niedziela, 31 lipca 2016

Odkryj w sobie dziecko

Fot. Michał Andrzej Oleksa 

Maski, zbroje, peleryny. Konwenanse i uprzedzenia. Analiza - czy to mi się opłaci?, kategoryzowanie i osądzanie, nieufność, podejrzliwość i lekceważenie. Obrastamy w to latami. Wchodząc w dorosłość, szukamy w niej swojego miejsca i akceptacji wśród tych, do których dołączamy. Często oznacza to, że udajemy kogoś kim nie jesteśmy, aby tylko dopasować się do grupy, wśród której przebywamy. Gubimy własną indywidualność i bywa tak, że stajemy się takimi, jakimi chcą nas widzieć inni. Pozbywamy się spontaniczności, kontrolując wszystko, nawet własne uczucia i przyglądając się życiu przez wąską dziurkę od klucza w drzwiach, za którymi sami siebie zatrzasnęliśmy zostawiając świat, do którego tęsknimy. 
Czas urlopu, zwolnienia i zatrzymania choć na chwilę to dobry moment , aby odkryć w sobie to, o czym już dawno zapomnieliśmy. Dziecko. To dobry czas na to, aby spojrzeć na wszystko wokół nas ze szczerością dziecka, z jego dziecięcą wiarą i zaufaniem, bez uprzedzeń i bez strachu, który pojawia się, gdy poddajemy rzeczy analizie. Doświadczyć tego, co znajduje się dookoła mnie, wchłaniając w siebie dźwięki, obrazy i dotyk - aksamitnego piasku, chłodnej skały, chropowatej kory drzewa, wilgotnej od rosy trawy. 

W dorosłości gubimy spontaniczność 

Przyjmować świat jak dziecko oznacza zaufać i dać się poprowadzić tak, aby poprzez znaki, ludzi i zdarzenia dotrzeć tam, gdzie w wielkim planie Bożego dzieła mamy zostać doprowadzeni. To również docenianie chwili po prostu dla tej chwili, i cieszenie się tym, co otrzymuję. To spontaniczne uwolnienie radości bez zastanawiania się nad tym, czy to wypada, i szczery śmiech, którego tak bardzo dorosłym brakuje. Być jak dziecko to próbować nowego, bez chowania się do skorupy lęku, to także wychodzenie poza własne ograniczenia i brak obawy, że ktoś mnie wyśmieje. I nawet jeśli moje kroki na odkrywanej ze zdumieniem drodze są jeszcze niezdarne i nieporadne, patrząc na dziecko, które nie odpuszcza, tylko uparcie próbuje dalej mogę wierzyć, że i mnie się uda trudna sztuka nauki przewędrowania ścieżek, które dotąd wzbudzały lęk. 

Fot. Michał Andrzej Oleksa 

Kilka dni temu chłonęłam prostą radość dziecka i odkrywałam świat zaufania i doświadczania dnia wszystkimi zmysłami. Otworzyłam drzwi swojego domu dla dwóch jedenastoletnich kenijskich dziewczynek, które przyniosły nam, jako bliźniaczki, podwójne szczęście. Abigail i Aphiline znalazły się w zupełnie nowej dla nich rzeczywistości. Bez rodziców i opiekunów, podając mi z ufnością ręce poszły tam, gdzie je poprowadziłam, próbując nowego ze szczerością, która była widoczna w ich oczach. Ciekawe wszystkiego, a jednocześnie ostrożne, smakowały naszych polskich dań, przyglądały się malinom, które posmakowały zarówno jako same owoce, jak i w cieście z kruszonką, i odkrywały miejsca i ludzi, czując serdeczność z jaką zostały w Lublinie przyjęte wraz z całą grupą przybyłą do Polski na Światowe Dni Młodzieży. Spędziłyśmy razem zaledwie jeden dzień, który we wszystkich, zarówno w dziewczynkach, jak i w moich bliskich pozostawił trwały i dobry ślad. 

Czas, który zostawił we mnie trwały i dobry ślad
Fot. Michał Andrzej Oleksa 
Świat widziany oczami dziecka...
... pełen prostej radości. 

Obserwując ich prostą radość i szczęśliwe buzie zdałam sobie sprawę, jak niewiele rzeczy materialnych potrzebuje człowiek, aby być prawdziwie szczęśliwym. Czasami potrzeba tak niewiele, aby dzieląc się tym z innymi ze szczerością serca, otrzymywać dużo więcej. Uśmiech, który prowokuje wiele innych uśmiechów; wyciągnięta w geście pokoju ręka, którą ktoś uściśnie i ten uścisk poda dalej; dobre słowa, którymi obsypywałam dziewczynki, dając im poczucie, że są tutaj, w moim domu kimś wyjątkowym, bo wierzę, że przyjmując je i każdego innego gościa, przyjmuję Boga w człowieku, ku któremu w jakiś sposób zostałam posłana. 
To wszystko dziecko czyni z cechującą go naturalnością, a my, dorośli, paradoksalnie musimy dorosnąć do tego, aby być jak dziecko, nie zatrzymując się jednakże na poziomie infantylności i dziecięcej niedojrzałości, ale patrząc na świat ufnymi oczami dziecka zrozumieć, jak wiele uda mi się dostrzec, odkryć i doświadczyć, gdy odrzucę to wszystko, co mnie ogranicza i zniewala. 
To dobry moment, by przystając w utrwalonej schematami codzienności, odkryć w samym sobie to, co jak dziecku, pozwoli mi spojrzeć na świat z ufnością i wiarą, że życie jest prawdziwym darem i przygotowało dla mnie wiele zaskakujących niespodzianek, po które mogę wyciągnąć ręce, jeśli tylko pozbędę się lęku. 
Monika A. Oleksa 


Fot. Michał Andrzej Oleksa 
Fot. Monika Anna Oleksa 
Fot. Michał Andrzej Oleksa 

4 komentarze:

  1. Jaki piękny wpis Moniś - teraz kiedy smutno trochę się zrobiło, po zakończonych Dniach Młodzieży. Chłonęłam te radość młodych ludzi całą sobą, czując jednocześnie w środku smutek że nie do wszystkich ona dociera. Nie dociera do tych zbyt wcześnie "emerytowanych"... W ciągu tych kilku dni i ja w sobie poczułam radość dziecka i naładowałam swoje akumulatorki, mimo że młodzieżą juz nie jestem :) Ale widząc Marcina i Ciebie - nie tylko ja jedna tak mam:) Piękne zdjęcia i piękne wspomnienia, niech "kanapowcy" zazdroszczą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Gabrysiu, poruszyło Cię dokładnie to samo w słowach Franciszka, co i nas. Przez te dni towarzyszyliśmy młodym i Papieżowi przed telewizorem, czerpiąc tę radość młodych ludzi, która przekraczała nie tylko granice państw, ale i płaskie ekrany telewizorów, laptopów i komputerów. Pomimo tego, że osobiście nie byliśmy w Krakowie, przeżyliśmy ten czas tak, jakbyśmy byli tam obecni. A jak tylko usłyszeliśmy "Panama" wszyscy doszliśmy do wniosku, że chcemy tam być za trzy lata :D I wiesz, Ciebie też tam widzę, Gabrysiu :D A w Tobie ta radość dziecka jest naprawdę, i jeszcze daleko Ci do emerytury jakiejkolwiek! :-D I tego w sobie nie zmieniaj, kochana!
    Ściskam mocno stęskniona!
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe doświadczenie i znów cząstka dobroci powędrowała dalej. Warto choć na chwilę poczuć w sobie dziecko, czy to na wakacjach czy przy okazji spaceru lub takich właśnie spotkań. Ja, jak to Gabrysia określiła, chyba tym kanapowcem jestem, ale kiedyś uczestniczyłam w ŚDM w 1991 roku z Janem Pawłem II. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uleńko, ja tylko zacytowałam Papieża w odniesieniu do młodych, którym nie chce się nawet telewizora włączyć by popatrzeć na radość płynącą z tego ogromnego wydarzenia bo się ‚ nie opłaca i nic z tego nie ma” a już nie mówiąc o jakimś większym poświęceniu . Sama to wszystko z kanapy oglądałam ;) i podziwiam Monikę za jej poświęcenie i zaangażowanie.

      Usuń