niedziela, 24 lipca 2016

Dwadzieścia lat minęło...

Minęło jak jeden dzień....

Jak zaczęła się ta historia wpisana w księdze życia dwóch istnień splecionych w jedno życie? Kiedy i gdzie pojawiła się w głowie nieśmiała myśl, że to ktoś najważniejszy w moim życiu, i że być może..., i że gdyby... to ja bardzo...
Myślę, że dwie odpowiedzi na to samo pytanie różniłyby się nieznacznie, ale i tak wszystko zaczęło się od listów. Listów kierowanych do zupełnie innego adresata, który, z poczucia dumy czy pychy, czy też zwykłego przechwalstwa, dzielił się nimi z kolegą. Listy przychodziły regularnie, a kolega z każdym kolejnym nie mógł się doczekać następnego, poznając duszę dziewczyny, którą znał tylko ze zdjęcia. A potem ją zobaczył. On wiedział o niej niemal wszystko, znał ją - nie znając. Ona usłyszała tylko jego imię. Marcin. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że na tym imieniu oprze cały swój świat, i że stanie się ono porankiem i wieczorem, i że będzie brzmieć jak najpiękniejsza melodia, którą chce się nieustannie odtwarzać i słuchać. 


Fot. Beata Soczyńska 

Ale życie to nie bajka i nie było, jak w romantycznym filmie, długiego spojrzenia i miłości od pierwszego wejrzenia ze świadomością, że to ten jedyny i ta jedyna. Harmonię dusz, która ich połączyła, odkrywali stopniowo. On nadal czytał jej listy, teraz już wiedząc jak wygląda, od czasu do czasu zadzwonił, ale wiedział, że ona jest dziewczyną kolegi i nic z tym zrobić nie może. A ona tkwiła w związku, który prowadził donikąd, wspominając szare oczy, za którymi podświadomie tęskniła. 
Minął rok. Chłopak wyszedł z wojska i przestał czekać na listy, a dziewczyna nie wiedziała skąd w niej tyle smutku...
Przypadkowe spotkanie sprawiło, że odkryli się na nowo. Przegadali pół nocy rozstając się ze świadomością, że życie lubi komplikować ludzkie losy. Podobno jednak przypadki są niczym innym, jak propozycjami składanymi nam przez los. Chłopak i dziewczyna nie chcieli już żyć z tęsknotą. Zaufali miłości, która narodziła się pewnej mroźnej i bardzo śnieżnej zimy... 

Zaufać miłości to przestać żyć z tęsknotą i niepewnością 

Od tamtej zimy minęło prawie 23 lata. A tego roku, 29 czerwca, Monika i Marcin świętowali dwadzieścia lat swojego małżeństwa:). 

Monika i Marcin

Czy miłość z biegiem czasu się wypala? Czy traci swoją siłę, blaknie i staje się jedynie przyzwyczajeniem? Zmienia się. Dojrzewa, jeśli odpowiednio o nią dbamy, i jak dobre wino, które leżakuje w odpowiednich dla niego warunkach, nabiera smaku i mocy. 
Dojrzała miłość uczy dawania i wyzbywa się egoizmu. Nie poszukuje swego i nie odgradza się milczeniem. Nie dzieli niczego na "twoje" i "moje", bo wie, że jeśli połączyła dwa istnienia swoją siłą, one nie żyją już oddzielnie, ale stają się jednością i pomimo różnic w charakterach, potrafią żyć w harmonii, szanując swoją odrębność. Taka miłość jest jeszcze piękniejsza niż ta, która dopiero się rodzi, bo dwoje bliskich sobie ludzi nie udaje przed sobą kogoś innego, i nie stara się za wszelką cenę pokazać siebie z jak najlepszej strony. Ta miłość dopełnia i akceptuje, przyjmując słabości jako część wpisaną w drogę, której wspólnie się podjęli.  

Dojrzała miłość jest jeszcze piękniejsza niż ta, która się rodzi

Dojrzała miłość nadal ma w sobie porywy i uniesienia, i podobnie jak na początku rodzącego się uczucia potrafi sprawić, że motyle w brzuchu nadal się pojawiają i trzepoczą swoimi skrzydełkami, pozwalając zobaczyć w człowieku, z którym dzieli się życie, tego dwudziestopięciolatka w którym kiedyś do obłędu się zakochałam. 
I wciąż za nim szaleję, z czułością dotykając pierwszych linijek wyżłobionych przez czas na jego twarzy.
Po dwudziestu latach małżeństwa tak wiele rzeczy wzrusza mnie w moim mężu. Podziwiam go za to, jakim jest człowiekiem i jestem dumna z tego, co osiągnął swoją ciężką pracą. I nawet jeśli widzę jakieś niedoskonałości, akceptuję je, bo przecież nikt z nas nie jest doskonały, a mojego męża pokochałam za to, jaki jest, a nie za obraz i wyobrażenie o nim, które stworzyłam. 
Dwadzieścia lat, które minęło, wiele nas nauczyło. Gdyby można było cofnąć czas, wielu błędów oboje byśmy nie popełnili, i być może udałoby nam się uniknąć kłód podrzucanych przez los. A może i nie... Może gdyby nie było tych błędów i kłód, nasza miłość nie miałaby szansy doświadczenia siebie w warsztacie, w którym została oszlifowana, stając się prawdziwym klejnotem. 

Oszlifowana i poddana wielu próbom, stała się prawdziwym klejnotem

Dwudziesta rocznica ślubu to rocznica porcelanowa. Dwudziestoletnia miłość, podobnie jak porcelana, jest piękna i zachwycająca, ale krucha i trzeba na nią bardzo uważać, aby nie obszczerbić ani nie obtłuc.
Wzajemna troska o siebie, problemy i radości dzielone na pół, potrzeba bliskości i wsparcie, czułość i rozmowa, wspólne pasje, ale i zrozumienie potrzeby indywidualności, odrębności, a czasami nawet odosobnienia; wzajemny zachwyt nad sobą, nieprzypadkowy dotyk i słowa, które zauważają; to wszystko tworzy miłość, której nie pokona pierwsze niepowodzenie czy zadraśnięcie, ani świat pełen pokus i fałszywych podszeptów. Szanując się nawzajem i dopełniając w sobie braki wyszczerbione życiem, małżonkowie wzrastają w miłości, której siłą staje się ich wzajemne oddanie. Umiejętność zaś dziękowania za wspólne dni, i docenianie najdrobniejszych gestów pozwala tej żywej miłości płonąć i dawać świadectwo, że "miłość nigdy nie ustaje", jeśli tylko nauczymy się o nią troszczyć i dbać ze świadomością, że jest czymś najcenniejszym, co mogło się nam przytrafić. 
Mojemu mężowi, Marcinowi, za każdy dzień z tych dwudziestu lat - dziękuję!
Monika A. Oleksa 

Coś najcenniejszego, co mogło nam się przytrafić!
Świętowaliśmy w ukochanych Dąbkach...
Z ludźmi najbliższymi...
... których obecność jest dla nas ogromnie ważna...
Fot. Łukasz Sawicki


11 komentarzy:

  1. Cieszę się wspólnie z Wami. Gratuluję tych wspaniałych dwudziestu lat razem. Trzymajcie tylko tak dalej !!! Nie nie zmieniajcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamierzamy zmieniać niczego! No, może oprócz mieszkania... :) Dziesięć lat temu byłeś z nami, pamiętasz? Musimy w końcu poświętować razem :D
      Pozdrawiamy bardzo ciepło całą Waszą czwórkę!
      M. i M.

      Usuń
  2. Dobrze jest móc tak pięknie podsumować tyle lat małżeństwa. Dobrze mieć w perspektywie kolejne szczęśliwe dziesięciolecia.
    Często się słyszy, że niektórym jest to dane, a inni nie mają tyle szczęścia. Ale ja myślę, że - tak jak napisałaś, Moniko - nic tu nie jest dane z góry, tylko wymaga wzajemnego obdarowywania się szczęściem dzień po dniu i rok po roku. Wzajemnego - bo tylko wtedy ma się poczucie, że warto, że miłość wzrasta, że jest coraz piękniejsza. A to piękno to też nie jest żadna romantyczna bajka, tylko głębia, której można doświadczyć, jedynie żyjąc z kimś w harmonii przez tyle lat. Dobrze móc uświadomić to sobie w czasie porcelanowej rocznicy, ponieważ porcelana, choć krucha, jest tak cenna, że chronimy ją i w ten sposób trwa, przekazywana z pokolenia na pokolenie, nieraz przez wieki. Tak, z pokolenia na pokolenie, bo Wasze Dzieci, owoce Waszej miłości, patrzą na Was i czerpią - nie tylko przykład, ale także siłę oraz przekonanie, że warto i że się da.
    Najserdeczniej Was ściskam i całuję!
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiolu, bardzo, bardzo Ci dziękuję za te słowa, piękne i pełne głębi i mądrości. To prawda, że nic nie jest dane z góry, trzeba się o siebie wzajemnie troszczyć i dbać o uczucie, które jest kruche i wymaga pielęgnacji. A przykładem przekazujemy naszym dzieciom dużo więcej, niż słowami. Nasi chłopcy często "nakrywają" nas, jak się przytulamy czy całujemy. Ich komentarz to takie: "No nie!", ale oczy i buzia im się śmieją :D Myślę, że to właśnie w rodzinie jest najważniejsze, ta bliska więź małżonków, która wyposaża nasze dzieci na przyszłość.
      Ściskam Cię bardzo mocno!
      M.

      Usuń
  3. Monia gratuluję z całego serca! :) piękna historia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelinko, dziękuję! Moi chłopcy mówią, abym kiedyś napisała o tym książkę, bo kręte ścieżki nas do siebie prowadziły :)
      Pozdrawiam Cię bardzo, bardzo cieplutko kochana!
      M.

      Usuń
  4. Dwa Anioły się w świecie wielkim
    spotkały
    za ręce złapały
    i wyruszyły
    A Pan Bóg na każdym kroku
    dawał im siły
    Nie raz się Anioły
    potknęły
    bo droga wyboista była
    lecz jak wiadomo - w Miłości siła
    I tak Anioły
    z pomocą Bożej Miłości
    dają światu juz dwadzieścia lat
    mnóstwo piękna i radości
    Moniko Marcinie
    Porcelanowa Wasza rocznica
    zachwyca
    i przykład nam daje
    że prawdziwa Miłość
    nigdy nie ustaje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, z serca Ci, kochana, dziękujemy za ten wiersz i słowa, które wzruszyły. Dziękuję za Waszą pamięć i za obecność w naszym życiu.
      Przytulamy mocno!
      M. i M.

      Usuń
  5. Taki blask w oczach może sprawić tylko piękna miłość! Gratuluję serdecznie i życzę kolejnych lat w szczęściu i harmonii (-: Tobie Moniko przesyłam najserdeczniejsze życzenia w dniu święta drugiej patronki (-: Pozdrawiam serdecznie R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu, dziękuję, bo zawsze pamiętasz! Takie drobne rzeczy, ale ogromnie cieszą, a ja je bardzo doceniam!
      Przytulam mocno!
      M.

      Usuń
  6. Piękna opowieść, Moniko... A najpiękniejszy jest blask w Waszych oczach:) Niech ten blask nigdy się nie zmniejszy, niech zawsze jednakowo Was ogrzewa! Przepraszam, że - spóźnione, ale - najserdeczniejsze składam Wam życzenia <3

    OdpowiedzUsuń