piątek, 8 lipca 2016

Wsłuchana w nadbużański oddech...

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Są takie miejsca i tacy ludzie, którzy wpisują się w serce człowieka, zostawiając po sobie tęsknotę i świadomość, że w tym kierunku zawsze jest po drodze. Są takie spotkania, których się  nigdy nie zapomina, pomimo tego, że nie odbywają się w salach bankietowych, tylko w skromnych pomieszczeniach biblioteki. Jest taki czas, który w magiczny sposób zatrzymuje się w uchwyconej chwili, bogaty w słowa, zdarzenia i tych, którzy zawsze coś ze sobą przynoszą, i nigdy nie wychodzą z pustymi rękami. 
Nadbużańskie Świerże, delikatnie wplecione w opowieść "Nieba w kruszonce", przyjęły mnie ze swoim sercem w wyciągniętych dłoniach jego mieszkańców. 17 czerwca, w parne i przedburzowe, piątkowe popołudnie, mogłam ponownie spotkać się z emanującą niesamowitą energią kierowniczką Filii Bibliotecznej w Świerżach, Beatą Soczyńską, oraz ludźmi, do których ciepła kilkakrotnie wracałam po poprzednim spotkaniu autorskim, przy okazji którego wzajemnie się poznaliśmy - KLIK

Chwile przed spotkaniem, już pełne serdeczności
Spotkanie autorskie w Świerżach
Beatka Soczyńska, kierownik Filii Bibliotecznej w Świerżach 
Fot. Marcin Piotr Oleksa

Świerże nieodmiennie kojarzą mi się z jasną stroną życia. Może to przez tą ludzką serdeczność, a może przez opowieści z przeszłości, które mocno we mnie wniknęły, pobudzając wyobraźnię. Wszystkie spędzone przeze mnie tutaj chwile pozwoliły odetchnąć, a każda z nich podarowała spokój, wyciszenie i uśmiech, który pojawia się na moich ustach, gdy pomyślę o tym małym zakątku na wschodzie Polski, tak malowniczo położonym nad samym Bugiem, nieujarzmionym i płynącym swoimi korytami, tajemniczym i pełnym zaskoczeń. 
Park Podworski, o który mieszkańcy Świerż długo walczyli, i któremu nie pozwolili zmarnieć i zarosnąć chaszczami, zaprasza na przenoszący wstecz spacer Aleją Grabową, i na chwilę odpoczynku w Altanie Kasztanowej, z której ci, co potrafią patrzeć głębiej, są w stanie zobaczyć dwór i tych, którzy tutaj mieszkali. Nic dziwnego, że bociany właśnie tutaj, w Świerżach, chcą zakładać swój dom, przynosząc tutejszym mieszkańcom swoją wierność i odrobinę szczęścia, które naprawdę można tutaj odnaleźć. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa
Moje książki czują się w Świerżach wyjątkowo dobrze :)
Bukiety polnych kwiatów podarowane wraz z sercem 
I cudowni Świerżanie...
Zasłuchani i wciągnięci w czar liter i magię słów

Przyjechałam do Świerż przywożąc ze sobą nie tylko "Niebo w kruszonce", ale i mój głód tego miejsca i ludzi, a także ciekawość co takiego się zmieniło w małej miejscowości od czasu, kiedy wędrowałam po Parku Podworskim słuchając opowieści pani Zofii Ziemiańskiej-Kois i pani Ewy Kozaczuk. 
Zamiast chleba i soli czekały już na mnie puszyste wypieki i coś, czemu nie potrafię się oprzeć, odkąd poznałam ich smak - racuchy Sylwii Jankowskiej, tak delikatne jak ona sama, i uzależniające, bo nawet ja, umiejąca zachować umiar w jedzeniu, odchodzę od talerza z racuchami Sylwii dopiero wówczas, gdy jest pusty :). Te racuchy umieściłam w "Niebie w kruszonce", a na ich spróbowanie zapraszam do Świerż, gdyż jest to tak malownicza miejscowość, że można się nią naprawdę zachwycić.

Autorka najpyszniejszych racuchów, opisanych w "Niebie w kruszonce" :)
Przy powitaniu Stachurą zwilgotniały mi oczy...
Opowieści Pani Zofii Ziemiańskiej-Kois zawsze słucham jak urzeczona
Kawa, herbata, ciasto i racuchy - było jak w kawiarence

Zamiast chleba i soli - racuchy, a w miejsce powitalnej przemowy - poezja śpiewana i Stachura w wykonaniu Rafała Jankowskiego. Wychowana na Stachurze doceniłam to wzruszeniem towarzyszącym mi do samego końca spotkania, na którym Świerżanie przygotowali dla mnie jeszcze wiele zaskoczeń i niespodzianek. Największą z nich było uhonorowanie mnie jako honorowego członka Stowarzyszenia Miłośników Świerż i Ziemi Świerżańskiej. 


Ja i Świerże przylgnęliśmy do siebie od pierwszego momentu spotkania, gdy listopadowy późny wieczór wyostrzył kontury tego miejsca lekko mroźnym powietrzem, w którym czuło się zapowiedź zimy. Poczułam wtedy magię trwającą do dziś, dlatego to wyróżnienie Świerżan uważam za zaszczyt i wierzę, że wspólnymi siłami sprawimy, że ta miejscowość odzyska swoją dawną świetność, przestanie być zaniedbanym punktem na mapie prowincjonalnego wschodu Polski, i przyciągnie niejednego zaciekawionego turystę, bo naprawdę jest tego warte! Cieszę się również, że to miejsce pokochała również Gabrysia Kotas, która dotarła tutaj z dalekiego Śląska, doceniając szczerość i serdeczność tutejszych mieszkańców - KLIK


Ten magiczny moment spotkania...
... trudno opisać słowami....
... było wzruszenie i wdzięczność...
Ewa Kozaczuk i ja, już Honorowy Członek

Spotkanie w Świerżach było trzecim spotkaniem moich wiernych i nowych Czytelników z "Niebem w kruszonce". Pomimo tego, że prowadził nas ten sam temat przewodni, każde z tych wiosenno-letnich spotkań było inne i każde, dla przybyłych na nie słuchaczy, wyjątkowe. 
W Świerżach był czas opowieści i czas dialogu. Obok refleksji snutych gdzieś w sercu, Świerżanie dzielili się nimi również głośno, dokładając do magii spotkania szczyptę swoich osobowości, wielobarwność wątków i bogactwo różnorodności. Urzeczona pięknym głosem pani Magdy, która podjęła się przeczytania większości fragmentów prezentowanych na spotkaniu, sama przez moment czułam się tak, jakbym to ja przyjechała tam posłuchać ich, tych cudownych ludzi, obok których nie da się przejść obojętnie. 


Pani Magdę najchętniej zabierałabym na wszystkie swoje spotkania:)
Lubię słuchać fragmentów swoich książek w wykonaniu Czytelników
Beatka w swoim fotograficznym żywiole:)

Czas po oficjalnej części spotkania był również wyjątkowy, godzina podpisywania książek przy dźwiękach gitary i słowach Stachury, smakowanie ciasta i racuchów, przez które nie mogłam się dostatecznie skupić na słowach, i rozmowy, rozmowy, rozmowy, dające mi możliwość poznać bliżej moich Czytelników i powiedzieć im osobiście, ile dla mnie znaczą, i jak bardzo dziękuję im za to, że otwierają drzwi swoich domów nie tylko dla moich książek, ale i  dla mnie i mojej rodziny. 
Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Beata Soczyńska, kobieta - wulkan energii, z sercem przepełnionym serdecznością, która "zaraziła" Świerżan mną i moją twórczością, i przygotowała to magiczne spotkanie, dbając o szczegóły i dopinając wszystko na ostatni guzik. Beatko, te bukiety kwiatów, które dostałam należą się właśnie Tobie, bo gdyby nie jeden telefon Marii, i Twój entuzjazm i zaufanie, ja nie miałabym pojęcia, że gdzieś na mapie jest taka miejscowość jak Świerże, a Śierżanie być może nie odkryliby moich książek i nie dodali do nich szczypty siebie, którą wplotłam w "Niebo w kruszonce". 


Beata Soczyńska i ja :) Przed Biblioteką
Fot. Marcin Piotr Oleksa
Kwiaty tak subtelne jak to świerżańskie spotkanie
Pamiątkowe zdjęcia zostają wraz ze wspomnieniami
Fot. Marcin Piotr Oleksa
;)))

Dziękuję tym wszystkim, którzy byli tam razem ze mną. Wasze imiona zapisały się we mnie głęboko, a do Waszej serdeczności wrócę, bo już tęsknię. Dobrze, że jesteście! 
Wsłuchana w nadbużański oddech układam w sobie zdania, z których utkam kolejną powieść, w której Świerżanie na pewno odnajdą cząsteczkę siebie... 
Monika A. Oleksa

Majeczka, najmłodsza uczestniczka spotkania :
Fot. Marcin Piotr Oleksa
Przed budynkiem biblioteki w Świerżach

Przyłapana na podziękowaniu...
Żałuję, że nie nagrałam tego, co usłyszałam od pani Zosi
Niezapomniane spotkanie w Świerżach...
... dołączy do kolekcji moich wspomnień...
Czas na osobistą rozmowę po spotkaniu...
... i na osobiste dedykacje...

8 komentarzy:

  1. Niczego więcej nie napiszę, ponad to co już jest zawarte w wierszu i to co Ty Moniś napisałaś. Pozdrawiam mieszkańców Świerż bardzo bardzo serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znasz, Gabrysiu, ten klimat i serdeczność Świerżan oraz siłę ich przyciągania :) Nie można o nich nie pisać, bo właśnie ze względu na swoją ogromną skromność, zasługują na to!
      Mam nadzieję, że kręgosłupy wracają do formy, a Gabrysia i Bogdan nabierają energii i sił :))) Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia i przytulenia znad morza :) Oczywiście w polarku :D
      CMOK!
      M.

      Usuń
  2. Kochana Moniko! To, co robisz, jest naprawdę wspaniałe! Podziwiam Cię! Właśnie wypożyczyłam z biblioteki świeżutki egzemplarz Twojej najnowszej książki i zamierzam utonąć w tytułowym niebie w kruszonce... Po zakończeniu lektury wyślę Ci maila z opisem moich wrażeń. Dobrze, że jesteś!
    Ściskam Cię mocno:)
    Maria Bisztyga z Tychów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Marysiu! Jak ja się cieszę, że Cię słyszę! Ostatnio bardzo intensywnie i bardzo ciepło o Tobie myślałam, z wielkimi wyrzutami sumienia :( Dlaczego, to napiszę w mailu. Tymczasem pozdrawiam Cię bardzo, bardzo serdecznie, dołączając do tych pozdrowień szum niespokojnego morza, które właśnie w takie wietrzne dni ma najwięcej do opowiedzenia... I cieszę się, że "Niebo..." jest już w bibliotece w Tychach :)))
      Przytulam Cię mocno!
      M.

      Usuń
  3. Jak to dobrze, że Gabrysie napisała o Twojej książce, bo inaczej bym Cię nie znalazła i nie poznała. Jestem Tutaj i... mam dreszcze - nie z zimna, ale piszesz tak , że docierasz prosto do mojego serca. Dziękuję:)) Ten blog to dla mnie naprawdę niezwykłe miejsce. Piszesz, że tylu było w Świerżu życzliwych ludzi, bo przecież to Ty ich przyciągasz. Dobro lgnie do dobra. Tak chyba jest. Pozdrawiam bardzo serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja, Ulu, cieszę się bardzo, że tutaj zagościłaś :) Tym bardziej, że ja Cię już od jakiegoś czasu z ciekawością podglądam...
      Ten blog to dla mnie magiczne miejsce. To taka przestrzeń, w której jestem ja prawdziwa, i do której zapraszam tych, którzy w jakiś sposób są mi bliscy. Zapraszam tutaj na chwilę zatrzymania, na refleksję, ogrzanie się przy kubku herbaty czy filiżance kawy, a także na poznanie tych, którzy są warci poznania. Pasujesz do tego miejsca:) Cieszę się, że tu jesteś! Zostań i zawsze czuj się jak długo wyczekiwany i bliski gość.
      Dziękuję za wszystkie Twoje słowa, które napisałaś. To prawda, dobro lgnie do dobra, a ludzie, których spotykamy na drodze naszego życia nie są przypadkowi...
      Pozdrawiam Cię najserdeczniej!
      M.

      Usuń
  4. W mojej bibliotece w Białymstoku trudno wypożyczyć jakąś Twoją książkę, bo są ciągle u czytelników, w ogóle nie stoją na półce, widać Cię kochają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, takie słowa to miód na serce i kolejny znak, że jeśli wkładasz w coś serce, Twoja praca zostaje doceniona:) Mam nadzieję, że będziemy miały okazję spotkać się kiedyś w Twoich stronach, bardzo chciałabym osobiście Cię poznać i wypić razem filiżankę kawy:)
      Pozdrawiam ciepło z ukochanych Dąbek:)
      M.

      Usuń