niedziela, 15 marca 2015

Rytm dnia

Fot. Michał Oleksa 

Budzę się wraz z moim miastem, które leniwie przeciera zaspane oczy, powoli przygotowując się do wejścia w codzienny rytm, narzucony mu przez jego mieszkańców. Wraz z moim miastem podejmuję kolejny dzień, niby podobny, a jednak zupełnie inny od poprzedniego. Łapię pierwsze chwile brzasku, sycąc się poranną ciszą i spokojem, które już wkrótce zakłóci gwar i pęd ludzi spieszących do pracy, szkół i swoich obowiązków. Te chwile są tylko moje, jeszcze nie do końca wyraźne, z zatartymi konturami i obietnicą, którą za kilka godzin odkryję. 
O szóstej rano po moim osiedlu spacerują psiarze. To szczególna kategoria ludzi, do których również należę. Nie warczą na siebie, podobnie jak ich psy, tylko wymieniają między sobą uprzejme pozdrowienia. Bez irytacji zaczynają dzień, w który wchodzą dużo spokojniej niż ci, którzy budzą się piętnaście minut przed wyjściem do pracy, a potem w pośpiechu próbują nadrobić stracone minuty, denerwując się od samego rana i z tym zdenerwowaniem wchodząc w nowy dzień, już w pewien sposób naznaczony. Coś w tym jest, że ludzie, którzy mają psy i którzy je kochają, rzadziej poddają się depresji i są mniej podatni na stres. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Moje miasto przyspiesza, korkując się i wypełniając dźwiękami. Każdego dnia staje się świadkiem historii, którym przygląda się z ciekawością. Ludzkie szczęścia i dramaty rozgrywane na scenie życia. 
Ulice zapełniają się, na przystankach tłoczą się zniecierpliwieni przechodnie, niespokojnie wyglądający autobusu lub trolejbusu, a nieubłagany czas ucieka, nic nie robiąc sobie z tych, którzy za nim nie nadążają. 
Moje miasto żyje. Oddycha, biegnie, czasami przystaje zaciekawione, przyciągnięte drobnym zdarzeniem, w którym ludzie odnajdują sens swojego życia. 
Kiedy drzwi biur, urzędów, szkół i uczelni zamykają się za poranną zmianą, rytm miasta zwalnia, sycąc się chwilą na kawę, spacer, przypadkowe spotkanie. Po osiedlowych alejkach drobnymi kroczkami, ugięci pod ciężarem doświadczeń i przeżytych lat, przechodzą starsi ludzie, świadkowie zmieniającej się na ich oczach historii, również i historii tego miasta. Porównują wtedy i dziś, doceniając to, co teraz, lub tęskniąc za tym, co kiedyś. Towarzysząca im nostalgia spogląda na świat przez przykurzone okulary, wzdychając do świata, który powoli przemija wraz z tymi, którzy go tworzyli. Splątane ludzkie losy przemierzają lubelskie ulice, a smutne wspomnienia wyglądają z bram kamienic, zachowane w pamięci tak już nielicznych, którzy towarzysząc w ostatniej drodze swoich przyjaciół zadają sobie pytanie – Kto mnie pożegna, skoro tylu już odeszło?

Fot. Michał Oleksa 

Serce mojego miasta bije na Starówce. Wąskie uliczki pustoszeją tylko późną nocą, kiedy Lublin zasypia wraz z jego mieszkańcami. Przez cały dzień, aż do późnych godzin wieczornych stukot butów o bruk Starego Miasta przypomina, że tu toczy się kulturalne życie lublinian i że tutaj każdy kamień ma coś do powiedzenia. Długa, wielowiekowa historia zostawiła w tym miejscu niejeden swój  ślad, doświadczając to miasto i sprawiając, że ludzie zakorzenieni tutaj nie poddają się łatwo, szanują drugiego człowieka i doceniają to, co dostają od losu, nie godząc się jednak na bylejakość. 
Wraz z mijającymi godzinami dnia moje miasto przyspiesza, wypełniając się kakofonią dźwięków. Zniecierpliwione klaksony, szum samochodów przejeżdżających przez ulice Lublina, rozmowy, nawoływania, wybuchy śmiechu, dziecięce głosy relacjonujące miniony w szkole lub przedszkolu dzień – to wszystko wplata się w codzienny rytm, w którym czuję się bezpiecznie. 
Lubię swoją codzienność w Lublinie. Lubię te dni wypełnione pracą, która daje mi ogromną satysfakcję i radość z tego, że moi uczniowie doceniają to, ile z siebie staram się im dawać na każdych zajęciach, każdego z nich traktując indywidualnie i jak równego partnera. Lubię też te wyjątkowe chwile samotności, kiedy z piórem w ręku mogę wypić niespieszną kawę i wyjść na spacer z Mattie, zachwycając się cudami natury, którymi codziennie jestem obdarowywana. Lubię opustoszałe, wieczorne ulice Lublina, gdy miasto wycisza się i szykuje do odpoczynku po kolejnym, pracowitym dniu. Ciemna zasłona nocy opada na rozświetlone ulicznymi latarniami osiedla, zakrywając to, co niedoskonałe; łagodząc to, co bolesne, i przez kilka godzin snu powodując zapomnienie o tym, co zapętlone, zasupłane, zagmatwane i beznadziejne. 
Moje miasto zasypia, dając się utulić ciszy, w której słychać stukot przejeżdżających przy Starym Lesie pociągów i westchnienia sennych marzeń, przynoszących dobrą nadzieję na nowy dzień. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Michał Oleksa 
Fot. Michał Oleksa 
Fot. Marcin Piotr Oleksa 

10 komentarzy:

  1. Mieszkasz w cudownym miejscu. Uwielbiam taki klimat, naprawdę. I opis... Sam smak, czysta poezja, wiesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie autor po jakiś studiach, albo tak utalentowany :P

      Usuń
    2. Moja droga My:) wierzę w to, że przyjdzie taki dzień, kiedy będę mogła oprowadzić Cię po tych wszystkich miejscach mojego magicznego miasta! Spodoba Ci się tutaj:)
      Pozdrawiam Cię bardzo cieplutko:)
      M.

      Usuń
  2. Zatęskniłam za Lublinem...
    ale przede wszystkim za Wami Kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lublin za Tobą też zatęsknił! I my również:) Każde spotkanie z Tobą jest pełne energii i ciepła, w którym się potem długo ogrzewam. Cieszę się, że to już niedługo...
      Przytulam Cię mocno, Sabinko!
      M.

      Usuń
  3. Bardzo przyjemne w czytaniu, dzięki za ten post. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) I również serdecznie pozdrawiam:)
      M.

      Usuń
  4. Fajnie napisane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne miasto to można o nim fajnie napisać:)
      Pozdrawiam ciepło:)
      M.

      Usuń
  5. Czasami trzeba się na chwile zatrzymać, że dostrzec to, co gołym okiem niezauważalne. Lulin to piękne miasto.

    OdpowiedzUsuń