Moja oaza

Fot. Marcin Oleksa

"Jeden z najgłębszych sekretów życia polega na tym, że tylko to wszystko, co robimy dla innych, jest tym, co naprawdę warto robić."
To zdanie wisi na tablicy, która wita każdego przyjeżdżającego gościa w Domu Wypoczynkowym "Maria" w Dąbkach. Zdanie to zostało wybrane nieprzypadkowo, bo właściciele pensjonatu i zatrudnione tu osoby robią naprawdę wszystko, aby każdy kto wybierze to miejsce na swój odpoczynek, mógł poczuć się naprawdę dobrze i wyjątkowo. Wszystko tutaj robione jest z serca i dla ludzi. Nikt nie jest anonimowy oraz bezosobowy, dla każdego znajdzie się dobre słowo, ciepły uśmiech i podarowany pomimo zmęczenia czas. Na korytarzach przypadkowo spotkani tu ludzie wymieniają się uśmiechami i pozdrowieniami, bo to miejsce łączy i ma w sobie jakąś szczególną aurę życzliwości, serdeczności i rodzinnego ciepła. Nic dziwnego, że moje książki, które głównie tutaj powstają, mają w sobie ciepło, którym nasiąkam w tym miejscu i które później oddaję w zapisanych słowach. 
Żółty, prostokątny budynek z zewnątrz nie wyróżnia się niczym szczególnym, oprócz schludności i kwiatów zdobiących balkony. Od wewnątrz, po przekroczeniu granicy z wysokiego soczysto-zielonego żywopłotu, to miejsce otula swoim kojącym spokojem, za którym tęsknię przez cały rok i którego potrzebuję, aby odzyskać siły.

Wejście do Domu Wypoczynkowego "Maria"

Każdy poranek tutaj zaczynam od filiżanki kawy. Zapadam się w miękkim fotelu na tarasie i sycę oczy kolorami i pięknem otaczających mnie kwiatów. Są wszędzie. Wtulam się w nie, mam je przed sobą i tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Swoją delikatnością opowiadają, jak piękny jest świat i jak bardzo człowiek tego nie docenia. Zatrzymuję się przy nich, aby wsłuchać się w ciszę. Ona przecież ma tak dużo do powiedzenia...

Kawa w tym miejscu smakuje nieziemsko
  
Cisza, która koi i piękno kwiatów, które uspakaja

Ta kawa to również przyjemność spotkania z ludźmi. Z drogimi mojemu sercu Przyjaciółmi. Mają w sobie tyle trosk, a jednak na tę krótką chwilę zatrzymania zrzucają je na moment i stawiają przy swoim fotelu, uważając, żeby nie przejął ich kto inny. Bo oni nie chcą nikogo obciążać sobą i tym, co zaboli; a ja tak bardzo chciałabym to zdjąć i pomóc ponieść dalej. Jak najdalej od tych, których tutaj pokochałam. 
Kawa daje zastrzyk energii. Po niej każdy rusza do swoich obowiązków, a ja biorę moje pióro i zeszyt i zaszywam się w jednym z moich ulubionych kącików. Kiedy chcę być zupełnie sama, piszę na balkonie, siedząc na swoim "natychającym" leżaczku. Nie potrzebuję stołu, ani biurka; wystarczą mi kolana. Gdy robi się chłodniej, piszę w pokoju, na sofie, z którą bardzo się przez ten czas tutaj, zaprzyjaźniłyśmy. W ciągu dnia pozwala mi pisać, ale gdy robi się ciemno i tuż za łóżkiem zapala się wysoka, stojąca lampa; moja sofa wyjmuje mi z rąk pióro i wkłada w nie książkę, dając mi czas na relaks i odpoczynek. Taki, jak lubię. Z książką i otaczającą mnie nocną ciszą. Zza uchylonego okna słyszę przygrywające mi świerszcze i jest mi tutaj tak dobrze, że chciałabym zostać na zawsze. 

Mój natychający leżak:)

Gdy zapragnę towarzystwa ludzi, idę do kawiarni i przylegający do niej taras. Piszę obserwując ludzi, albo rozmawiam z nimi, czerpiąc z tych spotkań energię i motywację do pracy. Ogromną przyjemnością są dla mnie wieczory literackie. Spotykamy się przy herbatce i lampce wina; i w blasku świec rozmawiamy. O książkach i mojej pasji pisania; o życiu i jego dylematach; o Dąbkach, które nas wszystkich tutaj połączyły i naszych kobiecych sprawach, które są podobne, bez względu na wiek. Takie spotkania dają mi siłę do pisania; umacniają i sprawiają, że słowa wylewają się ze mnie strumieniem, a ja czasami po prostu nie nadążam ich zapisywać. Takie spotkania łączą i tych uśmiechów i ciepłych słów jest potem dużo więcej, a rozmowy przeciągają się do późnych godzin.

Kwiat od serca i z ogródka Pani Heleny

Spotkanie w przytulnej, bardzo kobiecej atmosferze, o którą zadbała pani Ela

Owocowa herbatka w filiżankach i lampka dobrego wina, a wszystko to przyprawione ciekawą rozmową

 Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Marysia i Franek, którzy to miejsce wymyślili, stworzyli, włożyli w nie swoje serce i oddali mu całych siebie. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Alicja, która wspiera Marię swoją niezłomnością, siłą i doskonałą organizacją, a przede wszystkim przyjaźnią i sercem, któremu trochę życie "dokopało". Dom Wypoczynkowy "Maria" nie byłby tym miejscem, które ma w sobie niepowtarzalną magię, gdyby nie ludzie oddający mu swój czas i swoje ręce - pani Ela, z wielkim zaangażowaniem dbająca o wolny czas wczasowiczów i przeganiająca nudę dzieci swoim entuzjazmem i wspólnymi zabawami; pani Ania z kawiarenki, której miły, ciepły uśmiech nie pozwala przejść obojętnie - po prostu trzeba przystanąć i porozmawiać o tym podarowanym nam dniu i jego radościach, które pani Ania dostrzega pomimo wszystko; pani Irena i Danusia dbające o porządek każdego pokoju i robiące to bez narzekania i marudzenia, ale z wkładanym w swoją pracę sercem; pani Iwona, której potrawom nie sposób się oprzeć (każdego roku potrzebuję kilku dobrych tygodni, aby dobrze czuć się w swoich ubraniach sprzed wyjazdu do Dąbek); i która robi najlepszą ogórkową na świecie; Krzysio, bez którego praca na stołówce gubi gdzieś organizację i dyscyplinę; i w końcu złota rączka "Marii", pan Henio, bez którego... aż strach pomyśleć co! Pan Henio po prostu musi być!
Moja oaza, którą będę żegnać z ciężkim sercem, ale świadomością, że tu wrócę. Jak do domu. 
Monika A. Oleksa

Taras od strony kawiarenki, centrum życia towarzyskiego "Marii"
  
Ja i mój leżaczek, oraz książka, która powstaje

Widok z mojego balkonu

Komentarze

  1. I tak sobie posiedziałam z Tobą ..na leżaczku..poczułam zapach kawy i kwiatów..poczułam ciepło tego miejsca.Aż nie chciało mi się stamtąd "wychodzić"..dziękuję za to,że na chwilę przeniosłam się do Dąbek:-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak chcę:) Pięknie tam masz, nie dziwię się, że natchnienie Cię tam nie opuszcza i że lubisz tam wypoczywać. Piękne zdjęcia i piękne słowa. Natomiast leżaczek wygląda bardzo niepozornie, kto by pomyślał, że ma taką moc:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcie morza jest po prostu urzekające. Pozostałe też piękne, ale tamten widoczek ma w sobie coś:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam p .Moniko wchodzę na blog każdego dnia i z wielką ciekawością czytam. Przez chwile z opisu Pensjonatu Maria poczułam się tak jakbym jeszcze tam była ,a pozostały mi tylko wspomnienia. Przeczytałam zaraz po przyjeździe do domu "Ciemna strona miłości" i bardzo mocno mnie poruszyła. Na drugi dzień pobiegłam do księgarni kupić następną pani książkę i jestem w trakcie, nawet wczoraj zarwałam nocki. Dziękuję za chwile wzruszeń i z pewnością będę polecać pani książki. Miłego pobytu i dalszego natchnienia.Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Dorotko, nie zdążyłyśmy się pożegnać, ale ja też chciałam podziękować za te miłe rozmowy i za te ciepłe słowa, które Pani napisała. Zapraszam do tego mojego kącika, gdzie zawsze będzie Pani mile widziana:) Czas w Dąbkach płynie za szybko, ale zawsze wywożę stamtąd tylko dobre wspomnienia. Pani również w nich jest. Pozdrawiam bardzo serdecznie i wierzę, że jeszcze zagramy w jednej drużynie Płaszczek:)
      M.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak