Kulturalne wtorki: Warszawskie przytulenie

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Zimowa Warszawa przywitała mnie słonecznym uśmiechem przebłyskującym między zebranymi nad stolicą chmurami, i puściła mi kocie oko wtulonymi w gałązki główkami bazi. Przyjazny Tarchomin przyjął nas (mnie i mojego męża, któremu dziękuję za to, że był tego dnia ze mną :D) gościnnie, przywołując dobre wspomnienia, które zawsze stąd wywożę, a spokojna Saska Kępa przygarnęła serdecznie, zatrzymując na dłuższą chwilę. Mocny uścisk dłoni pani Magdy Rój, kierownik Wypożyczalni nr 66 przy ul. Angorskiej 14, oraz miły uśmiech pani Marty, z którą miałam przyjemność spotkać się rok temu w tym samym miejscu, sprawiły, że poczułam się w tej niedużej bibliotecznej przestrzeni dobrze. 
Wróciłam tu po roku z "Samotnością...", na nowo odkrywając jak twórcze są spotkania z Czytelnikami, i jak pasjonująca może być rozmowa, w którą włączają się słuchacze, nie tylko zadając pytania, ale ciekawie opowiadając o swoich odczuciach i przemyśleniach sprowokowanych czytanymi fragmentami. Lubię to. Lubię, gdy moje spotkanie nie jest wykładem ani próżnym monologiem z "ja" wysuniętym na pierwszy plan, ale właśnie rozmową. Spotkaniem z człowiekiem, który przychodzi do biblioteki po to, aby zatrzymać się na ten czas ze mną, wymienić się myślami, coś od siebie zostawić, a coś ode mnie przyjąć, zamknąć w sobie i wrócić do tego, gdy się pożegnamy. Taka magia przeróżnych osobowości, które się wzajemnie ubogacają.

 Pani Magda Rój, niezwykle bogata osobowość i przemiła kierownik 
Dzięki osobowości pani Magdy, ta biblioteka ma swój czar
Każdy słuchacz to dla mnie ubogacenie
Panowie bardzo ciekawie zabierali głos, słuchałam ich z zainteresowaniem
Nieduża przestrzeń to przytulny klimat
Te artystki zawsze na pierwszym planie:) 

Styczniowe spotkanie autorskie na Angorskiej było kameralne, przytulne i owocne w ważne przemyślenia i refleksje. Niejednokrotnie mówiłam o tym, że powstanie "Samotności..." jest dla mnie tajemnicą, bo nie planowałam tej książki; jej bohaterowie po prostu mi się "objawili" (nie, kochana Sabinko, nic dzisiaj nie brałam:D), pociągając mnie za sobą i skłaniając do napisania tej historii. Po raz pierwszy jednak zatrzymałam się przy zdaniu wypowiedzianym z mądrością przeżytych lat i głębszym spojrzeniem na życie, które dało mi wiele do myślenia: "A czy nie sądzi pani, że ta książka powstała po to, aby przygotować  panią na to, co się stało z pani babcią?". 
Moja babcia w marcu doznała udaru. W ciągu jednego dnia z osoby samodzielnej, stała się więźniem we własnym ciele, wymagającym całodobowej opieki. Mój świat dziewczynki, bezpieczny i przewidywalny, nagle przestał istnieć, podobnie jak świat mojej babci, do którego była przyzwyczajona. Obie doświadczyłyśmy samotności, którą każda z nas musi przepracować na swój własny sposób. Jedno spotkanie, jedno zdanie i tyle refleksji, za skłonienie do których dziękuję! 

Książka - zagadka
Uchwycona oczami męża:) 
To popołudnie na Saskiej Kępie to był dobry czas... 
... przyniósł wiele refleksji i głębokich przemyśleń... 
Uchwycony na czytaniu... 
Pani Magda zmierzyła się z Czwartkowymi Obiadami, za co bardzo jej dziękuję!

Ciekawa dyskusja potoczyła się po fragmencie o zaglądaniu w cudze okna. Jesteśmy podglądaczami i interesuje nas to, co dzieje się po drugiej stronie okiennej szyby. Czyjeś życie tam, za firanką, zasłoną, czy roletą, jest dla nas pewnym odniesieniem i często daje nam poczucie niezmienności, wpisując się nawet w nasz codzienny grafik, o czym słuchacze w bibliotece na Angorskiej tak ciekawie opowiadali. Te wszystkie historie zapisuję głęboko w sobie. Będą czekały na moment, gdy wpasują się, jak brakująca część układanki, w kolejną książkę... 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  
Tacy Czytelnicy dodają skrzydeł:) 
Pierwsze styczniowe spotkanie było bardzo miłe... 
... ciepłe i refleksyjne. 
Z przyjemnością tu wróciłam!

15 stycznia, w dniu bardzo dla mnie ważnym, bowiem dokładnie dziesięć lat temu urodziłam swojego młodszego syna, Warszawa przytuliła mnie do siebie serdecznym przyjęciem na Saskiej Kępie, za co z serca dziękuję pani Magdalenie Rój i pani Marcie, oraz wszystkim osobom, które miałam przyjemność spotkać w bibliotece na Angorskiej. Czuję się zaproszona na Dni Saskiej Kępy, a zmotywowana oczekiwaniem Czytelników, obiecuję jak najszybciej skończyć książkę, nad którą obecnie pracuję :D (ten uśmiech dedykuję Sabince i Marcinowi - wiecie dlaczego!) 
Ulica Francuska uśmiechnęła się do mnie światełkami jak z bajki. Uśmiechały się również twarze przyjaciół, z którymi spędziłam ten zaczarowany wieczór po spotkaniu z Czytelnikami. Smak włoskiej kuchni na długo pozostanie w mojej pamięci i dobrych wspomnieniach, podobnie jak bliskość i długa rozmowa z ludźmi, którzy przyjmują mnie taką, jaka jestem i wiele dla mnie znaczą; i którym zawsze wychodzę naprzeciw, obdarowując ich sobą i czerpiąc z ich bogactwa, za które Kasiu, Michale i Marcinku - dziękuję! 
Monika A. Oleksa 

Za spotkanie 15 stycznia - wszystkim z serca dziękuję!
To Wy zakończyliście ten wieczór ze szczyptą magii. Czuję ją do dziś!

Komentarze

  1. Jak zwykle roztoczyłaś magiczny czar wokół siebie i ludzie zgromadzeni także, więc nie dziwię się że wieczór magicznie się zakończył Moniś :) A zaangażowanie Marcina na wszystkich Twoich spotkaniach = ogromna, wielka, MIŁOŚĆ. Nic dodać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę się zarumieniłam... Doceniam bardzo to zaangażowanie mojego męża i wciąż patrzę na niego takimi maślanymi oczami jak wtedy, gdy go poznałam:) Popatrz Gabrysiu, zarówno Marcin, jak i Bogdan to z wiekiem tak jak stare wino - każdy rok uszlachetnia i dodaje smaku:)
      Pozdrawiam ciepło:)
      M.

      Usuń
  2. Ja si podpisuję pod komentarzem Gabrysi:)
    A od siebie dodam, że sukienka przepiękna. Tak po babsku, a może po ludzku, zazdroszczę:) Chciałabym taką. Pięknie Ci w niej! I to idealnie mój styl. O ile, oczywiście jakiś mam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana My, Ty masz swój niepowtarzalny styl, i nie można Cię podrobić, bo jesteś jedyna w swoim rodzaju i wyjątkowa:) A sukienka to prezent od Marcina, powiem szczerze, że na wieszaku nie zrobiła na mnie wrażenia i byłam skłonna ją ominąć, ale na uprzejme: "A może chciałaby pani ją przymierzyć?" ekspedientki pomyślałam: "Czemu nie?" I przymierzyłam. I zrobiłam coś niesamowitego i niepodobnego do kobiety - od razu się zdecydowałam, pomimo, że to był pierwszy sklep i pierwsza sukienka, a planowałam pomierzenie innych dla samej przyjemności pomierzenia:) Bardzo dziękuję za miłe słowa:) Lubię takie rzeczy, klasyczne i na wiele okazji. Widzisz jak wiele nas łączy? :D
      Pozdrawiam Cię cieplutko:)
      M.

      Usuń
  3. Oj Moniczko, Moniczko :-)
    Ktoś musi dać Ci takiego delikatnego kopa, a że padło na Marcina i na Mnie?! Ktoś musi być ten zły :-)
    S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego kopa to potraficie dawać, Sabinko! Niezły z Was duet pod tym względem - oboje jesteście bezwzględni i bez sentymentów! Ale za to Was kocham, bo wszyscy wiemy, że potrzebuję tych "zachęt" :D
      Pozdrawiam ciepło:)
      M.

      Usuń
  4. Panowie w mniejszości, ale i tak cieszę się, że sięgają po taką chyba raczej niemęską literaturę. :) Masz wspaniałego męża i dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę.
    Przesyłam gorące pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak