piątek, 22 lutego 2013

Dwa Księżyce nad Kazimierzem

Fot. Monika Oleksa


Kazimierz zimą potrafił zachwycić. Róża przypomniała sobie o tym, jak tylko zza zakrętu pojawiła się posrebrzana wstążka Wisły. Biel otuliła miasteczko lekkim puchem, wtulonym w nagie konary drzew, a jego mokre czapy osiadły na iglastych gałęziach wysokich świerków i dachach domów. Śnieg zakrył wszystko, nie pozostawiając ani jednego kawałka szarej brzydoty, której w Warszawie nie brakowało. 
Samochód zatrzymał się, silnik umilkł. Kierowca czekał, a Róża siedziała zapatrzona na ten dobrze znajomy budynek, za którym tak tęskniła. Ogródek, wciąż ten sam, zapraszał aby do niego weszła, przeszła przez drewniany mostek i skusiła się na lampkę czerwonego wina przy kominku. Otworzyła drzwi i wysiadła z samochodu. Mokry śnieg przylgnął do jej butów, jakby chciał ją tutaj zatrzymać na dłużej. Uśmiechnęła się i ruszyła przed siebie, przez ten mostek, a dalej ścieżką wyłożoną drobną kostką, teraz przyprószoną śniegiem. Iglasty cis i oblepione szyszkami tuje wysoko wznosiły swe ramiona, jakby w geście powitania. Dwa Księżyce. Jej ucieczka przed światem i codziennością. Przystań, którą pokochała jak rodzinny dom i do której zawsze wracała z przeświadczeniem, że tutaj na nią czekają. 
Weszła po wysokich schodach, trzymając w ręku jedynie swoją torebkę. Resztę bagażu miał donieść jej kierowca i sekretarz, jak go nazywała. W dzisiejszych czasach modne było mieć sekretarza, więc Róża też miała. Ignacy doskonale sprawdzał się w tej roli. Oboje byli zadowoleni. 
Dotknęła zimnej klamki i już po chwili była w wąskim korytarzu, który otulił ją przyjemnym ciepłem. Zza recepcyjnej lady wstała młoda kobieta, której twarz Róża pamiętała. 
Uśmiechnęła się. 
- Dzień dobry, pani Różo. Bardzo dawno pani u nas nie było. 
- Witam serdecznie, pani Aniu. Dużo spraw zatrzymało mnie ostatnio w Warszawie, ale zatęskniłam tak bardzo, że jestem i to na dłużej. 
- Bardzo się cieszymy i zrobimy wszystko, aby pani pobyt tutaj był udany. 
- Wy nic nie musicie robić - ciepłe oczy Róży spojrzały na stojącą przed nią młodość. - To miejsce samo w sobie emanuje spokojem i jest przyjaźnie nastawione do gości. 
- Pokój dziewiętnaście, pierwsze piętro. Zaprowadzę panią. - na recepcyjnym blacie pojawił się klucz, z dużą, półokrągłą, drewnianą etykietą z numerem 19. 
- Nie trzeba, znam drogę. Poradzę sobie. - Róża sięgnęła po klucz z uśmiechem, który juz pozostał na jej twarzy. Lubiła ten pokój. zawsze dobrze jej się kojarzył. Wywoziła z niego za każdym razem dobre wspomnienia. 
Drewniane schody nawiązały przyjazny kontakt z jej obcasami. Szła na górę, wystukując nimi radosną melodię. U szczytu schodów przystanęła, nieodmiennie zachwycona zakątkiem z widokiem na Wisłę. Lubiła w tym miejscu pić kawę i obserwować nurt wody, która nieustannie się spieszyła. Tak jak ona. Za dużo się w życiu spieszyła. Zbyt wielu rzeczy nie dostrzegła w tym pośpiechu, część z nich pogubiła. O to najważniejsze bała się zawalczyć. Pozwoliła, aby miłość, która zdarza się tylko raz, odeszła z inną kobietą. 
Odgłos otwieranych drzwi i dźwięk kółek walizki toczącej się po kamiennej podłodze piętro niżej, wyrwał Różę z zamyślenia. Powoli minęła przyjazny zakątek i skręciła w korytarz prowadzący do jej pokoju. Ciepłe wnętrze powitało ją dobrze znaną atmosferą i zapachem, który kojarzył jej się nieodmiennie z tym miejscem. Kaloryfer zabulgotał wesoło, zupełnie jakby chciał jej powiedzieć "Dzień dobry". Odpowiedziała mu uśmiechem, a potem, jak zahipnotyzowana, podeszła do okna. Poprzez ciemny brąz okiennej ramy spojrzała na świat, za którym tęskniła. Naprzeciwko niej, niemalże na wyciągnięcie ręki wznosiła się kazimierska fara. Pięknie odnowiona, powracała do lat swojej dawnej świetności. Czerwony dach, teraz lekko przyprószony śniegiem, wskazywał drogę tym, którzy zbłądzili. Ruiny zamku, które Róża miała na wprost, zasłonięte były przez wysokie, rozłożyste świerki, ubrane w białą pelerynkę. Śnieg sypał się z nieba drobnymi, uporczywymi śnieżynkami, i wyglądało to zupełnie tak, jakby ktoś, tam w górze, rozerwał pierzynę i zdmuchnął to białe pierze na ziemię. Na tym świeżym śniegu, w ogródku, odbiły się ślady ptasich łapek z trzema zakrzywionymi palcami. Róża zamknęła oczy, aby schować ten obraz pod powiekami. To miejsce uspakajało. Umacniało. Wyciszało. Po nieustannym pośpiechu Warszawy, która nigdy nie przystawała, kazimierska cisza koiła. Dawała poczucie bezpieczeństwa. Otulała. 
Monika A. Oleksa 

fot. Monika Oleksa
      

Fragment "Dwa Księżyce nad Kazimierzem" pochodzi z mojej "Samotności", nad którą obecnie pracuję. Wróciłam, przywożąc z sobą kazimierską ciszę. Chciałabym bardzo serdecznie podziękować panu Aleksandrowi Serwatce za idealne warunki do pracy, jakie znalazłam w hotelu "Dwa Księżyce" w Kazimierzu Dolnym. Wiem, że wrócę tam niejednokrotnie, bo to miejsce zachwyca staropolską gościnnością, prawdziwą troską o gościa, przemiłą obsługą i wyśmienitą kuchnią, której nie sposób się oprzeć. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy sprawili, że ten pobyt był tak spokojny, wyciszający i niezapomniany. Dziękuję pani Kasi Barwiak i wszystkim przemiłym paniom w recepcji za ciepło, z którym każdego dnia mnie witały i opiekę, którą mnie otoczyły. Panu Mariuszowi dziękuję za cierpliwość do mnie,  niepowtarzalną atmosferę Restauracji i zaspokojenie mojego wybrednego gustu herbacianego, czemu sprostał na szóstkę :) Wszystkim paniom kelnerkom dziękuję za przemiłą obsługę i uśmiech, z którym od rana robiło się cieplej; a prawdziwej Artystce, Szefowej Kuchni dziękuję za małe dzieła sztuki na talerzu, o których długo będę pamiętać. Nie jestem w stanie opisać magii tego miejsca, o niej trzeba się przekonać na własnej skórze, do czego Was kochani gorąco namawiam! Mnie to miejsce zachwyciło tak, że nie mogło go zabraknąć w mojej książce. Za możliwość odkrycia tej magii - DZIĘKUJĘ!       

11 komentarzy:

  1. Jadę tam z Tobą następnym razem nawet jako Twoja walizka!
    B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło znów gościć u Ciebie. Brakowało mi Twoich postów. Przywiozłaś, jak widzę piękne zdjęcia i magiczne, wyciszające teksty. Mam ochotę odwiedzić "Dwa Księżyce".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa Księżyce to zjawiskowe miejsce, polecam gorąco! A ja gratuluję niesamowitej wygranej! Po powrocie z Juraty wpraszam się ze swoją herbatką na Twoją, Natalio, kanapę, i będę zaczytywać się we wrażeniach, które ze sobą przywieziesz:)
      M.
      p.s. A Kopciuszek też był księżniczką. Pamiętaj, że Ty również masz w sobie tę księżniczkę, Natalio.

      Usuń
  3. Ja także cieszę się Moniko ,że już jesteś i cieszę się że wypoczęłaś, z nowymi siłami pewnie ruszysz teraz jak wiosenna burza z napisaniem czegoś nowego ;-). Miałam nadzieję, że spotkasz gdzieś wiosnę i przywieziesz troszkę, a tu dalej zimowy krajobraz....no ale cóż będzie do czego wracać jak nam latem upał zalezie za skórę :-)Chciałabym też zobaczyć na żywo Dwa księzyce i nie tylko, może kiedyś jakis mały "sabacik" zorganizujesz? :-)Miłej soboty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać w kolejnym poście, uwzięłam się na tę zimę:) Strasznie się za Wami stęskniłam, i tak miło wrócić z powrotem. a ten "sabacik" Gabrysiu, to kto wie... dobry pomysł:)

      Usuń
  4. zazdroszczę tego Kazimierza :)

    OdpowiedzUsuń
  5. hmmm ... tekst zacheca do ksiazki i do tego miejsca + cudne zdjecie

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie, bardzo wciągający fragment, zachęca do skorzystania z usług Dwóch Księżyców, aż jestem ciekawa całości :)
    Na pewno będę zaglądać częściej, i chętnie przeczytam gotową książkę.
    Pozdrawiam,
    Telemarekterka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że udało mi się Panią skusić:)Proszę się rozgościć i zostać na dłużej. Będzie tu Pani zawsze mile widziana.
    M.

    OdpowiedzUsuń