się o nią, a teraz nie wiem, co zrobić?
- Biedactwo, zgubiła się. - Eulalia nachyliła się ostrożnie i przypatrzyła z bliska. - Nie możemy jej tak zostawić. Nadepnęłaś na nią?! - spojrzała z wyrzutem na Helenę. 
- Sama mi pod nogi podeszła! - fuknęła przyjaciółka. 
- Ale mogłaś bardziej uważać. Ty przecież masz oczy, a ona nie. 
- Wieczorem nie widzę dobrze, a poza tym to są zęby, Lala, a nie futrzaste zwierzątko!
- Ale do zębów też trzeba mieć właściwe podejście. A te są do tego czyjeś, więc dodatkowo należy to uszanować.
- Ty się, Lalka, nie wymądrzaj, tylko powiedz, co z tym robimy, bo Jadzia adoratorami obrośnie na tej ławce. 
- Musimy ją zanieść do recepcji. Może tam się ktoś zgłosi. 
- A niby jak mamy ją zanieść? - spytała Bogusia, biorąc się pod boki. 
- A niby normalnie, przecież nie jest ciężka - odpowiedziała Eulalia, otwierając swoją przepastną torebkę i czegoś w niej poszukując. Po chwili z triumfem wyjęła plastikowy woreczek i paczkę chusteczek higienicznych. Zaopatrzona w taki sprzęt, przy użyciu chusteczki podniosła leżącą samotnie szczękę i włożyła ją do woreczka, który uniosła wysoko w górę jak trofeum. 
- A teraz odniosę ją grzecznie do recepcji, a wy biegnijcie do Jadzi, żeby jej tutejsze pensjonariuszki oczu nie wydrapały za jej urok osobisty i te feromony, które wokół siebie rozsiewa.   cdn...
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa
    

Komentarze

  1. Zagubione, osamotnione zęby zrobiły na mnie piorunujące wrażenie! Wyobraźnia mi się rozhulała i zatrzymać jej nie mogę. Co też tam się musiało dziać, że tylko zęby zostały... :))))
    Prawie popłakałam się ze śmiechu Moniko! Powoli zaczynam się bać co Ci jeszcze strzeli do głowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Basiu podobnie-duszę się ze śmiechu.....jak najciszej potrafię :-))))

      Usuń
  2. I pan" Łapacz" -sanatoryjny też jest :-))) Musiałam jeszcze raz przeczytać....Eulalie UZALEŻNIAJĄ

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak