Oddechy dnia

Fot. Marcin Oleksa


Lubię patrzeć przez okno mojej kuchni na świat, który wita mnie porannym uśmiechem dnia. Po brunatnym jeszcze trawniku spacerują dostojne kruki, kawki i gawrony. Wśród nich, o kawałek chleba biją się szare, puchate gołębie; wiecznie głodne i nienajedzone. Kilka dni temu dołączyły do tego grona białe rybitwy, buszujące na osiedlowych trawnikach w poszukiwaniu jedzenia. Ich przylot zawsze zwiastuje wiosnę:) 
Pod  sklep podjeżdżają samochody dostawcze, dowożąc skrzynki pełne pachnącego, świeżego chleba, bułek, wędlin, owoców oraz dóbr wszelakich, niezbędnych do życia. Ludzie spieszą się do swoich zajęć, albo przystają na sąsiedzkie pogawędki, a życie toczy się swoim codziennym rytmem, odmierzanym oddechami dnia. 
Z sąsiedniego bloku wychodzi starszy, siwy człowiek. Lubię go obserwować. Jest wysoki i szczupły, i pomimo krzyżyka lat, trzyma się prosto jak struna. Mieszka samotnie, odkąd pamiętam. Emanuje z niego spokój i prosta radość życia. Codziennie karmi gołębie, a one znają go tak dobrze, że jak tylko wychodzi z klatki, pojawiają się tuż nad nim i lecą, jak w bajkach Disneya. Za każdym razem wzrusza mnie ten widok. Te ptaki po prostu go kochają swoimi gołębimi serduszkami ukrytymi pod szarym pierzem. Dla nich ten mężczyzna jest bardzo ważny. Myślę, że one dla niego też. 
Na parkingu pan od Maxia starannie poleruje swój samochód. Dba o niego i dotyka go z taką czułością, jakby dotykał kobiety. Nikt nie chce obok niego parkować i zawsze przy tym najczystszym na parkingu samochodzie jest wolne miejsce. Kiedyś pan od Maxia nakrzyczał na mojego męża, (niesłusznie zresztą), że zarysował mu to cudo. Od tego czasu my też trzymamy się z daleka:) Ale ja mam dużo wdzięczności dla niego, bowiem pomógł mi zupełnie bezinteresownie i z własnej woli wypchać samochód z zaspy, w której się zakopałam. Od tego czasu za każdym razem uśmiecham się do niego w podziękowaniu za ludzki odruch dobrej woli. 
Znajomy pan z administracji zmiata tony piachu z chodnika. Mój pies go uwielbia. Zawsze się z nim wita radośnie, wymachując: "Cześć! Jak się masz?", swoim ogonem; a ja przystaję przy nim na krótką pogawędkę. Pamiętam jak wiele lat temu, mój czteroletni wówczas synek oznajmił mi, że w przyszłości chce być panem z administracji. Odkąd tylko zaczął świadomie obserwować świat, fascynowały go kosiarki. Mógł godzinami stać i patrzeć na tę żmudną i monotonną pracę. Mój syn marzył o tym, aby być panem z administracji i kosić trawniki.
Wiosna niepewnie stawia swoje pierwsze kroki, ale tam gdzie przejdzie, zostawia na drzewach jeszcze zwinięte, lecz już widoczne pączki; do ptasich gniazd podrzuca, jak jaskółka, małe jajeczka, pieczołowicie wygrzewane przez ptasie mamy; a w powietrzu zostawia charakterystyczny tylko dla niej zapach wilgotnej ziemi, stęsknionej słońca. 
Przez trawnik biegnie dziewczyna, ukryta pod parasolem. Parasol jest granatowy i ma jeden złamany drut. Zwiesza się smętnie, tak jak złamane skrzydło ptaka. Nie pada, ale dziewczyna biegnie, trzymając nad głową parasolkę. Często ją widzę. Zawsze z rozłożonym nad nią, tym samym, parasolem. Za każdym razem dostrzegam ją w biegu. Nawet jadąc rowerem, ma rozłożony nad sobą granat. Nie wiem kim jest i dlaczego chowa się przed światem nawet w słoneczne dni. Nie wiem dlaczego zawsze towarzyszy jej tylko parasol. Nigdy się nie uśmiecha. Jest smutna, tak jak jej granatowy, nieodstępny przyjaciel. Nic o niej nie wiem, ale ciekawi mnie ona i ta jej inność. 
Jamniczka z trzeciego piętra znowu ujada pod moim oknem, a Mattie niespokojnie nadstawia uszu i warczy ostrzegawczo. To jej teren, a jamniczka znajduje się tuż pod naszym balkonem. Mattie traktuje ten kawałek trawnika jak swój i uważa, że należy go bronić. 
Przez rozległy parking oddzielający dwa wieżowce między sobą, idzie pan listonosz. Przepastna torba kołysze mu się na biodrze, a wystające z niej paczki i pakuneczki świadczą, jak bardzo zmienił się charakter naszego komunikowania się ze sobą. Dzisiaj list to rzadkość, a szkoda, bo tak miło było czekać na tę białą kopertę w skrzynce. Teraz te skrzynki straszą tylko stertą rachunków do zapłacenia i ulotkami, których nikt i tak nie czyta. Lubię naszego pana listonosza. Często do nas zagląda i zawsze dzwoni dwa razy:) 
Mój dzień stopniowo nabiera tempa. Wiem, że kiedy odejdę od tego kuchennego okna i wyjdę z domu, będę pędzić, jak całe moje miasto. Nieustannie będę zerkać na zegarek i poganiać ciągnący się przede mną korek, bo każda minuta jest dla mnie ważna i dokładnie wyliczona. Ale dopóki jeszcze tu jestem i patrzę na ten dzień zatrzymany przy porannej kawie, myślę sobie, że życie może mniej boleć, jeśli nauczymy się żyć jego codziennymi oddechami i zaakceptujemy siebie takimi w tej codzienności, jacy po prostu jesteśmy. 
Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Oleksa
       

Komentarze

  1. Och, Bajeczko moja, życie to codzienność tylko czasem bardziej lub mniej odświętna :)
    Cieszę się z naszego dzisiejszego spotkania, bo chociaż w biegu i na krótko, to i tak zaistniało.
    Do zobaczenia wkrótce :)
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podoba mi sie ostatni akapit. Swieta prawda. Pedzimy jak cale miasto, swietnie to ujelas. Jestesmy czescia tego kolowrotka i sami napedzamy go bardziej i bardziej. Kiedys pisalam tradycyjne papierowe listy z kilkoma kolezankami, potem przyszly maile, potem tylko krotkie 'zaczepki' typu 'co slychac?' na fb. Wspomnialam kolezance warszawskiej, ze zazdroszcze im spotkan, przegadanych wieczorow (bo wyjechalam) a ona mowi ze spotkan juz dawno nie ma! nikt nie ma na nie czasu, nie ma wiec znaczenia czy jestem w Warszawie czy nawet w Afryce. Czy to swiat sie zmienil, czy jako kobiety po 30tce mamy wiecej na glowie bo praca, rodzina itd.?
    PS. hm, ciekawe z tym listonoszem, ktory zawsze dzwoni dwa razy:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Heу thеre, You hаve done an incrеԁible
    job. I'll definitely digg it and personally suggest to my friends. I am confident they will be benefited from this web site.

    My web-site; random chat

    OdpowiedzUsuń
  4. Popatrzcie .. a mnie już 50- tka się zbliża wielkimi krokami ;-)..Jak sobie przypomnę moje życie po 30-tce, to faktycznie był "kołowrotek". Poranną kawę piłam nieraz o 4 rano,żeby dzieciom przygotować "wyprawki" do szkół, zanim pójdę do pracy, a wcześniej do nocy gotowałam obiadek,żeby miały gotowy jak wrócą, a mnie jeszcze nie będzie.
    I kto by pomyślał,że teraz moje życie zwolni do tego stopnia,że poranna kawa to godzina 10,30 i to nieraz jeszcze w szlafroku, bo nie mam się gdzie spieszyć ;-)( no chyba ,że do lekarza .. bo powiem Wam,że chyba nie ma siły ,żeby oszukać metrykę..zawsze coś wylezie z ukrycia ..) Kurki mi jajeczka znoszą...pomidorki już powoli w skrzynkach dochodzą do wiosennej formy, "słucham " jak rosną tulipany, z dnia na dzień coraz wyższe ..no i tak sobie żyję na moim odludziu.
    Oczywiście mieszkanie w bloku też swój urok miało-jakoś tak między ludźmi się toczyło. Teraz jednak czytając Wasze wpisy, widzę jak bardzo zwolniłam i z tego tak naprawdę bardzo się cieszę i jestem za to losowi wdzięczna. Przypomniało mi się też coś na temat zanikających spotkań. Nie pamiętam gdzie to czytałam,że czasami jest tak,że pół godziny targujemy się z koleżanką, która wpadła "na chwilę"-żeby weszła i usiadła , a ona mówi ze nie ma czasu,że tylko na chwile ,że w drzwiach... i tak nam nieraz pół godziny schodzi na "targowaniu się" ..a gdyby weszła i usiadła ,to te same pół godziny przy herbatce, miałoby całkiem inny charakter ...nie prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja Cię rozumiem! Też zwolniłam i też z powodu wieku, bo mi dzieci porosły i już tak nie latam i jak ja sobie to cenię! Co za ulga wypić kawę o 10.30 i popatrzeć za okno. A ze spotkaniami jest tak, że jak się chce, to się ma, bo zawsze się jakiś kawałek czasu wyrwie. Jak z zakochanymi - mają czas dla siebie nie dlatego, że go mają w ogóle w nadmiarze, ale ponieważ tego CHCĄ. Pozdrawiam :)
      Basia

      Usuń
  5. Eхcellent іtеms from you, man. I've be aware your stuff previous to and you're just
    too excеllеnt. I actually like what you've obtained right here, really like what you're
    saуing and the ωay through ωhich you аssert it.
    You mаkе it enjoyable and yоu stіll take caгe оf to keеp it smart.
    I can't wait to read far more from you. This is actually a wonderful site.

    Here is my page ... chat means

    OdpowiedzUsuń
  6. Tyle się za oknem zawsze dzieje... Też lubiłam obserwować ten ruch, spieszących się przechodniów, ale zwykle wieczorami, przed snem bo wtedy jakoś łatwiej znaleźć chwilkę dla siebie... :) Właściwie nadal lubię, ale teraz jakoś nie ma kiedy, nawet wieczorem, zresztą po zmianie mieszkania jakoś czuję jakby to nie było to samo.
    Pozdrawiam,
    Telemarketerka :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi miło Panią tutaj gościć:)Spotkania... Komentarz Magdy uświadomił mi, że tak wiele spotkań odkładamy, przez ten pośpiech, którego nie możemy dogonić, a one przecież są ważne. Ale powiem Wam, że to miejsce jest też moim "pokojem", w którym choć przez chwilę, ale spotykam się z Wami. A może spotkamy się któregoś wieczoru, w tym samym czasie, każda ze swoim kubkiem herbatki i "czymś", co dorzuci na nasz wspólny talerz z różami lub wspólny stolik i porozmawiamy o tym, co dla nas ważne? "Podrzemy" razem to pierze i pobędziemy blisko kogoś, kto jest obok, nawet w ten sposób. Ja na pewno zajrzę tu w sobotni wieczór. Wypijecie ze mną herbatę? Opowiecie o wiośnie, która wkracza tak nieśmiało? Magda, czy u Was w ogóle jest wiosna? Dobrze mi z Wami. Cieszę się, że tu jesteście:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się zaproszona :-) i już myślę, co upiec na wyjątkowy różany talerz, to dopiero jest wyzwanie:-) Pozdrawiam i donoszę,że dziś było ciepło-uwierzycie? Nawet musiałam rozpiąć kurtkę .:-)(ciągle mam wrażenie-że to zbyt piękne,aby mogło być prawdziwe..)Już się cieszę na sobotni wieczorek i zacznę przygotowania.
      "Następnego dnia Mały Książę przyszedł na oznaczone
      miejsce.
      — Lepiej jest przychodzić o tej samej godzinie. Gdy będziesz
      miał przyjść na przykład o czwartej po południu, już od trzeciej zacznę odczuwać radość. Im bardziej czas będzie posuwać
      się naprzód, tym będę szczęśliwszy. O czwartej będę podniecony i zaniepokojony: poznam cenę szczęścia! A jeśli przyjdziesz
      nieoczekiwanie, nie będę mógł się przygotowywać... Potrzebny
      jest obrządek.
      — Co to znaczy „obrządek”? – spytał Mały Książę.
      — To także coś całkiem zapomnianego – odpowiedział lis.
      – Dzięki obrządkowi pewien dzień odróżnia się od innych, pewna godzina od innych godzin."

      Usuń
  8. O tak, mam nadzieję, że ta wiosna w końcu zagości na dobre :)
    Dziekuję bardzo za zaproszenie i polecenie bloga, na pewno będę zaglądać częściej. Również w sobotni wieczór :)
    Pozdrawiam,
    Telemarketerka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. І'd like to thank you for the efforts you have put in penning this blog. I am hoping to see the same high-grade content by you in the future as well. In truth, your creative writing abilities has inspired me to get my own, personal website now ;)

    Have a look at my blog; http://lifebanq.Com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak