piątek, 15 lutego 2013

Wypłyń na głębię

Fot. Marcin Oleksa


Lęk towarzyszy nam w życiu niemal od zawsze; od momentu, gdy zaczynamy świadomie podejmować decyzje i dokonywać wyborów. Zaczyna się od pierwszego, jeszcze niepewnego kroku i tak już zostaje. Lęk przed nieznanym. Lęk przed ośmieszeniem. Lęk o siebie, o kogoś, o coś, przed czymś. Każdego dnia krzyczy do nas i wprowadza w nasze życie niepokój. Niepokój i lęk. Słowa nierozerwalnie ze sobą związane. Słowa, z którymi nie jest nam dobrze i z którymi tak często nie umiemy sobie poradzić, choć uwierają i przeszkadzają. Aby się ich pozbyć, zagłuszamy je. Współczesny świat krzyczy. Jest pełen dźwięków i bodźców, które "pomagają" nam nie wsłuchiwać się w siebie. Wykorzystujemy ten hałas. Poddajemy się mu. Idziemy za nim, często zapominając o sobie. O tym, co ważne, choć często niewygodne. 
A świat ma tak dużo do zaoferowania... Żyjemy szybko, bo wszystkiego chcemy, choć po trochu, spróbować. I to nie jest nic złego, dopóki nie gubimy w tym wszystkim samych siebie. A tak łatwo się pogubić, cząstka po cząstce, zapominając o tych wszystkich wartościach, z którymi wkraczaliśmy w dorosłe życie. Tak łatwo się uzależnić, bo świat podsuwa nam coraz to nowe zachęty i "prezenty", za które jednak żąda od nas w swoim czasie wysokiej ceny. Świat uzależnia, a my nawet nie zdajemy sobie  sprawy z tego kiedy, bo dzieje się to stopniowo, krok po kroku, gdy dajemy się wciągnąć w wir zdarzeń, oblepiających nas niewidzialną siecią, zupełnie jak pajęczyna, z której nie tak łatwo się wydostać. Uzależnienie od hałasu i ciągła potrzeba otaczania się dźwiękami. Cisza krzyczy, a tym krzyku można wiele usłyszeć, i niekoniecznie to, co mamy w danej chwili ochotę słyszeć. Dlatego w naszych domach przez cały czas gra radio lub jest włączony telewizor; w samochodzie słuchamy głośnej muzyki i zmieniamy stację radiową jeśli tylko zaczynają w niej o czymś mówić; a na ulicy wkładamy w uszy słuchawki i przemykamy przez życie, tak wiele omijając, i często lekceważąc ludzi, którzy stają na naszej drodze. 
Uzależniamy się od pracy, która zaczyna pochłaniać cały nasz czas, nawet ten, który należy się naszym bliskim. "Muszę, naprawdę muszę. Nie mogę zawieść, nikt tego za mnie zrobić nie może, tylko ja...".  Wiem coś o tym i uczę się, dzień po dniu, nowej hierarchii. Rok temu jedno nieoczekiwane zdarzenie uświadomiło mi, że nie mam nieograniczonej ilości czasu tutaj, na tym świecie, i że nie można odkładać niczego na "później", bo zupełnie zwykła, codzienna czynność może zostać nagle przerwana i niedokończona. Tamtego dnia, równo rok temu, pewna mądra kobieta uświadomiła mi, że nie mogę tak po prostu wstać, otrzepać ręce i wrócić, jakby nigdy nic do biegu, w którym uczestniczyłam, bo to zdarzenie, pomimo bolesnych konsekwencji, było po coś. Po to, abym zrozumiała, że nie jestem Siłaczką i nie mogę sobie sama ze wszystkim poradzić, choćbym chciała. I po to, abym zrozumiała, że "potem" może już nie być i te wszystkie odłożone na półkę książki i myśli, jeszcze nieubrane w słowa, mogą zawisnąć gdzieś w próżni, bo zabraknie czasu, który chciałam przegonić. I że nie "potem" jest ważne i istotne, ale "tu i teraz". Ten czas i to miejsce
ębia naszego życia jest tam, gdzie odnajdujemy wewnętrzny spokój i gdzie nie ma w nas rozdarcia, tylko pogodzenie się samemu ze sobą. Tam, gdzie akceptujemy swoje słabości ze zrozumieniem, że mamy do nich prawo, bo jesteśmy tylko ludźmi. Tam, gdzie naszych błędów nie traktujemy jak porażki, ale jak lekcję życia; jak pasjonujący wykład, z którego wynosimy wiele cennych wskazówek i drogowskazów na to, jak dalej pójść przed siebie drogą, która nie będzie łatwa, ale na której nie będziemy wstydzić się siebie, tylko wysoko podniesiemy głowę i spojrzymy ludziom odważnie w oczy. Z podniesioną głową widzimy więcej; dostrzegamy drzewa, które każdej wiosny, nieodmiennie dla nas zakwitają; ptaki, ukryte w ich gałęziach, których dotąd nawet nie byliśmy w stanie usłyszeć; zatrzymany w locie płatek śniegu, który przycupnął na szaroburym i zmęczonym zimą krzaku; roześmianą młodość i pochyloną starość, bo to wszystko jest wokół nas. Z pochyloną głową i ciężarem na plecach widzimy tylko ten odcinek drogi, który jest tuż pod naszymi nogami; kiedy ją podniesiemy, widzimy o wiele dalej. Dostrzegamy słońce i jego ciepłe światło, za którym tęsknimy od jesieni. Potrzebujemy światła w naszym życiu, aby z daleka dostrzec zbliżającą się do nas Nadzieję, ukrytą w czyichś oczach z obietni, że damy radę, jeśli tylko odważymy się wypłynąć na głębię.  
Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Oleksa
     

3 komentarze:

  1. "Biada temu, kto nie podjął ryzyka. Co prawda nie zazna nigdy smaku rozczarowań i utraconych złudzeń, nie będzie cierpiał jak ci, którzy pragną spełnić swoje marzenia, ale kiedy spojrzy za siebie – bowiem zawsze dogania nas przeszłość – usłyszy głos własnego sumienia: „A co uczyniłeś z cudami, którymi Pan Bóg obsiał dni twoje? Co uczyniłeś z talentem, który powierzył ci Mistrz? Zakopałeś te dary głęboko w ziemi, gdyż bałeś się je utracić. I teraz została ci jedynie pewność, że zmarnowałeś własne życie.”
    Biada temu, kto usłyszy te słowa. Bo uwierzył w cuda, dopiero gdy magiczne chwile życia odeszły na zawsze."
    Paulo Coelho

    To tyle cytat,który mi się przypomniał, a od siebie dodam jeszcze troszkę. Od paru lat mieszkam na uboczu, w koło mam las. Tu jest zupełnie inny rytm życia, przywykłam już do tego:-) Jednak kiedy idę do lasu na spacer z synem , muszę mu co 5 minut przypominać, że TO JEST SPACER.Staję w miejscu i czekam ,aż się zorientuje,że się zatrzymałam :-) Tak pędzi,że tchu nie mogę złapać.Dopiero zwalnia po jakimś czasie, kiedy dociera do niego,że to naprawdę jest spacer.
    Ile prawdziwych chwil umyka nam, kiedy tak żyjemy "byle do piątku..byle do Świąt, byle do wakacji..byle jak.."

    OdpowiedzUsuń
  2. swieta racja, trzeba sie czasem zatrzymac. Chyba wiekszosc z nas zyje jak chomiki w kolowrotku i nie zauwaza np. ze kwitna kasztany. Praca, praca, odkladanie wszystkiego na pozniej, na nie wiadomo kiedy, a lata leca ... Mama mojego znajomego bardzo czekala na emeryture odmawiajac sobie przyjemnosci ktore mogla zrealizowac znacznie wczesniej np. wyjazdow w upragnione miejsca, nie zadne tropiki tylko miejsca gdzie spokojnie mogla sie wczesniej wybrac. Dostala wylewu pierwszego tygodnia na emeryturze i zmarla:-( Nie chce wprowadzac nikogo w smutny nastroj ale pomyslmy ze zyjemy tu i teraz i stworzmy sobie i bliskim to zycie jak najlepsze, bo wiele zalezy od nas samych i naszego podejscia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dobrze jest pomyśleć, że nie tylko ja widzę potrzebę zatrzymania się a raczej zatrzymywania się co jakiś czas, żeby... chyba żeby nie zwariować, żeby poczuć, że się jest. Po prostu jest. Dzięki za Twoje słowa Gabrysiu i za Twoje Magdo - już mi lepiej :)
    Basia

    OdpowiedzUsuń