wtorek, 22 listopada 2016

Wtorkowe Spotkania Kulturalne: Koncert Muzyki Filmowej

źródło

Gdyby ktoś zabrał mi pióro i kartki papieru, i zakazał pisania, umarłabym, bo nie potrafię bez tego żyć. Pisanie jest we mnie, jest mną. Słowa, które noszę w sobie wypełniają mnie, dopełniają, tworzą światy, w jakich współistnieję równolegle do tego rzeczywistego. Podobnie jest z muzyką. Lubię ciszę i cenię ją, ale nie potrafię żyć bez muzyki. To ona mnie inspiruje i pomaga przenieść się tam, gdzie jedyne granice zakreśla moja wyobraźnia i odpowiednie słowa, których poszukuję, aby opisać to, co czuję i widzę oczami duszy.
Muzyka mnie porusza i przenika do każdej cząsteczki mojego ciała. Potrafi mnie wzruszyć, zirytować, unieść nad ziemią, zenergetyzować lub przygnębić. Doskonale dopasowuje się do mojego nastroju, przytulając gdy tego potrzebuję, lub popychając do działania, gdy za bardzo się nad sobą roztkliwiam. Muzyka towarzyszy mi w mojej codzienności, najbardziej jednak cenię te chwile, kiedy mogę słuchać jej na żywo, jak uzależniony nałogowiec rozkoszując się dźwiękiem, którego nic nie jest w stanie mi zastąpić. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Całkiem niedawno miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w Koncercie Muzyki Filmowej, który odbył się w Lublinie 13 listopada. Przyznam szczerze, że poszłam na ten koncert bez żadnych oczekiwań, wyszłam natomiast pod tak wielkim wrażeniem, że niemal unosiłam się nad ziemią poruszona pięknem, jakiego doświadczyłam. 
Można oglądać film oczami duszy i można słuchać muzyki sercem. Nie mogło jednak być inaczej, kiedy całe wydarzenie poprowadził Tomasz Raczek, a wzięli w nim udział tacy wykonawcy jak Janusz Radek, Andrzej Piaseczny, Robert Kiljański, Mieczysław Szcześniak, Krzysztof Cugowski i Justyna Steczkowska, której jednak było zdecydowanie za dużo w tym koncercie, i w drugiej części słuchacz czuł się znużony jednym tylko i tym samym głosem kobiecym wokalistki, która praktycznie nie schodziła ze sceny. 
Artystom towarzyszyła fenomenalna Orkiestra Tomasza Szymusia, a publiczność oprócz wokalu i brzmienia kultowych utworów mogła podziwiać układy taneczne w wykonaniu mistrzów swojej klasy, na tle choreografii multimedialnej, do której jakości jednak po gali "Broadway in Lublin" i możliwości oglądania najlepszych, miałam wiele zastrzeżeń. 
Samo jednak wydarzenie miało ogromną wartość artystyczną, prowadząc słuchaczy po tak różnorodnych ścieżkach dźwięku i emocji, że potrzeba było przerwy, aby uspokoić zawroty głowy i oszołomienie tym, czego doświadczała publiczność podróżując po filmowym świecie wraz z muzyką, która przenikała słuchaczy i wprawiała w stan muzycznego upojenia i zachwytu. Bo jak można pozostać obojętnym, gdy Mietek Szcześniak wzruszająco wyśpiewał kultową piosenkę Whitney Houston z filmu "Bodyguard" - "I Will Always Love You", i jak można było nie rozmarzyć się słuchając "She" z filmu "Notting Hill" w wykonaniu Piaska, czy nie otrzeć łzy zebranej w kąciku oka, kiedy Robert Kiljański wędrował wokalnie po ulicach Filadelfii. Kultowe filmy i kultowe melodie w wykonaniu naprawdę najlepszych męskich głosów. 

źródło
  
Kiedy zabrzmiały pierwsze dźwięki "Skyfall", w oczach publiczności pojawiło się pytanie, kto, oprócz Adele, może się z tym zmierzyć i konkurować z jej charakterystycznym uroczo zachrypłym głosem i mistrzowskim wykonaniem? Ale gdy na scenie pojawił się wokalista, nikt nie miał wątpliwości, że równie po mistrzowsku zmierzy się z tym wyzwaniem. Krzysztof Cugowski został powitany u siebie w  Lublinie oszałamiającymi i długo nie cichnącymi brawami, których posypało się dużo więcej po tym, jak wybrzmiały ostatnie nutki "Skyfall". Dla równowagi, w drugiej części koncertu pokazał się od strony bardziej lirycznej, wykonując utwór z "Dirty Dancing", niezapomnianego filmu mojej młodości, "She's Like the Wind". Tomasz Raczek przypomniał w tym miejscu postać Patricka Swayze, którego plakatami obwieszone były wszystkie ściany w moim pokoju nastoletniej panienki ;). 



W ciągu tego wieczoru towarzyszyły nam wielkie polskie nazwiska - Wojciech Kilar, Roman Polański, Krzysztof Komeda, Marek Hłasko. Ich "American dream" stał się rzeczywistością, a owoce ich pracy pozostawiają niezatarty ślad w każdym, kto się z nimi zetknie i otworzy na nie swoją wrażliwość. Symfoniczna muzyka z filmu "Dziewiąte wrota" czy "Dziecko Rosemary", z wokalizą wyśpiewaną przez Justynę Steczkowską, przyprawiła o ciarki, poruszyła głęboko i pozostała, pomimo skończonego koncertu. 
Nie sposób wymienić wszystkich utworów, jakie wybrzmiały, ani oddać słowem towarzyszących słuchaczowi odczuć. Nie sposób określić całej gamy wrażeń ani opisać dźwięków, jakie spływały ze sceny wraz z pojedynczymi łzami, wymykającymi się niepostrzeżenie. Zasłuchani w opowieść Tomasza Raczka, wielkiego filmowego autorytetu, i w muzykę, która niewidoczną smugą, jak delikatny zapach perfum czy para unosząca się nad świeżo zaparzoną kawą, docierała do każdego człowieka na widowni, trwaliśmy nieporuszeni, chłonąc każdą podarowaną chwilę i zanurzając się w muzyce, która była wszędzie, w każdym zakamarku wielkiej sali i w każdym wnętrzu, które się na nią pootwierało. Magia muzyki zatrzymała czas. Wskazówki stanęły, świat na zewnątrz odpłynął, zostały tylko dźwięki i wyświetlany pod zamkniętymi powiekami film, którego sceny zmieniały się wraz z melodią. Niezapomniany czas i chwile, które uwrażliwiły na piękno życia, i uświadomiły sens zatrzymywania właśnie takich chwil jak ta, do której można wracać, by odszukać tę odrobinę szczęścia, jakie ja osobiście odnalazłam w trakcie koncertu. 

Centrum Spotkania Kultur w Lublinie
źródło

Jedynym mankamentem filmowego wydarzenia była zupełnie niepasująca do tak wyjątkowego koncertu sala, a w zasadzie hala sportowa, która mnie, estetce, bardzo przeszkadzała, szczególnie gdy miałam świadomość, jak bajecznie wybrzmiałby ten koncert w Sali Operowej lubelskiego Centrum Spotkania Kultur. Wierzę, że w przyszłym roku właśnie tam obejrzymy podobne wydarzenie, mając możliwość zachwycić się nie tylko dźwiękiem i oprawą,  ale również tym, co dookoła.
Koncert Muzyki Filmowej polecam gorąco, bo to prawdziwa uczta dla najbardziej nawet wymagającego konesera, a Artystom składam wielkie wyrazy uznania, dziękując za emocje, jakich dostarczyli swoim głosem i włożonym w występ sercem.
Monika A. Oleksa         

Sala Operowa w Centrum Spotkania Kultur
źródło

1 komentarz:

  1. Też miałam okazję iść na taki koncert, ale czasu nie było i w końcu nie poszłam :( A teraz żałuję :(

    Buziaczki! ♥
    Zapraszam do nas 😍
    Świat oczami dwóch pokoleń

    OdpowiedzUsuń