Wtorkowe spotkania kulturalne: "Wiek Adaline"



Wyobraź sobie, że w wieku trzydziestu kilku lat twoje ciało przestaje się starzeć. Odmawiając czasowi pozostawienie na sobie oznak jego przemijania, oparło się zachodzącym procesom biologicznym, pozostawiając młodość i siły witalne w organizmie, który przestał odczuwać przemijające lata. Wieczna młodość - coś, o czym marzą opóźniający proces starzenia celebryci i poddające się botoksom kobiety. Młodość utrwalona w ciele, które może wszystko; w ciele, które nie stawia ograniczeń i wciąż czuje nieustanną potrzebę doświadczania życia i zachłystywania się nim. 
Ileż marzeń można spełnić, mając taki podarowany czas? Ile świata zobaczyć, ilu ludzi poznać i ile ciekawych miejsc zwiedzić! Ile książek przeczytać, ilu potraw spróbować i ile wspomnień pozamykać w albumach i pamięci. Ilu strat doświadczyć, ilu przyjaciół pożegnać i ilu wyrzeczeń dokonać, aby zrozumieć, że uwięzienie w czasie jest przekleństwem. 
Adaline przeżyła tyle lat, że osobiście była świadkiem zmieniającej się historii. Jej życie podzieliło się na dwa etapy - ten przed wypadkiem, w którym dorastała, zakochała się, wyszła za mąż i wkrótce potem straciła męża; i w którym została mamą, doświadczając całej pełni macierzyństwa, wychowując samotnie córkę, której rówieśniczką się stała, przechodząc cienką granicę dzielącą ją od śmierci. Tam, gdzie zaczął się drugi etap jej życia, w którym dla jej ciała czas przestał mieć znaczenie. Zmieniało się wszystko wokół niej, świat pędził do przodu, jej córka w pewnym momencie zaczęła wyglądać dużo starzej niż sama Adaline, a ona trwała w kokonie dni, które zmieniały tylko rekwizyty i aktorów na scenie życia, w trwającym przedstawieniu, w którym grała pierwszą rolę. 


"Wiek Adaline" to głęboka, metafizyczna opowieść o uwięzionym sercu i dramacie kobiety, która - zachowując pełną pamięć i świadomość, musi nauczyć się żyć jak dzikie zwierzę, nie pozwalając nikomu podejść do siebie zbyt blisko, z daleka wyczuwając zagrożenie i nieustannie uciekając przed kłusownikami i myśliwymi. Wrażliwe serce młodej kobiety tęskniące za drugim człowiekiem, musi poradzić sobie z walką, którą samo ze sobą prowadzi, aby przetrwać. Odcina każdą zbyt emocjonalną znajomość bo wie, że kiedy ulegnie słabości, będzie musiało odciąć kawałek siebie, zostawiając rany nie do zaleczenia. I tak nosi ich w sercu zbyt wiele. Patrzy bezradnie na odchodzącą współczesność, w której uczy się raz za razem odnajdywać, i z lękiem obserwuje coraz mniej samodzielną, starzejącą się córkę mając świadomość, że kiedy jej zabraknie, Adaline zostanie na  świecie zupełnie sama. Bez żadnej przyjaciółki, której mogłaby powierzyć swoje sekrety. Bez miłości, za którą nieustannie tęskniła. bez bliskości, bo na to Adaline nie mogła sobie pozwolić. 
Prawdziwy dylemat i walka zbyt zdrowego rozsądku z sercem pojawi się w życiu kobiety pewnego zwyczajnego wieczoru, gdy stanie twarzą w twarz z mężczyzną, przy którym gotowa była zapomnieć o swoich lękach i od którego uciekła, przestraszona siłą uczucia, jakie ich połączyło. Przestraszona swoją ludzką słabością, do której prawa już dawno sobie odmówiła.
Doskonałą rolę Adaline zagrała Blake Lively, stając przy boku niezrównanego Harrisona Forda, któremu z wiekiem przybywa zarówno męskiego wdzięku, jak i znakomitości w wykonywaniu zawodu, któremu poświęcił wszystko inne. Zagadkowy Michiel Huisman, stający jak Przeznaczenie na drodze Adaline, nadaje metafizyce filmu ponadprzeciętne znaczenie, ucząc nas, że znaków, które pojawiają się na drodze naszego życia nie powinniśmy lekceważyć, bo scenariusz rozpisany dla każdego z nas, tak czy inaczej musi zostać zrealizowany.

Michiel Huisman
Harrison Ford

"Wiek Adaline" można obejrzeć tak po prostu, dostrzegając w tym filmie wątek niespełnionej miłości i obietnicy życia; można również starać się przypisać rodzaj filmu do któregoś konkretnego gatunku. Można westchnąć po jego obejrzeniu i powiedzieć: "Piękny. Dobry. Przeciętny. Nic szczególnego. Za mało akcji. Mógł być bardziej melodramatyczny." Ilu widzów, tyle ocen i oczekiwań. Ja dostrzegłam w nim dramat młodej kobiety, dojrzałej emocjonalnie i doświadczonej przez lata życia. Oglądając ten film nie skupiałam się jedynie na obrazach, ale czytałam między słowami, odbierając komunikaty wysyłane przez spragnione bliskości człowieka serce głównej bohaterki. Czułam walkę, jaką toczyła sama ze sobą i byłam świadoma rozterek, które w sobie nosiła. Współczułam jej jak kobieta kobiecie, i wraz z nią współodczuwałam każdą decyzję, jaką podejmowała. Doszłam również do wniosku, że można zrobić głęboki, mądry film bez pompatycznego uniesienia, typowego dla współczesnego kina polskiego, i można zwrócić uwagę na pewien problem bez samobiczowania, które nam, Polakom, nie jest obce. 
"Wiek Adaline" to tak naprawdę film o nas, kobietach, i o tym jak często odmawiamy sobie prawa do tego, aby być naprawdę szczęśliwą, nakładając na siebie powinności i rozliczając się z każdego niepowodzenia i zdrowego egoizmu, który - szczególnie matkom, jest obcy. To film powtarzający od wieków tę samą historię, że "nikt z nas nie jest samotną wyspą" i że potrzebujemy prawdziwej bliskości i człowieka, któremu zaufamy i z którym będziemy w stanie podzielić się życiem i tym, czego w nim doświadczamy. 
Polecam "Wiek Adaline", bo warto go obejrzeć, wsłuchując się nie tylko w wypowiadane słowa, ale w krzyk serca Adaline, który tylko bliski człowiek jest w stanie usłyszeć i uciszyć. 
Monika A. Oleksa    




Komentarze

  1. Mam w planach ten film. Jestem nim bardzo zainteresowana, zwłaszcza, że, jak mówisz, została w nim pogłębiona warstwa psychologiczna. To typowy motyw, a jednak twórcy rzadko prezentują jak to jest żyć wiecznie, a przez to patrzeć na umieranie tego, co się kocha. Jedyny minus dla mnie to fakt, że nie przepadam za tą aktorką, ale kto wie? Może po tym filmie się przekonam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądałam żadnego innego filmu z Blake Lively, więc chłonęłam ją w roli Adaline po raz pierwszy i bez uprzedzeń ani oczekiwań. Zagrała bardzo naturalnie i wręcz skromnie, co mnie szczególnie ujęło. W filmie nie ma nieoczekiwanych zwrotów toczącej się szybko akcji, ale wszystko dzieje się w swoim tempie. Docenisz szczególnie dawną epokę i fragmenty dawnego życia Adaline. Ja też jestem miłośniczką tych czasów, które przeminęły...
      Pozdrawiam serdecznie:)
      M.

      Usuń
  2. Witaj!
    Film widziałam i bardzo przyjemnie spędziłam ten czas! Podobał mi się pomysł i gra aktorska, równiez głownej aktorki, znanej wcześniej z dość słabych ról :P tutaj jednak muszę przyznać, ze wspaniale pokazała emocje i stworzyła klimat, który mnie wciągnął....film uwazam za ciekawy, z przyjemnością dałam się porwać temu prawdziwemu obliczu życia kobiet ...no i ukochany Harrison Ford <3 ach...

    Pozdrawiam
    Asia
    http://missmoonlight-pl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Asiu! Miło Cię widzieć, a jeszcze milej zobaczyć jak wyglądasz i co lubisz:) Czy Ty też uważasz, że niezrównany Harrison Ford jest jak najlepsze wino - im starszy, tym lepszy i przystojniejszy? Chciałabym zjeść z nim kolację... :) Oczywiście zabrałabym ze sobą męża, bo Harrison Ford to jego ulubiony aktor! A "Wiek Adaline" to jeden z takich filmów, do którego na pewno powrócę, analizując te fragmenty, które zbyt szybko umknęły w kinie.
      Pozdrawiam ciepło:)
      M.

      Usuń
  3. Idziemy na sto procent :) Z kartą dużej rodziny za pięćdziesiąt procent ;) Niechże się te młode na coś wreszcie przydadzą :))) Gdy Ty polecasz, to wiem, że warto. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostawcie młode pod opieką i podarujcie sobie film i romantyczny wieczór we dwoje - spacer, kolacja, rozmowa. Bezcenne! Film spodoba Ci się, łagodny i klimatyczny. Wyszłam z kina czując, jakbym wracała z innego świata.
      Zaczynam coraz bardziej czuć się odpowiedzialna za słowa, które tu piszę! Nie chciałabym Cię rozczarować.
      Ściskam mocno!
      M.

      Usuń
  4. Chętnie zobaczyłabym ten film - pięknie go opisałaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, na pewno Ci się spodoba, na tyle już zdążyłam Cię poznać, aby wiedzieć, co lubisz:) Najlepsze wrażenie robi w kinie, ciemna sala i cofnięty czas. Wybierzcie się z Bogdanem w lipcowy romantyczny wieczór...
      Przytulam mocno, wciąż w pędzie pomimo rozpoczętych wakacji!
      M.

      Usuń
  5. Czytałam o filmie ,ale tak na 100% zachęciła mnie Gabrysia ,bo jest już po,albo w trakcie oglądania,nawet podesłała mi link.Czy Ty Moniko masz teraz ten zasłużony odpoczynek?
    Dąbki już są czy tu...tuż? Jak słyszę dalej Jesteś w pędzie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko zwalniam, nareszcie! Dąbki jeszcze oczekiwane jak Gwiazdka, ale już powoli zaczynam odpoczywać i nadrabiać przyjemności, które odkładałam na potem. Obejrzałam kolejny dobry film, na pewno o nim napiszę; napiszę też o spektaklu, na którym byliśmy z mężem - wciąż jestem pod wrażeniem! Czytam, piszę i w końcu się wysypiam!
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i dziękuję za listę! Na pewno z niej skorzystam:))
      M.

      Usuń
  6. Po przeczytaniu teraz Twojego wpisu obejrzałam zwiastun tego filmu.
    Film wydaje mi sie naprawdę wartym obejrzenia i jak tylko bede miala możliwosc, to tak zrobie. Dotknęły mnie pewne wypowiedziane tam słowa "żyjesz tyle lat, a takie marne jest to Twoje życie".
    Pozdrawiam i życze dobrego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maretko poznałam Cię na tyle, że film na pewno Ci się spodoba:)
      Wiesz, że swój komentarz napisałaś w wyjątkowym dla mnie dniu? To był dzień przyjaźni, w którym spotkałam się z najbliższymi mi przyjaciółkami - osobiście i telefonicznie. Moje spotkanie Ciebie tutaj to jak znak - odczytuję je, wędrując przez życie.
      Pozdrawiam Cię bardzo cieplutko! I cieszę z tego, że jesteś i że pojawiłaś się w moim życiu:)
      M.

      Usuń
  7. Bardzo mnie zachęciłaś. Muszę obejrzeć ten film. Mam nadzieję, że i u mnie wywoła tyle emocji, myśli, odczuć. Czuję, że tak właśnie będzie.
    Pomyśl, że to już tak blisko do naszego spotkania. Ty już pewnie chłoniesz klimat Dąbek i serdeczność pani Marii. :) Do szybkiego zobaczenia! Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Kornelio, jestem pewna, że wyniesiesz z niego tyle emocji, ile ja. Dobrze czułam się w klimacie tego filmu, trochę, jakbym przeniosła się w czasie. Takiego uczucia doświadczam spacerując po Nałęczowie - inny świat, z oddechem przeszłości, która nie przeminęła.
      Osobistego ciepła pani Marii jeszcze nie doświadczam - zatrzymały mnie lubelskie sprawy; ale już jedną nogą i walizką jestem w Dąbkach:)) Bardzo się cieszę, że już niedługo będę mogła uściskać Cię osobiście!
      Na razie czynię to wirtualnie:)))
      M.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak