niedziela, 23 lutego 2014

Bogactwo

Fot. Marcin Oleksa


Do mojej kuchni zagląda gawron. Siedzi na nagim konarze rosnącego przed moim oknem drzewa napuszony, z dumnie uniesionym łebkiem. Jego czarne, małe oczka zdają się patrzeć prosto na mnie z oczekiwaniem, czy wyjdę i go nakarmię? Karmi go mój mąż, który codziennie rano wyprowadza psa i wynosi ptakom ich codzienną porcję, na którą czekają. Dziękują nam za to swoją obecnością i głośnym "kra, kra", które odbieramy jako dobre słowo:) 
Czarne gawrony, szare kawki i lśniące pięknymi, biało-czarnymi piórkami sroki, ozdabiają nam ogołocone z liści drzewo, które dzięki tym skrzydlatym mieszkańcom żyje i czuje się potrzebne. Nie jest szarym kikutem nagich gałęzi, ale ma w sobie ogromne bogactwo życia i obietnicę, którą już pachnie spulchniona deszczem ziemia. 
Bogactwo. Pierwsze skojarzenie, które nasuwa nam się z tym słowem to przepych; coś, co można zobaczyć, zauważyć; coś, co przyciąga wzrok i niejednokrotnie powoduje ukłucie zazdrości w sercu. Bogactwo, czyli mnogość. Rzeczy, przedmiotów, przeżyć. Czegoś, co dla większości z nas jest poza zasięgiem możliwości, jeśli spojrzymy na to jedynie z tej materialnej strony. A przecież na bogactwo naszego życia składa się tak wiele, i ono wcale nie musi oznaczać majętności i posiadania. 
Człowiek staje się bogaty nie przez to, co posiada; ale dzięki ludziom, których w swoim życiu spotyka i przy których potrafi się zatrzymać. Każdy człowiek ma w sobie tak ogromną różnorodność cech, zdolności, uczuć i emocji; że z łatwością może obdarować tym innych, czerpiąc jednocześnie z ich różnorodności i bogactwa. Jedni drugich wzajemnie ubogacamy, dając im to, co w nas najlepsze i bez obawy, że oddamy wszystko. Im więcej dajemy, tym więcej do nas wraca i to w tym całym bogactwie życiowych zdarzeń jest zupełnie niesamowite, zadziwiające, ale prawdziwe. Dar z samego siebie, który składamy drugiemu człowiekowi to największe bogactwo, jakie sami otrzymujemy. Pomimo tego, że nie mam wiele, zawsze jest coś, czym mogę się podzielić, ofiarować, podać na wyciągniętej dłoni lub przesłać wraz z ciepłem, które potrafię w sobie odnaleźć. I nawet jeśli mam świadomość, że człowiek przy którym się zatrzymałam nic mi w zamian nie ofiaruje, bo sam posiada niewiele; radość w jego oczach i wdzięczność za to, że ktoś potraktował go po ludzku pomimo życia jakie prowadzi i sytuacji w jakiej się znalazł ze swojej lub nie swojej winy; potrafi ścisnąć serce i sprawić, że świat choć trochę pojaśnieje dzięki drobnym gestom i okruchom miłości, które można odnaleźć w sercu. 
Bogactwo. Słów. Myśli. Gestów, splatanych ze sobą w czasie rozmowy, spotkania, chwili zatrzymania. Wnosimy wzajemnie w swoje życie tak wiele; wymieniamy się doświadczeniami, zdaniami, wiedzą; obdarowujemy przyjaźnią, miłością, zaufaniem; jesteśmy na tym świecie nie po to, aby zatrzymać wszystko dla siebie i na sobie tylko skupić uwagę, ale aby sprawić, by czyjeś życie ubogaciło się właśnie dzięki nam. Dzięki temu co jest we mnie. Żeby jednak dać coś z siebie komuś drugiemu, sam muszę się nieustannie ubogacać. Poszukiwać. Rozwijać w sobie to, co we mnie najlepsze; czym zostałem obdarowany, uzdolniony; w co zostałem wyposażony. Nieustannie odkrywać bogactwo we mnie i zaskakiwać samego siebie tym, jak mogę go pomnażać - dzieląc; jak zachować - oddając, i jak dostrzec - słuchając serca, w którym jest dość miejsca, aby gromadzić tam te wszystkie skarby, jakie dostaję każdego dnia poprzez ludzi i zdarzenia, które nieustannie ubogacają moje zwykłe - niezwykłe życie. Życie człowieka. 
Monika A. Oleksa  


Fot. Marcin Oleksa

5 komentarzy:

  1. A wrona siwa nie zaszczyciła Lublina swoją obecnością? Tak pięknie ją kiedyś zapraszałaś :)
    Lubię "grzebać" w skarbcach, jakimi są inni ludzie. Tyle w nas kosztowności!
    Ludzkie piękno jest bezcenne.
    I dziękuję przy okazji, że mnie ubogaciłaś i nadal ubogacasz sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie, że nie zaszczyciła! Ale spróbuję coś z tym zrobić:) Może przywiozę ją ze sobą następnym razem, gdy przywiozę śnieg? Myślisz, że zaprzyjaźniłaby się z moimi gawronami?
      Tak, Basiu, ludzkie piękno jest bezcenne. Wiesz, spotkałam w piątek Wędrowca. To jego słowa i oczy pełne wdzięczności skłoniły mnie do napisania Bogactwa...
      Dziękuję Ci za to, że na tak wiele spraw i drobiazgów zwróciłaś moją uwagę i za to, że za każdym razem, gdy się spotykamy, wciąż mnie sobą ubogacasz i dzielisz się tym, co w Tobie najpiękniejsze. Po prostu sobą.
      Przytulam Ciebie i Twoją stópkę:)
      M.

      Usuń
    2. Wędrowiec potrafi dać po sercu :)
      A stopa paskuda jedna nie lubi, jak się okazało, obciążenia i jak się tak stała sobie w kościele, to znów zaczęła boleć, więc Twoje przytulenie to jak miód na moje serce :) No, i się wyżaliłam i jakby mi lepiej :)))
      I myślę, że wrona siwa z jej nieodpartym urokiem w mig rozkochałaby w sobie wszystkie gawrony, więc panie gawronice zapewne jej do Lublina nie wpuszczą.
      Dobrego tygodnia :)

      Usuń
  2. Chyba nigdy nie odbierałam drugiego człowieka w ten sposób. Może byłam nie dojrzała, a może nie spotkałam nigdy takich ludzi? Może nie wierzyłam,że ja coś mogę dać drugiemu człowiekowi...Chyba to wszystko przyszło z wiekiem, z nabytym doświadczeniem i z tym co zawsze powtarzać lubię ,że "czas nas uczy pogody".
    A może dopiero Ty Moniko i Basia pokazałyście mi jak można sobą obdarować drugiego człowieka i od Was się tego ciągle uczę?..Myślę,że jestem pojętną uczennicą, Przekonałam się,że ja , która tak naprawdę w siebie nigdy za bardzo nie wierzyłam-mogę też obdarować sobą i tym co potrafię.. i ktoś to doceni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, to co napisałaś, jest dla mnie dowodem na to, że ten blog po prostu musiał powstać i że jest tylko narzędziem w moich rękach; podobnie jak ja jestem tylko robotnikiem w winnicy...
      Ściskam Cię bardzo mocno, cudowna kobieto, która obdarowała mnie swoim pięknem zamkniętym w sercu:)
      M.

      Usuń