Literacka Kanapa: Joanna M. Chmielewska

Fot. Aldona Żyjewska, która jest pierwowzorem Weroniki. 

Zdjęcie zrobione na drodze poszukiwań domu Hannsa i Hannah Fechner. W tle Dolina Szczęścia , dalej Karkonosze.


Zauroczyła mnie od pierwszego spotkania. Bardzo krótkiego, ale wystarczającego, aby wymienić między sobą ciepłe spojrzenie, serdeczność uśmiechu i to "coś", co mnie przy niej zatrzymało. Joanna M. Chmielewska. Najpierw uwiodły mnie jej książki, a potem już sama Autorka, którą z wielką przyjemnością zaprosiłam na moją Literacką Kanapę. 

Chciałabym Cię jak najpiękniej ugościć, więc zacznę jak dobra gospodyni - kawa czy herbata? I jaka smakuje najbardziej? A co do tego? Sernik, szarlotka, ciasto drożdżowe, z kremem czy z galaretką? 
 
Joanna M. Chmielewska: Siadam wygodnie i wyobrażam sobie płonący kominek:) Kawa z ekspresu (najlepiej świeżo palona z palarni kawy Aromacafe w Jeleniej Górze, gdzie zbierałam materiały do "Sukienki z mgieł"), z dodatkiem mleczka i cukru, podana w filiżance, a do tego świeże ciasto drożdżowe z owocami i kruszonką albo szarlotka na ciepło.

Joasiu, kartki Twoich książek zapełnione są bohaterami, obok których nie sposób przejść obojętnie. Budzą wiele emocji, wzruszenia, czasem złości, jak na przykład Hanka, którą chciało się mocno potrząsnąć. Powiedz, czym jest dla Ciebie pisanie i jak się to wszystko zaczęło? 

Joanna M. Chmielewska:   Pisanie jest moją  pasją, odskocznią od codzienności i... pracą. No cóż, kiedy podpisze się umowę na książkę, to nie ma co liczyć się z kaprysami weny, tylko trzeba siadać i pisać:) Ale i tak więcej jest dla mnie w pisaniu frajdy niż obowiązku, a najbardziej lubię te momenty, kiedy bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem, a ja nie tyle kreuję, co obserwuję i spisuję ich poczynania. 

Wiem coś o tym:) To tak, jakby autor żył podwójnym życiem, niejednokrotnie patrząc z przerażeniem na to, w co pakują się jego bohaterowie, którzy wymykają się zupełnie spod kontroli pióra. A początki pasji pisania?  

Joanna M. Chmielewska: Czasami COŚ może zacząć się od kilku słów wypowiedzianych w odpowiednim momencie. I mnie  tak właśnie się przydarzyło. Zawsze coś tam pisałam - bajki dla moich przyjaciół, wierszyki okolicznościowe, scenariusze przedstawień szkolnych. Bardzo chciałam napisać książkę, ale brakowało mi wiary, że potrafię. Aż kiedyś wzięłam udział w konkursie zorganizowanym przez czasopismo Twój Styl i Firmę Kosmetyczną Dr Irena Eris. Chodziło o wybór najlepszego kosmetyku tej firmy i zaprezentowanie go w dowolnej formie. Napisałam opowiadanie o... pudrze w kremie i znalazłam się wśród 20 laureatek, które pojechały na 4 dni do SPA Irena Eris w Krynicy. To były dni jak z bajki - kolacja z Ireną Eris, spotkanie z dziennikarkami, masaże, zabiegi, rozmowy do późnych godzin nocnych, ale dla mnie najważniejsze były słowa jednej z osób z komisji. Dorota powiedziała, że pamięta moje opowiadanie, że mam lekkie pióro i spytała, czy coś jeszcze piszę. Zadzwoniłam wtedy do mojego męża - powiedziałam: "zobaczysz, a ja napiszę książkę!". I napisałam! Najpierw serię wierszyków dla dzieci, następnie powieść Historia srebrnego talizmanu (również dla dzieci). Dzięki tym kilku słowom wystarczyło mi również odwagi, żeby szukać wydawcy i nie załamywać się kolejnymi odmowami. Aż wreszcie po pół roku znalazłam wydawnictwo. A potem to już było z górki:)

Fot. Aldona Żyjewska

To zdjęcie z moich wędrówek po Szklarskiej śladami artystów. Wejście do domu, gdzie mieszkał kiedyś Hanns Fechner (malarz, który stracił wzrok) i Hannah Fechner - jego żona, wiele lat była na misjach w Indiach, zakładała tam szkoły i szpitale, pisała eseje, spisywała wspomnienia męża o ludziach, których malował.


Pensjonat Pod Wędrownym Aniołem. Twoje miejsce na ziemi, spełnione marzenie, czy może pragnienie serca, za którym poszłaś? 

Joanna M. Chmielewska: To długa historia... Splot różnych okoliczności, pragnienie nie moje, zmiana, której początkowo się opierałam, niełatwa decyzja, i nagle okazuje się, że otwierają się nowe ścieżki i mogę robić to, czego pragnę. Trochę enigmatyczna odpowiedź, prawda? Ale jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś więcej, za jakiś czas zapraszam do przeczytania książki, którą teraz piszę (nie ma jeszcze tytułu, a ukaże się najprawdopodobniej jesienią przyszłego roku).

Ja już czekam na nią z wielką niecierpliwością! To, czym mnie w swoich książkach urzekłaś, to język, którym "tkasz" swoje powieści. Subtelny, jak delikatna koronka, a jednocześnie dotykający często bolesnych tematów, zalegających gdzieś głęboko w człowieku. 

Joanna M. Chmielewska:  Chyba w każdym człowieku gdzieś w głębi coś zalega, każdy ma jakieś zadry, zranienia, bolesne doświadczenia, które utrudniają życie. Daję moim bohaterom szansę, żeby się z tym zmierzyli. Dla mnie istotny jest proces wewnętrznej przemiany bohatera, a okoliczności zewnętrzne o tyle, o ile na tę przemianę wpływają. Chcę pisać o tym, co ważne. A język... Czasami się zastanawiam, czy sens nie zaplącze się w tych koronkach... Z jednej strony język, styl pisania jest czymś charakterystycznym dla autora, ale pisząc kolejną książkę, nieraz nie jestem pewna, czy się nie powtarzam, czy nie użyłam już takiej samej albo bardzo podobnej metafory, czy słów nie jest za wiele i czy wyrażają istotę. 

Jako wymagający Czytelnik zapewniam Cię, że tkasz te koronki w piękne wzory i żadnego nie powtarzasz. Każda Twoja książka jest inna, i każda daje Czytelnikowi ogromną radość odnalezienia myśli, których często sam nie potrafi zdefiniować. 
Joasiu, wiem, że dużo cię łączy z moim rodzinnym Lublinem. Jak wspominasz to miasto i czas, który tutaj spędziłaś?   

Joanna M. Chmielewska:  Lublin to moje czasy studenckie. Pedagogika na KUL-u, czas zadziwienia, że świat nie jest czarno-biały jak mi się do tej pory wydawało, a w nauce są różne teorie, a nie jedna ogólnie przyjęta prawda. Nowe znajomości, przyjaźnie (niektóre przetrwały do dziś, inne niestety nie), i to co wspominam najcieplej - działalność w "Teatrze" - świetlicy socjoterapeutycznej, z której potem (ale wtedy już mnie nie było w Lublinie) wykiełkowała fundacja Szczęśliwe Dzieciństwo i Akademia Młodzieżowa. 

Fot. Aldona Żyjewska

A to też z wędrówek po Szklarskiej. Koło Chaty Izerskiej, miejsca pełnego dobrej energii. Prowadzą ją świetni ludzie, a grzane wino nigdzie nie smakuje tak jak w Chacie! 

Czy czytywałaś swoją imienniczkę? Przyznam, że dla mnie na zawsze pozostanie ona Królową polskich kryminałów. Dziś wracam do niej, gdy mam zły czas w życiu. Potężna dawka śmiechu zawsze pomaga:) 

Joanna M. Chmielewska: Oczywiście! O Joannie Chmielewskiej usłyszałam w piątej klasie od chłopaka, który mi się podobał, no i oczywiście od razu sięgnęłam po jej książki. Moje ulubione to "Lesio" i "Całe zdanie nieboszczyka". "Lesia" czytałam wielokrotnie, za każdym razem śmiejąc się w głos. Przez jakiś czas mój mąż (nazwisko Chmielewska mam po mężu właśnie) nie miał problemu z wyborem prezentów dla mnie, po prostu dostawałam kolejną Chmielewską i już. Aż do momentu gdy sprezentował mi inne wydanie książki, którą miałam na półce i wtedy powiedziałam, że Chmielewskich już mi wystarczy.
Dawno, dawno temu napisałam nawet list do Joanny Chmielewskiej, ale nigdy go nie wysłałam... 
Ta zbieżność nazwisk bywa czasami kłopotliwa, dlatego używam drugiego imienia Maria, ale nie wyobrażam sobie, żeby pisać pod pseudonimem, nie czułabym wtedy, że to moja książka.

Którą ze swoich bohaterek lubisz najbardziej?  Wiem, że Weronika, z którą nota bene, natychmiast się "zaprzyjaźniłam", stając się stałym gościem Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem, nie jest postacią przypadkową...

Joanna M. Chmielewska: Pierwowzorem Weroniki jest moja przyjaciółka, która podobnie jak bohaterka "Sukienki z mgieł" widzi i czuje więcej niż inni. I chociaż nie prowadzi Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem (ciągle ją namawiam, żeby założyła taką kawiarnię), to podobnie jak wokół Weroniki gromadzą się wokół niej ludzie szukający impulsu do zmian. Weronika jest mi chyba najbliższa, ale lubię wszystkie moje bohaterki. Chociaż może "lubię" to nie jest najwłaściwsze słowo, lepsze byłoby "czuję je", rozumiem, dlaczego są takie, jakie są i trzymam za nie kciuki. Gdybyśmy się spotkały w rzeczywistości, nie ze ze wszystkimi pewnie znalazłabym wspólny język, (np. Hanka z "Poduszki w różowe słonie" momentami mnie denerwowała i miałam ochotę porządnie jej nagadać), ale wszystkie są mi bliskie. A najbardziej podziwiam Anastazję, która po prostu wdarła mi się do książki. Sądziłam, że zjawi się w Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem tylko raz, tymczasem wyskoczyła na pierwszy plan. Anastazja nie miała łatwego życia...

Dlatego jest taka prawdziwa... Co Twoje książki i ich bohaterowie zmieniły w twoim życiu? Pytam, bo moje zrobiły w moim ogromną rewolucję:) 

Joanna M. Chmielewska: Kiedy książki idą w świat,  zaczynają żyć własnym życiem. Ludzie czytają je przez pryzmat własnych doświadczeń i czasami znajdują jakiś element, który wpasuje im się w życiową układankę. To niesamowite, gdy autor dowiaduje się, że jego książka była dla kogoś ważna, że ktoś znalazł w niej coś dla siebie. Słyszałam o ojcu i córce, którzy odnaleźli drogę do siebie dzięki "Sukience z mgieł", o kobiecie, która długo szukała materiału w różowe słonie, żeby uszyć z niego poduszkę, a kiedy już ją uszyła, wypłakała w tę poduszkę żale dziecka pozbawionego matki i wychowywanego przez ciotkę. Poznałam chłopca, który  dostał "Historię srebrnego talizmanu" w zerówce i najpierw czytali mu ją rodzice, a potem kilkakrotnie przeczytał ją sam. To była jego ulubiona książka. Takie wieści dodają skrzydeł.
Książki stały się dla mnie drogą prowadzącą do ludzi i nowych miejsc. Często są to niezwykłe spotkania. My też przecież spotkałyśmy się dzięki książce, Moniko, prawda? Tak to się cudnie nasze drogi splotły:)
Dzięki temu, że udało mi się osiągnąć to, czego bardzo pragnęłam, a co wydawało mi się nieosiągalne (wydanie książki), mam więcej wiary w siebie i odwagi. Gdyby się nie udało, nie wiem, czy zdecydowałabym się na tak ryzykowny kro, jakim było  zostawienie pracy, przeprowadzka do Szklarskiej Poręby  i otwarcie Domu pod Wędrownym Aniołem.

Co Joanna Maria Chmielewska robi wtedy, gdy nie pisze? 

Joanna M. Chmielewska: Przyjmuję gości w Domu pod Wędrownym Aniołem, prowadzę warsztaty twórczego pisania, czytam, co mi w ręce wpadnie (zaczynam, nie zawsze kończę), zajmuję się domem, spotykam z ludźmi, odkrywam nowe ścieżki, a ponieważ w Szklarskiej Porębie mieszkam dopiero od czterech lat, mam ich jeszcze wiele do odkrycia w bliższej i dalszej okolicy.

Twój czas na pisanie to... ? Co robisz w momentach zastoju twórczego? Odpuszczasz i czekasz, czy mimo wszystko, próbujesz go pokonać? 

Joanna M. Chmielewska:   Lubię pisać, kiedy jestem sama w domu albo gdy wszyscy już śpią,  wtedy nic mnie nie rozprasza i nie odciąga od moich bohaterów. A oni, wdzięczni, że mam czas tylko dla nich, odsłaniają swoje tajemnice.
Cały czas szukam recepty na zastój twórczy, ale jej jeszcze nie znalazłam, niestety:) A może ty znasz jakiś cudowny sposób?

Niestety, nie:(  Nauczyłam się już pokory wobec moich bohaterów. gdy milkną, po prostu czekam. i denerwuję na samą siebie, że czas przecieka mi przez palce! 
 
Joanna M. Chmielewska: Czasami próbuję pokonać zastój, pisząc wytrwale, a czasami odpuszczam i zajmuję się zupełnie czym innym - zabieram się za sprzątanie, idę na spacer albo na basen.
Pamiętam, jaki problem miałam przy pisaniu "Sukienki z mgieł". Otóż główna bohaterka - Weronika, zakochała się w Brazylijczyku. Zakochała się w nim jeszcze w poprzedniej książce ("Poduszka w różowe słonie"), gdzie była bohaterką drugoplanową. Kiedy pisałam "Poduszkę...", nie miałam pojęcia, że kiedykolwiek napiszę opowieść o Weronice. Gdybym to przewidziała, może udałoby się nie dopuścić do jej związku z Brazylijczykiem, ale niestety nie przewidziałam, więc musiałam ponieść konsekwencje. Pisałam tę "Sukienkę z mgieł", Brazylijczyk namawiał Weronikę, żeby przyjechała do niego do Brazylii, Weronika się wahała, ale przecież nie mogła wahać się przez całą książkę, coś musiałam z tym zrobić. Lecz jak tu ją wysłać do Brazylii, kiedy ja tam nigdy nie byłam i zielonego pojęcia o Brazylii nie mam. Poczytałam trochę w internecie, zaczęłam czytać jakąś książkę o Brazylii, ale nadal czułam, że za mało wiem i Weroniki wysłać tam nie mogę. Nie miałam pojęcia, jak z tego wybrnąć. Odpuściłam. Zostawiłam pisanie i poszłam na zajęcia z tańca orientalnego (które zresztą też znalazły odbicie w książce). I nagle podczas tańca olśniło mnie! Wymyśliłam, jak pozbyć się Brazylijczyka!
Czasami warto odpuścić i zająć się zupełnie czymś innym, a wtedy właśnie pojawiają się pomysły.

Nad czym teraz pracujesz? Uchylisz rąbka tajemnicy? 

Joanna M. Chmielewska:  Bardzo czekam na mojego "Ręcznikowca" (dla dzieci), który ma się ukazać w  pierwszym kwartale przyszłego roku, a obecnie pracuję nad książką, o której wspomniałam wcześniej. Piszę o tym, jak trafiłam do Szklarskiej Poręby. Chcę ukazać niezwykłość miejsca, które urzekło mnie od pierwszej chwili i powoli odkrywa swoje tajemnice. Chcę pokazać ludzi, którzy tu mieszkają i mieszkali,  tych, którzy wybrali to miejsce (Szklarska Poręba pod koniec XIX w stała się kolonią artystyczną) i tych, którzy zostali wrzuceni tu przez powojenną historię. Niesamowite są ludzkie losy.

Każdy człowiek to opowieść na niejedną książkę, prawda? Joasiu, bardzo dziękuję Ci za cudowną, ciepłą rozmowę. Pomimo braku kominka czułam się tak, jakbyśmy naprawdę przy nim siedziały, każda ze swoją filiżanką w ręku. Kiedy tylko Cię zobaczyłam na Warszawskich Targach Książki wiedziałam, że jesteśmy z tej samej bajki:) I nie pomyliłam się. Trzymam kciuki za książkę, nad którą obecnie pracujesz, i życzę Ci wielu tematów do podjęcia i utkania przepięknymi słowami, w które z wielką przyjemnością się zagłębiam i każdego do tego zachęcam! Moim gościem na Literackiej Kanapie była Joanna Maria Chmielewska, pisarka i kobieta, w której melodię można się wsłuchać, sięgając po jej książki. 
Monika A. Oleksa 

Na schodkach drewnianego domku w Parku Ducha Gór
 




 

Komentarze

  1. Przeczytałam wszystkie książki Pani Joanny i też niecierpliwie czekam na następną.
    Bardzo ciekawa rozmowa, a to że planuję odwiedzić Dom pod Wędrownym Aniołem, to z racji mojej miłości do Aniołów jest - oczywiste :)
    Z przyjemnością przeczytałam rozmowę przy kominku, dwóch moich ulubionych Pisarek. Uczta dla duszy :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja natomiast od dawna mam w planach poznanie twórczości pani Joanny i wiem, że w końcu mi się to uda. :)
    Bardzo ciekawa rozmowa i urocze zdjęcia. Fajne z Was babki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wczoraj skończyłam czytać "Prowincję pełną snów" Pani Katarzyny Enerlich i ku mojemu miłemu zaskoczeniu znalazłam w niej dość obszerny fragment ze spotkania bohaterki (narratorki) z Panią Joanną w Szklarskiej Porębie. Miło mi było wrócić myślami do uroczych Karkonoszy i moich górskich wędrówek min. ze Szrenicy na Śnieżkę. A do tego zainteresowałam się twórczością Pani Joanny i postanowiłam włączyć Jej powieści do moich tegorocznych lektur. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak