Chłonę...

Fot. Michał Andrzej Oleksa 

Chłonę czas, który dostałam, i to wszystko, co wokół mnie i czego częścią się stałam. Chłonę bezkres wody dotykającej moich stóp wybiegającymi ku mnie falami, i zostawiającej kropelki bryzy na mojej twarzy. Wilgotne pozdrowienie morza, delikatny pocałunek. Istniejemy, złączeni bezsłowną modlitwą uwielbienia, ja z jednej strony, a ono, morze, z drugiej. Stoimy naprzeciw siebie i każde z nas, na swój sposób, wychwala dzieło stworzenia i Tego, który we wszystkim pozostawił swoje piękno. I w morzu, i w człowieku. 
Chłonę moje sam na sam z miejscem, które każdego roku, coraz głębiej wpisuje się w moją historię, i które w sercu odcisnęło najtrwalszy ślad, jakiego nie zatrze niepamięć. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Chłonę i zamykam w sobie brzmiący dla mnie jak najpiękniejsza melodia krzyk mew, wiecznie zaciekawionych tym, co dzieje się poniżej ich podniebnego lotu. Słucham ich i przyglądam się z uśmiechem, który ofiarowuję również morzu, wsłuchana w jego szum. Z potężnego głosu czerpię siłę, a niespokojne falowanie, pomimo swojej gwałtowności, a niekiedy nawet złości, uspokaja, wycisza i koi we mnie to wszystko, co poszarpało życie. Wybrzeże Bałtyku, przez tak wielu niedocenionego. Dąbki. Moje ukochane miejsce na ziemi, którym chcę się nacieszyć aż po koniuszki palców i cebulki włosów, magazynując w sobie dobrą energię, jaką zawsze dostaję od morza i od ludzi, których tu spotykam. 

Fot. Michał Andrzej Oleksa 

Chłonę żywiczny zapach lasu i łzę natury, która nigdy nie wysycha. Przesypuję aksamitny piasek, podziwiając z jak wielu maleńkich ziarenek się składa, zadziwiona ich doskonałym kształtem i fakturą. Miękkość, której doświadczam stąpając po nim, kojarzy się z jedwabiem, a bliskość ziarenek przyklejających się do stóp nasuwa myśl, w jakiej symbiozie żyjemy - człowiek i natura. Niczego przed nami nie ukrywa i nie broni do siebie dostępu, stawiając jedynie niepodważalny warunek - Uszanuj mnie! 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
Fot. Michał Andrzej Oleksa 

Chłonę ciszę jaką dostałam, uciekając na chwilę z miasta, które nigdy nie milknie. W tej ciszy dotykam tych przestrzeni we mnie, które zagłusza codzienność. Pozwalam myślom poprowadzić mnie, bez narzucania im swojej woli. Uczę się słuchać, chcąc naprawdę usłyszeć. 
Dotykając wygładzonego przez wodę pnia falochronu, wszystkimi zmysłami doświadczam odradzającego działania miejsca, z którego czerpię garściami, dzieląc się tym, czym nasiąkam i przekazując dalej. 
Gładkość drzewa, chropowatość kamyka, aksamitność piasku, wilgoć rozpylonych wiatrem słonych kropelek i chłód wody. To wszystko, co poza mną, poprzez dotyk i zapach staje się częścią mnie. Nierozerwalną, wyrytą  jak inicjały w drzewie lub na kamieniu, i taką, której nikt mi nie odbierze. Zamknięty pod powiekami obraz zabieram ze sobą, wracając do miejsca, w którym naprawdę i najgłębiej odnajduję siebie, zawsze wtedy, gdy zamknę oczy i przywołam z pamięci to, co najcenniejsze. Mój czas wyciszenia i odpoczynku. Czas zrzucania łusek, w które obrosłam w codzienności. Czas dzielony z tymi, których kocham najmocniej. Czas, który sprzyja tworzeniu. 

Czas dzielony z przyjaciółmi...
Czas dzielony z tymi, którzy są najbliżsi...
Czas dzielony z tymi, których kocham...

Chłonę wyciszone poranki i zadumane wieczory. Szum potężnej topoli, na którą patrzę zaraz po przebudzeniu. Chłonę zapisany na tle wieczornego nieba obraz czarnych kormoranów, zmierzających na przekop, i majestatycznie sunącą po jeziorze łabędzią rodzinę. Chłonę zatrzymaną tuż nad powierzchnią morza słoneczną kulę, barwiącą niebo i chmury przeróżnymi kolorami, od tych delikatnych, pastelowych, po ostry pomarańcz i czerwień. Z zachwytem śledzę słoneczną wędrówkę ku morzu i codziennie inne zachody. Chłonę i zapamiętuję. Smaki, zapachy, przypływy i odpływy. Zdarzenia, spotkania i bliskość. Ciszę i rozmowy. Dym z ogniska i opowieści, leniwe godziny i wiarę w ludzkie dobro, bezinteresowność, przyjaźń i miłość, która spogląda na mnie szarością ukochanych oczu. Czas, który stał się moim udziałem. Najpiękniejszym prezentem, jaki dostałam. I doceniłam. 
Z wdzięcznością za każdą nadmorską chwilę
Monika A. Oleksa 

Doceniam każdą chwilę... 
Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Komentarze

  1. Och, Moniko ! Jak dobrze jest mieć takie miejsce na ziemi, gdzie można się dać ponieść zmysłom, nabrać oddechu i nowej energii.
    A swoją drogą to ja skądś te osoby znam, a jednego pana to nawet kojarzę ( tylko nie mogę sobie przypomnieć...). Koszalin niedaleko od Dąbek ! Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takim miejscem na ziemi są dla mnie, Ulu, właśnie moje ukochane Dąbki! Tutaj naprawdę odpoczywam i zbieram siły i myśli; tutaj mam prawdziwych przyjaciół i tutaj wracam, jak do domu.
      A wszystkie osoby na zdjęciu ( z wyjątkiem mojego męża i mnie :D) są z Koszalina, więc na pewno gdzieś się z nimi spotkałaś :) Nie tęsknisz za swoim miastem?
      Pozdrawiam ciepło!
      M.

      Usuń
    2. Oczywiście, że tęsknię za swoim miastem, mimo że mieszkam tylko 20 km od niego i bywam w nim średnio trzy razy w tygodniu - tęsknię... Tak już chyba pozostanie, bo ja przyzwyczajam się do miejsc i wspomnienia są dla mnie niezwykle ważne.
      Za Dąbkami jest malutka miejscowość - Dąbkowice. W niej jako dziecko spędzałam wakacje z bratem i mamą. To były dla mnie niezapomniane chwile. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Jak ja lubię Twoje opowieści z Dąbek! (-: Mam nadzieję, że magiczny leżaczek, nie tylko zregeneruje siły, ale pozwoli też snuć cudowne opowieści, na które tak czekam (-: Pozdrawiam serdecznie (-: R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magiczny leżaczek zadziałał, Reniu, natychmiast! Przyjechałam z trzema zapisanymi kartkami, a już mam pół zeszytu A4! Czas i miejsce sprzyjają, a jak się ma obok takich ludzi, jakich ja miałam szczęście spotkać, żal nawet pomyśleć, że trzeba to miejsce na jakiś czas pożegnać...
      A o Dąbkach tego lata będę jeszcze dużo pisać... :-D
      Ściskam Cię mocno!
      M.

      Usuń
  3. Ja będę chłonąć w sierpniu w Jarosławcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już teraz życzę Ci, Basiu, dobrej pogody i czasu, który wiele dobra w Tobie pozostawi. Chłoń to wszystko, co będzie Cię tam otaczać. Morze przynosi spokój, którego potrzebujemy tak bardzo w tym naszym niespokojnym świecie...
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!
      M.

      Usuń
  4. Tak sobie pomyślałam ,że są "Dwie Moniki"..jedna ta z Lublina ,a druga ta właśnie z Dąbek.Cieszę się ,że znalazłaś grupkę Przyjaciół bo jakże to ważne w naszym życiu.A tak już jeżeli chodzi o mnie,jako czytelniczce to Dąbki-to nadzieja na kolejną...historię.Zaczęłaś pisać pewnie więc już wiesz .....co chcesz nam przekazać.Zdjęcia są cudne i te z pięknem natury i równie te z pięknem nas-ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale to, Grażynko, ujęłaś. Są "Dwie Moniki", ta z Lublina, zabiegana, nadaktywna, żyjąca z kalendarzem w ręku i wciąż spoglądająca na zegarek; i ta wyciszona, chłonąca ciszę, przyglądająca się życiu, które po prostu się toczy i wsłuchana w ludzkie opowieści, powierzane podczas długich spacerów nad morzem lub przy wspólnej kawie. Mój syn powiedział mi dzisiaj, że jako mama pisarka wcale nie podnoszę głosu i się nie irytuję; natomiast jako mama zabiegana krzyczę bez przerwy :-D Ziarenko prawdy w tym jest...
      Cieszę się, że "Niebo..." wędruje :) A historia już się splata...
      Ściskam Cię, Grażynko, mocno!
      M.

      Usuń
  5. Witaj! Jeśli lubisz literaturę i nie boisz się epickich dziwolągów to zapraszam do siebie! Może moje wyimaginowane wizje umilą Ci niejeden wieczór. Zapraszam do czytania i do dzielenia się wrażeniami! ;)
    http://pustaliteratka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak