czwartek, 4 kwietnia 2013

Tylko mnie kochaj



Mam dom i nowe imię, Mattie. Nazywam się Mattie. Wcześniej wołali na mnie Dina i Didi. A jeszcze przedtem... nie, tego nie chcę pamiętać. To było dawno. Już prawie o tym zapomniałam. 
Teraz mam swój dom, swoją rodzinę, swój kojec i imię, które lubię. Ach, i mam jeszcze miskę! W zasadzie dwie, nie, trzy! miski! Te miski też bardzo lubię, zwłaszcza, jak są pełne:) 
Mówią, że jestem ładna. I mądra, ale rozpuszczona. Ja tam nie wiem, czy rzeczywiście taka jestem; wiem tylko, że mam serce, które potrafi  kochać. Kocham moją panią i mojego pana. Kocham słodkiego Miłoszka, któremu pozwalam na wszystko. Jest najmłodszy w rodzinie, więc zazwyczaj trzymamy się razem. Jak ja go dobrze rozumiem... I jak go kocham za to, że zawsze dzieli się ze mną swoim obiadem i że specjalnie dla mnie zostawia przy kolacji brzegi tej pysznej szyneczki! Moja pani uparcie twierdzi, że powinnam jeść tylko jedzenie przygotowane specjalnie dla mnie. Mówi, że przyprawy mi szkodzą i potem choruję. Ale ja oddam wszystko za chwilę przyjemności... W mojej rodzinie jest jeszcze Michał. Jego też kocham. On również często nie zjada wszystkiego z talerza, ale nie zostawia mi tyle, co Miłosz. Za to wychodzi ze mną na spacery. Spacery uwielbiam! Świat poza drzwiami naszego domu ma tyle wspaniałych zapachów! Wszystko mnie tam fascynuje. Zimą rzucam się w najgłębsze zaspy i tarzam się w śniegu. Jak ja to lubię! Jest mokro, puszysto i przyjemnie. Latem też jest miło, bo mogę cały dzień leżeć na balkonie i obserwować to, co dzieje się na zewnątrz. Latem łatwiej odczytać listy, pozostawiane przez znajomych i nieznajomych na trawnikach, drzewach i krzakach. W letnie wieczory pan i pani wyprowadzają mnie do wąwozu, gdzie mogę szaleć do woli, jak na moje dwa psie lata przystało. Tam to jest dopiero psi raj. Czasami można nawet znaleźć tam coś dobrego do zjedzenia, pod warunkiem, że nie zauważy tego pan lub pani, bo wtedy pada ta nieładna komenda "Fe!" i po zabawie. 
W ogóle uważam, że słowa "Fe!" nadużywa się w naszym domu. Jak tylko zaczyna dziać się coś naprawdę fajnego, zawsze słyszę to "Fe!", i zupełnie nie rozumiem dlaczego. Jak chcę posprzątać po śniadaniu i zgarnąć coś z talerzyków chłopców, zaraz pada "Fe!". Jak chcę się zagrzać w łóżku pani po porannym spacerze, słyszę "Fe!". Jak nie podoba mi się tempo marszu mojej pani, bo uważam że jest nieco spowolnione i zaczynam przyspieszać według zasady, że ruch to zdrowie - znowu w uszach mi dźwięczy "Fe! Mattie. Równaj!". 
Ostatnio szukam wiosny. Kocham moją panią, a ona wciąż mówi, że ma już dosyć tej zimy i że już bardzo chce wiosny. Więc postanowiłam poszukać dla niej tej wiosny i zaczęłam od rzeczy, która mnie najbardziej fascynuje - od kosza na śmieci. Pachnie obłędnie, więc wydaje mi się, że wiosna może być właśnie tam. Nie wiem, jak wygląda wiosna, ale po gruntownym rozgrzebaniu śmieci, nie znalazłam jej. Znalazłam za to wiele innych ciekawych rzeczy, czego moja pani już nie doceniła i znowu padło to nieszczęsne:"Fe! Brzydki pies!" W szafie też wiosny nie było i w plecaku Michała też nie. W zgrzewce wody, z której zrobiło się fajne jezioro też jej nie było.  Za to za każdym razem było to krótkie, dobitne "Fe!".   
A ja to wszystko robię z miłości. Nikt mnie nigdy nie kochał tak, jak oni, więc ja tez chcę dać im coś od siebie. Na moje pierwsze święta w tym domu, mój pan zostawił dla mnie całą blaszkę pasztetu. Przesadził, bo z całą blaszką nie dałam rady, zjadłam trzy czwarte, a resztę schowałam. Nie mogłam tylko zrozumieć, dlaczego po powrocie był taki zły... 
Naprawdę nie wymagam wiele. Cztery spacery w zupełności mi wystarczają, a czasami dostaję ich dużo więcej, szczególnie latem. Na łóżku pańskim wcale spać nie muszę, wystarcza mi kojec, w którym obok mnie zmieściłyby się dwa inne psy i który ma poduszkę, rzekomo zapobiegającą odgnieceniom. Rarytasów nie żądam, ale za wątróbkę i kurczaka oddam wszystko! Nawet te królewskie bubki, które moja pani uparcie sypie mi do tej dużej miski.  Jestem miła i posłuszna, i tylko tak bardzo nie lubię samotności...Moje miejsce jest przy człowieku, którego proszę tylko o jedno: Tylko mnie kochaj... 
Monika A. Oleksa 



Fot. Marcin Oleksa
      

6 komentarzy:

  1. Uroczy tekst Moniko. A najbardziej mi się podobało to "Na moje pierwsze święta w tym domu, mój pan zostawił dla mnie całą blaszkę pasztetu. Przesadził, bo z całą blaszką nie dałam rady, zjadłam trzy czwarte, a resztę schowałam. Nie mogłam tylko zrozumieć, dlaczego po powrocie był taki zły..." - genialne.)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam pasztet mojego męża, a tamtego nawet nie spróbowałam:) Ale dała radę pochłonąć trzy czwarte w ciągu półtorej godziny! Za to jaka była potem szczęśliwa - spojrzenie jej oczu - bezcenne!
    Tak miło, że jesteś, Natalio:)

    OdpowiedzUsuń
  3. dlaczego nie sprobowalas tego pasztetu skoro zostala 1/4? :-) przezabawny tekst, Mattie to szczesciara ze do Was trafila

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, jaka psinka cudowna, zacałowałabym...

    Kocham zwierzęta.

    A pasztet musiał psince smakować. ;-)))))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczęściara z Mattie, jak to dobrze, że trafiła na Was! Pięknie napisane.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnego razu Pan Bóg przechadzał się po Rajskim Ogrodzie. Nagle za krzaka wyszedł Diabeł:
    - Słyszałem, że stworzyłeś człowieka... - zagadnął Szatan.
    - Tak, już żyje na Ziemi. Może mieć partnera i dzieci, na razie uczy się rozpalać ogień i budować miejsce na nocleg, ale za tysiące lat będzie władcą całego globu.
    - I co z tego - prychnął Diabeł- nawet za te tysiące lat i tak będzie SAMOTNY.
    Zasępił się Pan Bóg, podrapał w długą, siwą brodę i powiedział:
    - Więc stworzę mu przyjaciela! Wybiorę jedno ze zwierząt, które uczyniłem, aby go strzegło i było mu poddane, ale jednocześnie oddało mu całe swoje serce.
    - To niemożliwe! - Diabeł się roześmiał i gdzieś przepadł. Pan Bóg natomiast zwołał zwierzęta z każdego gatunku i wybrał PSA.

    - Odtąd będziesz ogrzewał człowieka swoim ciepłem, uspokajał spojrzeniem, kochał z całego serca, nawet, kiedy on Cię znienawidzi.
    - Dobrze - odparł dobry pies.
    - Chociaż będziesz musiał znosić wszystkie upokorzenia, staniesz się też jego najlepszym przyjacielem. To bardzo zaszczytna rola.
    Niestety Twoje serce będzie musiało bić dwa razy szybciej i nie będziesz mógł żyć długo - najwyżej 15 - 20 lat.
    - Ale powiedz mi, czy człowiek nie będzie cierpiał, gdy odejdę do Ciebie?
    - Właśnie o to chodzi.
    - Jak to? - zdumiał się pies.
    - Będzie cierpiał i będzie wiele dni nie utulony w bólu. Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania, Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu.
    Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich życiu, jest życie TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą wiedzieć, że spotkają Ciebie znów.

    OdpowiedzUsuń