Słodkiego miłego życia

Fot. Marcin Oleksa



Upalny, leniwy sierpniowy poranek. Niespieszna kawa w ulubionej filiżance, która czeka na mnie tutaj cierpliwie cały rok. Powietrze pachnące morzem, cisza nadbałtyckiego miasteczka; niemalże wioski, i ludzie, do których serce rwie się już od września. Ciepło, serdeczność, życzliwość - to wszystko siada wraz ze mną przy stoliku, na tonącym w kwiatach tarasie. Życie spowalnia; czas splata ze sobą minuty w jedną całość, a ja patrzę w kochane oczy tych, którzy stali się tak bliscy, jak najbliższa rodzina i czuję ogromną wdzięczność. Za to, że tu jestem. W moich ukochanych Dąbkach. W Domu Wypoczynkowym "Maria". 
Tutaj czas płynie inaczej, letnim rytmem, w którym nie ma słowa "muszę", "powinnam", "trzeba". W Dąbkach jest moje powolne wracanie do samej siebie, którą gubię gdzieś po drodze w wypełnionej obowiązkami codzienności. Tutaj nabieram sił i ładuję generator, który musi mi potem na długo wystarczyć. Dobrze jest mieć takie miejsce gdzie wracamy do siebie i odnajdujemy to, co pogubiliśmy gdzieś po drodze. Myślę, że każdy z nas doświadcza tego uczucia wracając gdzieś, gdzie mu dobrze i gdzie czekają na niego znajome kąty, ścieżki i ludzie. Na mnie to wszystko, i ci najmilsi i bliscy mojemu sercu czekają tutaj, w Dąbkach. W "Marii". 
Mój czas tutaj to czas odpoczynku, ale i pracy. Pracy, która nie męczy i nie jest koniecznością, ale daje ogromną radość, bo jest pasją. Piszę. Moja książka nabiera tempa i objętości, a uwolnione myśli biegną tak szybko, że czasami nie nadążam z ich zapisywaniem. Mój leżak "natycha" i dobrze się spisuje:) Moja bohaterka sprawnie opowiada mi swoją historię. Czasami mnie irytuje, czasami zadziwia, a są momenty, że tak wyczerpuje emocjonalnie, że nie mam siły nawet się uśmiechnąć. Ale tutaj szybko się regeneruję, zwłaszcza psychicznie. Moja dąbkowa terapia... 
Czas tutaj to również spotkania z ludźmi. Przyjeżdżają z całej Polski, bo pokochali to miejsce tak samo jak ja. Witamy się jak duża rodzina i wyjeżdżamy z ciężkim sercem i ze łzami w oczach. Bo rozstania są trudne, a kolejne spotkanie - nie wiadomo kiedy. Może dopiero za rok, w tym samym miejscu i wśród tych samych kwiatów? Spotkania, rozmowy, wspólne dzielenie się życiem, kawa, która tutaj smakuje inaczej niż gdziekolwiek indziej i słowa Franciszka: "Nieważne co, nieważne gdzie, ważne z kim." Właśnie dlatego ta kawa tutaj smakuje wyjątkowo, a rozmowa niesie w sobie treść: poważną i mniej poważną, jak ta dzisiejsza sprawa kota. A ściślej mówiąc kotki, którą posiadają Basie - trzy Basie, obok których nie można przejść obojętnie: mama Basia, jej córka Basia i córka tej córki Basia. Opowiadały o kotce, którą trzymały w swoim mieszkaniu i której raz udało się uciec przez małą szczelinę na balkonie. "Po prostu wyskoczyła!" - opowiadała z przejęciem mama Basia. "I co?" - zainteresowała się Alicja, również właścicielka kota. - "Zabiła się?" "Nie, zaciążyła!" - wykrzyknęła Basia. Nic dodać, nic ująć. Przestroga dla wszystkich kotek, aby nie wyskakiwały z balkonu:)
Życie tutaj ma inny wymiar, a nawiązane przyjaźnie ogromną siłę przetrwania i wsparcia, pomimo odległości jaka nas dzieli. Zadziwiająca dla mnie jest pojemność ludzkiego serca - tyle istnień jest w stanie do siebie przytulić i wchłonąć, a potem nosić w sobie, nie odczuwając ciężaru.
"Każdą chwilę życia, pomyślną jak i niepomyślną, uczynić czymś najlepszym - oto sztuka życia." 
Słodkich, miłych dni życzę Wam wszystkim, nie tylko w tym urlopowym okresie zatrzymania, ale przez cały długi rok. 
Monika A. Oleksa


Fot. Marcin Oleksa
      

Komentarze

  1. Widzę, że gdyby znudziła Ci się obecna praca, masz inną zapewnioną:)
    Cieszę się, że leżaczek "natycha". Cieszę się też, że masz takie wspaniałe miejsce, w którym możesz naładować akumulatory na cały rok. Kusisz tymi Dąbkami, więc będę musiała sprawdzić na własnej skórze, czy jest faktycznie tak cudownie:)Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, kochana, że już masz nową pracę:)
    Dąbki nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia, ale ludzie tam przyjeżdżający tak. To dla nich byłabym w stanie tam wrócić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Do twarzy Tobie Moniko w takim otoczeniu,ja zawsze marzyłam i marzę dalej ,żeby prowadzić mały pensjonacik w górach. Gotować domowe obiadki i rozpieszczać letników domowymi wypiekami...achhhh jakby mi się to podobało..( z tego tylko względu czasami gram w LOTTO..:-))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak