Rozmyślania w zatrzymaniu i oczekiwaniu

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Pogubiły mi się dni. W mroku ciemnych, lecz jakże radosnych poranków oczekiwania, pochowały się po kątach i porozbiegały, zostawiając mnie z poczuciem brakujących elementów, które muszę pozbierać. 
Mam wrażenie, że zbliżając się do umownie wyznaczonej mety, jaką jest koniec roku, czas przyspieszył. Dopiero co były październikowe broadwayowskie emocje, w czasie których listopadowa mgła wydawała się czymś odległym, a potem tak subtelnie rozpoczął się listopad, swoją miękką szarością łagodząc kanty ostrej rzeczywistości. Zanim zdążyłam wsłuchać się z zadumą w dobiegający zza mlecznej mgły szept, stanęłam twarzą w twarz z uśmiechniętym grudniem, zadając mu z zaskoczeniem pytanie: "Ty już tutaj?". 

Fot. Beata Soczyńska 
  
Czas przesuwa się na swojej osi z płynnością paciorków różańca, obdzielając kolejnymi dniami, a ja oglądam się za siebie z niedowierzaniem kręcąc głową, że tak szybko minęły. Mam jednak poczucie, że żaden z nich nie był bezowocny, i tak myślę, że o to właśnie w tym życiu chodzi. Aby mieć to poczucie, że bez względu na to, ile czasu dostaniemy, wykorzystać go tak, aby zostawić w każdym z dni kawałek czegoś od siebie. Swój uśmiech, skierowany do kogoś kto się zupełnie tego nie spodziewa; swoją obecność tam, gdzie nic za to nie dostaniesz, z wyjątkiem "dziękuję", albo "dobrze, że jesteś", szepniętym gdzieś w półmroku pokoju; dotyk, przytulenie, rozmowę i bezcenny czas, który ma największą wartość w czasach, gdy życie tak goni od mroku świtania do zmroku zmierzchania. 

Fot. Beata Soczyńska 

Zostawić swój ślad w każdym z dni, których doświadczamy to nie zaistnieć i wyeksponować swoje "ja", narzucając je innym, ale być tuż obok drugiego człowieka, na wyciągnięcie ręki, bez krzykliwości, lecz z czujnością i troską, i bez lekceważenia kogoś tylko dlatego, że nie może mi nic dać w zamian. To nie spektakularne osiągnięcia stanowią o wielkości człowieka, i nie liczba "lajków" na facebooku, lecz drobne gesty, których nie zobaczymy w Internecie, a które wpiszą się nieścieralnym atramentem pamięci i wdzięczności w życie tych, przy których się tak po prostu zatrzymamy, dając im do zrozumienia, że w swojej zwyczajności są kimś niepowtarzalnym. 

Chwile zatrzymania z przyjaciółmi - bezcenne! Ślad wpisany w grudniowe dni

Mój ślad w każdym z przemykających dni to budowanie dobrych relacji z tymi, którzy wchodzą w moją codzienność. To docenianie tego, co w każdym z tych dni odnajduję i zauważenie tych drobiazgów, którymi - często niezauważalnie, obdarowują mnie najbliżsi. To również dobre słowa, które rozgrzeją od środka i zostawią nadzieję, i które nie będą narzekaniem na codzienność, jaką przecież sami wokół siebie tworzymy. Żyjemy na tym świecie nie po to, aby przebiec przez miesiące i lata, chwytając bez zastanowienia to, co jest po drodze, ale po to, żeby doświadczyć go wszystkimi zmysłami z poczuciem, że nie przeoczyliśmy tego, co najważniejsze. 

To, co najważniejsze... 

Pogubiły mi się dni. W sobotni poranek obudziłam się wyrwana z głębokiego snu dźwiękiem telefonicznego alarmu, i przez dobrą chwilę zbierałam myśli, zupełnie nie mogąc sobie przypomnieć jaki jest dzisiaj dzień tygodnia, i jakie obowiązki na mnie czekają. 
Pochowane po kątach w grudniowym półmroku poranka dni uśmiechały się do mnie figlarnie, migocząc dobrymi wspomnieniami minionych chwil. I chociaż jeszcze, w sennej półświadomości, nie potrafiłam ich rozróżnić, wiedziałam, że wszystkie wypełnione są pokojem i spełnieniem, które jest we mnie. Bo przecież w każdy z dni składających się na naszą codzienność, wkładamy to, co jest w nas samych. Jeśli nosimy w sobie rozedrganie i rozkrzyczenie, to samo odnajdziemy w dniu, w który wejdziemy o poranku; pustka w nas odbije się pustką na zewnątrz, a przygnębienie, które niczym pajęczyna zasłania nam światło, zdeterminuje działania, jakie podejmiemy. 
Bliskość świąt Bożego Narodzenia i cichy żłóbek emanujący najczystszą miłością i pokojem to dobry moment, aby przystanąć w zasłuchaniu w to, co jest we mnie. Bo jeśli coś przeszkadza, właśnie teraz jest czas, który dostajemy, aby w oczekiwaniu na coś więcej niż rozmigotane światełka, choinkę i zastawiony stół, uświadomić sobie własne braki lub nadmiar złych emocji, które frustrują i przygnębiają, i aby zrobić choć jeden mały krok ku przemianie tego, wypływa ze mnie i dotyka moich dni, nie przynosząc radości. Pogubiły mi się dni, ale je odnajdę, pozbieram starannie i zachowam z nich to, co w sobie poukrywały... 
Monika A. Oleksa   

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Komentarze

  1. Masz rację, Moniko. Bardzo ważne jest zatrzymanie się na chwilę. Pozwala ono zobaczyć to co ginie, kiedy pędzimy, pozwala dostrzec piękno i radość życia. Przekonałam się o tym nie jeden raz. Teraz też tego doświadczam.
    Pozdrawiam serdecznie,
    D.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak