niedziela, 19 lipca 2015

Opowieści nadmorskiego kamyka

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Brzask wyłaniającego się z morskiej toni słońca budzi mewy, które głośnym krzykiem składają swoją poranną modlitwę, wielbiąc Pana przestworzy. Rozpoczynający się dzień ma w sobie jeszcze spokój świtu i rześkość poranka niezmąconego pośpiechem ani nawoływaniem. Pozbawiona ludzkich głosów cisza łagodnie wybudza tych, którzy chcą ją usłyszeć. W tę ciszę wkomponowuje się melodia przyrody, tworząc każdego dnia od nowa niepowtarzalną symfonię dźwięków, równych w swojej doskonałości utworom najwybitniejszych kompozytorów. Szelest topolowych liści, w które wplątuje się figlarny wiatr, przynoszący najnowsze plotki z nadmorskich miasteczek; dźwięczny śpiew ptaków, który można usłyszeć pomiędzy żywiołowym nawoływaniem mew; stuki i trzaski dobiegające z lasu, w którym sosny rozmawiają ze sobą, nachylając się ku sobie z lekkim skrzypieniem, dumne w swojej smukłości, z koroną igieł w chmurach. I morze. Jego nieustający szum jest najpiękniejszym dźwiękiem w tym koncercie. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

W tym szumie jest opowieść, przekazywane z pokolenia na pokolenie przesłanie o wielkiej potędze żywiołu i o tych, którzy chcieli ten żywioł ujarzmić. Jest tam również tęsknota za spokojem i wyciszeniem, którego doświadcza człowiek wpatrzony w odległy punkt na horyzoncie. Morze magnetyzuje i ma moc zauroczenia. Wabi kolorami, które kładą się na powierzchni jasną poświatą pomarańczu, czerwieni i żółci. W pogodne i bezwietrzne dni pozwala niebu przejrzeć się w lekko zmarszczonej tafli, wprowadzając ludzi w przedsionek raju. W dni głośne od krzyku wiatru, który kłóci się ze spienionymi falami, gdy chmury pędzą po niebie zdmuchiwane ze złością buntownika, cień kładący się na rozległej piaszczystej plaży cofa się przed światłem słońca, a ciemność ustępuje miejsca światłości. 
Patrzę na to zafascynowany i nie mogę powstrzymać się od porównania, że to zupełnie jak w życiu - zło ucieka przed dobrem, bo zdaje sobie sprawę, że jest tylko słabością. Dobro jest silniejsze. Jest w nim moc skryta w łagodności. Jest siła, której zło nie pokona, choć może się łudzić, że wygra. Nie wygra. Nigdy. Zło się pleni, a dobro mnoży. Chwasty się wyrywa, a kwiaty pielęgnuje. Rzucony kamień ze zwielokrotnioną mocą wróci jak bumerang do tego, kto się nim zamachnął. Żadne wypowiedziane słowo nie pozostanie bez odpowiedzi. 
Dojrzałem do tej wiedzy, chociaż jestem tylko małym nadmorskim kamykiem. Poddaję się rytmowi, który wyznacza mi morze. Jestem tam, gdzie mnie ze sobą zabiera. Zaplątany w fale opadam na kamieniste dno lub piaszczysty brzeg. Wygrzewam się w słońcu i chłodzę w orzeźwiającej wodzie, która jest życiem. Migoczące iskierki słonecznych promieni odbijają się od chropowatej powierzchni, która czuje dotyk i zachwyca się nim. Morze pieści inaczej niż sypki piasek czy bliskość ludzkiej dłoni. W jej zagłębieniu znajduję dla siebie miejsce. Wygodne i bezpieczne. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Na tle nieba, odbity w morskiej toni, ułożył się klucz kormoranów. Jak czarne nutki na pięciolinii, płyną dostojnie po podniebnych przestworzach, a ich cień przesuwa się po zielono-stalowej tafli lustrzanym odbiciem. Porywisty wiatr usiłuje zburzyć równy wzór, który ułożyły, ale mądre ptaki lekceważą go, trzymając się wyznaczonych miejsc w układzie, który wpisała w nie natura. Patrzę za nimi z zachwytem nad cudami, które tak łatwo zlekceważyć. Harmonia panująca we wszechświecie, tak prosta i tak doskonała. Niezmienna. 
Dzikie wydmy, porośnięte trawą, bronią morzu dostępu na ląd. Wzniesione ponad nim, patrzą dostojnie na morskie szaleństwa i stoją na straży granic, których morzu nie wolno przekraczać. 
Na mokrym piaszczystym brzegu odbijają się ślady ludzkich stóp. Niektóre wgłębienia bez słów nakreślają, jak wielki ciężar człowiek, który je pozostawił, dźwiga na sobie. Małe-wielkie sprawy wypadają z przemęczonych serc, morzu oddając swoje zatroskanie. Woda litościwie zabiera je ze sobą, symbolicznie obmywając stopy i zaśmieconą duszę człowieka. Sam na sam z morzem przynosi odpowiedzi na trudne pytania. Żywioł uczy pokory, jednocześnie ukazując doskonałość, do której człowiek od wieków dąży. 
Obserwuję to ludzkie zagubienie i ze współczuciem patrzę na tych, którzy nie potrafią odnaleźć w sobie ciszy. A przecież tylko w ciszy można usłyszeć samego siebie i dotknąć tego, co się zasupłało. Tylko cisza łagodzi niepokój, który jest w człowieku od czasów Adama. I tylko w ciszy przemawia Bóg, którego tu, w potędze morza, można odnaleźć i usłyszeć.
Zanim dzień nachyli się ku zachodowi, wiele melodii wybrzmi niezauważonych i wiele cudów wydarzy się niedostrzeżonych. Chowające się w morzu słońce złotą poświatą obejmie je wszystkie, całując na dobranoc ciepłym oddechem każdego, kto się zatrzyma i zachwyci tym, czego nie można dotknąć, ale można doświadczyć. Pięknem w najczystszej postaci. 
Monika A. Oleksa

Fot. Marcin Piotr Oleksa
    

2 komentarze:

  1. Dobrej nocy - nadmorski kamyczku...

    OdpowiedzUsuń
  2. I znowu odnajduję wspólne klimaty... Dla tej symfonii koloru i dźwięku, a przecież i ciszy - wstawałam o czwartej rano na Mazurach:) Na blogu w zdjęciach starałam się uchwycić to, o czym tak pięknie piszesz :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń