wtorek, 30 grudnia 2014

Serca przyniesione na dłoni

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Są takie miejsca, które od pierwszej chwili zapadają głęboko w serce i sprawiają, że widząc je po raz pierwszy masz pewność, że do nich powrócisz. Są takie miejsca, w których od pierwszego momentu i spojrzenia twoje serce czuje się jak w domu, otwierając się na ludzi, którzy cię w tym miejscu przyjmują. Są takie miejsca, maleńkie miasteczka na końcu świata, gdzie nad Bugiem płynącym swoim wartkim nurtem, życie toczy się spokojniej niż w zapędzonych miastach i gdzie ludzie mają dla siebie czas. Ten czas znajdują również na spotkanie z literaturą i rozmowę o książkach, pisanych właśnie dla nich; dla ludzi, którzy przychodząc na spotkanie z Autorem, przynoszą w dłoniach swoje szczere serca, wypełnione życzliwością, i przy których chce się zostać, wsłuchując w ich opowieść. 
Takie miejsce, w którym pomimo późnolistopadowej aury, zakochałam się od pierwszego pobytu, są Świerże położone nad Bugiem, niedaleko Dorohuska. 

Powitanie wierszem, ułożonym przez Panią Beatę Soczyńską 
Pani Beata to kobieta o ogromnym sercu
Fot. Henryk Góral
Fot. Henryk Góral
Maleńka biblioteka powitała mnie ciepłem prawdziwego, kaflowego pieca i serdecznym objęciem pani Beaty Soczyńskiej, kierownik Filii w Świerżach Gminnej Biblioteki Publicznej w Dorohusku, do której ludzie lgną, bo ma im naprawdę wiele do zaoferowania. Nigdzie wcześniej nie spotkałam się z takim przyjęciem Czytelnika przychodzącego na spotkanie w bibliotece, jak tu, w Świerżach. Pani Beata podchodziła do każdego i z każdym witała się ciepło, wymieniając imię przychodzącej osoby. Z każdym zamieniła choć kilka słów, czując się w tym skromnym miejscu gospodynią. Filia Biblioteczna w Świerżach mieści się w niewielkim, starym i dawno już nieremontowanym, drewnianym domku, który z zewnątrz wygląda jak ciepła chatka, do jakiej zagląda się z ciekawością. Pani Beata nie ma tu nawet toalety, a stare regały, zapełnione książkami od góry do dołu, błagają o emeryturę i zastąpienie przez nowsze. To miejsce jak z bajki, lecz zaniedbane, bo pozostawione samo sobie. Ogromne serce pani Beaty nie sprawi, że pomieszczenie zmieni swoje oblicze, bo na to potrzebne są pieniądze, a Świerże nad Bugiem to przecież wioska na wschodnim krańcu Polski - tej części, która od lat była i jest Polską B.   

Każdy fragment moich książek w interpretacji Czytelników wzrusza mnie
Mój mąż jest przy mnie na większości moich spotkań
Fot. Henryk Góral
Obok mnie miły i najprawdziwszy piec kaflowy!
Fot. Henryk Góral
Fot. Henryk Góral
Ale nawet w takich warunkach, surowych i wymagających poświęcenia, ludzie potrafią stworzyć taki klimat, że łzy wzruszenia same napływają do oczu, a serce przytula się do tych którzy przychodzą, aby ogrzać się ich serdecznością. 
W Świerżach każdy z przybyłych przyniósł "coś" ze sobą. Moja imienniczka, pani Monika zatroszczyła się o ciasto, które dopieściło podniebienia i wniosło do biblioteki smak domu. Pan Henryk Góral, zawodowy fotograf, na stałe mieszkający w Lublinie, który przybył na spotkanie wraz z żoną Małgorzatą Góral, zadbał o profesjonalne utrwalenie tych chwil na zdjęciach. Jedni pomagali pani Beacie przygotować bibliotekę na ten wieczór, inni przyszli ze swoimi fragmentami moich książek i dzielili się nimi w nastrojowej atmosferze piątkowego wieczoru. Nikt nie przyszedł z pustymi rękami; każda z tych osób, które miałam ogromną przyjemność spotkać w Świerżach, przyniosła swoje serce w dłoniach, chcąc dzielić się nim z innymi. Oddane komuś ciepło, podobnie jak dobro, wraca. Serdeczność i życzliwość okazane drugiemu człowiekowi, nigdy nie zostają bez odpowiedzi. To takie proste, ale im większe miasto, tym trudniej to zrozumieć... 

Ciasta autorstwa Pani Moniki
Fot. Henryk Góral
Fot. Henryk Góral
Beata Soczyńska jest niesamowitą osobą. Jej biblioteka, podobnie jak ta w Koźminie Wielkopolskim czy bliska mojemu sercu biblioteka lubelska, pełna jest ciekawych inicjatyw i zajęć, związanych nie tylko z książkami, ale i z warsztatami artystycznymi dla młodszych i starszych. Pani Beata gromadzi przy sobie ludzi, dla których codziennie ma dobre słowo i którym nie skąpi swojej serdeczności i pogody z jaką podchodzi do życia, ceniąc je w każdej postaci. 
Prostota i serdeczność Świerży i jej mieszkańców urzekły mnie. Nigdy wcześniej, poza Nałęczowem, nie doświadczyłam takiego uczucia, że mogłabym tu zostać i właśnie tutaj wybudować dom, który na razie schowany jest w moich marzeniach, ale przecież siła tych marzeń i wiara w nie jest naprawdę ogromna, o czym już niejednokrotnie się przekonałam. Bliskość Bugu, tak różnego od Wisły, malowniczy krajobraz, cisza i panujący tu spokój ukoiły i sprawiły, że wróciłam do domu z innym spojrzeniem na życie, toczące się tak niedaleko. 

Artystki Eulalie ciągle na walizkach:)
Pani Małgorzata Góral i czytany przez nią fragment
Po dwugodzinnym spotkaniu czułyśmy, jakbyśmy znały się od zawsze
Pan Andrzej Suchecki, artysta rzeźbiarz 
Coraz więcej Aniołów czuwa nad moją twórczością... 
Artyści ze Świerży: Rafał Jankowski, Andrzej Suchocki i Piotr Soczyński

Wielkim zaskoczeniem były dla mnie dary przyniesione wraz z tymi ciepłymi sercami, na spotkanie. Po cieście pani Moniki zostały dobre i smakowite wspomnienia, ale prace lokalnych rzeźbiarzy - pana Rafała Jankowskiego (Anioł z piórem), oraz Andrzeja Suchockiego (niepełny słonecznik; mam go dopełnić kolejną wizytą w Świerży) znalazły swoje miejsce w moim domu, a do wiersza ułożonego przez panią Beatę przez cały czas się uśmiecham :) Natomiast Anioł Boży, mój patron, którego narysował dla mnie Piotruś Soczyński ( Anioł z piórem i kajecikiem!) przypomina mi, że w najgorsze dni, kiedy sprawy ludzkie przygniatają tak bardzo, że traci się nadzieję i nie można w sobie odnaleźć ani siły, ani prostej radości życia, nigdy nie jestem sama, bo mam właśnie tego Anioła, któremu powierzono mnie w opiekę i który nigdy nie odchodzi. 

Po drugą połówkę słonecznika mam powrócić do Świerży:) 
Powitalny wiersz autorstwa pani Beaty Soczyńskiej 
Mój Anioł Stróż, autorstwa Piotrusia Soczyńskiego

Za to niesamowite, ciepłe i tak inne od wszystkich poprzednich, spotkanie w Świerżach z serca dziękuję Beacie Soczyńskiej i wszystkim gościom, którzy 28 listopada przybyli tam, aby spotkać się ze mną i moją twórczością. Moi kochani, wrócę do Was na pewno, nie tylko po te drugą połówkę słonecznika :), ale i po to, aby znów wejść między to ciepło, z jakim mnie przyjęliście i aby podzielić się z Wami tym, co we mnie najlepsze. Po prostu sobą. 
Monika A. Oleksa  

Cudowni mieszkańcy Świerży
Ciężko się było z nimi rozstawać... 
Moje ulubione momenty... 
Fot. Marcin Piotr Oleksa 

4 komentarze:

  1. Pani Moniko, życzę w nadchodzącym roku możliwości dotarcia do wielu takich życzliwych miejsc, a zwłaszcza ludzi. Wszystkiego dobrego i "do siego roku" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciepło dotarło aż do mnie Moniś. Piękne wspomnienia, a to oko Marcina wyjątkowo czujne. Widać, że Twoje spotkania przeżywa równie mocno jak Ty :) O "artystkach" już nie wspomnę One to już wszędzie czują się jak w domu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że Twoje marzenia się spełnią.
    Podczas gdy wiele bibliotek się likwiduje, bo niby nie ma pieniędzy, bo nikt do nich nie zagląda, to takie miejsca kwitną wbrew wszystkiemu i to jest prawdziwy powód do radości. Oby jak najwięcej takich ludzi jak pani Beata!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękny post:) Przepiękny blog:) Przepięknie Pani pisze:) Jestem świeżo po lekturze "Samotności..." - książki, na którą trafiłam przypadkiem a która pochłonęła mnie bez reszty. Zachwyciła pięknym językiem, mądrością, dostarczyła wiele wzruszeń i sprowokowała do przemyśleń. Bardzo chciałabym spotkac Panią na takim wieczorku właśnie w takiej cudownej klimatycznej bibliotece:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń