Mydlana panienka

Mattie z przyjacielem:)


Co ta pachnąca kostka ma takiego w sobie, że nie mogę się jej oprzeć? No, po prostu magnetyzuje, przyciąga, pachnie oszałamiająco i sprawia, że muszę ją po cichu wynieść z łazienki i zakopać w swoim kojcu. Potrafię to zrobić tak sprytnie, że nikt nawet się nie zorientuje, dopóki nie trafi na pustkę w miejscu, gdzie dotąd było mydło. Mydło. Tak tę pachnącą kostkę nazywa Pani, która krzyczy na cały dom: "Kto zabrał mydło z łazienki?" Oczywiście leżę wtedy grzecznie i cichutko; i wcale się nie odzywam mając nadzieję, że o mnie zapomną. Stara dobra metoda. Jak nie wchodzisz komuś w oczy, o nic cię nie podejrzewają. Tylko, że na Panią to nie działa. Odkąd wygrzebała mydło z mojego kojca, teraz zawsze jest na mnie. Pada komenda: "Mattie, oddaj mydło!", i na nic się zdają słodkie oczka i mina niewiniątka. Pachnąca kostka zostaje mi odebrana, a Pani patrzy na mnie i za każdym razem powtarza: "Ty mydlana panienko."


Mattie na wakacjach:)


Nie wiem w jakim celu Mattie "kradnie" mydło i co takiego jest w jego zapachu, że ją przyciąga jak magnez, ale za każdym razem wpycha je nosem w kąt swojego kojca i chyba traktuje je jak zdobycz. Pamiętam jak zrobiła to po raz pierwszy - nieźle mnie wtedy wystraszyła. Miałam przed oczami wizję Mattie puszczającej pyskiem mydlane bańki i obawiałam się nieprzespanej nocy, którą obie spędzimy na dworze! Nie mogłam tylko pojąć jak to się stało, że zjadła cały kawałek i nie zostawiła po nim śladu?! Po kilku dniach znalazłam różowe mydełko o różanym zapachu schowane głęboko i dobrze zabezpieczone kocem. Od tej pory już wiem gdzie szukać:) Podobny numer wycięła w czasie remontu łazienki. Nasz znajomy, który nam ten remont robił, chciał się opłukać po skończonej pracy. Kostka mydła leżała na stołku, tuż przy zlewie. Walduś namoczył się i sięgnął ręką po mydło, ale natrafił jedynie na pusty stołek. Mattie zwinęła pachnącą kostkę po angielsku - cichutko i bez uprzedzenia:) Moja mydlana panienka. 


Mattie jest ogromnie ciekawa świata...

Mattie i ja żyjemy w symbiozie i rozumiemy się bez słów. Po mojej przedłużającej się nieobecności w domu, przez długi czas musiałam walczyć o jej uczucia. Uraziłam ją swoim wyjazdem i tym, że na tak długo ją zostawiłam i wyraźnie mi to zakomunikowała. Mojego M. witała długo i wylewnie, mnie tylko pacnęła nosem i dwa razy machnęła ogonem. W czasie burzy, chowając się w naszym łóżku, wpychała się między mnie a M., chcąc być jak najbliżej ukochanego pana. Bo on jej nie zostawił. I nie zawiódł, tak jak ja. 
Wróciłam do psich łask po dwóch tygodniach, kiedy Mattie przekonała się, że już jestem na dobre i że jeśli nawet wychodzę, to wracam do niej, z obowiązkową porcją pieszczot, których domaga się nieustannie. Znowu chodzi za mną krok w krok i kładzie się wiernie tam, gdzie akurat przebywam. Do łazienki też chodzimy razem:) Najbardziej lubi leżeć przy mnie, gdy pracuję. Ja siedzę przy biurku, a ona kładzie się przy moich nogach, grzejąc mnie ciepłem swojego futerka i swojej miłości. To puchate serduszko ma w sobie taki ogrom miłości, że aż mnie to zdumiewa. Potrafi kochać, nie stawiając warunków i zbyt wiele nie wymagając. Jedynie pełnych misek i tego, aby ją po prostu kochać. Więc kocham, rozmawiam z nią i obdarowują pieszczotami. Obie siebie potrzebujemy i obie obdarowujemy się tym, co mamy - ona miłością; ja opieką i czułością.
Mattie kocha również swoje przytulanki. Jest z nami już dwa lata i żadnej z nich nie zniszczyła. Przenosi je w różne części mieszkania, bawi się nimi, wynosi na balkon, aby pokazać im kawałek świata, który uwielbia obserwować, a potem któreś z naszej czwórki musi biegać na dół, bo misio, renifer lub jednorożec akurat wypadł z balkonu. Biedny... Śpi również z przytulankami, co witać na magicznym zdjęciu. Czy możecie sobie wyobrazić, że po zrobieniu tego zdjęcia poniżej, aparat zakomunikował efekt mrugnięcia, zaznaczając kwadratem oczy, które mrugnęły? To były oczy misia! W naszym domu dzieją się cuda, misio mruga, pies się do niego przytula, a mój M. zrobił to zdjęcie o 21.21.21. Nic dodać, nic ująć. Miłej niedzieli:) 
Monika A. Oleksa 


Miś, który mruga:)
     

Komentarze

  1. Moniko-to przecież żadna tajemnica...a co takiego mają nasze pachnidełka,których w naszych łazienkach są pełne półeczki?
    Co takiego jest w pachnącej drogerii,że możemy tam spędzić godzinę wąchając, smarując oglądając..podczas gdy mąż cierpliwie siedzi przed wejściem i zastanawia się -co nas tam tak długo trzyma..No przecież-jak przystało na kobietkę Mattie też chce mieć coś pachnącego w swoim lokum,dziwne było by gdyby było odwrotnie..Snaczy kobietka 100 procentowa :-)
    A co do mrugającego misia ..hmmm , nic ostatnio nie jest mnie w stanie zaskoczyć po tym jak bankomat sam wypłaca mi sumę jakiej akurat potrzebuję :-)
    No może zaskoczyło by mnie to,gdyby mój Teodor miał przytulankę dłużej niż 5 min. w jednym kawałku,więc dla Mattie-szacuneczek

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ mnie rozbawiłaś:) Może na święta sprezentujesz Mattiemu kostkę mydła? Nie wiem, czy takie niepodkradzione też będzie interesujące, ale można spróbować. Kochany ten Twój zwierzaczek!
    Dziękuję i również życzę cudownej niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mrugający misio,mydełkowy piesio i ta magiczna godzina...niesamowite rzeczy się u Was dzieją.Przynajmniej nie wieje nudą :):)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja dorzucę coś od siebie o Mattie. Kiedy weszłam do Twojego domu w ten zimny dzień, gdy tak strasznie zmarzły mi odkryte w letnich sandałkach stopy, ona po wstępnych powitaniach po prostu położyła się blisko mnie i... okryła swoimi łapami te moje zziębnięte stopy a potem, jak to Mattie ma w zwyczaju, lizała mi palce u stóp ciepłym jęzorem. Taka jest i strasznie ją taką kocham. A następnym razem, gdy Was odwiedzę podrzucę jej mimochodem i tak, że w ogóle tego nie będziesz widziała, najbardziej pachnącą kostkę mydła jaką uda mi się znaleźć!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. :) fajnie by bylo nie zabierac jej tego mydelka, niech sobie je ma. Moze kojarzy to sobie z waszym zapachem, bo przeciez pachniecie tym mydelkiem :) może być jak bedzie miala swoje, nie bedzie wam podbierac.

    A misie czasem mrugają, tylko nie kazdy ma szczescie to zobaczyć :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak