niedziela, 29 marca 2015

Anielskie siedlisko

Fot. Gabrysia Kotas

Czy Śląsk może zachwycić? Czy można go za coś pokochać i w szarej chmurze pyłu i szarości kopalnianego zagłębia dostrzec kolory i urok, który jest w stanie zaczarować? 
Zachwyciłam się Śląskiem rok temu, kiedy po raz pierwszy wpadłam w ramiona Gabrysi Kotas, które objęły mnie z taką serdecznością, jakiej na codzień się nie spotyka. Przepadłam zupełnie po spotkaniach z ludźmi, których życie postawiło na mojej drodze w miejscowościach, o których wcześniej nie słyszałam, lub nawet jeśli słyszałam, to nie potrafiłam wskazać na mapie. Lędziny, Mysłowice, Kobiór, Bieruń, Tychy, Siemianowice, Imielin i Ławki, które najmocniej zawładnęły moim sercem; wszystkie te miejsca stały mi się tak bliskie, że wsiadając do pociągu z Lublina do Katowic wiem już, że jadę do przyjaciół, a ich grono powiększa się z każdą wizytą. 

Wykład na UTW w Lędzinach
Opowiadałam o miłości i trudnych życiowych wyborach...
... a moi słuchacze bardzo mi pomogli swoim zasłuchaniem i komentarzami

Anielskie Siedlisko Gabrysi zawsze wita mnie swoim ciepłem i spokojem, a pokój z kominkiem i aniołami przyjmuje gościnnie. Dom Gabrysi i Bogdana to dom z duszą, po którym przechadzają się ci, którzy w nim zamieszkiwali. Od pierwszej wizyty czuję ich obecność i akceptację, i dobrze mi tam, wśród ścian, które pamiętają tak wiele, i wśród ludzi, którzy przyjęli mnie taką, jaka jestem, i nie chcą niczego we mnie zmieniać (no, może z wyjątkiem nawyków żywieniowych :)). Zaakceptowały mnie również Gabrysine zwierzęta - foksterier Teodor traktuje mnie jak część wyposażenia domu, machając w przelocie ogonem i zezwalając na wspólne zamieszkanie; sarenka Kuba przychodzi już na odległość ręki, jest jednak zbyt płochliwa, aby pozwolić się pogłaskać, za to kury... kochają mnie! Z wzajemnością :D
Podczas ostatniej wizyty adoptowałam kurę! Nazwałam ją Rozalia i oswoiłam chyba za bardzo, bo z tej wielkiej miłości nie tylko biegła do mnie jak szalona, ale do tego dziobała moje nogawki i sznurówki, kiedy wychodziłam jej naprzeciw z pustymi rękami. Problem wylewnej miłości urósł nieco, gdy na wołanie: "Rozalkaaa!", zaczęło przybiegać dziewięć kur, do tego tak energetycznych, że w żaden sposób nie byłam w stanie odróżnić, która jest "moja". Wszystkie zachowywały się podobnie, zapewniając mnie o swoim przywiązaniu i informując o wiecznym głodzie! Ostatniego dnia wszystkie odprowadziły mnie wiernie do bramy, żegnając głośnym gdakaniem. Czułam się wzruszona:)

Kurza mama... :) 
Moja rodzina powiększyła się nie tylko o kurę, ale i o Kuzynkę Basię:)
Gabrysia na stałe wpisała się już do mojej rodziny, przyjęta jako "Ciocia":) 

Moja wiosna na Śląsku to spotkania z Czytelnikami w bibliotekach, które gościnnie otworzyły dla mnie swoje drzwi. 
Mysłowicka Biblioteka Publiczna, Filia nr 7 zaskoczyła mnie liczną frekwencją młodzieży licealnej, dla której jestem pełna uznania za wytrwanie w ciszy i skupieniu przy prozie i poezji. Spotkanie z młodymi ludźmi to zawsze wyzwanie dla pisarza z pokolenia tak różnego od współczesności. Nigdy nie wiadomo jak poprowadzić spotkanie autorskie, aby nie znudzić i nie wbić się w ton patosu i monopolu na wiedzę i mądrość. Z młodzieżą szuka się porozumienia na nieco innej płaszczyźnie niż ta, w której odnajduje się drogę do starszego pokolenia, i nie jest łatwo pozostać sobą, bez podlizywania się i chęci przypodobania za wszelką cenę. Młody człowiek potrafi wyczuć fałsz i brak szczerości; potrafi również docenić to, że traktuje się go z szacunkiem, na jaki zasługuje. 
Mysłowicka młodzież spisała się na szóstkę z plusem, a paniom, które czuwały nad spotkaniem i go przygotowały, serdecznie dziękuję, składając te podziękowania na ręce pani kierownik Bożenki Omastka, dzięki której mogłam być obecna w kolejnej mysłowickiej bibliotece.  

Proza i poezja usiadły zgodnie przy jednym stole... 
Mysłowicka młodzież bardzo mile mnie zaskoczyła swoim zasłuchaniem
Gabrysia przepięknie wplotła swoje wiersze w spotkanie...
... a zasłuchane Mysłowice weszły w ten nastrój wyciszenia i zatrzymania... 
... pozostając w nim do końca spotkania poetycko-prozatorskiego
Gospodynie mysłowickiego spotkania, Pani Dyrektor Centrali i Pani Kierownik 

Biblioteczne zatrzymanie w Kobiórze to wieczorna baśń, w której wszystkie się zasłuchałyśmy. Serdeczność pani Jadwigi Kumor, kierownika Gminnej Biblioteki Publicznej w Kobiórze sprawiła, że od progu poczułam się w tym miejscu dobrze. Wypełnił mnie spokój, który towarzyszył mi do końca spotkania i którym, mam nadzieję, otuliłam moje Czytelniczki, zasłuchane i biorące udział w dyskusji. Moja proza, przeplatana poezją Gabrysi Kotas, pochowała się po przytulnych kątach biblioteki, zostawiając tam cząsteczkę siebie; a otaczające nas ze wszystkich stron książki wchłonęły dobrą energię, którą - jestem tego pewna - będą oddawać bibliotece w Kobiórze i jej cudownym Czytelnikom. 
Za ogrzewający uśmiech i otwarte ramiona z serca dziękuję pani kierownik, Jadwidze Kumor, która mi zaufała i zaprosiła do Kobióra. Dziękuję za wspólną herbatkę w zaczarowanym kwiatowym kubku i za ciepłą rozmowę, która zbliżyła i pokazała mi maleńki Kobiór w słonecznym cieple zwyczajnych, a jednak wyjątkowych kobiet. To ciepło zabrałam ze sobą i wiem, że wrócę do Kobióra jak do bliskich ludzi, za którymi się tęskni. 

Gabrysia, Pani Jadwiga i ja - przy wspólnej herbatce i cieście... 
... i w bardzo dobrych humorach:) 
Zwyczajne, a jednak wyjątkowe kobiety, którym z serca dziękuję za ten wieczór!
Obie z Gabrysią bardzo dobrze się czułyśmy w Kobiórze

Cudowne Czytelniczki w Kobiórze otuliły mnie i Gabrysię niesamowitą serdecznością  
Pani Jadwiga przyjęła mnie bardzo gościnnie... 
... a jej słoneczny uśmiech ocieplił całą bibliotekę i nasze serca
Niezwykłość Kobióra uchwycona w zatrzymanej chwili

O Bieruniu nigdy wcześniej nie słyszałam, ale jedna wizyta tam sprawiła, że to miasteczko urzekło mnie, a z bieruńskiej biblioteki Gabrysia musiała mnie wyciągać:) To miejsce mnie zaczarowało i wciągnęło w swoją historię, nad którą swój patronat objął sam św. Walenty, który jest również stróżem małżeńskiej miłości. Bieruńskie sanktuarium pod wezwaniem św. Walentego to jedno z takich miejsc w Polsce, które naprawdę warto obejrzeć, aby zachwycić się tym, jak piękne zabytki mamy w naszym kraju i jak wiele możemy się dzięki nim nauczyć o bogatej historii Polski.  
Niesamowite ciepło płynące z serdecznego uścisku ramion pań tutaj pracujących ogrzało, a słoneczne promienie wpadające przez okna rozświetliły pomieszczenie biblioteki, podobnie jak uśmiechy , które porozświetlały nasze twarze. Od progu można było poczuć ogromną serdeczność bieruńskiej biblioteki, przemiłych pań i Czytelników, którym z serca dziękuję za wszystkie słowa, jakie tutaj usłyszałam - i te w trakcie spotkania, i te tuż po, gdy miałyśmy okazję osobiście wymienić się uwagami, ciepłem i wielką życzliwością. Dziękuję za chwile wzruszeń i łzy, które ukradkiem popłynęły; za szczerość i wszystkie pytania, dzięki którym to spotkanie było dialogiem, w którym zarówno ja, jak i moi Czytelnicy wyszliśmy do siebie w pół drogi, wymieniając się doświadczeniem, zaspokajając ciekawość siebie nawzajem, i obdarowując się czymś bezcennym - po prostu sobą. 
W sposób szczególny chcę podziękować pani Basi Suchomskiej za ogromny wkład pracy i serca w przygotowanie biblioteki na ten wyjątkowy dla mnie wieczór, i za profesjonalne przedstawienie mnie i Gabrysi Czytelnikom. Dziękuję pani kierownik Małgorzacie Janocie za tak serdeczne przyjęcie mnie w Bieruniu i za rozmowę, której czuję niedosyt. Drogie Panie - wszystkie, pracujące w bieruńskiej bibliotece - jesteście wielkie, a czas spędzony u Was był dla mnie wyjątkowy. Dotrzymam obietnicy powrotu, bo wiele z siebie wśród Was zostawiłam, podobnie jak w Kobiórze, Lędzinach i Mysłowicach. 

Miejsce, do którego z pewnością wrócę, bo mnie zachwyciło!

Wpis do Księgi Pamiątkowej i dedykacje
Wielkie wyrazy uznania dla pani Basi Suchomskiej i jej przygotowania do spotkania
I znów poezja pięknie splotła się z prozą, skłaniając do refleksji
Wszystkim Czytelnikom z Bierunia bardzo dziękuję za obecność i włączenie się do rozmowy
Wróciłam z Bierunia wraz ze św. Walentym
Spotkanie w Bieruniu na zawsze we mnie pozostanie

Moja kolejna przygoda na Śląsku dobiegła końca. Pozostały przepiękne wspomnienia i nowi ludzie, wpisani w moje serce. Pozostała świadomość, że gdzieś tam, w niepozornych miejscowościach, są takie miejsca, które obdarowują ciepłem, koją spokojem, i których nigdy bym nie poznała, gdyby nie moje książki i pasja pisania, dzięki której ja też mogę podarować innym coś, czego nie da się przeliczyć materialnie - siebie zaklętą w słowach. 
Monika A. Oleksa 


Gabrysi Kotas dziękuję z całego mojego serca za wszystko, czym mnie obdarowała, za przyjaźń, którą mi ofiarowała, za obecność w moim życiu, i za gościnę w czasie mojego pobytu na Śląsku.

Film Gabrysi z mojej śląskiej wiosny można obejrzeć tutaj: KLIK

8 komentarzy:

  1. Moniś - cieszę się,że wdrażasz "nawyki żywieniowe" wpojone w Anielskim Siedlisku.
    Cóż mogę powiedzieć? Dziękuję za to, że jesteś i że nasza rodzina powiększyła się o Istotkę tak niewielką o tak wielkim sercu :)
    Rozalka tęskni, ale z każdej naszej telefonicznej rozmowy zdaję jej szczegółowe relacje. I zaraz potem jest.... jajko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz jaki mam dobry wpływ na kury:))) Nawet jajka zaczęły znosić, choć nie chciały:) Z kurami trzeba rozmawiać, jak z każdym zresztą.
      Gabrysiu, to był piękny czas, który dał mi dużo siły i pomógł naładować baterie. Wróciłam do pracy pełna energii, a dobre wspomnienia pozostały we mnie,podobnie jak bogactwo, jakie dostałam od ludzi na Śląsku. I narodziła się przy tym nowa, sycylijska tradycja:) za którą Kuzynce Basi bardzo dziękuję!
      Ściskam Cię mocno, z nadzieją, że odpłacimy Ci podobną serdecznością w Lublinie:)
      T. M.

      Usuń
  2. Piękne tournee :), ale kiedy Ty piszesz, Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śląsk kolejny raz mnie zaczarował, a z pisaniem... no właśnie... Wśród tysiąca obowiązków, które i Tobie nie są obce, wykradam chwile w ciągu dnia i splatam słowa, powoli, ale z nadzieją, że już niedługo...
      Ściskam Cię mocno, kochana My:)
      M.

      Usuń
  3. Kolejna piękna wyprawa po miejscach, które jak widzę, zapamiętasz na długo:) To połączenie poezji z prozą to ciekawy pomysł:)
    Życzę Moniu, wiele dobra w Twojej pracy i radości płynącej ze spotkań z czytelnikami:) Pozdrawiam:
    p.s. bardzo ucieszyły mnie słowa o tym, że Oliwka jest zadowolona z prezentu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zapamiętam, Moniczko, zapamiętam. Cudowni, ciepli ludzie i spotkania, które pozamykałam w sercu i które nadal mnie ogrzewają, pomimo chłodu za oknem. Proza i poezja połączyły się pięknie, subtelnie, wzajemnie się uzupełniając i dopełniając, zupełnie jak ja z Gabrysią:)
      Przesyłam Ci, Moniczko, dużo dobrej energii, którą również przywiozłam ze Śląska, i cieplutkie pozdrowienia!
      M.

      Usuń
  4. Takie spotkania są cudne..tyle wnoszą w nasze zycie
    Aby dlaej tak się toczyły Twe ścieżki....Kolorowych , Pieknych Świąt życzę:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde spotkanie z człowiekiem, gdziekolwiek by ono nie było, jest wyjątkowe. Spotkanie Ciebie w tym Internetowym gąszczu to też dla mnie dar, Różowa Chmurko, podobnie jak spotkanie Tęczowej Duszy...
      Tobie też pięknych, błogosławionych Świąt życzę:)
      Pozdrawiam ciepło!
      M.

      Usuń