niedziela, 25 sierpnia 2013

Powroty do Nałęczowa

Bolesław Prus i ja w Nałęczowie:) Fot. Marcin Oleksa


Kocham Nałęczów za jego niezmienność i wszechobecny spokój, który po każdej mojej wizycie w tym miasteczku przywożę ze sobą. Nałęczów wycisza. Zatrzymuje. Otula atmosferą uzdrowiska, które gubi pośpiech i cieszy oczy zielenią, zapraszającą do spacerów i zamyśleń w nałęczowskiej ciszy. Za każdym razem kiedy tam przyjeżdżam, uśmiecham się do swoich myśli i mijanych w parkowych alejkach ludzi. Mój czas tam traktuję jak ucieczkę od codzienności. Nie na długo. Na chwilę. Ale ta chwila wystarczy, aby mnie naładować dobrą energią, wypełnić głowę słowami, które po powrocie przelewam na papier, i dać siłę do kolejnych dni, w które wchodzę z tą radością, jakiej zaczerpnęłam właśnie tam. W Nałęczowie.
Nie zdziwiło mnie to, że Wiesława Bancarzewska uciekła do tego miejsca, które ja pokochałam jeszcze w dzieciństwie, i opisała to w niedawno wydanej powieści "Powrót do Nałęczowa". I chociaż wchodziło mi się w tę książkę dość ciężko i kilka razy ją odkładałam, pokusa Nałęczowa była zbyt silna, a ciekawość przeprowadziła mnie, później już z wypiekami na twarzy, do samego końca. Nałęczów lat trzydziestych ubiegłego wieku. Epoka, w której chciałabym pobyć choć przez miesiąc. Znajome uliczki, po których już wtedy spacerowali ludzie bez pośpiechu i błędnego spojrzenia; bez terminów, które ich wiązały i bez ciągłego spoglądania na ekran komórki w celu sprawdzenia godziny czy przychodzących esemesów. Powietrze nałęczowskie w książce Wiesławy Bancarzewskiej pachnie modrzewiem; dla mnie pachnie lipami. To tutaj, do Parku Zdrojowego w Nałęczowie, każdej jesieni przyjeżdżamy po kasztany i spacerujemy po chodniku wyłożonym kolorowymi liśćmi. W lecie ściągają nas do Nałęczowa najlepsze lody w Polsce, z cukierni Pawłowscy. Przy smaku kawowym, w którym czuć autentyczne ziarenka zmielonej kawy, po prostu odpływam i delektuję się ich aksamitnością, zupełnie jak ulubioną latte w nałęczowskiej "Ewelinie". Z "Eweliną" łączy mnie wiele dobrych wspomnień. Tutejszym ciastom nie sposób się oprzeć ( a w ciastach jestem wybrednym smakoszem!), a dodatkowo każdy kawałek przyprawiony jest ciepłym uśmiechem przemiłych pań, Pani Ani i Pani Basi, które nadają temu miejscu specyficzny klimat. 
Tydzień temu, w ciepłą sierpniową sobotę, w "Ewelinie" właśnie spotkałam się z moją wierną Czytelniczką, Kasią i jej mężem, Michałem. Wybrałyśmy to miejsce nieprzypadkowo. Mieszkamy w dwóch różnych miastach i dzieli nas trochę kilometrów. Kasia napisała do mnie przemiłe słowa w marcu. Przeczytała obie moje książki i chciała się tym ze mną podzielić. Ją też zauroczyła "Ewelina", którą opisałam w "Ciemnej stronie miłości" i w której Kasia spędziła miłe chwile; napisała mi więc o tym, skromnie i nieśmiało. I tak zaczęły się nasze "spotkania" i wymiana myśli oraz słów. Ale te pisane przestały wystarczać i zapragnęłyśmy się spotkać, popatrzeć na siebie i porozmawiać. Tak po prostu; po ludzku. Jak dwie kobiety, które wiele ze sobą łączy. Nie zastanawiałyśmy się wcale nad miejscem spotkania; ono było oczywiste - nałęczowska "Ewelina". Połączyła nas na trasie Lublin-Warszawa i podarowała nam chwile, których nie zapomnę. Godziny spędzone razem przeleciały biegiem, o wiele za szybko! Wspólna kawa i niebo w gębie, czyli ciastko w "Ewelinie" :); długi spacer i obowiązkowe lody; a w tym wszystkim słowa, słowa, słowa, których nie brakowało i tylko czas upływał nieubłaganie. Kasia, z jej skromną i piękną osobowością i wielką wrażliwością, też jest z tej samej bajki. Pan Bóg hojnie mnie obdarował przez ten rok, stawiając na mojej drodze naprawdę wspaniałych ludzi. Za nich wszystkich - DZIĘKUJĘ! A Tobie, Kasiu, dziękuję za te cudowne chwile w Nałęczowie i czas, który spędziłaś ze mną. Mój apetyt wzrósł i czekam na kolejne, wspólne kawy:)
Wczoraj, korzystając z ostatnich tak pięknych dni lata, zabrałam do mojego Nałęczowa Karolinę  i jej Mamę, panią Irenkę. 

Nasze zatrzymanie przy kawie i pysznym ciastku w "Ewelinie"

Z wielką radością pokazałam im Nałęczów bliski mojemu sercu i widziany moimi oczami. Zaczęłyśmy od spokojnego i leniwego przedpołudnia w "Ewelinie", a potem przespacerowaliśmy Aleją Lipową do parku, pięknie przystrojonego w zieleń. Z daleka ukłonił nam się Pałac Małachowskich, który przywitał nas jak tylko przekroczyliśmy bramę prowadzącą do parku; naprzeciw nam wychodziły ze stawu kaczki i łabędzie; gotowe zaprzyjaźnić się z Karoliną za kawałek chleba. Poprzystawaliśmy przy stoiskach z ręcznie robioną biżuterią i innymi cudami wytworzonymi ręką człowieka i złożyliśmy wizytę panu Prusowi. Nałęczów oddawał nam swój spokój i energię, a dla nas niesamowite było to, że spacerujemy po tych samych alejkach, po których spacerowali wielcy pisarze, między innymi, Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski, i Bolesław Prus, który na zawsze pozostał już w Nałęczowie, zasiadając godnie na swojej ławeczce. To był dobry czas, który wiele nam podarował. Pani Irence trafił się nawet adorator!, ale pilnie jej strzegliśmy:) 

Na wyspie, z wizytą u kaczek i łabędzi
     

Spacer wokół stawu i niespieszne, wczesne popołudnie
     

Nie wiem, o czym Karolcia rozmawiała z B. Prusem, ale spędzili ze sobą trochę czasu:)

Nałęczów nie ma w sobie pośpiechu, i za to kocham go najbardziej. I powracam do niego za każdym razem, gdy życie za bardzo dokuczy, lub gdy za bardzo się rozpędzi. Was też gorąco tam zapraszam:) Koniecznie wstąpcie na ciastko do "Eweliny". Nie pożałujecie! 
Na dobry początek nowego tygodnia podzielę się wierszem napisanym przez poetkę Panią Czesławę Dąbrowską, która pokochała Nałęczów tak jak ja, i oddała mu swoje serce i wiersze: 

Milcząca miłość 

Księżyc zawisł nad Nałęczowskim Parkiem
szliśmy bez słów...
Drzewa z zazdrością patrzyły
na przytuloną głowę
do twojego ramienia... 
Oczy z pomnika 
Stefana Żeromskiego
jakby ożyły na chwilę... 
Ptaki obudzone głośnym biciem serc
zachwycały się
miłosnym dialogiem milczenia... 
Wiersz pochodzi z tomiku Czesławy Dąbrowskiej "Nałęczów moja miłość", wydanego w 2000 roku przez lubelskie wydawnictwo POLIHYMNIA
 Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Oleksa
  

9 komentarzy:

  1. Ach gdyby był ożył na tę jedną chwilę.
    Zazdroszczę tego wypadu i tych smakołyków, które tak opisałaś, że aż zapragnęłam poczuć tę atmosferę Nałęczowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie. Jak będę miała kiedyś okazję to muszę wybrać się do Nałęczowa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dawno temu byłam w Nałęczowie, ale nie poznałam mojej imienniczki z takimi smakołykami :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety nigdy nie byłam w Nałęczowie, ale to piękne miasto, co widać na Twoich zdjęciach i opisach. No i wiersz daje do myślenia..
    http://qltura.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że dołączam się do "ochów" i "achów" dotyczących pięknego Nałęczowa i wszystkich serdecznie tutaj zapraszam :). A przy okazji jak ktoś zaczepi Nałęczów to i do moich Puław niedaleko :D.

    Pozdrawiam serdecznie :)!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
  6. Pobyt w Nałęczowie to doskonała propozycja. Ja najbardziej lubię odwiedzić Nałęczów jesienią lub zimą.

    OdpowiedzUsuń