Sernik w krateczkę

Fot. Marcin Oleksa


W całym mieszkaniu pachniało waniliowym zapachem sernika. Janina piekła go specjalnie dla Krzysia, który wprost uwielbiał to ciasto. "Babciu, kiedy będzie ten puchaty sernik w krateczkę?" - pytał za każdym razem, jak przyjeżdżali tutaj całą rodziną. Nie robiła go często, bo dużo przy nim zachodu, a i najtańszy też nie był, bo aż dziesięć żółtek do niego potrzeba i dwa masła; ale dzisiaj postanowiła podarować sama sobie ten sernik na urodziny. 
Od samego rana była radosna jak skowronek. Nie przeszkadzał jej nawet smutny widok zalegającego śniegu za oknem. Robota paliła jej się w rękach i dawno już nie czuła w sobie tyle młodzieńczej energii, co dziś. 
Pracę w kuchni umilało jej kuchenne radio, nieodmiennie od lat nastawione na radiową Jedynkę. Lubiła słuchać radia, kiedy piekła, gotowała czy uprzątała kuchnię. Cztery pory roku były dla Janiny filarem, na którym opierała swoje uporządkowane życie. Dawały poczucie bezpieczeństwa, że pomimo przemijalności lat i różnorodności, którą oferował świat, pewne rzeczy są niezmienne i nadal wytyczają rytm dnia. Jak kiedyś. 
Uśmiechnęła się do Tomasza, spoglądającego na nią ze zdjęcia. Znów ten mars na jego czole. Wiedziała co chciał jej powiedzieć, ale dzisiaj nie chciała go słuchać. 
- No, nie dzwoniłam i nie przypominałam, ale przecież własnym dzieciom nie muszę oznajmiać, kiedy mam urodziny - odpowiedziała na nieme pytanie, zastygłe w nieruchomych oczach męża. - Poza tym, czym tu się chwalić? Że to już kolejny krzyżyk na karku? Zobaczysz, że przyjdą. Wpadną jak po ogień, ale przyjdą. Aśka na pewno pamięta. Dwa lata temu dostałam od niej taki ładny wiklinowy koszyczek do łazienki. A od Krzysia taką piękną laurkę. Zobaczysz, że nie masz racji. 
Często z nim rozmawiała. Dzięki temu wciąż czuła jego bliskość i opiekę. Nie mówiła dzieciom, bo one i tak by tego nie zrozumiały. Uśmiechałyby się pod nosem, uważając ją za dziwaczkę. Nie chciała tego. Nie chciała by wiedziały, że tak jest lżej znosić samotność. Bo Janina czuła się samotna i nie potrafiła zrobić nic, aby pozbyć się tego natrętnego współlokatora z własnego domu. Teraz też tu była. Stała przy oknie z założonymi rękami i patrzyła na Janinę ze współczuciem. Dlaczego tak patrzy? Przecież dziś są jej urodziny i spędzi je z rodziną. Dlaczego tak wwierca ten przeszywający wzrok, przyprawiając Janinę o nieprzyjemny dreszcz? 
A tam, nie będzie zwracała uwagi, tylko zajmie się robotą. Gorący obiad dzieci zjedzą z przyjemnością. Bo przecież one ciągle w pośpiechu, nawet zjeść porządnie nie mają kiedy.   
Ciepło od piekarnika rozeszło się po mieszkaniu, zostawiając waniliową woń sernika w pustych pokojach. Samotność przysiadła na kuchennym taborecie i spojrzała ze współczuciem na kobietę. Ona wiedziała, że i dziś Janina zasiądzie do obiadu sama, bo nikt nie przyjdzie. A sernikiem podzieli się z sąsiadką. 
Monika A. Oleksa 



Fot. Marcin Oleksa
 

Przepis na sernik w krateczkę umieściłam w zakładce Przepisy ze szczyptą miłości :) Czasami można się skusić...     

Komentarze

  1. Zapachniało serniczkiem, powiało samotnością i nieodłączne radio w kuchni gra, bez którego nic się przecież w kuchni nie udaje. Gdzieś tam po świecie dzieci noszą w sobie cząstkę tego co im dałaś...może jest to figlarny uśmiech...może zbyt wcześnie siwiejące włosy przekazywane w genach od pokoleń....Cząstka serca,która sprawiedliwie przypadła każdemu w udziale,krew z twojej krwi...lata młodości spędzone nad łóżeczkami,strach w oczach i chwile grozy nad rozpalonymi czołami..nieprzespane noce,radość z pierwszych słów, z pierwszych życiowych osiągnięć...i tak bez końca można wymieniać.A ty pieczesz co sobotę pachnący serniczek bo wiesz, że Samotność i Sąsiadka nigdy cię nie zawiodą

    OdpowiedzUsuń
  2. I jeszcze jedno Gabrysiu wiesz - że one muszą wyfrunąć z gniazda. Po prostu muszą. Tak, jak i my wyfrunęliśmy z naszych gniazd. Chociaż nasze niecierpliwe czekanie na to, by wyfrunąć było dla nas zrozumiałe, to ich odfruwanie boli. Mówimy sobie, że tak trzeba, że tak być musi, że o to chodzi, ale... i tak boli. Bo pamięć tego, o czym tak prawdziwie dla nas - matek napisałaś, zostanie w nas na zawsze. Nie wiem czy kiedykolwiek przestaniemy czekać aż przyjadą na serniczek czy w ogóle... bez znaczenia, aby tylko je zobaczyć. Moje dwa mam jeszcze w gnieździe, ale pewnie już niedługo...
    Jadę za parę dni do moich Rodziców. I znów się poryczę, gdy Mama powie mi, że na tę okoliczność zawiesiła świeże firanki. Jednak myślę, że miłość się "dziedziczy". Wierzę, że mamy duchowe geny także, oprócz tych fizycznych. I można je dalej przekazać - niech lecą w świat razem z naszymi pisklakami.
    Pozdrawiam
    Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba sobie oczy "przepłukac" :-),wczorajszy wpis Moniki uruchomił u mnie chwile litości nad samą sobą :-)i się troszkę rozkleiłam...I ta wieczna zima i grypa która w nocy mnie zaatakowała całą sobą-wszystko to wywołało u mnie stan "wyjątkowy"..Przecież w koło mnie tyle "zjadaczy" sernika ,że opędzić się nie mogę :-), tylko czasem w takich chwilach jak wczorajsza ,wykiełkuje żal,że właściwie to ja nie wiem czy kiedykolwiek w życiu będę zawieszała świeże firanki z okazji przyjazdu moich "Pisklaczków":-).
      Ostatnio gdzieś przeczytałam ,że my za mało żyjemy chwilą teraźniejszą ,wszystkie zmartwienia i żale w naszym życiu, to myśli- biegnące w przeszłość ,której już nie ma i przyszłość ,która jeszcze nie nadeszła,a chwila teraźniejsza przecieka nam między palcami.
      Więc póki co, jak tylko zwalczę grypę zabieram się do pieczenia serniczka ze szczyptą miłości dla tych,którzy są TU i TERAZ ;-)Miłej niedzieli zyczę.Gabrysia

      Usuń
  3. Gabrysiu, przytulam Cię mocno i tupię groźnie na Twoją grypę, aby wzięła nogi za pas i dała Ci spokój! Ja wierzę, w Twoje "Pisklaczki". A póki co, masz rację, trzeba chwytać to, co wokół nas i cieszyć się tym, co mamy tu i teraz i tymi, którzy są obok tu i teraz. A wiesz, że ja dla Ciebie też kiedyś upiekę serniczek! Tak jak piekę dla Basi:)
    Trzymaj się cieplutko, wygrzej i przegoń grypę!
    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dołączam do groźnego warczenia na grypę, więc paskuda ucieknie szybciej niż... serniczek się upiecze :)
    I wiecie co? Firanki, serniczki i te wszystko inne... Mogą być lub nie, bo na wiele spraw wpływu nie mamy, ale chyba jednak chodzi o serce - nasze własne serce i to, co w nim. Jeśli jest takie, które daje pomimo, to to, co daje nigdy nie upadnie na ziemię i się nie potłucze, bo dary serca mają to do siebie, że skutecznie "atakują" obdarowanego. Nawet jeśli on o tym mało co wie i sobie za bardzo sprawy nie zdaje. Miłość to potęga. A my o tym dobrze wiemy, prawda?
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. Przy miłej rozmowie i pysznym serniczku w kratkę, kryzys grypowy chyba minął.Mam nadzieję ,że jutro już będzie tylko lepiej.Dziś oglądałam program ,w którym kobiety opowiadały o tym, jak ważne są takie małe "sabaciki", gdzie można dzielić się i ubogacać swoją kobiecością,która rozwija się w nas w miarę upływu lat. I jeszcze jedno określenie bardzo mi się spodobało "współczesne darcie pierza..;-))".Dobrze ,że jest takie miejsce Moniko i Basiu, gdzie można ogrzać się miłymi słowami, a i Janina na tym pewnie skorzystała, bo nie musiała całego sernika zanosić do sąsiadki ;-),pewnie przy naszych rozważaniach zapomni trochę o swojej samotności..:-)Dziękuje Wam ,ze jesteście

    OdpowiedzUsuń
  6. I ja się cieszę z naszego wspólnego "darcia pierza", które jak się okazuje jest lekiem także na grypę (a może i na "całe zło"?).
    Pozdrawiam wiosennie (nareszcie!)Gabrysiu i Moniko :)
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja lubię z Wami drzeć to pierze! Brakuje mi tylko Magdy i jej komentarzy:) Pozdrawiam Was, dziewczyny, cieplutko i wiosennie!
    M.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiosna , pyszny serniczek i od razu się robi tak serdecznie .

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak