Po drugiej stronie lady

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Moja najnowsza powieść, "Niebo w kruszonce", powstała z empatii. Historię jej napisania opowiadam na każdym spotkaniu autorskim, na które serdecznie zapraszam Czytelników wszędzie tam, gdzie się pojawiam, przy okazji odkrywając jak piękna jest nasza Polska, i jak wielka serdeczność ludzi, żyjących w różnych jej zakątkach. 
Pisząc tę książkę chciałam przede wszystkim wyrazić swój ogromny szacunek i podziękowanie dla wszystkich pań, stających po drugiej stronie lady. Pragnęłam też pokazać, że każda z nich jest po prostu kobietą, której tak często w sprzedawczyni nie dostrzegamy. 
W chwili i atmosferze niedzielnego zatrzymania, zapraszam na rozmowę z kobietą po drugiej stronie lady - mądrą, ciepłą, wrażliwą i po prostu kobiecą, stającą każdego dnia naprzeciw klienta i starającą się wykonać swoją pracę najlepiej, jak potrafi, bo to, że jest sprzedawczynią, w niczym nie ujmuje jej godności, o czym my, klienci, tak często zapominamy... 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Pani Elu, kim chciała Pani być jako mała dziewczynka?

Elżbieta: Jako mała dziewczynka najbardziej chyba chciałam być panią nauczycielką, która wszystko wie, robi kartkówki i zabiera zeszyty do sprawdzenia. Niestety, marzenia małej dziewczynki bardzo różnią się od codzienności dorosłego życia... 

Czy nie jest tak, że sklep, szczególnie taki lokalny, staje się w pewnym sensie miejscem zrzucania trosk, nie mówiąc już o wymianie ploteczek, a część klientów zagląda właśnie tam nie tylko po to, by zrobić zakupy, ale aby spotkać drugiego człowieka? 

Elżbieta: Sklepy osiedlowe, albo te na wsi, mają przeważnie klientów, którzy przychodzą każdego dnia,  i którzy się wzajemnie znają nie tylko na "dzień dobry". Nieraz zdarza się tak, że zakupy trwają trochę dłużej niż zamierzaliśmy, bo a to jedna znajoma, a to druga, z tą zamienimy słowo, z tamtą dwa. Są też tacy klienci, którzy przychodzą do sklepu dla zabicia nudy, a czasem wręcz z samotności. W naszym sklepie mamy taką klientkę, która przychodzi do sklepu kilka razy w ciągu dnia, to pani, która mieszka sama. Pierwszy raz jest tuż po otwarciu, a pracujemy od szóstej. Za każdym razem obejdzie cały sklep, kupi dosłownie po kilka plasterków sera i wędliny, sprawdza cenę każdego produktu na czytniku, choć pewnie zna je lepiej niż my. Porozmawia z tym, czy tamtym i wychodzi, a za godzinę jest ponownie i cały rytuał zaczyna się od początku.
Wiele razy zdarza się tak, że ktoś kogoś spotka, przystanie na chwilę i przegada dobre pół godziny, a dopiero później robi zakupy. Sklep lokalny to miejsce spotkań. Czasami śmiejemy się z koleżankami, że przydałoby się komuś postawić krzesełko lub stoliczek z kawą. To również miejsce, gdzie można się wszystkiego dowiedzieć, co się komu przydarzyło, co u kogo słychać. Czasami to bardzo ciekawe informacje ;). 

Stojąc po drugiej stronie lady można wiele dostrzec, czasem zupełnie niezamierzenie. Czy mamy do siebie wzajemnie szacunek, czy raczej jako społeczeństwo mamy tendencję do kategoryzowania ludzi i dzielenia ich na tych mniej ważnych, ważnych i ważniejszych? 

Elżbieta: Wydaje mi się, że tak naprawdę nie ma znaczenia czy to sklep czy inne miejsce, ludzie zawsze sami między sobą dzielą się na ważnych i ważniejszych. Nie raz daje się słyszeć lub zauważyć jak ktoś o kimś szepce, niekoniecznie pochlebnie, a najgorsze jest to, że chwilę temu mówił tej osobie "dzień dobry" z uśmiechem na twarzy. W naszym sklepie mamy różnych klientów, nie tylko tych mieszkających w pobliżu, choć i wśród nich zdarzają się osoby, które uważają, że są ważniejsze niż inni, da się zauważyć jak patrzą z góry na spotykane osoby. W sezonie letnim dużo u nas "miastowych", którzy przyjeżdżają na działki. I szczerze mówiąc, choć oczywiście zdarzają się wyjątki, ci są najbardziej zadufani. Czasami zachowują się jakby zjedli wszystkie rozumy albo dobre wychowanie zostawili w domu, ci na pewno uważają się za ważniejszych. Obserwując wszystko zza lady widać, jak ludzie potrafią się klasyfikować i wywyższać względem innych. Chociaż to bardzo przykre, ale niestety brakuje mam tolerancji, szczerości i szacunku dla drugiego człowieka.

Jakie jest Pani doświadczenie ze spotkań z ludźmi, którzy stają po przeciwnej stronie lady? 

Elżbieta: Tak naprawdę, takie spotkania z ludźmi, który przychodzą do nas na zakupy na ogół są bardzo pozytywne, zwłaszcza ze stałymi klientami. Zawsze jest "dzień dobry", z uśmiechem na twarzy, nieraz, jak nie ma kolejki, można zamienić kilka słów, zapytać co słychać. Często sami zaczynają rozmowę o tym, czy o tamtym. Zdarzają się też, niestety i tacy, którym to "dzień dobry" przychodzi z trudem, i którzy zachowują się tak jakby byli obrażeni na cały świat i na wszystkich. Ale jak to mówią, ile ludzi tyle charakterów, wszystkim się nie dogodzi.

Za co lubi Pani swoją pracę? 

Elżbieta: Najbardziej chyba za możliwość spotykania drugiego człowieka, obserwowania ludzi. Pracując kilka lat w tym samym miejscu nauczyłam się inaczej patrzeć na ludzi, dostrzegać towarzyszące im emocje.
Tak naprawdę jednak, swoją pracę najbardziej lubię za to, że dała mi prawdziwe przyjaciółki. Dwie pracują ze mną od samego początku, od powstania sklepu, trzecia dołączyła później. Każda z nas jest inna, i choć z jedną dzieli nas spora różnica wieku, szczerze mówiąc nie odczuwamy tego. Więź, która nas połączyła jest silna i trwała, nie raz zmagała się już z zazdrością i zawiścią ze strony innych współpracownic, ale w prawdziwej przyjaźni siła. Najfajniejsze jest to, że z jedną przyjaciółką, na początku naszej znajomości byłyśmy na innych zmianach i bardzo "darłyśmy koty". Teraz się z tego śmiejemy. kiedy czasem weźmie nas na wspominki. Jak to mówią, od miłości do nienawiści jeden krok, i w naszym przypadku to się sprawdziło :). 

A co jest w Pani pracy najcięższe? 

Elżbieta: Mogłoby się wydawać, że praca w sklepie to nic ciekawego, ale śmiem twierdzić, że to nieprawda. Wbrew pozorom to nie jest lekka praca i nieraz sobie myślę, że każdy powinien przynajmniej z tydzień popracować w takim większym sklepie, wtedy może ludzie bardziej docenili by to co robimy, i nabrali większego szacunku do pracy drugiego człowieka. Czasami, kiedy obserwuję jak ludzie zachowują się w kolejce, to mam ochotę powiedzieć, żeby choć na chwilę zamienili się ze mną miejscem. Praca w sklepie wymaga siły, zwłaszcza tej psychicznej, trzeba znać swoją wartość i nie wątpić w siebie. Czasami klienci naprawdę potrafią zaleźć za skórę, ale ja na przykład, nigdy nie pozostaję dłużna, może to źle, ale mam charakter osoby, która nie pozwoli wejść sobie na głowę, i jeżeli widzę, że ktoś nie ma racji albo swoim zachowaniem bądź ciętym językiem czyni komuś, bądź mi przykrość, reaguję.
Nie raz śmiejemy się z koleżankami, że lepiej niech niektórzy klienci nie wiedzą co sobie o nich myślimy w momencie gdy liczymy ich przy kasie. Te myśli są bezcenne ;).

Jacy klienci są najbardziej kłopotliwi? 

Elżbieta: Wydawałoby się, że ci pod wpływem alkoholu, ale niekoniecznie. To zależy od sklepu, od tego gdzie jest położony. U nas na przykład, nie ma tych stojących pod sklepem i zakłócających spokój. Raczej kryją się gdzieś na tyłach, być może dlatego, że to duży sklep, i położony w centralnym miejscu. Oczywiście zdarzają się i tacy, którzy się awanturują jak się im nie chce sprzedać alkoholu, bo są pod wpływem (osobiście bardzo przestrzegam tej zasady, nie ma zmiłuj).
Bardziej kłopotliwi są jednak ci klienci, którzy wszystko by chcieli już, teraz, natychmiast. Nie ma wytłumaczenia, że nie było jeszcze dostawy, albo czegoś nie ma w hurtowni, od razu są komentarze co to za sklep, i w ogóle. Zawsze wtedy nasuwa się myśl, czy to tylko jeden sklep jest w okolicy, idź sobie człowieku gdzie indziej. A tak naprawdę, ile by nie narzekali i marudzili, i tak zawsze wracają, nawet kilka razy dziennie.

O czym marzy "kobieta sklepowa"? Jakie pragnienia nosi w sercu?  

Elżbieta: "Kobieta sklepowa ", tak jak każda chyba kobieta, marzy o tym by być kochaną, docenianą, by być potrzebną. Spotykając każdego dnia tak wielu ludzi, obserwując ich myślimy sobie, ten to ma dobrze, ten to ma to, ten tamto, ale tak naprawdę nie wiemy jakie kto ma ukryte troski, problemy, pragnienia. Tak samo jak klienci nie wiedzą co siedzi w naszych sercach i głowach. Nie zawsze człowiek ma siłę by się uśmiechać stojąc po drugiej stronie lady, a tego od nas wymagają. Z punktu widzenia swojej osoby wiem, że kobiety pracujące w sklepach pragnęłyby być bardziej doceniane przez przełożonych, przez szefostwo, czasami dobrze byłoby usłyszeć pochwałę za dobrze wykonana pracę a nie tylko wytykanie to źle, to nie tak. Nieraz dobre słowo i uznanie znaczy więcej niż premia. A będąc ciągle krytykowanym, człowiek jeszcze bardziej przestaje się starać bo wie, że szkoda siły, szkoda zdrowia i tak nie warto. "Kobieta sklepowa" pragnie mieć więcej czasu dla siebie, dla najbliższych, pragnie być szczęśliwa. Tak po prostu. 

W wolnym czasie... 

Elżbieta: W wolnym czasie... Uwielbiam książki i każdą wolną chwilę poświęcam na czytanie. To pozwala mi choć na chwilę zapomnieć o troskach, problemach, przenieść się w inny świat. Książki dają mi siłę, życiową mądrość, czerpię z nich całymi garściami. Latem poza książkami jest też praca w ogrodzie, która mnie relaksuje, uspokaja, pozwala się wyciszyć. Czytając bądź pracując w ogrodzie ładuję swoje baterie do dalszych zmagań z codziennością.
Wolny czas to też nadrabianie zaległości w domowych obowiązkach, pranie, sprzątanie, prasowanie, ale również spotkania z przyjaciółkami, chwile spędzone z rodziną, o które na codzień tak trudno.

Wolna od handlu niedziela stała się ostatnio bardzo mocno dyskutowanym tematem. Jakie jest zdanie tych najbardziej zainteresowanych, którzy poświęcają ten niedzielny czas nam, klientom, odbierając go sobie i najbliższym? 

Elżbieta: W naszym sklepie praca w niedzielę to czas na sprzątanie, "wymiatanie" magazynu, robienie tego, na co nie było czasu w tygodniu. W pracy w niedzielę najbardziej boli i denerwuje to, kiedy widzi się ludzi, którzy sobie spacerują, przychodzą na lody czy po zaopatrzenie na grilla. To wydaje się najbardziej niesprawiedliwe, my też mamy rodziny, dzieci, przyjaciół i to z nimi chciałybyśmy spędzać ten jeden dzień tygodnia.

Mówi się "klient nasz pan", ale to trudne w sytuacji, kiedy ten właśnie klient traktuje nas bez szacunku na jaki zasługujemy, bo to ciężka praca, nie ukrywajmy. Czy zdarzył się kiedyś taki dzień, gdy miała Pani ochotę rzucić kluczami i po prostu wyjść ze sklepu, już tam nie wracając?  

Elżbieta: Szkoda tylko, że ten "klient nasz pan" czasami zapomina, że po drugiej stronie też jest człowiek, który tak samo czuje. Tak naprawdę i ja, i moje koleżanki chyba nie raz miałyśmy ochotę rzucić wszystko, wyjść i nie wrócić. Do wszystkiego jednak trzeba nabrać dystansu, umieć dać sobie "na luz", nigdy wszystkim się nie dogodzi i wszystkich nie zadowoli. Trzeba robić swoje i tyle. 

Chciałabym w życiu... 

Elżbieta: Chciałbym w życiu... być zdrowa, bo to najważniejsze, zdrowia się nie kupi za żadne pieniądze. Jak człowiek ma zdrowie to wszystko inne jakoś się ułoży, z wszystkim innym damy sobie radę.

Pani Elu, serdecznie dziękuję za tę szczerą i wypływającą z serca rozmowę. Dziękuję za to, że zechciała się Pani tym ze mną podzielić, uwrażliwiając na to, czego często nie jesteśmy świadomi. Życzę Pani z całego serca, aby wszystkie pragnienia kobiety stojącej po drugiej stronie lady, spełniły się, przynosząc Pani dobro, które wychodzi od Pani. 
Monika A. Oleksa 

A ten bukiet jest dedykowany właśnie Pani, i wszystkim kobietom, stojącym po drugiej stronie lady, z wielkim DZIĘKUJĘ! za Waszą pracę i wkładany w nią trud.  


Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Dziękuję również tym wszystkim moim Czytelnikom, którzy w "Niebie w kruszonce" nie doszukiwali się tej samej Moniki A. Oleksa co w poprzednich książkach, tylko zrozumieli przesłanie zawarte w tej powieści - zwyczajnie o zwyczajności, z ukłonem szacunku w stronę tych, którzy w tej zwyczajności są nadzwyczajni!  

Fragment jednej z recenzji, którą bardzo cenię, bo Marysia Bisztyga odnalazła w książce te wszystkie drobiazgi, które tam poukrywałam:  

"Chciałam Ci z całego serca podziękować za wszelkie przeżycia i przemyślenia, które obudziła we mnie lektura Twojej najnowszej powieści pt. "Niebo w kruszonce". Uważam, że zrobiłaś rzecz niezwykłą. Tą książką oddałaś szacunek należny kobietom zwykłej codziennej, niełatwej pracy - paniom zza sklepowej lady! Jest wiele zawodów, do których istoty należy kontakt z drugim człowiekiem. Oczywiście, ważne są te wszystkie czynności, które mają za zadanie dać ludziom namacalny konkret w postaci zakupionego produktu czy uzyskanej usługi, ale - zawsze byłam i jestem o tym przekonana - to, co najistotniejsze kryje się w tej jakże ulotnej chwili, gdy spotykają się dwa spojrzenia, a serca otwierają się na siebie nawzajem, zaczynają płynąć słowa, być może dla kogoś samotnego pierwsze od długiego czasu. Jest to moment otwarcia na drugiego człowieka, trudny, bo niosący ryzyko otarcia się o ciemne strony życia, ale i wzniosły, gdyż prowadzący do wymiany myśli, przeżyć, podzielenia się z kimś swoim losem. Wydaje się, że to tak niewiele, a może stać się wszystkim. Nigdy nie wiemy, czy okazanym bliźniemu zrozumieniem, podarowaną chwilą swojego czasu, nie uratujemy mu życia, przedłużając wiarę w sens istnienia, dodając siły do zmagań z losem. Muszę Ci powiedzieć, że jako bibliotekarka, równie często spotykam się w swojej pracy z sytuacjami, których sedno stanowi właśnie owo zasłuchanie w drugą osobę i są to dla mnie najpiękniejsze momenty, stając się solą tego zawodu. Gromadzę je jak drogocenne perły i przechowuję w szkatułce swego serca." Maria Bisztyga 

Fot. Marcin Piotr Oleksa










Komentarze

  1. Bardzo piękny wywiad, szanuję kobiety pracujące za ladą, ponieważ jedną z nich była moja mama.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana Moniko, dziękuję za przytoczenie moich przemyśleń związanych z lekturą "Nieba w kruszonce". To ważne, żeby doceniać zwyczajność i ludzi, którzy mozolną pracą ułatwiają nam codzienne funkcjonowanie! Jeszcze raz dziękuję za przyjemność i refleksje obudzone za pośrednictwem Twojej książki!
    Ściskam mocno:)
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
  3. W naszym sklepiku też są miłe panie za ladą które już przeczytały książkę i bardzo ciepło Cię pozdrawiają

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak