Opowieść górskiego kamyka

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Budzę się wraz ze świtem, który unosi mleczną pelerynę mgły, jaką otula skaliste szczyty, wzniesienia i zalesione pagórki. Zapach wilgotnej ziemi wypełnia powietrze, które tak intensywnie pachnie tylko tutaj, w Tatrach - dumnych, królewskich i majestatycznych górach, wobec których każde stworzenie staje w ogromnej pokorze. Tym, którzy akceptują narzucone przez nie warunki, góry potrafią się pięknie odwdzięczyć. Naiwnych, którzy uważają, że mogą po swojemu, surowo doświadczają. 
Patrząc na ich potęgę i wielkość, która zapiera dech, chwalę majestat Boga, który stwarzając świat wypowiedział słowa: "Niech się stanie." Poprzez słowo podarował człowiekowi piękno w najczystszej postaci, które chłonąć można tylko w ciszy, będącej modlitwą dziękczynienia. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Nowy dzień przynosi obietnicę. Ona jest zawsze, bez względu na to, czy będzie w nim pieszczota słonecznego ciepła, czy zamknięta w kropli deszczu wilgoć, wsiąkająca w skałę. Światło dnia wydobywa z zacienionych zakamarków tajemnice, które skrywają góry, niekiedy pozwalając zajrzeć za zasłonę strzeżoną niedostępnym mrokiem. Życie, które toczy się tutaj swoim własnym rytmem, daje znać brzęczeniem, bzyczeniem, nieustannym marszem pracowitych nóżek; przelotem, śpiewaniem, pogwizdywaniem i mruczeniem. Przemyka, przeskakuje, podfruwa, galopuje. Pracowicie planuje nadchodzące godziny, akceptując obecność człowieka, o ile jego interwencja nie narusza ustalonego od wieków porządku, wyznaczonego przez naturę. 
Czuję puls Ziemi, przemawiającej do mnie językiem, jakiego nauczyłem się dawno temu, wsłuchany w jej rytmiczny oddech. W tym miejscu każda skała opowiada historie, z których można spisać grubą księgę o tym, jak ludzie przezwyciężają swoje własne słabości i lęki, przekraczają granice wytrzymałości, bólu i zmęczenia, oddając ten trud w zamian za wolność, którą tak prawdziwie są w stanie poczuć tylko tutaj, w uśpionych górską ciszą Tatrach, na szczytach z wysokości których świat w dole jest jedynie miniaturowym obrazem rzeczywistości, która tutaj, pod niebem, nie kreśli żadnych ograniczeń. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Szemrzący potok obmywa wszystko, co ciąży. Oczyszcza oblepiony niepotrzebnymi myślami umysł, chłodzi emocje, wycisza dźwiękiem, który uspokaja. Spływa po kamieniach wygładzonych jego delikatną pieszczotą. 
Znam dotyk górskiego potoku, zapamiętany na gładkiej powierzchni. Jestem częścią natury stworzonej z miłości - małym górskim kamieniem, pełnym zachwytu dla tego, co mnie otacza. Ciekawy życia, wplątuję się pomiędzy ludzkie stopy i racice górskich kozic. Łaskoczą mnie cienkie żucze nóżki i owadzie skrzydełka, a zapach kosodrzewiny kojarzy się z domem, który jest właśnie tutaj, w wysokich Tatrach z krzyżem na Giewoncie, wśród czerwonych skał prowadzących na Czerwone Wierchy, pośród dolin i lasów tatrzańskiego parku, u stóp wyniosłej Świnicy, dumnych Rysów i ostrego Kościelca. Pośród gór połączonych przełęczami, na mniej lub bardziej trudnych do zdobycia szlakach, wśród świstaków i niedźwiedzi; tutaj kreśli się moja historia i opowieść, którą przekazuję z szacunku do tego miejsca, które mnie powołało, i z miłości do niego. 
Ta miłość wszczepia się w serce każdego, kto choć raz z tak bliska poczuł oddech gór. Jest zachłanna i nie daje o sobie zapomnieć, już na zawsze pozostając tęsknotą, z którą trzeba nauczyć się żyć. Dlatego tak wielu tu powraca, chcąc nakarmić niespokojne serce i wywieźć stąd spokój gór, których potęga nie przytłacza, ale wymaga pokory. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Górski zmierzch sprowadza z wysokości wszystkich zabłąkanych turystów. To czas, gdy góry i należąca do nich przyroda rządzą po swojemu, nie akceptując intruzów. Nocą człowiek nie ma tu już nic do powiedzenia. Nie powinien tu być, to nie jego czas i miejsce. Nocą skały rozmawiają ze sobą; drzewa pochylają się, dotykając konarami śladów zostawionych przez człowieka, a pieść strumienia zmienia się. Już nie szemrze cichutko i radośnie, lecz spływa głośną kaskadą, we wzburzeniu potępiając tych, którzy nie stosują się do reguł wyznaczonych przez tatrzański park. Mądrych, bo stworzonych z myślą o przyrodzie, jej ochronie i poszanowaniu, aby służyła tym, co przyjdą w kolejnych pokoleniach. 
Noc otula sobą ukryte w chmurach szczyty, przedsionek nieba, który wymaga dużego samozaparcia i wyrzeczeń, ale który jest dostępny dla każdego bez wyjątku. Ukołysane nocą góry zasypiają, a ja wraz z nimi, poddając się odwiecznemu rytmowi światła i ciemności, w oczekiwaniu na nowy, dobry dzień. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Komentarze

  1. Chętnie pozbierałabym z Tobą kamyki w górskich potokach:) Obie mamy do nich słabość, prawda? Ściskam Was wszystkich mocno:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje mówiące kamyczki są cudne, mam nadzieję że kiedyś razem je pozbieramy podróżując po pięknych zakątkach naszego kraju :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym spotkać kamyk który mówi... Ciekawe co by powiedział? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie takie uczucie, jakie opisałaś we wstępie, dotknęło (przytłoczyło) podczas jednej z wędrówek (banalnej, na Świstówkę). To było lata temu, ścieżka dla turystów nie była przygotowana tak jak dzisiaj, wędrowało się rumowiskiem skalnym. I w pewnym momencie zamurowało mnie, przygniótł mnie ten obrazek ilustrujący, jakim okruszkiem jesteśmy we wszechświecie. To wrażenie zaparło mi dech w piersiach i przez dobrą chwilę nie mogłam ruszyć dalej...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak