Literackie czwartki: Czwartkowe obiady odc.26

Moje Eulalie są dziełem uzdolnionych rąk Gabrysi Kotas:) 


Przedpołudniowa cisza i spokój lubelskiego cmentarza przy ulicy Lipowej, otuliły Bogusię, spacerującą tego pięknego słonecznego dnia zadbanymi alejkami. Przystrojone na Święto Zmarłych groby bezgłośnie opowiadały historie tych, którzy w nich spoczywali, a po ilości wypalonych zniczy można było dopowiedzieć, jak bliscy byli tym, którzy pozostali, ucząc się żyć z pustką, której nie można było niczym ani nikim zapełnić. 
Przechodząc tak po dywanie z opadłych liści, Bogusia pomyślała, jak wielką nieprawdą jest to, że ludzi można zastąpić innymi. Owszem, czas leczy rany, ci co pozostają, uczą się żyć na nowo, ale każdy człowiek jest tak niepowtarzalny i, w swoim zwyczajnym człowieczeństwie, wyjątkowy, że zawsze zostaje po nim dziura, której nie można tak po prostu załatać. 
Pewne miejsce w sercu Bogusi, choć pocerowane i zaleczone upływem lat, wciąż ziało pustką, która przełożyła się na całe jej życie, skłaniając do poszukiwania spełnienia, wypełnienia, uzdrowienia. Fryderyk był przerwaną i niedokończoną opowieścią, o której Bogusia nie umiała zapomnieć. I choć to uczucie, które ją, młodą wówczas dziewczynę, połączyło z tym dojrzałym i doświadczonym życiem mężczyzną trwało zaledwie chwilę, w porównaniu z latami, które przeżyła po nim; było tak silne, że nawet dziś Bogusia pamiętała smak i zapach tamtej miłości sprzed lat. 
Przychodziła na jego grób zawsze wtedy, gdy cmentarz cichł po hucznych odwiedzinach i gwarze miast i miasteczek, który wraz z ludźmi przekraczał mury nekropolii. Nie zaglądała tu ani pierwszego, ani drugiego listopada, oddając pamięć o Fryderyku tym, którzy mieli do niego większe prawo. Ona zostawiała sobie ten czas po, na spokojną rozmowę i zadumanie. Tego dnia gdy go odwiedzała, zawsze wkładała na siebie najlepszą sukienkę i zawieszała na szyi sznur pereł, który kiedyś jej podarował. W czasach kiedy miała tak niewiele, te perły były najcenniejszą rzeczą, jaką posiadała. Kiedy miała je na sobie czuła się tak, jakby Fryderyk był blisko. Widziała go, uśmiechniętego i wpatrzonego w nią z zachwytem w jasnych oczach. Czasami również się uśmiechała, a wtedy jej twarz wygładzała się spokojem. I tylko gdy próbowała poczuć jego dotyk, a wyciągnięta ręka trafiała w próżnię, przychodziło to bolesne ukłucie w sercu, że jeszcze trochę będzie musiała na niego poczekać, zanim i ona znajdzie się po drugiej stronie kurtyny, gdzie obiecał na nią czekać... Jej Fryderyk. Jej miłość. Przerwana, niespełniona, ale jedyna prawdziwa. Bez warunków, bez granic, i bez zakończenia. 
Zadumaną ciszę i rozmowę z nieobecnym przerwał dzwonek komórki, która jak oszalała wibrowała w torebce Bogusi. Chwilę trwało zanim ją odszukała w przepastnych zakamarkach jednego z atrybutów kobiecości, ale zdążyła odebrać zanim telefon ucichł. 
- Chcesz odwołać dzisiejszy obiad, czy upewnić się, że przyjdę? - spytała, dostrzegając na wyświetlaczu imię Eulalii. 
- Obiad w przygotowaniu, ale skończyła mi się herbata malinowa, a wiem, że Helena taką lubi najbardziej. Mogłabyś kupić po drodze? 
- Uwielbiam te czwartkowe obiady u ciebie, Lala. Rozpieszczasz każdą z nas z osobna. 
- Bogusia, a kto nas w tym wieku będzie rozpieszczał, jak same tego nie zrobimy? Dla ciebie mam nalewkę miodową, a specjalnie dla Jadzi upiekłyśmy z Martą chałwowca. Natomiast menu pozostanie tajemnicą do momentu podania. 
Bogusia poczuła, jak jej żołądek zabulgotał radośnie, włączając lekkie ssanie. 
- Herbatkę kupię i na obiad, po takim wstępie, dotrę przed czasem. Ty wiesz jak człowieka wodzić na pokuszenie, córko Ewy. Powiedz mi tylko, czy chociaż raz przygotowałaś coś podobnego dla Strojewskiego? Wiesz, że do serca mężczyzny to przez żołądek... 
- Czy możemy zakończyć ten temat? - Bogusia usłyszała lekkie poirytowanie w głosie przyjaciółki. 
- Szkoda życia, Lala - odpowiedziała cicho, patrząc na złote litery z imieniem i nazwiskiem Fryderyka. - Spróbuj się nim nacieszyć, skoro los sam pcha ci w ręce coś fantastycznego. Nie odkładaj niczego na później, bo wiesz... 
- A ty co się taka refleksyjna zrobiłaś? - spytała Eulalia z niepokojem. 
Bogusia uśmiechnęła się do Fryderyka, którego obecność poczuła tuż przy swoim ramieniu.
- Po prostu chcę, żebyś była szczęśliwa, Lala - odpowiedziała i rozłączyła się, pozostawiając Eulalię ze wzruszeniem, które napłynęło do oczu i serca. 
Monika A. Oleksa 

   

Komentarze

  1. Ach te wędrujące Eulalie :-)) Dobrze się mają u Ciebie Moniczko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Moniko, chyba jakaś telepatia działa (-; Wczoraj nie zdążyłam przeczytać "Literackich czwartków", a dzisiaj jadąc autobusem myślałam o tym cmentarzu, zawsze dużo ludzi wysiada na tym przystanku. Wydaje mi się, że to często odwiedzane miejsce, zwłaszcza przez osoby starsze.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak