Szuflada



Nie lubiła tych poświątecznych porządków. Zawsze zabierała się do nich jak do najbardziej przykrego obowiązku. Zupełnie inaczej było przed świętami, na które oczekiwała z radością. Nawet jeśli sama jej w sobie nie miała, radość Natalki potrafiła rozpalić i jej zziębnięte serce, które w Wigilię płonęło już nieugaszonym płomieniem. Ogrzewała w nim siebie i ten wyziębiony dom i były chwile, gdy w oczach Przemka odnajdywała tę pasję, która ich połączyła. 
Dziś nadal czerpała z tej świątecznej radości, ale dzień taki jak ten - szary i ponury, przygnębiał ją. I do tego ta świadomość, że trzeba pozdejmować bombki ze strojnej choinki i schować je głęboko w piwnicy, gdzie przeczekają długie miesiące na swoje pięć minut. 
Delikatnie zdjęła aniołka, wykonanego przez Natalkę, z ogołoconych z igieł gałęzi. Był tak delikatny, jak jej córeczka i tak samo radosny. Patrzyła na niego przez chwilę z uśmiechem, który pojawił się na jej twarzy, a potem zdecydowała, że schowa go do szuflady i będzie po niego sięgać zawsze wtedy, gdy w jej sercu znowu zrobi się zimno. 
Otworzyła szufladę, do której nie zaglądała od wieków i rozgarnęła znajdujące się tam rzeczy, żeby zrobić miejsce dla aniołka. Pod palcami poczuła szorstkość koperty i gładkość wystającego z niej zdjęcia. Zupełnie o nich zapomniała. Leżały z dala od niej i pokrywały się kurzem zapomnienia, tak jak uczucie, które kiedyś połączyło ją z Przemkiem. Nieśmiało sięgnęła po kopertę, jakby obawiając się tego, co tam zobaczy. Poraził ją blask szczęścia bijący z jej własnych oczu. Szczęśliwa i ufna, patrzyła w obiektyw aparatu. Pamiętała ten moment. Wydawało jej się wtedy, że wygrała los na loterii. Przemek należał do niej i nic innego się nie liczyło. Nie musiała już żebrać o jego czas, cały należał do niej. Ich dni były szaleństwem, a noce namiętnością. Wracała do domu z radością i była słodka jak miód, który Przemek smakował bez opamiętania. Kiedy zaczęła gorzknieć? Czy wtedy, kiedy uświadomiła sobie, że zostać "tą pierwszą", nie oznacza wyeliminowania "tej drugiej", która kiedyś była pierwszą, z życia jej mężczyzny? Bo odejście od żony wcale nie oznaczało, że ta żona zniknie, rozpłynie się w niebycie i już jej nie będzie. Ona wciąż była i jakaś część Przemka wciąż do niej należała. Natalce łatwiej było to zrozumieć, ona naturalnie weszła w tę rozdwojoną rzeczywistość Przemka i po prostu to przyjęła. Ona nie potrafiła. Wymarzyła sobie księcia z bajki i zapragnęła go, wmawiając i jemu i sobie, że są jak dwie połówki jabłka pasujące do siebie idealnie. Ale to jabłko miało trzy połówki, a książę panią na zamku, która nie chciała po prostu zniknąć jak zła królowa. 
Wsunęła zdjęcie do koperty i odłożyła ją do szuflady. Przykryła roześmianym aniołkiem, który pomimo wszystko, dawał nadzieję. A potem wróciła do poświątecznych porządków, aby zająć czymś ręce i myśli. 
Monika A. Oleksa 



   
Pamiętacie trzecią bohaterkę samotności (Samotność - razem czy osobno?)? Tę, u której tak powiało chłodem? Wróciłam do niej. Jakieś refleksje? Czy zaglądać do niej, czy zamknąć drzwi za jej samotnością? Mnie ona zaciekawiła. A Ciebie?     

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak