Cóż powiedzieć... żal odjeżdżać

Fot. Marcin Oleksa


Smutny pstrąg patrzy na mnie z papierowej tacki niewidzącymi oczami. Smakuje wyśmienicie, uwędzony na ciepło w kotle na czereśniowo-wiśniowych wiórach. Jest tak delikatny, że rozpływa się w ustach, a jego smak na długo pozostaje na języku i w pamięci. Podobnie jak wszystkie dni, które tu spędziłam. W moich Dąbkach. Czas oddany całkowicie pisaniu książki i spotkaniom z ludźmi, z których każdy jest wyjątkowy, inny, ciekawy, niepowtarzalny. Tak samo niepowtarzalne były te wszystkie chwile, które tu spędziłam z tymi, których kocham. 
Każdy dzień nad morzem witał mnie krzykiem budzących mnie mew. Lubię to, te mewy i rześki poranek, który jest zapowiedzią długiego i dobrego dnia. Bez względu na to, czy dzień jest pogodny, czy pochmurny lub deszczowy, każdy jest dobry, bo przecież ta letnia radość tak naprawdę jest we mnie i nie zależy od pogody.  

Zasmucony moim odjazdem pstrąg :(


W tym miejscu codziennie siedziałam, pijąc kawę...

Morze szumi na pożegnanie i przypomina mi o swojej niezmienności i o tym, że ono wciąż tu będzie i czeka na mnie; podobnie jak ci, których z ciężkim sercem tutaj zostawiam. 
Za szybą samochodu rozpadał się deszcz, zupełnie jakby czuł mój smutek pożegnania. Zostawiam tu wszystko - mój leżaczek, mewy, znajome kąty, alejki i dróżki, kaczki i łabędzie. Zostawiam tych, do których serce już się rwie, bo przez tyle lat stali się częścią mojego życia - Marysię, której ciepło otula, i która jest dla mnie... Ty sama Marysiu wiesz najlepiej, kim jesteś w moim życiu! Franciszka, jego ogromną życzliwość i pasjonujące historie, które opowiada tak obrazowo, że mam wrażenie, iż oglądam film; Alę, która swoje ogromne zaangażowanie i oddanie pensjonatowi i wypoczywającym tu gościom, przypłaca własnym zdrowiem i osłabionym sercem (Ala dopilnuje każdy szczegół, wystarczy, że ktoś chociaż raz tutaj wypoczywał, nieważne ile lat temu; ona pamięta, który pokój ma przydzielić i który stolik na jadalni; pamięta także jakie dany wczasowicz ma wymagania i wspólnie z całą załogą DW "Maria" stara się je zaspokoić). Ala to bardzo dobry i wrażliwy człowiek, podobnie jak Marysia. A takim ludziom, niestety, dostaje się najbardziej... Moje Dąbki to również ksiądz Andrzej, tutejszy "wiejski" proboszcz, jak sam o sobie mówi. Wielki przyjaciel naszej rodziny; człowiek, który potrafi uleczyć obolałą czy zagubioną duszę, ale wcześniej robi w niej rewolucję. Człowiek, który nie boi się mocnych słów i zawsze pozostaje sobą. Ksiądz Andrzej zna człowieka i jego słabości, z których sam doskonale zdaje sobie sprawę. 

Maria jest dla mnie kimś zupełnie wyjątkowym; kimś, kto zajmuje w moim sercu ogromnie dużo miejsca

Serdeczność Franciszka promieniuje od niego


Maria i Franciszek Sawiccy; ludzie, którzy stworzyli miejsce, które stało się moim drugim domem

Alicja; dobry anioł "Marii"
  
Ksiądz Andrzej, wielki przyjaciel naszej rodziny

Kiedy jest mi źle, a codzienność się tak rozpędza, że nie nadążam w tym biegu za nią; przystaję, zamykam oczy i wracam tam, gdzie kojąco szumi morze. Widzę jego wzburzone falowanie lub spokojną taflę w bezwietrzny dzień; czuję na twarzy kropelki morskiej bryzy i zapach naszego polskiego Bałtyku. Chłodna woda dotyka moich stóp. Czasami robi to nieśmiało, innym razem zachłannie; ucieka przede mną i wraca, bawiąc się w berka, jak to określiła moja siostrzenica. Od hałasu miasta uciekam w ciszę leśnej alei, biegnącej wzdłuż jeziora Bukowo. Sześciokilometrowa aleja, otoczona z obu stron przez iglasto - liściasty las, rozdziela morze od jeziora i prowadzi do przekopu; miejsca, gdzie to morze z jego słoną wodą łączy się ze słodką wodą jeziora. Są dni, kiedy przekop jest zamknięty, a morze i jezioro uwięzione; ale gdy mocniej popada, obie wody łączą się w jedno, zupełnie jak mąż i żona, i wtedy nie da się przejść suchą nogą z jednej strony plaży na drugą. 


Jezioro Bukowo; królestwo kaczek i łabędzi

Las, rozdzielający morze od jeziora

Droga prowadząca do zejścia na plażę


Wieczorne spotkanie z kaczkami i łabędzią rodziną nad jeziorem, nocne słuchanie świerszczy na tarasie, ciepły blask ogniska i zapach pieczonych ziemniaków i kiełbasek; kolacja rybna, na którą czeka każdy, kto choć raz wypoczywał w Domu Wypoczynkowym "Maria"; spotkania, rozmowy; tym wszystkim nasiąkałam przez ten mój czas tutaj, w Dąbkach. Ze sobą wywożę trzy czwarte napisanej książki. Kiedy zapragnę spokoju potrzebnego do jej dokończenia, ucieknę do mojego Nałęczowa i Kazimierza. One też oddają mi swoje zatrzymanie, które wykorzystam, dopisując ostatnie rozdziały i zdania.  A moje Dąbki... tęsknią, i ja tęsknię. Ale wrócę tam. Niedługo:) 
Monika A. Oleksa 


Główna ulica Dąbek, Darłowska

Morze, za którym już tęsknię... Fot. Marcin Oleksa

Pozdrawiam Was, jeszcze znad morza... Fot. Marcin Oleksa

Komentarze

  1. Też by mi było trudno z takiego miejsca wyjeżdżać.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pożegnania są trudne, gdy zostawia się za sobą kawałek swego serca - trochę ciężko się żyje potem bez tego kawałka. Ech, życie!
    Rozumiem Twoją nostalgię, ale też cieszę się, że już wróciłaś :)
    A Dąbki... poczekają. Jak wszystko, co dobre - trwa, jest pomimo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami trzeba coś pożegnać, by zatęsknić i z wielką radością za pewien czas tam wrócić. Piękne zdjęcia i piękne miejsca:) Musisz jeszcze napisać czwartą, piątą i dziesiątą powieść, więc z pewnością wrócisz do Dąbek i Twojego leżaczka:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak