sobota, 13 kwietnia 2013

Podróż w czasie

Fot. Marcin Oleksa 


Sobotni , spokojny wieczór; w piekarniku jeszcze dopieka się chałwowiec; na moim talerzu wykładam Chatkę Puchatka, o którą moi trzej muszkieterowie nie mogą się doprosić (więcej przy niej roboty, niż przyjemności, bo znika w zastraszającym tempie!). Za chwilę zaparzę sobie czarną herbatę z kawałkami cytrusowych owoców w środku i cudnymi fusami, które błąkają mi się po kubku; usiądę wygodnie i do każdej z Was uśmiechnę się na przywitanie: Dobrze, że jesteś! Porozmawiamy? 
Parę dni temu, mój ośmioletni syn zapytał mnie: "Mama, czy ja już jestem mężczyzną?"  Przyznam szczerze, że zastrzelił mnie tym pytaniem. Słodkie pisklątko, które z nadopiekuńczością chowam pod swoimi skrzydłami informuje mnie, że zrobiło mu się tam nieco za ciasno i potrzebuje więcej przestrzeni. Dwa tygodnie temu oznajmił mi, że nie będzie już chodził ze mną za rączkę, bo jest duży. Fakt, duży, ośmioletni chłopiec nie chodzi już z mamą za rączkę :(
Uświadomiłam sobie, że czas płynie nieubłaganie, a my nie możemy zrobić nic, aby go zatrzymać, czy cofnąć. Nie możemy zmienić tego, co już sie wydarzyło, ani wprowadzić poprawek w sprawy, które się zapętliły; ale możemy wyciągać wnioski i zdobyte życiem doświadczenie wykorzystać w tym momencie swojego życia, w którym się obecnie znajdujemy. 
W czasie świątecznego, rodzinnego spotkania, jedna z moich ulubionych cioć, którą w posagu wniósł mój mąż :) zapytała, do jakiego momentu naszego życia chcielibyśmy wrócić, gdybyśmy otrzymali taką możliwość od Pana Boga. Przy stole zapadła refleksyjna cisza, a potem zaczęły padać przeróżne odpowiedzi, dyktowane tęsknotą i pragnieniami serca. Pomyślałam sobie wtedy, że pomimo wielu błędów i życiowych pomyłek, o które jestem bogatsza, nie chciałabym cofnąć czasu, ale chciałabym zatrzymać go tu i teraz; właśnie w tym momencie mojego życia, gdy moi synowie jeszcze się do mnie przytulają, a mój mąż patrzy na mnie z tym "czymś" w oczach, co dodaje skrzydeł i sprawia, że uśmiecham się do każdego nowego dnia, bez względu na to, co przyniesie. 
Chciałabym zatrzymać te dni, kiedy mam jeszcze przy sobie moją babcię, której z każdym dniem ubywa sił, a ja z przerażeniem widzę ten postępujący proces, gdy czas dopomina się o swoje, odbierając człowiekowi wszystko po kawałeczku. Chciałabym nacieszyć się moją mamą, którą choroba odbiera mi wolno, ale konsekwentnie. Chciałabym zatrzymać przy sobie teściów, z tą ich radością życia i siłami, które jeszcze im dopisują. 
Chciałabym utrzymać w sobie tę radość, którą czuję po każdej wydanej książce, opublikowanym artykule czy dobrze przeprowadzonej lekcji. Chciałabym tego nigdy nie zgubić.
Nasze życie składa się z posklejanych kawałków codzienności. Wszystkie z nich układają się w mozaikę, która nie zawsze jest idealna, ale prawdziwa, bo składają się na nią ludzkie uczucia, zdarzenia i fragmenty tego, co nas otacza. Nasze noce i dnie. Przypływy i odpływy. Radość i rozpacz. Zdobywanie i strata. Poświęcenie, czasami zagubienie, słabość i siła. Po prostu - my. 
A Ty, w którym momencie życia chciałabyś się teraz znaleźć?
Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Oleksa - kawa z tygla Powiew Bliskiego Wschodu:)
      

20 komentarzy:

  1. Dobry wieczór, dobrze, że mam powiadomienie o Twoich Moniko opublikowanych nowych postach, więc z radością mogę się teraz z Tobą, i mam nadzieję z innymi, spotkać :)
    Zastanowiło mnie Twoje pytanie. Kiedy patrzę dziś na moje dwa Króliczki, które tak naprawdę są już całkiem sporymi Królikami, to myślę, że najlepiej mi tu i teraz z pamięcią o tym, co było. Bo tego "teraz" nie byłoby bez tego "kiedyś". Wszystko to, co minęło wbudowało się we mnie, więc nadal jest, noszę to w sobie, dzięki pamięci. I jakoś nie wyobrażam sobie, bym chciała wrócić do którejś chwili, bo co z tymi, które pojawiły się po niej? Nie chcę, by były inne, bo chociaż pewnie mogłoby być lepiej, to i tak dla mnie dobrze jest jak jest :)
    Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Basiu teraz mam okazję dużo pisać z dziewczyną mojego syna. Ma do mnie bardzo wielkie zaufanie ( z czego sie cieszę) i nieraz piszemy sobie na skypie bardzo długo i o wszystkim. Wczoraj mi napisała,że strasznie jej ciezko z tego powodu,że widzą się tylko 2 dni w tygodniu, bo jak on pracuje, to nieraz cały tydzień sie nie widzą.Pisała mi "jutro i pojutrze sie zobaczymy i co z tego, jak znowu cały tydzien potem sie nie bedziemy widzieli.I ja wtedy dopiero zauwazyłam, jak z wiekiem nauczyłam się zupełnie inaczej odbierać świat. Przeciez jaka to radośc,że dwa dni spotkan przed nimi -prawda?Po co martwic się następnym tygodniem? próbowałam jej to wytłumaczyć, ale młodośc jednak mysli inaczej...Dlatego masz racje -nie byłoby "teraz" gdyby nie było tego, co sie w nas po drodze wbudowało

      Usuń
    2. To zupełnie nieprawdopodobne ta Twoja relacja z dziewczyną Twojego syna - coś pięknego! Ma dziewczyna szczęście :) Młodość myśli inaczej, rzeczywiście, ale wiesz co? Widzę, że oni potrzebują bardzo takiego głębokiego kontaktu z kimś, kogo życie już trochę przeczołgało. Mnie kiedyś bardzo brakowało takiego czegoś i teraz aż zazdroszczę mojej 19-letniej córce, że... ma mnie (nie zabrzmiało zbyt skromnie, ale serio mam taką relację z moją Małą... ). I co z tym Twoim kręgosłupem? Da się coś z tym zrobić, żeby aż tak nie dokuczał?
      B.

      Usuń
    3. Urodziłam się z wadą szyjnego kręgosłupa i z wiekiem coraz gorzej przechodzę te jego "napady", oprócz leków i dobrego pana "nastawiacza" który potrafi coś tam odblokowac- nic więcej :-( Takie "akcje" mam zawsze wiosną,teraz było 3 lata spokoju -więc i tak długo:-) Co do relacji..widzisz Basiu , ta moja "synowa" kiedys mi napisała,że woli pisac ze mną niż z kolezankami,i ciągle chce sie ze mna na taką babską kawkę umówic,ale jakoś nie umiemy się zgrać w czasie, więc staram się przekazać jej jak najwięcej.Zazdroszczę Ci po cichutku Twojej córeczki..i tego że macie siebie nawzajem. Tyle mogłabym moim córkom dać-gdyby tylko zechciały, ale "Miłośc cierpliwa jest.."Taka międzypokoleniowa wymiana- to jest dopiero COS-prawda? Monika z tego co widzę ma a domu wiele tej "dobroci" :-)

      Usuń
    4. Och, czasem nie da się nic poradzić na pewne sprawy, bo do tanga trzeba zawsze dwojga. Może Twoje córki nie są gotowe na "spotkanie" z Tobą. Tak bywa przecież. A miłość to moc nieprawdopodobna. Zawsze dociera do tego, komu ją posyłamy. Nawet jak ten ktoś nic po sobie nie pokazuje, to i tak to czuje. Współczuję serdecznie kręgosłupa. Tak to jakoś z nami jest, że każdemu z nas coś tam "nie tak, jak trzeba". Nie jestem pewna czy dobrze myślę, ale z własnego doświadczenia wiem, że dopiero jak mnie dopadły jakieś bóle, to się we mnie pootwierały jakieś drzwi i okna i łatwiej teraz mi człowieczeństwo ze mnie wylatuje. A Monisia to mi też córci "zazdrości", bo ona ma tych swoich muszkieterów :)

      Usuń
    5. Tak sobie teraz pomyślałam, gdyby był wehikuł czasu, czy faktycznie chciałabym gdzieś wrócic? Chyba jednak nie, bo szkoda byłoby mi stracić to co mam , to co powstało we mnie z posklejanych kawałków codzienności. Może jedynie żal zmarnowanych słów ,które nie zostały powiedziane w porę tym ,których już nie ma. Żeby tak na chwilę Mama wróciła..to tak ,to bym chciała, ale tu i teraz ..z moim "bagażem" -jak dobrze byłoby sie przytulić na chwilę "-)

      Usuń
    6. Oj Basiu, tej córci to Ci zazdroszczę:)
      M.

      Usuń
  2. Dobry wieczór, ja też już z herbatką przybywam,świeżutkie ciasto ze śliwkami wyjęłam z piekarnika i pędzę z nim ,żeby na różany talerz położyć po kawałeczku dla Was.Pędzę to może za duże słowo, znowu odezwał mi się kręgosłup szyjny a z tego tak potworny ból głowy,że tylko zastrzyki są w stanie mi pomóc..:-(. Przeczytałam szybciutko Wasze wpisy Moniko i Basiu -jeszcze do nich zaraz wrócę,żeby przetrawić je na spokojnie.Nie chciałam się spóźnić... Moja pierwsza myśl na tę chwilę jest taka,że wróciłabym do czasów, kiedy nic mnie nie bolało:-)..ale tak poważnie , ból faktycznie uszlachetnia, bo teraz kiedy juz trochę cierpień doświadczyłam, potrafię cieszyć się jak dziecko z każdego dnia i z kazdej chwili, kiedy po prostu dobrze się czuję:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to prawda czas płynie nieubłaganie.
    A mi właśnie przyszła informacja o Twoim poście.
    Słodkie dzieci jak wejdą w okres dojrzewania odsuwają się niestety i trzeba się do tego przyzwyczaić.
    Zazdroszczę Ci twoich "staruszków", już kiedyś o tym pisałam.
    Ja dzisiaj piekłam chleb/pokazałam go nawet na blogu/ a teraz może jeszcze coś słodkiego na jutro zrobię.
    Ten chałwowiec mnie zainteresował.Może przepis podasz.
    Miłego wieczoru i dobrej niedzieli życzę.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeżeli chodzi o powrót w czasie.Wróciłabym do lat 60-tych ubiegłego stulecia.To czasy, kiedy chodziłam do liceum i byłam młodziutka i niewinna, chociaż grzechy już na mnie czyhały.)

      Usuń
    2. A ja jakoś o szkolnych czasach nie pomyslałam,w sumie nie było źle...:-)głowa pełna planów i pomysłów na życie.
      Ps . Chleb piekłaś na drożdzach czy na zakwasie?

      Usuń
    3. Na zakwasie. Z ziarenkami słonecznika, przepyszny!
      A ja do lat szkolnych nie chciałabym wrócić. Szkoła to dla mnie przeżycie traumatyczne, do dziś śnią mi się koszmary, że siedzę na lekcji matematyki, której nigdy nie rozumiałam, i akurat mnie wzywają do odpowiedzi! Za każdym razem budzę się z ulgą, że to tylko sen.
      Mój Marcin pozdrawia wszystkie moje miłe czytelniczki:)

      Usuń
    4. Ja piekłam tym razem na zakwasie i na drożdżach.
      Można go zobaczyć na http://natanna-takasobiekronika.blogspot.com/.

      Usuń
    5. Aż się głodna zrobiłam ;-)
      Matematyka to też był mój koszmar, a od kiedy uciekłam z koleżanką z dwóch lekcji matematyki na spotkanie z Ojcem św, to był już koszmar do kwadratu ..ale warto było ;-)

      Usuń
  4. Ciekawe jak smakuje kawa z tygla Powiew Bliskiego Wschodu..nigdy jeszcze nie piłam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochane Moje, tak miło Was widzieć:) Gabrysiu, kawa z tygla smakuje nieziemsko, a najlepiej w Kazimierzu! Chałwowiec zrobiony, ale dopiero jutro, jak się "przegryzie", będę mogła powiedzieć, czy wyszedł (wizualnie wygląda nieźle:D), bo robiłam go po raz pierwszy. Jak będzie smakował tak jak wygląda, znajdzie się w zakładce z przepisami. A wiesz Natalio, że u nas dzisiaj też pachnie wypieczonym chlebem? Upiekł go mój mąż, na którego przed chwilą "nakrzyczałam", bo przeszkadzał mi w czytaniu Waszych komentarzy. Czasami bywam okropna, prawda Basieńko?
      Macie rację, dziewczynki, że z wiekiem dojrzewamy. Teraz cieszy mnie każda chwila i każdy dzień, który mogę spędzić z moimi M., a jeszcze parę lat temu myślałam ze smutkiem o tych dniach, które rozłączą mnie na kilka dni z moim M., którego praca nieustannie gna po Polsce. Nasze tu i teraz jest pełne smaku właśnie dzięki tym przeżytym latom i doświadczeniom. o to wszystko jesteśmy mądrzejsze, nawet jeśli było to bolesne...
      Tak dobrze mi z Wami:)
      M.
      p.s. Basiu, kubeczek w różyczki już czeka!

      Usuń
    2. No i tak mi już pachnie chlebkiem,że chyba upiekę znowu, kiedyś piekłam taki na drożdżach co tydzień, jak przyszedł rachunek za prąd to wyszło,że to najdroższy chleb świata :-) ale ciepły z masełkiem mmmmm bezcenny..;-)

      Usuń
  5. No i jak się fajnie porobiło u Ciebie na blogu Moniś? Aż mi ciepło od tego chlebka i całej reszty :)
    Do kubeczka Moniko mi tęskno pewnie tak samo jak jemu do mnie. I cieszę się, że już niedługo :)
    I bardzo mi miło pogadać sobie z Wami wszystkimi. Ciepło pozdrawiam:)
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  6. Herbatkę już wypiłam- w przemiłym towarzystwie , trochę cofnęłam się w czasie i pewnie jeszcze trochę pomyślę na ten temat z głową na poduszce. Dziękuję za ten miły wieczór -mam nadzieję,że zapoczątkuje on coś wspaniałego...fajnie tak wspólnie sobie pogawędzić(wiecie,że za miesiąc o tym czasie juz będę podziwiac moją ukochaną kolorową fontannę w Dusznikach?..jak sie cieszę..) Moniko pozdrów także ode mnie Twojego Męża Dobrej nocy Wam życzę , moja głowa już się stanowczo domaga ułożenia na poduszce :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobranoc i do zobaczenia ponownie ze wszystkimi :)
    Basia

    OdpowiedzUsuń