Opowieść o dwunastu miesiącach

Jezioro Bukowo w Dąbkach


Lipiec siedział nad brzegiem jeziora i chłodził w wodzie zmęczone stopy. Leniwe popołudnie plotło się swoim własnym rytmem, który niczego nie narzucał i spowalniał czas upływający wakacyjnym nurtem. Bez pośpiechu. Bez napięcia. Bez powinności. 
Lipiec, tak jak żaden inny miesiąc roku, potrafił wyciszyć i rozluźnić. Przynosił odpoczynek potrzebny do regeneracji sił i podreperowania zaniedbywanego zdrowia. Długie, ciepłe i pełne słońca dni zachęcały do spacerów i wyjazdów, a noce wypełnione muzyką świerszczy, nakłaniały do rozmów i zwierzeń, które zbliżały. Ludzie siadali blisko siebie i w ciszy nocy odnajdywali wspólne porty, do których zawijali już nie jako przypadkowe statki na oceanie  życia, ale płynąca pod tą samą banderą załoga, złączona silnymi więzami podobnych doświadczeń i relacją, z której wzajemnie czerpali. 
Lipiec lubił przesiadywać obok nich, zasłuchany w te nocne rozmowy. Nikt nie patrzył na zegarek i nie liczył upływających minut. Szczere słowa wypływały z głębi serca, oddawane nocy, która przyjmowała wszystko. W takich chwilach Lipiec wyciszał wiatr, aby nawet on nie zakłócał ludzkich zwierzeń i rozmów, które łączyły. Małym artystom - świerszczom oddawał prowadzenie, czyniąc ich reżyserem wieczornych symfonii, zakłócanych jedynie przez natrętne komary. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Lipiec lubił ludzi i dawał im to, czego potrzebowali najbardziej - ciepło. Tym ciepłem wypełniał słoneczne dni, jasne i radosne w swojej wakacyjnej beztrosce, i podobnym ciepłem łączył ludzkie dłonie i spojrzenia. Z sympatii do ludzi umiał zaczarować świat, ozdabiając go kolorami, smakiem i zapachem. Lipcowe lato pachniało lepkimi od soku lipami, soczystymi malinami, słodkimi czereśniami i nabrzmiałymi czerwienią wiśniami. Kwiaty w lipcowym ogrodzie prześcigały się w różnorodności kolorów i odmian, a słodki nektar wabił łakome bąki i pracowite pszczoły, które właśnie w lipcu miały pełne ręce roboty. Pąki róż rozchylały się zapraszająco, a opite owady - zwłaszcza małe, grube bąki, z trudem wydostawały się na zewnątrz, często klinując się w kielichach kwiatów i głośnym bzyczeniem komunikując, że chyba potrzebują pomocy. 
Drzewa, pookrywane strojnymi sukienkami liści, wyciągały powabnie w górę swoje ramiona, dając litościwy cień w upalne dni, lub osłaniając przed ciężkimi kroplami deszczu, spadającymi z rozdartej przez przypadek chmury. 
Lipiec lubił wraz z wiatrem tańczyć z drzewami, które kołysały się w takt słyszalnego wyłącznie dla nich walca, szumiąc uspokajająco. Witany przyjaźnie przez mieszkające w konarach ptaki, razem z nimi układał niepowtarzalną melodię, która na zawsze pozostawała w sercu, wpisana tęsknotą za latem. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Lipiec miał w sobie łagodność morskiej bryzy, wraz z którą wychodził naprzeciw człowieka, dotykając go delikatnie. Z tą samą łagodnością dotykał odsłoniętych ramion pieszczotą słonecznych promieni, a potem chłodził je lekkim zefirkiem. Bawił się chmurami, na błękitnym niebie układając pierzaste wzory i przygotowując przedstawienie dla tych, którzy zadzierali głowy, aby objąć w pełni świat - od ziemi po niebo; i razem z ludźmi podziwiał podniebnych ptasich przyjaciół, którzy z rozłożonymi szeroko skrzydłami szybowali w przestworzach, zachwycając się lipcowym światem. 
Lipiec był przyjaźnie nastawiony do wszystkich. Gniewał się rzadko i krótko, ale gwałtownie, grzmiąc potężnymi burzami i błyskając oślepiająco, tworząc iluminacje piękniejsze niż sylwestrowe fajerwerki. Bywało, że kłócił się z wiatrem, który nigdy nie słuchał nikogo. Ścierali się wtedy obaj - Lipiec zagniewany, ciskający piorunami i zaciągający na niebieskiej scenie kurtynę z deszczu; a wiatr gwałtowny, nieobliczalny, z furią pędzący przed siebie na oślep, rozbijający i łamiący wszystko, co napotka. Niszczycielski i nie dający się zatrzymać. Nieprzewidywalny. Żywioł silniejszy niż łagodny Lipiec, który ze słońcem pod rękę naprawiał to, czego dotknął rozwścieczony przeciwnik. 
Lipiec z piegami na twarzy i uśmiechem, z którym wychodził do każdego stworzenia. Jedyny wśród dwunastu mu podobnych, który nie nosił w sobie nostalgii i nie był, jak Czerwiec, oczekiwaniem. Miesiąc, który dopełniał każdy dzień prostym szczęściem, rozsypując jego roziskrzone drobinki i patrząc z uśmiechem na tych, którzy je kolekcjonowali. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa
         

Komentarze

  1. Lubię czytać, kiedy piszesz o miesiącach, bo uświadamiam sobie, że one są właśnie takie, jakie mają być, że głupotą jest narzekanie na to, że w grudniu ciemno i zimno, a w lipcu gorąco. Że wiatr, że deszcz, że za dużo słońca. Ale nie tylko o pogodę tu chodzi - przecież :) Także o pogodzenie. Z tym, co jest. Właśnie teraz. I o nieczekanie wieczne na to, że lepiej dopiero będzie. Choć jednak o bycie z nadzieją. Uważność - tak, to chyba najwłaściwsze słowo. I dla Twoich wpisów, i dla książek. Dlatego tylu nas tu wciąż wraca. Tak sądzę :))) I ściskam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Wiolu, nie ma co narzekać na coś, na co i tak nie mamy wpływu, ale czasami tak sobie myślę, że nasz naród to tak lubi ponarzekać, ba! wręcz niektórym sprawia to jakąś szczególną przyjemność. A przecież jak zaakceptuje się to, co od wieków trwa niezmiennie, i zacznie się dostrzegać dobre strony nawet tego zachlapanego listopada, świat od razu nabiera barw i jest piękniejszy. Pogodzenie z tym co jest - mądrze to ujęłaś. Ale do tego trzeba dojrzeć.
      Dziękuję Ci za to, że chcesz tu wracać. I za to, że jesteś. Właśnie taka!
      Ja też Cię ściskam bardzo serdecznie:)))
      M.

      Usuń
  2. Jak piękna i mądra opowieść o miesiącu Lipcu.
    Obserwując i zjawisko i ludzi i naszą lipcową rzeczywistość muszę się z Tobą, z Twoją opowieścią zgodzić w stu procentach.

    Pozdrawiam (jeszcze) lipcowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię przyglądać się miesiącom i dostrzegać w nich to wszystko, co przynoszą ze sobą; całe ich bogactwo, które tak często ludzie po prostu ignorują. Mam swoje ulubione miesiące i te, które lubię mniej; ale w każdym z nich potrafię znaleźć coś dobrego, bo dla mnie życie jest po prostu cudem, a każdy dzień darem.
      Masz bardzo ciekawą stronę, Loono. Będę tam zaglądać!
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!
      M.

      Usuń
  3. "Długie, ciepłe i pełne słońca dni zachęcały do spacerów i wyjazdów, a noce wypełnione muzyką świerszczy, nakłaniały do rozmów i zwierzeń, które zbliżały. Ludzie siadali blisko siebie i w ciszy nocy odnajdywali wspólne porty..." - pięknie piszesz. Rozmarzyłam się. Wróciłam znowu do dni i nocy swojego cudownego urlopu... Lipiec właśnie taki jest. Z piegami na twarzy. I odrobinę znowu chyba zrozumiałam siebie. Ja jestem czerwcowa... Pozdrawiam gorąco. Jeszcze lipcowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwcowa, to znaczy, że jest w Tobie oczekiwanie...? A wiesz, Olu, że jak napisałam te słowa o lipcowych nocach, zobaczyłam w tych rozmowach Ciebie i Twoje Mazury? Harmonia dusz, tak to czuję:) Chciałabym spędzić taką ciepła, lipcową noc na rozmowie z Tobą... Wiem, że miałybyśmy o czym rozmawiać:)
      Pozdrawiam ciepło, jeszcze znad ukochanego Bałtyku!
      M.

      Usuń
  4. Pięknie lipcowo i ciepło na sercu się robi czytając ten wpis. Pozdrawiam Moniś Ciebie i Twój ukochany „ koniec świata” :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój ukochany "koniec świata" koi i uspokaja. Daje siłę, ładuje akumulatory i pozwala skupić się tylko na pisaniu. Piszę. Każdego dnia jestem bliżej historii, która jakiś czas temu pojawiła się w mojej głowie. Lipiec temu sprzyja:)
      Ściskam Cię bardzo mocno, Gabrysiu!
      T.M.

      Usuń
  5. Moniko,pozdrawiam Ciebie, Dąbki.....i kogo i co chcesz pozdrów....Piękny ten lipiec,właśnie dzisiaj się kończy. I ciekawa będę czekać ....co takiego zdarzy się i co napiszesz...o sierpniu.Dla mnie ten miesiąc z kilku powodów jest "dobry".....Słonecznik ,czułam ,że się do mnie uśmiechnął....a może mi się tylko zdawało..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrowiłam, Grażynko, wszystko i wszystkich; spędziłam cudowne chwile na rozmowie z Marią Jagodą i jej mężem. Pokochałabyś ich od razu! Ludzie, których się nie zapomina. Po prostu z dobrem w sercu. Lipiec w ogóle sprzyja spotkaniom i rozmowom, a ukochane Dąbki dają mi taką możliwość. Spotkań z ludźmi, którzy zostawiają swój ślad w moim życiu.
      Cieszę się, że Ciebie lipiec też pięknie obdarowuje. A słonecznik naprawdę się do Ciebie uśmiechnął, Grażynko, kobietko, która również zostawiła swój ślad w moim życiu:)
      Pozdrawiam Cię jeszcze z Dąbek, mojego miejsca na ziemi...:)
      M.

      Usuń
  6. Lipiec to mój miesiąc. Niestety w tym roku trochę mnie zawiódł. Nie lubię w środku lata chodzić w długim rękawie, a w tym roku zdarzało mi się wychodzić z domu nawet w dwóch.
    Lipcu, w przyszłym roku proszę mi nie robić takich numerów! Niech będzie ciepło, w końcu to lato, chcemy się wszyscy nacieszyć słońcem.
    Za burzami w sumie nie przepadam, ale są bezsprzecznie wpisane w tę porę roku. Mam nadzieję, że sierpień zachowa się jak powinien i nie będzie nam robić jakiś dziwnych numerów.
    Ściskam Cię mocno. Przed chwilą wysłałam Ci dwa maile.
    U nas dzisiaj słonko pięknie grzeje i mam nadzieję, że w Dąbkach jest podobnie.
    Jak patrzę na zdjęcia, to jeszcze bardziej tęsknię za Bałtykiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochany Raczku, ten lipiec był dla mnie wyjątkowy, i nie przeszkadzało mi nawet to, że trochę pogodowo pogrymasił. W końcu każdy nasz spacer miał w sobie słoneczną radość, a pożegnalny deszcz po prostu wkomponował się w nastrój rozstania. Ale każde rozstanie jest obietnicą spotkania...
      Aurelka kupiła mnie całą. Przepadłam! I tęsknię...
      Ściskam Cię mocno! Reszta w mailu, który niebawem...
      M.

      Usuń
  7. lipiec to zdecydowanie najlepszy ze wszystkich miesięcy, mógłby trwać dłużej;)
    zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy miesiąc ma swój czas, tak jak każdy człowiek.
      Zajrzałam, ale, sorry - nie moje klimaty:(
      Pozdrawiam
      M.

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Lubię w ten sposób obserwować rzeczywistość i zwracać uwagę na szczegóły, które często, w codziennym zabieganiu, umykają.
      Pozdrawiam bardzo ciepło, sierpniowo:)
      M.

      Usuń
  9. Pani Moniko, choć zawsze byłam "wygadana", to jednak "wypisana"już zbytnio nie jestem, niestety! Chciałabym tak jak Pani umieć bawić się słowem w tak cudowny sposób! Niestety, kiedy ja próbuję, to słowa jak piasek przeciekają mi pomiędzy palcami. Jedyna pociecha, że przypomina mi się wtedy piasek z plaży w ukochanych Dąbkach!
    Ja i mój mąż jesteśmy Panią oczarowani! I mamy nadzieję na wiele jeszcze spotkań.I na wiele nowych książek Pani autorstwa!

    OdpowiedzUsuń
  10. Droga Pani Mario, ależ zupełnie się nie zgadzam z tym brakiem "wypisania"! Doskonale to Pani wychodzi, a rozmowa z Panią to dla mnie zawsze ogromna przyjemność! Jedyne czego żałuję, to tego, że mieliśmy za mało czasu...
    A z tym oczarowaniem to vice versa! Zostawiliście Państwo ogromny ślad w moim sercu i wielki apetyt na kolejne rozmowy i wspólną kawę, która w Państwa towarzystwie smakowała dokładnie tak, jak mawia pan Franciszek Sawicki: "Nieważne co, nieważne gdzie, ważne z kim." My mieliśmy szczęście nie tylko do ludzi, ale i do miejsca, prawda?
    A książka powoli zbliża się do końca:)
    Ściskam Państwa bardzo mocno i serdecznie!
    M.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak