Wygrzebane...

Fot. Marcin Oleksa


Pourlopowa energia zawsze mnie rozpiera i najlepiej pożytkuję ją - sprzątając. Lubię zaglądać w szafki i szafeczki, kąty i kąciki, sprawiając, że moje mieszkanko pięknieje w oczach. W czasie moich tegorocznych porządków wygrzebałam z głębin biurka "perełki", które niegdyś pisywałam do szuflady. Aż się zdziwiłam, że tyle ich mam! Na pogodną końcówkę lata, z życzeniami uśmiechu i energii w nadchodzącym, pełnym wyzwań, tygodniu, dzielę się tym, na co natrafiłam... 

30 września, poniedziałek

Mariusz spojrzał na zegarek. Dwadzieścia minut. 
Całowali się już dwadzieścia minut!
Jesienny chłód przeniknął go wraz z podmuchem wiatru. Wzdrygnął się i bardziej przywarł do muru, na którym wielkimi jak byk literami, widniał dumny napis: Henio King!
Wychylił się, aby lepiej dojrzeć niewyraźne już sylwetki, majaczące w zapadającym zmroku. Pod klatką przeciwległego wieżowca, oparta o imitację Harley'a, stała Ola, niedosiężny obiekt westchnień i szalona namiętność Mariusza. Piękna Ola. Cudowna pod każdym względem. Gorąca brunetka, z długimi czarnymi włosami, wijącymi się dookoła jej ślicznej twarzy, z talią jak osa i nogami długimi na dwa metry niemalże. Ola, do której Mariusz wzdychał już drugi rok. Dziewczyna, która odmieniła jego życie i zupełnie nieświadomie, zadecydowała o jego przyszłości. 
Teraz tonęła właśnie w objęciach wysokiego, barczystego rudzielca, który władczo obejmował jej gibką kibić i namiętnie wssysał w jej usta już od ponad dwudziestu minut!
Mariusz westchnął rozdzierająco. 
- Nie przejmuj się, ona tak zawsze. Zaraz skończy, dłużej niż pół godziny nigdy nie wytrzymuje - dobiegł go nagle dziecięcy głos. Drgnął i skierował swój wzrok w kierunku, skąd dobiegał. 
Przytulony do szarego muru, tuż pod napisem informującym o Heniu, przykucnął mały chłopiec, o oczach i włosach koloru smoły. Jego pogodna buzia rozświetliła się w promiennym uśmiechu, skierowanym do Mariusza. 
- Ja cię znam, ty ciągle za nią łazisz. 
- Ja za nikim... A skąd wiesz? - Mariusz zainteresował się małym rozmówcą i przeniósł wzrok z przedmiotu swoich pożądań na chłopca. 
- Widziałem cię. Zawsze stoisz koło tego Henia. 
- Jakiego Henia? Ach tak! - teraz z kolei przeniósł wzrok z chłopca na żółty napis. 
- Jak masz na imię? - chłopiec nie przestawał wysyłać promiennego uśmiechu w stronę Mariusza. 
- Mariusz. 
- A ja Rafał, ale wszyscy mówią na mnie Diabeł. Ona też - wskazał w kierunku klatki, pod którą barczysty rudzielec wciąż samolubnie ściskał piękną Olę. 
- Ona? - Mariusz bardziej zainteresował się młodym rozmówcą. - To ty ją znasz?
- Bardzo dobrze, niestety. Jak mi dasz na Snickersa, to ci powiem o niej coś więcej. 
Mariusz gorączkowo zaczął przeszukiwać kieszenie. W tej chwili gotowy był oddać temu chłopcu wszystko, a nie tylko drobne, jakie posiadał. 
- Masz - wcisnął mu do ręki wysypane z kieszeni monety. - Powinno wystarczyć. 
- O, dzięki! Fajny jesteś! - chłopiec z radością przeliczył pieniądze, a potem wsunął je do kieszonki w spodniach. 
- No mów! - Mariusz niecierpliwie ponaglił swojego informatora. - Mów! 
- Ona ma dziewiętnaście lat i jest studentką. To znaczy, jutro będzie. Jak dostanie jakiś dzienniczek. 
- Nie dzienniczek, a indeks - poprawił Mariusz. - Tyle to i ja wiem. Będziemy razem studiowali. 
- A, to ty też prawnik! - chłopiec błysnął białymi zębami. W zapadającym zmroku tylko one były widoczne wyraźnie. 
- Też. - Mariusz pokiwał smętnie głową i przeniósł swój wzrok na klatkę, pod którą powinna stać objęta para. Oli nie było. Tylko samotny rudzielec sterczał w miejscu, wpatrzony w okno na pierwszym piętrze, gdzie zabłysło różowe światło. 
- To jej pokój? - zainteresował się, mrużąc oczy i próbując coś dostrzec za gęstą firanką. 
- Tak. Mój jest z drugiej strony - odpowiedział chłopiec. 
- Twój? - młody rozmówca coraz bardziej intrygował Mariusza. 
- Tak się składa, że mieszkam z nią. To moja siostra. 
Zapadło milczenie. Mariusz nie był w stanie nic powiedzieć. Patrzył tylko na chłopca z otwartymi szeroko ustami. 
Rafał przekrzywił głowę i pomyślał, że dzisiaj już ten młody człowiek nie będzie w stanie wydać z siebie żadnego dźwięku. Odwrócił się więc, rzucił za siebie krótkie "cześć" i oddalił w stronę bloku, zostawiając Mariusza z miną przestraszonego karpia.

                                                    ... 

- Ewa, zakochałam się! On jest fantastycznie cudowny! A jak całuje! Aż dech zapiera i takie coś robi się w środku... takie coś... Chcemy wziąć ślub, pędząc motorem przed siebie, i w świetle zachodzącego słońca wykrzyczeć "tak!" To będzie fantastyczne! 
Ola ściskała w ręku komórkę i rozentuzjazmowana przekzaywała przyjaciółce najświeższe informacje. 
- I te jego cudne, kręcone, rude włosy! One są absolutnie rude! Bomba! Ewa, jak ja go kocham! 
Po drugiej stronie słuchawki drobna szatynka ziewnęła rozdzierająco. 
- Ola, jak długo znasz Boba? - spytała, zasłaniając usta dłonią, aby stłumić odgłos ziewania. 
- Jak długo? Czekaj... dochodzi dwudziesta druga... Znam go dwadzieścia cztery godziny! I oszalałam dla niego!
- No tak - westchnęła dziewczyna. - Ostatnio miałaś wychodzić za Romka i miał to być ślub nad brzegiem morza i przy wschodzie słońca, a dwa tygodnie temu... 
- To fakt, ale teraz... teraz to co innego. Bob jest inny, cudowny! A ja go kocham! - Nagle Ola zmieniła ton głosu i z ekstazy przeszła niemal do konspiracyjnego szeptu. - Ewa, jak myślisz, czy będą jacyś przystojni chłopcy na naszym roku? 
Ewa westchnęła. To była cała Ola; przyjaciółka, którą znała już wiele długich lat. Wciąż taka sama. 
- Nie wiem, przekonamy się jutro. A jeśli teraz nie pójdziesz spać, zapewniam cię, że jutro spóźnisz się na rozdanie indeksów. 
- No dobra, już kończę. Muszę jeszcze zakręcić włosy i wydepilować nogi. O rany, ale ja mam ciężkie życie.
"Ja jeszcze bardziej" - pomyślała Ewa, z ulgą się rozłączając. 
Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Oleksa

No i co sądzicie o wygrzebanym kawałku? Napisałam to w 1991 roku! Wyobrażacie sobie? Wtedy jeszcze nie było komórek... Powinno ujrzeć światło dzienne i doczekać się kontynuacji, czy wrócić z powrotem do szuflady? 
Pozdrawiam cieplutko:)
M.

  

     

Komentarze

  1. Oczywiście, że powinien się doczekać kontynuacji.
    Intryga już zawiązana. Jedna dziewczyna i dwóch chłopców w tym jeden zaangażowany, a drugi raczej zainteresowany romansem. Ktoś o tak pretensjonalnym imieniu jak Bob nie może być zakochany. Czyż nie? To taki dowcipny akcent.

    Pozdrawiam.

    Moniko pisz a ja będę robić przetwory.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to czytałam, to przypomniały mi się takie "młodzieżowe" książki, z czasów "bezkomórkowych" . Wiesz Moniko, mój syn zawsze mówi,że chciałby zyć w takich właśnie czasach. Wtedy nikt nie miałby do niego pretensji,że "świeci" się na skypie i nie odpisuje, albo,że nie odpisuje na sms-y. Miały czasy swój urok prawda?. Ciekawa jestem tylko, czy dasz radę Moniko kontynuować temat, w takim własnie "bezkomórkowym klimacie"?Czasy jednak znacznie się zmieniły ...Ale znając Ciebie -nie ma rzeczy niemożliwych:-)
    Co do przetworów-to jutro zabieram się za robienie mrożonek z lecza.
    Już wróciłam z krótkiego-lecz niezwykle potrzebnego odpoczynku w Wiśle. Teraz czas spalić smakołyki od Janeczki i oscypki grillowane z boczusiem. Teraz-tak jakby -przyszło mi zaczynać nowy etap życia...Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  3. Rafał mnie zauroczył - anielskie imię i jak widzę coś z opiekuńczości anielskiej to on ma. Bardzo dobrze mi się czytało - gratulacje :)
    Dobrze, że ta perełka ujrzała w końcu świat (a raczej na odwrót :))
    Masz ich więcej? Dawaj!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak