Kamienne serce

Niecodzienne spotkanie w Nałęczowie - ja i Pan Prus; Fot. Marcin Oleksa


Końcówka sierpnia ma już w sobie nostalgię jesieni. Czuć to w powietrzu, które niesie chłód i zapach upadłych na ziemię liści, które nie potrafiły już dłużej utrzymać się na drzewach. Park jeszcze nie opustoszał, ale są pory kiedy po alejkach spacerują jedynie kaczki i łabędzie, w poszukiwaniu smacznego kąska. Lubię tę porę roku, chociaż jest w sercu jakaś tęsknota za rozpalonymi słońcem dniami i ciepłymi nocami, kiedy można do późna wsłuchiwać się w muzykę świerszczy. Może i mniej przysiada teraz przy mnie ludzi, ale jeśli już to robią, zostają na dłużej. Siedzimy tak razem; ja - w swoim surducie i meloniku jaki nosił Wokulski, i spragniony towarzystwa człowiek - z nieodłączną komórką, bez której wyjść z domu już nie potrafi. Siedzimy i milczymy; a czasami z tego milczenia rodzą się słowa. Bo przecież człowiek potrzebuje podzielić się nimi. Zawsze tak było. Antyczni filozofowie wyrzucali te słowa z siebie w swoich przemowach; moje pokolenie zapisało tomy, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami na temat toczącego się wokół nas życia i ludzi, którzy z tym życiem się zmagali; i współczesny człowiek też to robi. Wyrzuca z siebie krótkie, pojedyncze, chaotyczne słowa, bo na dłuższe i poukładane nie ma czasu. Tak, ludzie się zmieniają, ale ich troski pozostają niezmienne. Od zawsze człowiek najbardziej pragnął akceptacji i tęsknił za uczuciem, którym ktoś inny mógłby go obdarować. Miłość. Przyjaźń. Szacunek. Podziw. Czułość. Bliskość. Szczerość. Relacja człowieka do człowieka, która nie rani, tylko wspiera i pomaga dźwigać tę codzienność z godnością. 
Siedzę już na tej ławeczce od kilku dobrych lat. Siedzę i obserwuję to toczące się przed moimi oczami życie. Patrzę z zadumą na spacerujące po alejkach pary i ich potrzebę nieustannej bliskości. Trzymają się za ręce; często się przytulają; wymieniają spojrzenia, czasami nieśmiałe pocałunki. Nie boją się dotyku - zamierzonego, przypadkowego, delikatnego niczym muśnięcie. Nie wstydzą się uczucia wyglądającego oczami, i słów, które jeszcze ich łączą. Pamięć człowieka bywa jednak zawodna i krótka. Po kilku latach te same pary wyglądają tak, jakby zgubiły gdzieś w pędzie życia tę bliskość i nie potrafiły jej odnaleźć. Pośród nich jest milczenie lub monolog. Ręce chowają się w kieszeniach lub kurczowo trzymają przewieszonej przez ramię torebki. Spojrzenia unikają się, żeby nie prowokować kolejnej sprzeczki. Czułość przychodzi rzadziej. Czasami. A niektórym trudno ją w ogóle odnaleźć. Dwoje ludzi, którzy mieli być jednością, żyje osobno. Osobne konta w banku. Osobne pokoje. Osobne pasje i znajomi. Osobne pragnienia i plany, którymi nawet nie potrafią się już dzielić. Jedynie ten sam wspólny kredyt. Te same dzieci. Te same zmartwienia. I słowa, których brakuje i które nie potrafią już opisać uczuć i emocji. 
Serca, które przyspieszały na swój widok, kamienieją i coraz rzadziej ten drugi człowiek jest w stanie je poruszyć. Człowiek uodparnia się na człowieka i nie potrafi być już na niego wrażliwy. Zamiast odnaleźć w sobie wspólny rytm, serce uczy się samotności. Bo to wymaga mniejszego wysiłku; bo jest tylko biernym poddaniem się rzeczywistości, która wcale nie okazała się taka, jaką serce sobie wyobrażało. Bo co innego życie naobiecywało, a potem nie dotrzymało tych obietnic. 
A przecież: "Nikt nie ma dostępu
                    do tajemnicy człowieka
                    - za wyjątkiem serca.
                   Istnieje tylko jedna droga
                   do innych ludzi
                   - droga serca." Phil Bosmans
A ono nie może być z kamienia, bo nie poczuje i nie usłyszy wołania tej drugiej osoby, która jest obok mnie. 
Ech, tak sobie siedzę i myślę. Przysłuchuję się ludziom i obserwuję ich z ogromną ciekawością. Czasami chciałbym wstać, podejść cicho, ukłonić się uprzejmie i powiedzieć, że za bardzo się szarpią z tym, co niepotrzebne, nieistotne, niewarte tej złości i łez. Że zbyt wiele budują wokół siebie murów, które z czasem coraz trudniej skruszyć, a zbyt rzadko wyciągają ramiona, aby nimi kogoś objąć. Za wiele rzeczy zbyt łatwo przekreślają i nie chcą walczyć o to, co ważne. Za wiele błędów wytykają, a za mało dobrych rzeczy widzą w innych. Potrafią skrytykować, ale tak trudno im kogoś pochwalić. Tak wielu ludzi wobec siebie oziębło, stając się niczym ten posąg, w którym zostałem dla przyszłych pokoleń. 
A: "Żyć oznacza żyć z innymi.
     Bo czym właściwie jestem bez innych?
     Samotną, bezludną wyspą w morzu pełnym ludzi.
     Mam oczy, by zauważać innych,
     mam uszy, by ich usłyszeć,
     nogi, aby się do nich pofatygować,
     dłonie, by je ku nim wyciągać
     i serce, aby kochać." Phil Bosmans  
Więcej nie trzeba, 


Fot. Marcin Oleksa

  W imieniu Bolesława Prusa, swoimi i jego spostrzeżeniami podzieliła się Monika A. Oleksa 
Za podpowiedziany pomysł do napisania tego eseju, dziękuję Michałowi Świderskiemu, który zadał przy mnie takie pytanie:"Ciekawe, co taki pomnik może sobie myśleć? Gdyby ktoś kiedyś o tym napisał..." Napisałam. Dziękuję, Michał! 


Żyć, oznacza żyć z innymi

 

Bo czym właściwie jestem bez innych?


Mój syn i Bolesław Prus


Istnieje tylko jedna droga do innych ludzi - droga serca

Komentarze

  1. Szanowny panie Prus! Pragnę wspomnieć także o tym, że tak wielu ludzi umie: kochać, walczyć o to, co ważne, tulić czule i zawsze, pamiętać stale i nieustannie, być blisko, najbliżej jak się da :) Proszę się skupić na pozytywach a od razu będzie panu cieplej :) Wystarczy spojrzeć na zdjęcia - ilu takich cudnych ludzi wokół pana, prawda? :)
    Pozdrawiam... ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomnik ten z pewnością widział wiele. I dobrych i złych chwil. Takie życie, upstrzone wieloma kolorami.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak