piątek, 11 marca 2016

Wielkopostne rozważania z Marią Magdaleną



Ileż bólu wypisanego jest na Twojej twarzy, Panie; ile krwawych kropli potu zebranych na Twoim czole. Spływają, zalewając Ci oczy, a Ty, dźwigając ciężkie drzewo krzyża, nie masz nawet możliwości, aby je wytrzeć.
Patrzę na Ciebie, a serce krwawi mi z rozpaczy. I sama już nie wiem, czy te spływające po Twoich policzkach rdzawe krople to pot, czy łzy, wylane za nas... 
Nie masz już siły, Panie. Jesteś umęczony biczowaniem i długą drogą, wyboistą i raniącą Twoje stopy. Krzyż ciąży coraz bardziej, a Ty z trudem utrzymujesz się na nogach. Czy nie ma nikogo, kto mógłby Ci pomóc? Gdzie się podziali ci, którzy nie odstępowali Cię na krok i deklarowali, że nigdy Cię nie opuszczą? Gdzie ci, co słuchali Twoich słów i byli świadkami cudów, których dokonywałeś? Jakże krótka jest pamięć człowieka i jak chwiejna jego wiara.
Szymon z Cyreny, prosty rolnik wracający z pola po wyczerpującym dniu pracy, staje na Twojej drodze, Panie, wbrew swojej woli. Ten człowiek Cię nie zna; być może słyszał o Tobie, bo ludzie gadali nieustannie o proroku, który się pojawił. Niektórzy twierdzili nawet, że jest Synem Bożym. Mesjaszem, wyczekiwanym od pokoleń. Dla tego prostego człowieka, stałeś się, Panie, niewygodą, ale on sam, biorąc wraz z Tobą krzyż i dźwigając go wraz z Tobą, dostępuje niezwykłego misterium spotkania Boga, który wychodzi mu naprzeciw. 
Naucz mnie, Panie, dostrzegać Twoją obecność tam, gdzie widzę tylko niewygodę i zwątpienie. Naucz mnie przystawać przy tych, których wszyscy opuścili. Naucz mnie pokory, abym w każdym człowieku umiała odnaleźć Twój obraz i podobieństwo, i abym nie raniła i nie lekceważyła innych, uważając się za kogoś lepszego. 

"Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu." MR 10, 43-45


Jak długo jeszcze Twoje wyczerpane ciało da radę? Widzę jak tracisz siły, Panie, i nic nie mogę zrobić... A może mogę, ale jak innym, brak mi odwagi? Może w pewnym momencie tej drogi zwątpiłam, bo jak inni oczekiwałam cudu, a został tylko krzyż. I okrucieństwo człowieka, tak łatwo potępiającego i karmiącego się nienawiścią. 
Nie podeszłam do Ciebie, Panie, chociaż przez cały ten czas byłam obecna. Podeszła za to Weronika, która, przejęta litością, otarła Twoją twarz, chcąc choć w taki sposób Ci ulżyć. W Twoim spojrzeniu, pełnym miłości, odnalazła wdzięczność, a Twój obraz zapisany na jej chuście, stał się na zawsze odbiciem Twojego podobieństwa na każdym uczynku miłości, jaki podejmujemy. 
"Panie, kiedyśmy Ci to uczynili?"
"Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili." 
Panie Jezu, naucz mnie świadczenia o Tobie miłością i życiem, a nie pustymi słowami, których ludzie nadużywają bez zrozumienia. Pomóż mi zapisać w sercu te słowa, które Sam głosiłeś, i chwyć mnie za rękę wtedy, gdy odejdę za daleko. A jeśli zwątpię i mój krzyż mnie przerośnie, a w sercu zostanie tylko wyrzut do świata, że znów rozczarował, i do Pana Boga, że zapomniał; postaw na drodze mojego życia ludzi, takich jak Szymon Cyrenejczyk czy Weronika, aby - świadomie lub nawet z niechęcią, pomogli mi odnaleźć drogę, którą Ty, Panie, przeszedłeś, a na końcu której jest Spełniona Obietnica. 
Naucz mnie świadczyć o Tobie miłością.
Twoja Maria Magdalena

"Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością." 
"Miłość nie wyrządza zła bliźniemu."   Rz 13, 8a.10


3 komentarze:

  1. Całym sercem podpisuję się pod ostatnim akapitem! Pięknie napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie zatrzymanie Marii Magdaleny nad tym co istotne - jest pięknym drogowskazem. Dziękuję...Jakaś znajoma stacja Drogi Krzyżowej...

    OdpowiedzUsuń